sobota, 17 marca 2018

Czy bracia Karnowscy otworzą polską filię inicjatywy My Jesteśmy Kościołem

Nastał nam kolejny weekend, a więc pora na, również kolejny, felieton dla „Warszawskiej Gazety”. I znowu, niestety, o „naszych”. Ja wiem bardzo dobrze, że to co robię, to, jak się to mówi u mnie na wsi, „durnego robota”, ale, skoro wszyscy są tacy szalelnie mądrzy, to czasem trzeba.


      Na początku muszę się przyznać do czegos bardzo wstydliwego. Otóż bywa tak, że czytam tygodnik braci Karnowskich „Sieci”. Nie robię tego zbyt często, może raz na miesiąc, czy dwa, ale faktem jest, że raz na jakiś czas rzeczywiście wydaje na to coś swoje ciężko zarobione 7 złotych. Ktoś zapyta, czemu to robię i czemu tak rzadko. Otóż chodzi o to, że ja niezmiennie potrzebuję, żeby podczas śniadania mieć coś pod nosem do poczytania i żeby to nie był kupowany przez moją żonę magazyn „Kuchnia”, a więc już jakiś czas temu padło na te „Sieci” i tak już zostało. A zatem przychodzi ten moment, kiedy to poprzedni numer został już przeczytany od deski do deski, no i nadchodzi pora, by zejśc na dół do „Zabki”, kupić to, co tam akurat mają, no i przez kolejne tygodnie podczas śniadania mieć gdzie podziać oczy.
      Tym razem jest tak, że na moim stole wciąż leży wydanie „Sieci” jeszcze ze stycznia, a ja dziś patrzę, a tam artykuł niejakiego Konrada Kołodziejskiego o tym, jak to katowicki arcybiskup Wiktor Skworc  wyrzucił wieloletniego  naczelnego „Gościa Niedzielnego”, księdza Marka Gancarczyka i wstawił na jego miejsce kogoś, kto uspokoi skołatane nerwy Skworca i sprawi, by ten „jego” tygodnik nie był tak irytująco propisowski.  Ja akurat znam sprawę od pierwszego dnia po tym, jak Arcybiskup postanowił wziąć sprawy we własne ręce i powiem szczerze, że się nie dziwię. Dziwiło mnie raczej, że ksiądz Gancarczyk tyle lat, zupełnie bezkarnie, buszuje po terenie pozostającym pod kontrolą kogoś, kto na dźwięk nazwiska Kaczyński dostaje nerwowej wysypki. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na coś innego. Otóż ja świetnie pamiętam czasy, kiedy był z nami Jan Paweł II, a zjednoczony obóż antykościelnej rewolucji w swoim kłamstwie wciąż atakował nas argumentem, że ten nasz ultrakonserwatywny katolicyzm bardzo rani serce Jana Pawła II, który był zawsze człowiekiem miłości, dialogu i tolerancji. Co ciekawe, najgłośniej wówczas krzyczeli ludzie, którzy nawet nie chodzili do kościoła.  
      I oto dziś czytam tekst tego Kołodziejskiego i on robi dokładnie to samo co tamci, tyle że wyciąga Jana Pawła II, by go przeciwstawić papieżowi Franciszkowi, bo to rzekomo on wspólnie ze Skworcem zdecydowali się narzucić „Gościowi”  linię „Tygodnika Powszechnego”. Wszyscy bowiem wiemy, co to za ziółko z tego Franciszka i namy pełną świadomość, że on jest zdolny do wszystkiego, by zniszczyć dziedzictwo  papieża Wojtyły, zwłaszcza tu w Polsce, gdzie lud jest pobożny, a biskupi, jak wiemy, chodzą na zmianę na pasku Żydów i Muzułmanów. Wzywa więc nas, Lud Boży, byśmy pod przewodnictwem redaktorów tygodnika „Sieci” przeciwstawili się tej Targowicy i pokazali, kto tu tak naprawdę jest Kościołem. A ja się tylko zastanawiam, ilu z nich, kiedy jeszcze żył Jan Paweł II, potrafiło z pamięci powtórzyć modlitwę „Ojcze nasz”.

Niezmiennie zachęcam do odwiedzania księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl i do kupowania moich książek, które, co warto wiedzieć, są również w skromnych bardzo ilościach obecne tu na miejscu. Adres kontaktowy: toyah@toyah.pl.

2 komentarze:

  1. Bardzo Cię proszę, obejrzyjcie dzisiaj Irlandczyków na Twickenham. Canal+ Sport2 15:40 (hymny).

    OdpowiedzUsuń
  2. @Her Man
    Z bólem serca, zwłaszcza mojej żony, nie ma nas w mieście. Ale poproszę dziecko, żeby nam nagrało.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.