środa, 12 kwietnia 2017

Gdy Rafał Ziemkiewicz wybiera Stonogę

      No i stało się. Jak nas poinformowała nieoceniona Elig, po z górą dziewięciu latach System zdecydował się zaryzykować i publicznie zwrócić na nas uwagę. Po co, z jakiej okazji, w oparciu o jaki plan, tego na razie nie wiemy, ale przyznaję, że na wyjaśnienie tej zagadki osobiście czekam z niecierpliwością. A stało się tak, że w świątecznym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”, jego czołowy publicysta, znany nam aż nazbyt znakomicie Rafał Ziemkiewicz, zamieścił tekst – co ciekawe aż pod dwoma tytułami, czyli „Alfabet oszołomów”, oraz „Poczet obłąkanych” – w którym w charakterystyczny dla współczesnej publicystyki politycznej sposób przedstawił serię krótkich żartobliwych portretów najbardziej znienawidzonych przez polską prawicę osób, takich jak Jan Hartman, Zbigniew Hołdys, Stefan Niesiołowski, Krystyna Janda, Waldemar Kuczyński, Eliza Michalik, czy Joanna Scheuring-Wielgus, a w owym towarzystwie zechciał umieścić również dwóch blogerów – Coryllusa i Toyaha. Jak mówię, czemu wybitny prawicowy publicysta Rafał Ziemkiewicz nagle postanowił się przyznać do tego, że jednak wie, kim są Osiejuk i Maciejewski i tą wiedzą podzielił się w tak spektakularny sposób, umieszczając obu autorów w, co tu dużo ukrywać, towarzystwie naprawdę poważnym – tego zgadnąć nie potrafię. Faktem jest jednak, że od poniedziałku czytelnicy tygodnika „Do Rzeczy”, którzy dotychczas świetnie wiedzieli, kim są Niesiołowski i Hartman, natomiast o jakimś Coryllusie i Toyahu jako żywo nie słyszeli, teraz już mają okazję swoją wiedzę skutecznie poszerzyć.
      Mam przy tym podejrzenie graniczące z pewnością, że, choć oczywiście można przypuszczać, że uwagi Ziemkiewicza na temat Hartmana, Hołdysa, czy Kuczyńskiego mają na celu zaledwie dostarczenie czytelnikom prostej rozrywki, umieszczenie w tym towarzystwie Toyaha i Coryllusa pełni funkcję ściśle informacyjną. Chodzi o to, że jeśli Ziemkiewicz pisze, że Hartman jest za zabijaniem ludzi przewlekle chorych, czy że Niesiołowski kompulsywnie rzuca bluzgami, to wyłącznie po to, by z nich poszydzić, natomiast pisząc, że bloger Toyah w swoich tekstach głównie zajmuje się reklamowaniem twórczości Coryllusa, natomiast sam Coryllus autopromocją – wyłącznie informuje.
      Ale to przecież nie wszystko. Cały bowiem fragment poświęcony blogerom Coryllusowi i Toyahowi, składa się wyłącznie z informacji. Otóż, jak się okazuje, obok wspomnianej już wcześniej działalności autopromocyjnej, Maciejewski z Osiejukiem „nie zarabiają, nie publikują w żadnych czasopismach, książki wydają własnym sumptem, sami je sprzedają i sami kupują”, natomiast ich blogi zajmują się jedynie zwalczaniem „udającego patriotę Jarosława Kaczyńskiego” za jego kosmopolityzm, innych prawicowych publicystów, za to, że za swoją pracę biorą pieniądze, ale też autorów, których książki można kupić w księgarniach.
      I to jest to, co mnie w tym, na co się w tym przedświątecznym okresie wybrał Rafał Ziemkiewicz zastanawia najbardziej. Dlaczego on uznał za konieczne poinformować czytelników tygodnika „Do Rzeczy”, że obok Kuczyńskiego, Hartmana, Hołdysa i Niesiołowskiego, jest jeszcze w Polsce dwóch kompletnie stukniętych, nikomu nie znanych blogerów, którzy coś tam sobie bez sensu, w całkowitej samotności, na własny koszt, jedynie dla swojej chorej satysfakcji, dłubią? Czy już naprawdę nie byłoby ciekawiej pożartować sobie z Andrzeja Hadacza, czy ewentualnie Zbigniewa Stonogi? I kiedy już mi się wydawało, że w swoim wysiłku zmierzenia się z nieskończonością polegnę, nagle jeszcze raz przeczytałem sobie jedno zdanie, który się Ziemkiewiczowi wyślizgnęło spod paluszka: „...nie publikują w żadnych czasopismach, no chyba że jakieś będzie zainteresowane”. I to jest moim zdaniem hit. No bo spójrzcie Państwo, z czym mamy tu do czynienia. Wydawałoby się, że sytuacja każdego autora, niezależnie od tego, czy pisze w Polsce, we Francji, czy w Islandii, jest taka, że on nie publikuje w żadnych czasopismach, o ile któreś z nich nie będzie zainteresowane. To jest logiczne, prawda? Otóż w przypadku Rafała Ziemkiewicza jest zgoła inaczej. On publikuje nawet wtedy, kiedy jest brak zainteresowania. Przychodzi Ziemkiewicz do wybranej redakcji, daje swój tekst, a ktoś tam na to: „Przykro mi, panie Ziemkiewicz, ale nie jestem zainteresowany”. Na co – uwaga, uwaga – Ziemkiewicz odpowiada: „Nic nie szkodzi” i wyciąga z kieszeni kawałek papieru. Redaktor rzuca okiem, wykonuje odpowiedni telefon, wstaje i rozkładając przyjaźnie ręce odpowiada: „Ależ jak najbardziej, panie pisarzu. Cokolwiek pan sobie zażyczy”. I jest git. Właśnie tak. Git, czyli gites.
      I to jest ten ból, który kazał Ziemkiewiczowi się tak fatalnie odkryć. Świadomość, że może być inaczej.



Zachęcam wszystkich do kupowania moich książek, które są stale do nabycia w księgarni pod adresem www.coryllus.pl

46 komentarzy:

  1. No, z tym zwalczaniem Jaroslawa Kaczynskiego to dopiero pojechal. Nie czyta albo klamie z rozmyslem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Jestnadzieja
      Moim zdaniem czyta jak najbardziej, tylko jest przy tym tak roztrzęsiony, że nic z tego nie rozumie.

      Usuń
    2. @jestnadzieja
      Kręci po prostu...

      Usuń
  2. Ile zapłaciliście za reklamę u Ziemkiewicza? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz
      E tam! Taka reklama?

      Usuń
    2. Potraktował was, jak konkurencję, czyli mając większą poczytność, upowszechnił wasze nicki. Nawet chyba nie przekręcił. Krytyka łagodna ogólnie, więc nie przylepiająca jakiejś wstrętnej łatki. Da się też zauważyć prześwitujący pewien podziw, ale przykryty lekką pogardą.

      Usuń
    3. @Dariusz
      Tam nie ma żadnej krytyki. Od początku do końca zwykły stek kłamstw. Nawet TVN24 tak nie potrafi.

      Usuń
  3. @Toyah
    Zaiste bólów bul. Ale czy RAZowi zależy na czytelnikach? Czy wręcz przeciwnie? Bo to może być kolejny bul.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Magazynier
      Dopóki ich ma, to mu nie zależy.

      Usuń
    2. Skoro RAZ-a drukują nawet jeśli nie są zainteresowani, to czytelnicy nie są mu potrzebni. Wystarczy glejt na prawdziwego pisarza. Z rzadka tylko (po wódce?), jak w starej piosence Skaldów "w kominie coś czasem załka" i tęsknica za prawdziwymi czytelnikami serce Tfurcy szarpie i zasnąć nie pozwala. Nawet w obfitych kształtach żony.

      Usuń
    3. Bez przesady. Ziemkiewicz jest lubiany i chętnie czytany, ja osobiście lubię oglądać, to mój prawie idol. Chociaż nie jest nieomylny i bezinteresowny, chociaż zdarza mu się wyjeżdżać z czystą propagandą, bufonadą, chamstwem lub niesprawdzoną informacją, dla satyry, popularności i dobrego humoru pojedzie nie raz po bandzie to kto niby jest lepszy od niego? Bardziej odkrywczy, obiektywny, zabawny, poważny, ciekawiej i przystępniej piszący? Jeszcze się nie zużył i mimo wszystko wciąż wypada świetnie, przynajmniej na tle swoich konkurentów.

      Usuń
    4. @Dariusz
      Kto? Ja na przykład i większość z osób komentujących na tym blogu.

      Usuń
    5. Nie każdy się nadaje na publicystę jako autorytet, czyli na gwiazdę. Ziemkiewicz wykreował swój wizerunek z powodzeniem, bo jest dobrym pisarzem, wizjonerem, analitykiem, mówcą, politykiem...
      Tak jak Coryllus napisał o sobie, większość blogerów i komentujących może co najwyżej stworzyć tekst, książkę, która może być podziwiana, ale sami nie chcą lub nie potrafią być atrakcją dla czytelników lub widzów. Skoro jedni promują tylko swoje książki to niech nie zazdroszczą innym, że wypromowali książki i siebie. O ile pierwsi musieli tylko dobrze się prezentować, jako twórcy książki, drudzy musieli aktywnie działać, by zainteresować także własną osobą czytelników i słuchaczy. Teraz jednak mogą więcej, bo każdy ich komentarz jest opiniotwórczy. Nie muszą do tego celu pisać książki. Wystarczy rzucona myśl w internecie i już żyje ona własnym życiem. Nie ma jednak tak łatwo. Sami się wystawiają na odstrzał, gdy tylko popełnią wystarczająco poważny lub zbyt wiele błędów.

      Jeśli Ziemkiewicz się sprzedaje, jak sugeruje Coryllus, to nie dziwię się, czemu coraz częściej się z nim nie zgadzam. Po prostu spienięża swoją sławę. Będę jeszcze bardziej krytycznie obserwował.

      Usuń
    6. Kto to jest według Pana "prawie idol"?

      Usuń
    7. Prawie idol to ktoś kto dostaje się do klasy z Moniką Jaruzelską. Ja osobiście jestem pewien że to ta sytuacja "wykreowała" Ziemkiewicza. Jego pisanina to stek wstecznych bzdur, nie pisze nigdy nic odkrywczego tylko "to co wszyscy już wiedzą". Poza tym jest specjalistą od wyszukiwania źdźbła w naszym oku(patrz ostatnio Misiewicz). Ogólnie komusza kreatura publikowana na zasadzie opisanej przez Toyaha.

      Usuń
  4. To jest zart, prawda? Tylko dlaczego w Wielka Srode? Ani to Prima Aprilis ani Smigus Dyngus...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Tereska
      Że niby Ziemkiewicz żartuje? Może tak.

      Usuń
  5. To jest poziom tvn24 i super stacji. Cwaniak, który zamiast informować dezinformuje. Podaje fałszywe informacje, które nikt nie sprawdzi. Mnie zastanawia, że mógł tak na prawdę napisać o was wszystko, zrobić z was syntezę wszystkiego co najgorsze i nakłamać co tylko chce, a każdy redaktor powie, że to niezgodne ze sztuką dziennikarską i nie zamieści tego, bo to kłamstwa, na co Ziemkiewicz naturalnie odpowie, że nic nie szkodzi i finalnie opublikuje wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @tpraw
      Co znaczy nie sprawdzi? Kto będzie chciał, to sprawdzi.

      Usuń
    2. Obawiam się, że większość czytelników DoRzeczy jest gnuśna i ufa bardziej redaktorom, w tym RAZ. Stąd napisałem, że nikt nie sprawdzi.

      Usuń
  6. Ja nie publikuję w żadnych czasopismach, to się akurat zgadza. Czasem tylko w swoim własnym. Jak ktoś byłby zainteresowany też nic nie opublikuję, bo nie mam czasu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Lucyna
      A ja owszem. Tyle że tylko w tych które są zainteresowane.

      Usuń
  7. Swoją drogą muszą być jakieś powiązania międzyredakcyjno/mainstreamowe. Czytam dość często Niedzielę. Od chwili zmiany redaktora naczelnego zaczął pisać tam jeden z braci Karnowskich, a przestali inni. Komentarz Karnowskiego jest zwykle słabiutki - ale cały czas jest. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem to jest taka przepychanka między Niedzielą a Gościem. Tamci się pytają: "Kogo macie?" Ci na to: "Węcla. A wy?" "My Karnowskiego".

      Usuń
    2. @toyha
      Fakt, nie pomyślałam o tym :-)
      Czyli też prochu nie wymyślą - niestety.

      Usuń
    3. @Ogrodniczka
      Niestety oni też.

      Usuń
  8. Ci nasi milusińscy, z RAZ-em na czele, już się tak obnażają, że nie tylko widać nagość króla, ale goły szkielet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Tropiciel
      Właściwie to byłby ładny tytuł: "Król ofiletowany".

      Usuń
    2. Bardzo ładny;-)

      Usuń
  9. Nie ma pan wstydu za grosz- zostawia pan komentarze nazywające innych palantami, a rzeczowe i nie przystające pana wizerunkowi usuwa...tfu
    http://emerytka.salon24.pl/770651,rafal-ziemkiewicz-zwalcza-konkurencje-ze-strony-blogerow#logged

    OdpowiedzUsuń
  10. Czyli ja tez i my wszyscy, ktorzy tutaj przylazimy jestesmy oblakani w oszolomstwie?

    Nie, Rafal Ziemkiewicz doskonale wie, jak jest, on na pewno. Pozostal jednak na tej stacji, a pociag odjechal. Czy tak chcial, czy mu kazano? Dla mnie pozostal on od dawna tylko juz jako nazwisko mi znane, jak ten Hartman, czy inny Passent.

    Teraz jest juz tylko Wasz czas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem obłąkany, w ogóle się z tym nie kryję.

      Usuń
    2. @cbrengland
      Moim zdaniem, on nie ma kontaktu z rzeczywistością. Czyli w pewnym sensie jest oszołomem.

      Usuń
  11. @Anonimowy
    Ach! Bardzo Pana przepraszam. Ja nie wiedziałem, że Pan to ten merytoryczny Anonimowy, a nie Anonimowy niemerytoryczny. Gdybym wiedział że ten Anonimowy to Pan, w życiu bym Pana nie posądził o trolling.

    OdpowiedzUsuń
  12. dziesięć lat a ja wciąż pamiętam Rafała grzejącego się w cieple wschodzącej gwiazdy jaką był wtedy Sierakowski.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale ojcobójstwo Michnika przez Ziemkiewicza było dobre. Ale teraz to widać, że to jednak był prawdziwy ojciec i syn - mentalny.

    OdpowiedzUsuń
  14. Aż chyba kupię tę gazetę. Ciekawe jest pytanie, dlaczego o Was napisał. Bo sama treść jest po prostu śmieszna, choć niekoniecznie dla Was, nikt nie lubi czytać bzdur o sobie, szczególnie publicznie rozpowszechnianych. Dał chociaż linki do blogów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @mrcin d.
      Myślisz, że jego bardziej inteligentni czytelnicy bez tych linków sobie nie poradzą?

      Usuń
    2. Inteligencja to jedno, a lenistwo i zaganianie to drugie. Ale z drugiej strony faktycznie kto ma znaleźć to znajdzie.

      Usuń
    3. Ja niniejszym daję mu pozwolenie na pisanie bzdur o sobie, niech się nie krępuje

      Usuń
  15. Skoro sami sobie książki kupujecie to musicie mieć jakieś inne źródła dochodu . Pewnie Putin za tym stoi żeby rozwalić polską prawice.Ale tu już pałeczkę przejmie redaktor Gadowski ...

    OdpowiedzUsuń
  16. Miecz obusieczny "króla ofiletowanego" akurat na Wielkanoc rzeczywiście może nie byc przypadkiem jak to przenikliwie zauważył pinkpanther u coryllusa, hmm...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz dzisiaj wenę Tropicielu. Fajne, bardzo fajne.

      Usuń
  17. Znacie bajkę o Złotej Kaczce i biednym chłopcu Lutku. http://www.bajkowyzakatek.eu/2011/02/polskie-legendy-zota-kaczka.html
    Kaczka tam mówi do Lutka: "Witaj, Lutku. Odnalazłeś mnie, więc zasłużyłeś na nagrodę. Uczynię cię bogatym. Weź tę sakiewkę, w środku jest sto złotych dukatów. Kup sobie co tylko zechcesz, ale pamiętaj, że musisz wydać wszystko w ciągu jednego dnia. I nie wolno ci się z nikim podzielić. Jeżeli nie spełnisz tych warunków, na zawsze pozostaniesz biedny."
    Sequel: Po wielu latach Złota Kaczka zestarzała się, znudziła sakramencko tym pływaniem bo ukrytym jeziorku i zapomniała ludzkiego języka. Zgorzkniała. Wtedy właśnie natrafiła na nią grupa młodych opozycjonistów, oczytanych w mądrości ludowej. Rozpoznali ją od razu. Ale Kaczka nie wiedział co ma im zapodać. Myślała, myślała, aż ją łeb rozbolał, bo nie umiała sobie przypomnieć jak to się mówi po polsku. Młodzi opozycjoniści jednak wpatrywali się w nią niewymownie swymi mądrymi i głębokimi oczyma. Kaczka pływała w kółko i ze stresu tylko kwakała i trzepała skrzydłami. W końcu przypomniała sobie jakieś dawno temu zasłyszane przez ścianę słowa i zakwakała: "Hande hoch! Raus! Job twoju mat'! Paszli won!" Młodzieńcy byli przerażeni i załamani. Taka szansa! A tu gorzej niż rynsztok. I co z tą mądrością ludową? Odchodzili zasmuceni. Aż nagle jeden z nich doznał olśnienia: "Wiem!", krzyknął, "myślenie z głębi metafory!". Wszystkim zabłysły oczy. "Semantyka kontekstualna",rzekł inny. "Po prostu", pacnął się czoło kolejny,"ona nie lubi się powtarzać. Jest nadzieja! Raus i paszli won!". "Tak, rozumiem", krzyknął jeszcze inny. I poszli w świat szukać sensu życia i ... dotacji.

    OdpowiedzUsuń
  18. dla mnie to niepowazny czlowiek i jego popularnosc uznaje za wieksza zagadke od decyzji systemu, ktory jak juz wiemy(?) postawil na smiech

    OdpowiedzUsuń