wtorek, 11 kwietnia 2017

Wzywamy do tablicy, część kolejna.

Jest oczywiście parę tematów, które na nas czekają, w tym bardzo ciekawe refleksje powarszawskie, no ale to dopiero jutro. Ponieważ tak jednak wyszło, że mój wczorajszy felieton zbiegł się ze smoleńskimi uroczystościami i przedstawieniem przez zespół Antoniego Macierewicza długo wyczekiwanej prezentacji przebiegu katastrofy i doszło do swoistego dysonansu, dziś chciałbym zaproponować, byśmy się trochę pośmiali z tego, co się na nas wciąż wychyla zza rogu. A zatem zachęcam do kupowania kolejnego, ukazującego się już jutro numeru tygodnika „Polska Niepodległa” i czytania moich krótkich wesołych kawałków, no a dziś przedstawiam teksty z poprzedniego wydania pisma. Miłej zabawy.


Fakty TVN doszły do wniosku, że ponieważ KOD się wypalił i stanowi atrakcję już tylko dla grupki starych wariatów i emerytowanych esbeków, na demonstracje organizowane przez feministki przychodzą głównie najbardziej zdesperowani zboczeńcy, czasem w towarzystwie wspomnianych starych ubeków, którym KOD się znudził, a nauczyciele, zwłaszcza gdy już niedługo minister Morawiecki im sypnie kasą, jakiej oni na oczy nie widzieli, rządu nie obalą, stacja powinna wziąć sprawy w swoje ręce i zaatakować premier Szydło propagandowo. Pomysł jest taki, że oni będą zamawiać kolejno sondaże z jednym pytaniem: „Czy jesteś za odwołaniem ministra...”, no i tu odpowiednie nazwisko. Na pierwszy ogień poszedł Antoni Macierewicz i okazało się, że 57 procent Polaków chce jego natychmiastowego odwołania. Rozumiem, że w kolejce już czekają ministrowie Błaszczak i Waszczykowski. Po nich społeczeństwo wypowie się na temat ministra Ziobry i minister Zalewskiej, no a potem już pójdzie z górki i wreszcie premierem zostanie Leszek Balcerowicz. Ewentualnie Janusz Zemke. I pomyśleć tylko, że to było takie proste.

*

Gdyby natomiast akcja sondażowa okazała się nie tak skuteczna, jak się spodziewano, w odwodzie pozostaje ostatni dziś już obok Agnieszki Holland żyjący autorytet, czyli Krzysztof Zanussi. Ów mędrzec udzielił niedawno wywiadu Onetowi, w którym stwierdził, że jest zawiedziony rządem Beaty Szydło, bo nic się nie zmieniło. Dosłownie tak to zostało powiedziane: „Jestem zawiedziony, bo nic się nie zmieniło”. Po owej deklaracji następuje dłuższy wywód, w którym Mistrz długo i przeciągle wyjaśnia, na co on tak bardzo liczył w związku z odsunięciem od władzy Platformy Obywatelskiej, i z tego co udało mi się zrozumieć, wnioskuję, że chodzi ogólnie rzecz biorąc o to, że filmy, jakie Zanussi kręci są równie złe, jak dotychczas, a niewykluczone, że nawet jeszcze gorsze. A zatem apelujemy do wszystkich miłujących autentyczną sztukę Polaków, by w najbliższych wyborach głosowali na Platformę Obywatelską. Tylko to może powstrzymać dalszy rozpad talentu wielkiego reżysera.

*

Na szczęście wciąż wysoką formę utrzymuje inny artysta, tym razem nie kamery, lecz pióra, czyli Andrzej Stasiuk. Oczywiście, kiedy mówię o wysokiej formie, nie mam na myśli pisarskiej klasy wybitnego pisarza, bo tu chyba on sam już wie, że ta kałuża ostatecznie i nieodwołalnie wyschła. Chodzi o prezentowany przez Stasiuka talent publicystyczny. Również w wypowiedzi dla portalu onet.pl, ten ciekawy człowiek postanowił się podzielić z nami paroma refleksjami natury politycznej i to bez żadnych kompromisów, bo dotyczących samego Prezesa: „Ja mam jednak do niego przewrotny, literacki szacunek. Jako postać literacką bardzo go podziwiam i cenię, ale też trochę współczuję. Proszę sobie wyobrazić: rządzi sporym krajem, nie ma żadnych przyjaciół, prawie z nikim nie jest na ‘ty’, wraca do domu i samotnie, z kotem na kolanach, ogląda rodeo w telewizji. To jest surrealizm i tragifarsa. To jest późny Chaplin i wczesny Samuel Beckett razem”. Jasne. Najlepiej jest wracać do domu i samotnie rozmawiać z własnymi upiorami. No i koniecznie zwracając się do nich per ty. No a przy tym, jakie inspiracje! Nie jacyś głupi Beckett z Chaplinem, ale sam Rysiek Riedel. Jak to było? „Whisky, moja żono?” Kartofle tak nie potrafią.

*

A propos kartofli, przygotowania do ostatecznego zastąpienia na stanowisku premiera Beaty Szydło Grzegorzem Schetyną idą pełną parą. Po pewnym niezręcznym i przeciągającym się nieco ociąganiu się, Nowoczesna zdecydowała się ostatecznie poprzeć w sejmowym głosowaniu kandydaturę przewodniczącego Platformy Obywatelskiej. Ustami swojego wybitnego przedstawiciela, posła Gryglasa, partia ogłosiła, że nawet gdyby Platforma wystawiła do owego konkursu „worek kartofli”, Nowoczesna głosowałaby za workiem, bo „dziś nie ma ważniejszego celu, niż odsunięcie PiS-u od władzy”. To jest okropne patrzeć, jak za co się oni wezmą, to im nie wychodzi. Ledwo Gryglas wyskoczył z tymi kartoflami, w Internecie natychmiast pojawiła się nowa ksywa dla Schetyny: „Worek Kartofli z Porcelanowymi Zębami”. No cóż, polityka to nielekki kawałek chleba.

*

No i dobrze. Niech się bawią do białego rana. Gorzej, że i po naszej stronie możemy od czasu do czasu zobaczyć, jak się ludzie ze sobą i swoimi zadaniami męczą. Zapytany przez dziennikarza o swój stosunek do tak zwanej „sprawy Misiewicza”, prezydent Duda, nie siląc się na niepotrzebne dyplomatyczne gesty, odpowiedział, że „polityka wymaga tego, by brali w niej udział ludzie wyłącznie dojrzali”. Komentatorzy sugerują, że w ten sposób Prezydent postanowił podarować ministrowi Macierewiczowi tak zwanego prztyczka w nos. A ja sobie myślę, że jeśli w istocie rzeczy takie były intencje pana prezydenta, to nie dość, że fatalnie spudłował, to owo pstryknięcie musiało przelecieć na tyle daleko od ministerialnego nosa, że ten go w ogóle nie zauważył. Zwłaszcza że obok przechodził dyrektor Kędryna i wszystko zasłonił.

*

Jak widzimy, nastąpiło pewne przesilenie i jak na dziś nie jest najlepiej. Nawet demonstracje KOD-u kompletnie ustały, nawet strajk nauczycieli nie wyszedł tak jak był planowany. W dodatku ludzie się już do programu 500+ dążyli przyzwyczaić i zaczynają z nadzieją łypać w stronę Platformy Obywatelskiej, licząc, że tamci jak dojdą do władzy może wprowadzą 1000+. Jak tu żyć, Pani premier? Jak żyć? Może najwyższy czas, żeby zacząć zamykać opozycję? Przynajmniej Kazimierz Kutz poczuje satysfakcję. Ostatnio znów zabrał głos i oświadczył co następuje: „Może dojść do tego, że będą starców zamykać, ale ja już siedziałem, wiem, na czym to polega, więc owszem, możecie mnie zamknąć, tylko muszę zabrać lekarstwa. Korfanty to też przeżył. Człowiek musi przecież jakoś umrzeć. A umrzeć w więzieniu za panowania Kaczyńskiego, to ja nawet mogę zostać bohaterem!” Zaapelujmy do rządu, by coś w tej sprawie zrobił. Przecież nie godzi się tak lekceważyć życzeń starszego człowieka.

*

Jak już pisowski reżim posadzi Kutza, żeby mu umilić czas spędzany w celi, można by mu do towarzystwa dołożyć samego Lecha Wałęsę. Że niby on się o nic nie prosi? To prawda, że bezpośrednio nie, no ale ostatnio udzielił wywiadu niemieckiemu dziennikowi „Die Zeit”, w którym powiedział parę rzeczy, które prokurator Ziobro, gdyby się bardzo postarał, mógłby znaleźć na to jakiś paragraf. Otóż zdaniem Wałęsy, jeśli Niemcy natychmiast nie wezmą całej Europy za twarz, „przyszłe pokolenia będą ich tym obciążać bardziej niż za II Wojnę Światową”. Ja się tam na prowadzeniu skutecznej polityki nie znam, ale gdyby tak spróbować podciągnąć tę wypowiedź pod antysemityzm, kto wie, czy by się nie udało upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu?

*

Inna sprawa, że z Kutzem i Wałęsą za kratkami, zostanie nam już tylko przewodniczący Petru i żeby się trochę pośmiać, trzeba będzie oglądać kolejne odcinki „Ucha Prezesa”. No dobra, można ewentualnie, korzystając z tego, że ostatnio wróciła mu forma, spróbować zachęcić Ryszarda do zwiększonego wysiłku. Proszę sobie wyobrazić, że komentując rozpoczęcie procesu wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, Ryszard powiedział, że Wielka Brytania „rozpoczęła proces wyjścia ze strefy euro”, no i znów Polska zadrżała od zdrowego, gromkiego rechotu. Pojawiają się teorie, że tak jak wcześniej Petru był przekonany, że 6 stycznia Kościół w Polsce obchodzi Święto Sześciu Króli, podobnie teraz udowodnił, że z niego ekonomista, jak z koziej dupy trąba, bo nie wie, że w Wielkiej Brytanii nie płaci się euro, lecz funtami. Otóż moim zdaniem problem Petru nie polega na braku podstawowego wykształcenia, lecz na braku podstawowej przytomności. On doskonale wie, że króli było trzech, a nie sześciu, a Londyn to funt sterling, a nie euro. Niewykluczone nawet, że on świetnie pamięta ile funtów trzeba zapłacić za ile uncji. Oczywiście przed, bo po, tu już może być różnie. No ale póki co, to wciąż nie jest nasz problem.



Jak zawsze zachęcam do zaglądania do księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie jest do kupienia całe mnóstwo naprawdę świetnych książek, w tym mojego autorstwa. Bardzo polecam.

2 komentarze:

  1. No i jak tu nie snuć teorii spiskowych że Schetyna, Petry i Gryglas liczą po prostu na jakieś względy Prezesa po kolejnych wygranych przez Pis wyborach. Jakakolwiek by frekwencja nie była. Z resztą oni zdaje się frekwencję mają w poważaniu. Nie wiem jak Prezes.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja mysle, ze one "naszym problemem" byc nawet nie chca bo bycie smiechem "marszalku kochany" jest wygodniejsze; dlatego, i z braku lepszego pomyslu traktuje toto z nalezyta powaga
    o.

    OdpowiedzUsuń