niedziela, 25 marca 2018

Ukryte terapie, czyli o tym, jak zrobiłem z siebie idiotę

        Pisząc dzisiejszą notkę, czuję się wyjątkowo głupio, jako że mam świadomość, że już za chwilę część czytelników uzna, że to, co oni na mój temat podejrzewali, a więc to, źe jestem skończonym idiotą, okazało się wreszcie prawdą. No ale służba nie drużba, pisać trzeba, a ponieważ po doświadczeniu zupełnie realnego obłędu, jakiego byłem świadkiem obserwując dyskusję na temat Stanleya Kubricka i jego, już nawet nie filmów, ale związków z wojskiem, londyńskim City, no a przede wszystkim może ze słynną mistyfikacją z rzekomym lądowaniem Amerykanów na Księżycu, jestem do tego stopnia wypalony, że nie przychodzi mi do głowy żaden neutralny temat, niech już wiec dojdzie do owej kompromitacji.
        A zaczęło sie wszystko w miniony czwartek, kiedy to otrzymałem serię telefonów z nieznanego mi numeru, na tyle natarczywą  i powtarzającą się tyle razy, że ostatecznie uznałem, że to nie może być ani bank z kolejną ofertą, ani Radio Zet z propozycją wzięcia udziału w grze o 500 tys. zł, ani nawet któraś z owych firm, która za pojawienie się na prezentacji pościeli, lub garnków, pragnie mi podarować nowoczesny odkurzacz, I ciekawość zwyciężyła. Odebrałem więc telefon i okazało się, że dzwoni do mnie firma o nazwie Instytut Zdrowia Św. Barbary z zaproszeniem na darmowe zabiegi rehabilitacyjne, które oni organizują dla starców w moim wieku, cierpiących na reumatyczne bóle stawów. Walka trwała kilka dobrych minut, jednak ów młodzieniec, który do mnie zadzwonił był tak zdesperowany, że mu w końcu uległem i umówiłem się na spotkanie, licząc na to, że nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie, przynajmniej się dowiem, w co oni grają.
      Polazłem tam na drugi dzień, zastałem bardzo eleganckie pomieszczenie, z bardzo miłą obsługą i od razu zostałem poproszony do gabinetu, gdzie jakaś dziewczyna przypięła mi coś do palca, żeby zbadać krążenie krwi, czy coś w tym kierunku, poinformowała, że wynik będzie za pół godziny, a teraz mam się udać do sali obok, gdzie zostanie wykonane badanie tak zwanego pola magnetycznego. Wszedłem do owego pomieszczenia, gdzie stały cztery specjalne fotele, na dwóch z nich dwie starsze panie, jakiś młody byczek kazał mi się położyć i sobie poszedł. Na ścianie przed nami był ekran, a na ekranie niejaki Jerzy Zięba opowiadał o tym, jak to lekarze nas karmią różnego rodzaju tabletkami, doprowadzając nas do raka i innych śmiertelnych chorób  i  że jeśli chcemy żyć długo i w zdrowiu, to powinnismy sobie kupić jego książkę o ukrytych terapiach, która na amerykańskim Amazonie idzie po 1000 dolarów, a u niego kosztuje jedyne cztery dychy. Kiedy Zięba skończył o cenach, byczek wrócił, wyłączył Ziebę, a zamiast tego, zwracając się do nas w trzeciej osobie, zaczął nam pokazywać zdjęcia ludzi w ostatniej fazie raka i poinformował, że też tak będziemy mieli, jeśli nie wykupimy u nich za 230 zł. miesięcznego abonamentu na prywatną opiekę lekarską w przeróżnych sieciach gabinetów na terenie całego kraju, bez kolejek i z pełną obsługą, a potem kazał mi wrócić do pani od palca, która mi zapowiedziała, że jeśli nie podpiszę z nimi umowy w tej chwili, to w każdym innym terminie abonament będzie już kosztował aż 390 zł. Na to ja jej powiedziałem, że to w takim razie nie skorzystam, na co ona z kolei powiedziała, że to do widzenia, oczywiście skutecznie zapominając o wynikach pola magnetycznego, że już nie wspomnę o tym palcu. I tyle.
     A ja dziś siedzę tu w domu, czerwienię się ze wstydu na wspomnienie chwil, kiedy to jak ostatni kretyn leżałem na tym fotelu, a ten mądrala pytał mnie: „No i co, jest zadowolony z NFZ-u?”, a ja mu odpowiadałem: „Bardzo”; on mnie pytał: „A jak długo musi czekać na wizytę u specjalisty?”, a ja mu na to: „Normalnie, tydzień, najwyżej dwa”; on do mnie: „I dużo musi przyjmowac lekarstw?”, na co ja: „Jak każdy grubas. Trzy na nadciśnienie” i dziś żałuję tylko, że z tego wszystkiego nie zapytałem go, czy lekarze, z których usług miałbym korzystać za te 230 zł., nie wypisują recept. Trudno. Pozostają domysły.
      Nam wszystkim natomiast wypada zastanowić nad tym, co przed nami, w sytuacji gdy faktycznie państwowa służba zdrowia powoli zaczyna oddawać pole różnego rodzaju cwaniakom i to na tym szczególnym poziomie, gdzie na zachętę zaczyna się od tego czarownika Zięby, a kończy na prywatnych gabinetach, gdzie niewykluczone, że recepty na tabletki wprawdzie nie dostaniemy, natomiast będziemy mogli sobie kupić dwa super garnki za jedyne 2,5 tys. złotych, plus najnowszą książkę Jerzego Zięby o ukrytych terapiach.


Zachęcam, jak nakazuje tradycja, do kupowania moich książek. Albo normalnie, w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, ewentualnie, i to już z osobistą dedykacją, u mnie osobiście, kontaktując się mailowo na toyah@toyah.pl.

4 komentarze:

  1. Gratulacje, super tekst.

    ("Nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie, przynajmniej dowiem się, w co oni grają.") :-))

    OdpowiedzUsuń
  2. Uśmiałam się. Zawsze dziękowałam grzecznie za propozycję mówiąc, żem niezainteresowana ofertą, ale po takiej rekomendacji nie wypada mi nie skorzystać, póki co nie ma czasu na zdrowie, ale może po świętach:)
    p.s.
    Marki i dolary dały w kość starym zdjęciom, wyciągnięte, dawno zapomniane, ożyły, zrobiłam sobie top listę, ale to nie na teraz, na razie tylko dwa numery
    - Świecie nad Wisłą - podstawówka, niesamowite czasy
    - Afryka - prawie rok bez Taty, nasze listy trzyma do dziś, i zdjęcie, o które prosił, czyli my i nasze wielkie psisko Apis
    no nie wytrzymam, jak nie dorzucę "Ojca chrzestnego" i "Stu lat samotności". Jest tego bardzo dużo. Toyah - dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Jola Plucińska
      No, co mam powiedzieć? Warto było.

      Usuń