niedziela, 24 czerwca 2018

Gdy Orwell myli się z festiwalem w Opolu


Za chwilę wsiadam z żoną w pendolino i jedziemy na pięć dni nad morze. Że ma być zimno i deszcz? Nic nie szkodzi. Ludzie dorośli radzą sobie w każdych okolicznościach. Ponieważ zabieram ze sobą sprzęt, jest szansa, że parę razy coś napiszę, no ale, jak to mówią, się zobaczy.  Dziś, obiecany parę dni temu tekst o piłce nożnej, który oryginalnie ukazał się w najnowszym wydaniu „Warszawskiej Gazety”. Powinno być dobrze.



Mam kolegę, który od lat kibicuje przeciwko polskiej drużynie piłkarskiej. Jak sięgam pamięcią, a owa pamięć wraca do wczesnych lat 70-tych, mój kumpel marzy tylko o tym, by polscy piłkarze dostali w skórę od kogokolwiek, Niemców, Ruskich, czy nawet jakiegoś Senegalu. Czemu on zdecydował się na tego rodzaju podejście do sprawy, było nie było, narodowej? Otóż, z tego co rozumiem, jego problem polega na tym, że on bardzo żle znosi sytuację, gdy reżimowa propaganda wykorzystuje nasz prosty patriotyzm do tego, by w ten sposób karmić swoją podłość i występność. Tak było w dawnych latach PRL-u i tak, z jego punktu widzenia, sprawy się mają dziś. I w związku z tym, nie marzy on o niczym innym, by „Polskie Orły” nie wyszły  z grupy i w ten sposób będzie on mógł wreszcie zobaczyć na twarzy red. Holeckiej ów krzywy uśmiech refleksji.
Kiedy piszę ten tekst, wiemy już wszyscy, że polscy piłkarze, po bardzo złym występie, przegrali z drużyną Senegalu i, jak się domyślam, mój wspaniały kolega odczuwa wielką satysfakcję, natomiast ja zasypiam bardzo, ale to bardzo zmartwiony. Rozumiem oczywiście jego emocje, rozumiem jego moralny odruch protestu przeciw tej strasznej, tak strasznie perfidnej propagandzie, jednak dla mnie sukces polskiej druzyny to sukces Polski, a ja o niczym innym nie marzę, jak właśnie o sukcesie Polski. Dlatego martwię się dzisiejszą postawą polskich piłkarzy i liczę na ich dobry występ w kolejnych dwóch spotkaniach, i tu nagle przychodzi mi do głowy pewna refleksja, którą bardzo bym się chciał podzielić.
Otóż, jak podają niektóre media, znana nam skądinąd Krystyna Janda wygłosiła jak najbardziej publicznie i jednoznacznie opinię, że dla dobra nas wszystkich byłoby bardzo dobrze, gdyby polsska reprezentacja piłkarska poniosła na mistrzostwach w Rosji jednoznaczną i możliwie ciężką porażkę. Dlaczego? A to dlatego, że Jandzie bardzo nie podoba się obecny rząd i ona uważa, że dopóki władzy w Polsce nie obejmą ci, których ona popiera, Polska równie dobrze może zdechnąć.
Jednocześnie, jak słyszę, w tak zwanej „Little League” w Ameryce, rozpoczynający wielką sportową karierę dzieci, przed jednym z kolejnych meczów, podczas odgrywania hymnu, zamiast, jak nakazuje zwyczaj, stanąć na baczność, przykęknęły i odwróciły się plecami do amerykańskiej flagi. To były dzieci zaledwie ośmioletnie, a więc, jak się można domyślać, owa demonstracja nie była ich pomysłem, ale ich rodziców, czy trenerów, którzy pozostają bardzo rozaczarowni tym, że prezydentem Stanów Zjednoczonych został Donald Trump. I to jest, moim zdaniem, znak czasów taki sam, jak gest aktorki Jandy.
W książce Orwella „Rok 1984”, Winston w pewnym momencie wyraża pragnienie, by otaczający go świat dostąpił kompletnego moralnego upadku i wtedy wszystko będzie można zacząć od początku. Wygląda na to, że ci durnie, nawet jeśli czytali Orwella, to nie zrozumieli z niego ani słowa.

Jak zawsze, zachęcam wszystkich do kupowania moich książek. Są tu dwie drogi. Przede wszystkim można zajrzeć do księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl i tam się obkupić, ewentualnie napisać do mnie na mailowy adres k.osiejuk@gmail.com i powiedzieć, czego dusza pragnie. Bardzo polecam. No i coś, o czym regularnie zapominam. Jeśli ktoś mieszka w Warszawie, to w sklepie Foto-Mag jest również bardzo szeroki wybór naszych książek. Nie wiem, gdzie to jest, ale jak kto chce, to znajdzie.


1 komentarz:

  1. Orwell... ostatnio rozmawiałem z Panią u Brazylii, osobą wykształconą. Nie znała w ogóle Orwella. Zastanawiam się jaka jest znajomość tego autora poza krajami byłego ostblocku. U nas był zakazany, więc starsze pokolenie go zna. Czy 1984 jest jeszcze aktualny? Teraz przydałaby się książka pt." 2084"...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.