czwartek, 21 czerwca 2018

Idą nasi, a przed nimi moralność socjalistyczna


       Wczoraj na Facebooku pewien nasz wspólny kolega zamieścił nadzwyczaj głęboką refleksję, której ze względu na brak miejsca, no i tak naprawdę potrzeby, nie będę tu powtarzał, natomiast powiem, że spotkała się ona z tak dramatycznym niezrozumieniem, że jedyne, co mi pozostało, to złożyć mu wyrazy współczucia, a jednocześnie pocieszenia, że ja tu na moim blogu mam znacznie gorzej.
       Skąd tak niedobre myśli? Otóż, jak mi się zdaje, mimo że ja od dziesięciu już ponad lat trzymam właściwie wciąż tę samą postawę, chyba nigdy wcześniej tak jak ostatnio nie zostałem zbanowany przez tyle osób, które, wydawałoby się, pochodzą z bliskich mi ideologicznych stron, a mimo to uznały mnie nawet nie tyle za wroga, bo, jak wiemy, z wrogami każdy z nas sobie radzi znakomicie, ale za kogoś, na kogo się nawet nie podnosi wzroku.
       Bezpośrednim powodem do pisania mojej dzisiejszej notki jest zachowanie blogera podpisującego się imieniem „Genezy”, który – co nadzwyczaj ciekawe – najpierw uniemożliwił mi komentowanie swoich wypowiedzi, a następnie zaadresował do mnie następujące, swoją drogą wyciągnięte kompletnie z tak zwanej „dupy”, pytanie:
      Jak to się stało, że wszyscy uwierzyli w to, że to ty zatrzymałeś festiwal unsound w kościołach? Przecież ani nie ty zauważyłeś ten festiwal jako pierwszy, ani nie ty zadzwoniłeś do księdza z tą informacją i to właśnie ten ksiądz zatrzymał te wygłupy, a nie ty. Jak to się robi że oni wszyscy w to kłamstwo uwierzyli?
       Oczywiście najprościej byłoby udzielić odpowiedniej odpowiedzi bezpośrednio na blogu Genezego, ponieważ jednak, jak mówię, nie mam takiej możliwości, natomiast, owszem, mam świadomość, że za słowo nie trzeba płacić zbyt wiele, by ono zafunkcjonowało publicznie, jestem zmuszony do przypomnienia, że dnia 6 października 2015 roku dowiedziałem się od mojej córki o organizowanym od lat w Krakowie muzycznym festiwalu Unsound i o tym, że parę z koncertow kolejnej edycji festiwalu już w najbliższym czasie będzie miało miejsce w krakowskich kościołach. Był to wtorek, czyli czas, kiedy co tydzień wysyłam swój kolejny felieton do „Warszawskiej Gazety”, tak by zdążył się on ukazać w piątek, a już w niedzielę rozpoczynał się ów festiwal, a zatem natychmiast napisałem i wysłałem do Piotra Bachurskiego następujący tekst:

      Siadając do pisania dzisiejszego felietonu, czuję pewien niepokój, ponieważ mam świadomość, że dla wielu czytelników ‘Gazety Warszawskiej’ kwestia organizowanych w Polsce od okazji do okazji muzycznych festiwali stanowi coś na tyle egzotycznego, że każda próba poruszenia tematu może się skończyć kompletną porażką. A mimo to, jestem przekonany, że sprawa, którą się postanowiłem dziś zająć, jeśli spojrzymy na nią z pewnego szczególnego punktu widzenia, nie pozwala choćby na chwilę zwłoki.
       Oto proszę sobie wyobrazić, że w najbliższych dniach w Krakowie odbędzie się wielodniowy festiwal muzyczny o nazwie ‘Unsound’, którego charakter i podstawowy sens sprowadza się do propagowania najbardziej otwartego i jednoznacznego satanizmu. I od razu chcę się zwrócić do tych czytelników, którzy właśnie zaczynają się ironicznie uśmiechać i mruczeć coś na temat obsesji, którymi część z nas zdecydowała się żyć, podczas gdy jest tyle rzeczy ważniejszych, niż jakieś piosenki, i prosić ich, by się przez chwilę zechcieli zastanowić. Otóż ja akurat jestem naprawdę znakomicie zorientowany w dzisiejszej pop-kulturze i świetnie wiem, co się tam dzieje naprawdę, a co jest wyłącznie elementem taniego lansu pod hasłem ‘jesteśmy źli’. A zatem pragnę stwierdzić bez cienia wątpliwości, że w tym wypadku mamy do czynienia z autentycznym, celowym i bardzo przemyślanym satanizmem. W tym wypadku należy stwierdzić, że do Krakowa zawitało czyste zło i wiele wskazuje na to, że nikt się tym szczególnie nie przejął.
       A sytuacja jest jeszcze bardziej wstrząsająca, niż możnaby się było spodziewać. Oto biorący udział w festiwalu artyści – powtórzę raz jeszcze, reprezentujący niemal wyłącznie i całkowicie jednoznacznie satanistyczny nurt we współczesnej sztuce muzycznej – planują występować w krakowskich kościołach. Z tego, co już dążyłem zauważyć, część koncertów ma mieć miejsce w kościołach pod wezwaniem Świętej Katarzyny, oraz Świętych Apostołów Piotra i Pawła. 16 października, u Św. Katarzyny, ma dojść do koncertu słynnego satanistycznego zespołu Current 93, którego logo stanowi ukrzyżowany Chrystus przyozdobiony odwróconym pentagramem. Jak ogłasza strona festiwalu na Facebooku, również jeden z festiwalowych występów odbędzie się w kopalni soli w Wieliczce, tuż pod słynną solną rzeźbą Ostatniej Wieczerzy.
       Moja Hanka, która jako pierwsza zorientowała się w tym, do czego doszło i która sprawę dogłębnie zbadała, zadzwoniła do kościoła Św. Katarzyny. Jak się okazało, organizatorem przedsięwzięcia z kościelnej strony jest pan organista, który w rozmowie telefonicznej córkę moją poinformował, że ona niepotrzebnie histeryzuje, ponieważ wszyscy uczestnicy festiwalu zostali przez Kościół odpowiednio sprawdzeni i nie ma żadnych powodów, by się niepokoić. Ksiądz proboszcz do telefonu nie mógł podejść, bo akurat jadł obiad.
       Ja wiem, że jest Skała, na tej Skale stoi nasz Kościół, a moc piekieł Go nie pokona. Niech jednak nikomu z nas nie przyjdzie do głowy się pocieszać, że my wobec tej błogosławionej sytuacji nie mamy nic do roboty. On bowiem nie przepuszcza żadnej okazji”.

      W piątek, wiedząc, że został nam zaledwie tydzień, opublikowałem ten tekst również na blogu, no i z tego co wiem, część Czytelników postanowiła zareagować, po czym ostatecznie wszystkie kościelne występy zostały przez Kurię odwołane, moje nazwisko w setkach artykułów prasowych na całym świecie, włącznie z „Guardianem”, „New York Timesem”, czy kalifornijskim „Los Angeles Times”, zostało zrównane z ziemią, a organizatorzy Festiwalu zagrozili mi, powtarzając swoje pretensje jeszcze parokrotnie, pozwem, w zwiazku z tym, że moje religijne obsesje naraziły ich na oczywiste straty finansowe.
      Sprawa przez te wszystkie lata powoli trafiła to piwnic Internetu, zwłaszcza że polskie media, kiedy był jeszcze na to czas, albo sprawę zamilczały, albo wykorzystywały do wyszydzania mojego nazwiska, kiedy to dziś bloger Genezy ni stąd ni z owąd zadaje mi pytanie, jak to się stało, że głupi ludzie uwierzyli w to, że to ja zatrzymałem festiwal Unsound, a w momencie gdy ja na to kłamstwo chcę odpowiedzieć, informuje mnie, ze moich wyjasnień on słyszeć nie ma ochoty. I, przypominam, że nie mówimy o którymś z redaktorów tygodnika „Newswek”, czy ze stacji TVN24, ale o jednym z nas, blogerów udzielających się na portalu szkolanawigatorow.pl.
      Jakby tego było mało, w którymś z kolejnych swoich komentarzy ów Genezy dzieli się ze swoimi czytelnikami kolejną dotycząca mnie uwagą: „Zwróć uwagę, że on nie argumentuje, to są tylko insynuacje”.
       Nie planowałem tego robić, ale ostatecznie zmieniłem zdanie. Otóż wspomniany na początku kolega zamieścił na Facebooku historię, w której opowiedział o pewnym staruszku, prostym, zwykłym, z pozoru byle jakim człowieku, który bezskutecznie próbował załatwić jakąś sprawę w oddziale firmy ubezpieczeniowej Daewoo. Ponieważ jednak pracownicy firmy, sugerując się najwidoczniej jego prezencją, traktowali go jak szmatę, on w pewnym momencie nie wytrzymał i powiedział: „Przecież wy jesteście od tego jak dupa od srania”. W tym momencie nasz kolega otrzymał kilka bardzo interesujących komentarzy, z których ja akurat szczególnie zapamiętałem jeden: „Zawsze uważałem, że robienie kupy to jedna z niewielu analnych przyjemności, które może mieć heteroseksualny mężczyzna”.
       I dziś, z przykrością, ale bardzo szczerze, muszę się podzielić tą ponurą refleksją. Poruszamy się naprawdę na granicy i trzeba bardzo uważać, by nie wpaść w to, co ktoś nam zwyczajnie nasrał.
      Na zakończenie link do jednego z naprawdę nielicznych tekstów na ten temat jakie się ukazały w polskich mediach: https://www.antyradio.pl/Muzyka/Rock-News/Kuria-odwolala-koncert-w-Krakowie-bo-mial-promowac-satanizm-4569

Zachęcam wszystkich do odwiedzania naszej księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl i do kupowania również moich książek. Jeśli ktoś sobie życzy dedykację, zapraszam do siebie przez kontakt mailowy na adres k.osiejuk@gmail.com. Dziękuję.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.