wtorek, 24 września 2019

Pięć krótkich kawałków na pożegnanie lata


No i minął nam kolejny miesiąc, a wraz z tym nadeszła kolej na nowy odcinek „Wezwanych do tablicy”, a więc krótkich kawałków, które publikuję w miesięczniku „Polska Niepodległa”. Życzę miłej zabawy.


Sytuacja na publicznej scenie tak się nam w tych dniach ułożyła, że nie pozostaje mi nic innego jak dzisiejszy odcinek „Wezwanych do tablicy” poświęcić tak zwanym „świrom”.  Żeby temat wprowadzić z odpowiednim przytupem, zacznę może od świra nr 1, a więc popularnego aktora Wojciecha Pszoniaka. Otóż, jak już większość z nas wie, w Sieci ukazała się seria spotów, w których mniej lub bardziej znane gwiazdy salonów III RP zachęcają Polaków do udziału w zbliżających się wyborach hasłem „Nie świruj, idź na wybory”. Co jednak tu najbardziej interesujące, owa zachęta jest skonstruowana w taki sposób, że zanim zostanie wypowiedziane kluczowe wezwanie, każdy kolejny aktor zachowuje się, jak osoba z poważnym psychicznym oraz fizycznym defektem, czyli jak choćby ów chłopak zawleczony przez swoją mamę na inwalidzkim wózku  w ramach niedawnego protestu w Sejmie, czyli jak ów – w rozumieniu autora pomysłu –  kampanijny „świr”.
Kiedy w reakcji na ten idiotyzm w mediach rozpętało się piekło, głos zabrał rzeczony Pszoniak, tłumacząc, że on w ogóle nie rozumie o co te do niego pretensje, bo przecież wszyscy znamy słynne zdjęcie Alberta Einsteina, gdzie ten wystawia język i nikt mu nigdy nie zarzucał, że szydzi z osób kalekich.
Otóż panie Pszoniaku! Niech Pan wreszcie zrozumie, że nikt nigdy nie będzie kierował jakichkolwiek pretensji do Pana, i nikt też nigdy nie będzie od Pana wymagał niczego innego ponad to, by Pan z talentem odgrywał scenki przed kamerą, najlepiej tak, byśmy się wszyscy mieli okazję pośmiać. Pretensje są do tych, którzy napisali Panu tę rolę i za jej wykonanie Panu zapłacili. Niech się Pan zastanowi, jakie można mieć żale do zwykłego pajaca?

***

Świrem nr 2 zostaje w tym miesiącu słynna trójmiejska tramwajarka Henryka Krzywonos. Otóż owa kobiecina wystąpiła na briefingu prasowym z jednym z młodych Wałęsów i poskarżyła się na program 500+. Otóż chodzi o to, że ona ostatnio dużo jeździ po polskich wioskach, gdzie, jak wszyscy wiemy, ludzie się mnożą jak króliki, i ze smutkiem zauważa, że tam nikt nie pracuje, bo wszyscy żrą za otrzymywane od Państwa pięćsetzłotowe banknoty. Proszę posłuchać:
Jakieś pieniądze ludzie dostali i zapomnieli o całym świecie, wpadły im pieniążki do kieszeni. Z drugiej strony wielu Polaków nie pracuje z tego względu. Na wsiach, na których jestem bardzo często obecna, ludzie porzucili pracę, nikt nie zbiera truskawek, nikt nie wychodzi do robienia prac polowych, bo uważają, że to starczy. To się odbija na dzieciach.
A ja sobie myślę, że to właściwie ciekawe, że do udziału we wspomnianej kampanii ze świrami nie zatrudniono pani Heni. Czyż to by nie było piękne, gdyby ona stanęła przed kamerą, wygłosiła powyższy tekst o truskawkach i pracach polowych, a potem z poważną miną wycedziła: „Nie świruj, idź na wybory”? Może wtedy przynajmniej w Gdańsku wreszcie by ludzie ruszyli siedzenia i zagłosowali przeciwko tym, którzy ich od lat tak strasznie robią w trąbę.

***

A propos robienia w trąbę, przedstawiam Państwu świra nr 3, czyli Romana Giertycha, który oto właśnie skierował list do polskich przedsiębiorców o następującej treści:
Apeluję do wszystkich przedsiębiorców, a szczególnie do właścicieli małych i średnich firm o ustanowienie w swoich firmach specjalnej premii wyborczej wypłacanej już tydzień po wyborach, o ile oczywiście obecna partia rządząca nie będzie miała większości pozwalającej na sformowanie rządu”.
To co ten człowiek wymyślił świadczy moim zdaniem o dwóch rzeczach. Pierwsza to ta, że on z tej rozpaczy, w jaką wpędziły go przedwyborcze sondaże, ześwirował w sensie dosłownym, i to jest konstatacja w sumie smutna. Ale jest coś w tym jednak wesołego. Otóż mam na myśli widok Giertycha, jak tydzień po wyborach – oczywiście, dzięki sprowokowanej przez siebie obywatelskiej aktywności pracowników, przegranych przez Prawo i Sprawiedliwość – rusza w Polskę i w każdej kolejnej firmie sprawdza, czy ową premię otrzymali tylko ci, co głosowali na Koalicję Obywatelską, czy może tam się też zaplątali jacyś ukryci naziści.

***

Skoro o nazistach mowa, przed nami świr numer 4, czyli artysta filmowy i teatralny Jerzy Stuhr. I niech nikt nie myśli, że ja mam jakieś podejrzenia w stosunku do tego zacnego człowieka. Wręcz przeciwnie. Otóż, jak się dowiadujemy, on postanowił stanąć na czele walki z narodowo-socjalistycznym rządem PiS-u podejmując próbę doprowadzenia go do bankructwa, a więc w konsekwencji do zejścia z politycznej sceny. Jak on tego dokona? Otóż procesując się z Państwem Polskim w sądzie w związku z cierpieniami, jakich on doznaje każdego wręcz dnia, wdychając emitowane przez owo Państwo zanieczyszczenia. I znów oddajmy głos samemu świrowi, tym razem jednak w formie możliwie wiernej parafrazy jego wystąpienia w sądzie:
Z powodu zanieczyszczenia powietrza cierpię na problemy górnych dróg oddechowych, a przez fakt, że przeszedłem chorobę nowotworową znajduję się w grupie podwyższonego ryzyka. Odczuwam coraz bardziej trud wykonywania zawodu. Gdy wychodzę na scenę, boję się, że z powodu wywołanego przez smog kaszlu będę musiał przerwać przedstawienie. A nie mogę odmówić udziału w spektaklu nawet gdy w mieście obowiązuje alert smogowy. Nie ma rady, trzeba iść i grać, bo ludzie zapłacili za bilety. Nawet zwolnienia lekarskie wkładamy do kieszeni, żeby nie robić kłopotów telewizji”.
A ja sobie tak myślę, że kiedy weźmiemy pod uwagę poziom zawodowy Jerzego Stuhra i jego duszących się polskim smogiem kolegów, może nie byłoby złym pomysłem, gdyby Polskie Państwo poszło z nimi wszystkimi na taką ugodę, że oni wszyscy od dziś wycofują się z działalności publicznej, a premier powoła do istnienia specjalny fundusz, z którego oni będą do śmierci otrzymywać emerytury. Niechby nawet w wysokości przysługującej do niedawna byłym pracownikom SB. Że to by była zbyt duża rozrzutność? Wcale nie koniecznie. Przede wszystkim, dzięki pracy rządu, możliwości mamy całkiem spore, no a poza tym, czyż korzyści płynące z tego, że oni by się wreszcie zamknęli, nie byłyby dla środowiska naturalnego wręcz zbawienne?

***

Na koniec chciałbym do miana świra miesiąca nominować jeszcze jedną osobę, jednak mam tu pewien kłopot. Otóż mój kandydat jest już bardzo zaawansowanym staruszkiem i nie bardzo wiem, czy mi wypada. Jednak po dłuższym zastanowieniu postanowiłem trzymać się oryginalnego planu, a to z tego względu, że gdybym owego człowieka tu potraktował wyjątkowo, to mógłbym przez środowiska walczące o przestrzeganie zasad politycznej poprawności, zostać oskarżony o tak zwany „ageism”, czyli o dyskryminację ze względu na wiek. A ponieważ chcę tego uniknąć, przedstawiam Państwu prof. Adama Strzębosza, świra nr 5, który w tych dniach skierował do premiera Morawieckiego list otwarty, w którym zaapelował do niego o wyrzucenie z rządu ministra Ziobry. A było tak:
W sposób stanowczy i zdecydowany zwracam się do pana o odwołanie pana ministra Zbigniewa Ziobry ze stanowiska ministra sprawiedliwości i to nie tylko dlatego, że pod jego bokiem działała grupa właściwie przestępcza, bo ujawniająca tajne materiały personalne i dokonująca hejtu o znamionach zniesławienia, na której czele stał wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak, którego pan powołał. Pan minister Ziobro odpowiada za nominacje na wysokie stanowiska sędziowskie często ludzi sfrustrowanych, gotowych na wszelkie kompromisy moralne dla uzyskania wysokich stanowisk. Proszę pana premiera o możliwe niezwłoczne odwołanie pana ministra Zbigniewa Ziobry ze stanowiska ministra sprawiedliwości. Przecież jest pan historykiem, a historia tego panu nie zapomni”.
Właściwie treść tego listu komentuje się sama, ja jednak mam tu pewne wątpliwości co do oryginalnego autorstwa. Otóż styl tej przemowy robi wrażenie parodii tego co dawniej kursowało w publicznej przestrzeni jako „przemówienia towarzyszy”. Proszę zwrócić uwagę na zakończenie. Ileż tam jest możliwości! „Przecież jest pan inżynierem i wie pan, jak się buduje, a nie burzy”; „Przecież jest pan lekarzem i zna pan zasadę ‘po pierwsze nie szkodzić’”; „Przecież jest pan nauczycielem i wie pan, czym jest odpowiedzialność wobec tych, których pańskiej opiece powierzono”; „Przecież jest pan aktorem i wie pan, że trzeba grać rolę, którą panu przeznaczono”... Ups! Coś nie wyszło, a więc kończmy z tym wstydem.




4 komentarze:

  1. Dzisiaj to rzeczywicie zabawne, ale obawiam się, że pańskie pomysły na emerytury dla aktorów, ny ci zamilkli en block oraz ewentualnie gramialnie, nic nie dadzą. Proszę spojżeć na prof. Strzembosza. Emeryturę ma pewnie nie kiepską i mówić musi.

    OdpowiedzUsuń
  2. @JK
    Ależ mój plan jest przemyślany. Ja proponuje umowę, że emerytura będzie wypłacana pod warunkiem, że oni się zamkną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ pan to wymyślił! Nie daje im pan żadnej drogi ucieczki.

      Usuń
  3. Obejrzałem te spoty "Nie świruj". Moim zdaniem to oznaka upadku rzemiosła aktorskiego. Dla każdego, kto miał do czynienia z ludźmi chorymi psychicznie (ja miałem), widoczne jest, że te błazny nigdy się z kimś takim nie spotkali. Odgrywają kiepskie role, chyba najgorsze w swoim życiu, w oparciu o swoje wyobrażenia o zachowaniach ludzi chorych. Dlatego też nie widziałem do tej pory dobrze zagranej sceny obłędu Ofelii.
    Co do mecenasa Kunia, to przekroczył on granicę absurdu już dawno temu. Szkoda o nim gadać.
    Henryka... no cóż.
    Stary Stuhr... przygniotło go rozdęte ego.
    Strzembosz... złożył zobowiązanie, że środowisko sędziowskie oczyści się samo.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń