poniedziałek, 19 marca 2018

O tym, jak sprzedawać, by nadal pozostać właścicielem

       Pojawił się tu znów ostatnio parę razy temat, swego czasu mocno eksploatowany przez Coryllusa, a mianowicie własność i to w jaki sposób bez niej, pozostaje nam tylko płacz i zgrzytanie zębów. A ja, zgadzając się właściwie z każdym słowem, jakie w tych jego rozważaniach padło, chciałbym zwrócić uwagę na coś, co, moim zdaniem, stanowi już tak zwaną wyższą szkołę jazdy i w sposób prawdziwie radykalny rozwija to, o czym pisał Coryllus, a mianowicie na system przyjęty przez Brytyjczyków, gdzie kwestia własności została rozwiązana w taki sposób, że owo posiadanie sprowadza się wyłącznie do pokrywania kosztów przez właściciela, które inaczej musiałby pokrywać ten, kto mu to coś sprzedał, a teraz już robić tego nie musi, bo okazuje się, że to była sprzedaż w pakiecie. Uważam, że fantastyczną wręcz demonstrację tego, o czym mówię, stanowi angielska piłkarska ekstraklasa, czyli tak zwana Premier League. Nie znam dokładnych statystyk, ale z tego co się orientuję mam prawo podejrzewać, że właścicielami znacznej większości angielskich drużyn piłkarskich pozostają obywatele innych państw. A więc właścicielem Chelsea, jak wiemy, jest Rosjanin Abramowicz, Manchesteru City Szejk Mansour ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Manchesteru United amerykańscy Żydzi nazwiskiem Glazer, Arsenal jest w rękach amerykańskiego Żyda, Stana Kroenke i uzbeckiego biznesmena Alishera Usmanova, Leicester jest w posiadaniu Vichaia Srivaddhanaprabhy z Tailandii, Liverpool swego czasu kupił niejaki John William Henry II, jak najbardziej Amerykanin, Southhampton należy do Chińczyków, Bournmouth znów do Rosjanina i tak dalej i tak dalej, można wymieniać. Podobnie jest, jeśli idzie o trenerów. Tam też są Francuzi, Niemcy, Argentyńczycy, Włosi, Portugalczycy, Hiszpanie i wszystko się bardzo dobrze kręci. Nie inaczej jest, gdy chodzi o piłkarzy. Ja na przykład bardzo lubię Burnley, z tego względu, że tam zdecydowana zawodników to Anglicy, podobnie trener, a sam klub jest jednym z trzech klubów Premier League, które mają brytyjskich właścicieli.
     I proszę teraz spojrzeć, co ta sytuacja zmienia w sytuacji Imperium? Nic. Zero. Premier League, zdaniem niektórych najlepsza liga na świecie, pozostaje tak czy inaczej angielska. Kluby mają angielskie nazwy, w powszechnej świadomości każdy z nich, to klub jak najbardziej angielski i żaden inny, a co więcej, przynajmniej ja osobiście nie mam najmniejszej wątpliwości, że w każdej z tych umów, które Anglicy podpisali z Chińczykami, Rosjanami, czy Arabami jest klauzula, które sprawia, że jedyne co oni tak naprawdę mogą, to płacić i dbać o to, by owa liga nadal była najlepszą ligą na świecie. I jestem absolutnie pewien, że gdyby taki Abramowicz zaczął postępować nielojalnie wobec tych, co mu sprzedali Chelsea, pierwszą rzeczą, jaka by nastąpiła to ta na przykład, że on by utracił prawo do używania nazwy „Chelsea” FC, a gdyby się zawziął i postanowił, że będzie dalej uczestniczył w rozgrywkach, tyle że już pod, dajmy na to, nazwą „Nowiczok FC”, to by zarówno trener Conte, jak i wszyscy zawodnicy nie będący poddanymi królowej zostaliby wydaleni z przyczyn obojętnych. On sam mógłby oczywiście zostać, pod warunkiem, że nadal będzie płacił podatki.
     I to jest dla mnie coś absolutnie fantastycznego, gdy chodzi o to, co Coryllus lubi określać pojęciem „przerzucania kosztów na przeciwnika”. Ale jest jeszcze coś, o czym dawno temu pisałem tu na blogu, a co dziś pozwolę sobie przypomnieć, bo to bardzo ładnie uzupełnia temat, a mianowicie tak zwane „footpaths”. Otóż oni mają tam u siebie owe „footpaths”, czyli po prostu ścieżki dla pieszych. Okazuje się, że kiedyś, przed wielu wiekami, ktoś w Anglii wymyślił, żeby cały teren kraju pokryć tymi ścieżkami, tak by one stanowiły wyznaczone miejsca, gdzie każdy człowiek będzie miał święte prawo dowolnie się poruszać. I do dziś na każdym kroku można spotkać tabliczki, na których jest napisane „footpath”, a strzałka pokazuje albo typową ścieżkę, albo wyłącznie wydeptany kawałek trawy, gdzie tylko baczne oko może wypatrzeć jakikolwiek kierunek, ale każdy wie, że tam właśnie jest ta ścieżka. I każdy wie, że może sobie tam pójść i to jest jego miejsce. I nikt go stamtąd nie może przegonić. I opowiadał nam ten nasz znajomy, że parę lat temu piosenkarka Madonna postanowiła wybudować sobie w Anglii posiadłość. Wybudowała więc tę posiadłość, ale nagle okazało się, że tuż za płotem jest jedna z tych ścieżek i tam łażą ludzie. Więc zażyczyła sobie artystka Madonna wykupić tę ścieżkę, tak by jej nikt się pod domem nie kręcił. I w tym momencie Imperium ją poinformowało, że – przepraszam za język – ona może się iść walić. Ścieżka jest nie do ruszenia nawet za wszystkie skarby tego świata. Dlaczego? Bo tam tak zwane święte prawo własności ma swoje ograniczenia, a one są wyznaczane przez interes zwykłego poddanego Korony.
     I to jest coś, na co chciałem zwrócić uwagę, zabierając głos w dyskusji na temat socjalizmu, kapitalizmu i w ogóle tego, co nas tak pasjonuje i co tak naprawdę nam pozostaje jako jedyne, z braku czegoś znacznie, znacznie lepszego.



Oczywiście, niezmiennie zapraszam do kupowania moich książek. Można to robić albo pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, względnie bezpośrednie u mnie bezpośrednio na toyah@toyah.pl. Bardzo polecam.



3 komentarze:

  1. ...pytanie tylko, czy chodzi w tym wszystkim o "przeciętnego poddanego Smitha" czy o władzę, której "nie oddamy"... ?

    OdpowiedzUsuń
  2. @Wojtek Szeligowski
    Moim zdaniem te footpaths jest znak. Pieczęć Imperium.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.