poniedziałek, 9 września 2019

Nowy Gagarin, czyli jak odnieść polityczny sukces w sześć minut


      Głowy nie dam, ale mam wrażenie, że pamiętam ów lot z Moskwy do Barcelony sprzed kilku lat, kiedy to na skutek czyjegoś błędu, czy to pilota, czy kontrolera lotu, czy zwykłego skrętu losu, doszło do zderzenia w powietrzu dwóch samolotów i oczywistej tragedii. Muszę jednak przyznać, że o dalszym ciągu owej historii jeszcze do wczoraj nie słyszałem. A sprawa jest nie byle jaka. Otóż dalej było tak, że człowiek, którego żona i dzieci znajdowały się na pokładzie, lecąc do Hiszpanii na wakacje, uznał, że winnym tego całego nieszczęścia jest szwajcarski kontroler lotu i postanowił go za to zabić. Z tego co dziś czytam, by swój plan doprowadzić do szczęśliwego rozwiązania, jego realizacji poświęcił ów Rosjanin wiele miesięcy, wynajmując nawet prywatnego detektywa, by ten zdobył dla niego adres owego kontrolera, dzięki czemu ostatecznie szwajcarskiego kontrolera lotu dopadł i go zamordował. Samo zabójstwo było jednak na tyle ciekawe i tak istotne dla całej naszej dzisiejszej historii, że przynajmniej jeden jego szczegół tu przedstawię. Otóż było tak, że kiedy wreszcie ów Rosjanin stanął oko w oko ze swoim, jak uznał, prześladowcą, wbił mu nóż w brzuch, a następnie włączył stoper, by odliczyć sześć minut, a więc czas, kiedy jego dzieci spadały z nieba na ziemię, a potem, mimo błagań o darowanie życia,  dobił go 12 ciosami.
     Dziś jest tak, że wspomniany Rosjanin nie dość, że pod odsiedzeniu dwóch lat w szwajcarskim więzieniu, jest od dawna na wolności, nie dość że na temat jego nadzwyczaj poruszającej przygody zostały nakręcone dwa filmy, w tym jeden z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej, to po powrocie do Rosji został przez swoich rodaków podjęty jak bohater, a dziś zadaje szyku jako wiceminister budownictwa w rządzie Północnej Oseti, oraz, z tego co słyszę, również bardzo ważny polityk w skali ogólnorosyjskiej. Ale pewnie bym to wszystko uznał za jeszcze jeden temat niewart naszej uwagi, gdyby nie fakt, że, jak słyszę, ów Kałojew – bo tak to jemu jest – miał dwa nadzwyczaj znaczące wystąpienia. W pierwszym z nich powiedział, że jemu film ze Schwarzeneggerem się nie podoba, bo on tam został przedstawiony tak by wzbudzać współczucie, a on sobie życzy, by ludzie o nim myśleli przede wszystkim z szacunkiem. Druga myśl Kałojewa, która zrobiła na mnie wrażenie, to ta gdzie zgłosił pretensje do nas Polaków, że źle myślimy o Rosjanach, podczas gdy oni nas zwyczajnie wyzwolili z nazistowskiej niewoli i za to powinno się zniszczyć wszystkie polskie groby na terenie Rosji. I te dwie rzeczy sprawiają, że ja na jego wyczyn, który sam w sobie zasługuje wyłącznie na pogardę, a który dał mu ową wątpliwą sławę, patrzę w jeszcze inny sposób. Otóż ja się potrafię domyślić, czym jest rozpacz oraz związane z nim pragnienie zemsty, natomiast mam tu przed sobą dwie kwestie, które wypadałoby nam rozliczyć. Pierwsza z nich to te dwa lata w szwajcarskim więzieniu, a druga to oczywiście dzisiejsza polityczna pozycja tego ciekawego człowieka. Jak wiemy, on stracił dziecko, które przez równe siedem minut spadało w otchłań śmierci, w związku z czym ktoś inny został zmuszony do tego, by przez owe siedem minut również w pełni świadomie umierać, a na samym końcu mamy przede wszystkim rosyjskiego gieroja, który w nagrodę za swoje niezwykłe bohaterstwo w starciu ze zgniłym Zachodem zostaje odznaczony stanowiskiem ministra na okupowanych przez Rosję terenach, i jak rozumiem, zawsze przed zaśnięciem dziękuję Panu Bogu i Świętemu Prawosławiu za to, że tak pokierowały jego losem, że jest dziś tu gdzie jest.
      Przepraszam bardzo, ale to jest coś do tego stopnia symbolicznego, że moja radość z tego powodu, że dziś w nocy Nadal wpieprzył temu Rosjaninowi przewyższa nawet moją sympatię dla samego Nadala. I tego się będę trzymał do śmierci.


     


1 komentarz:

  1. Ja w ogóle nie interesuję się tenisem, ale rozumiem i współodczuwam Twoją radość.

    OdpowiedzUsuń