poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Marszałek Piłsudski kontra ksiądz Tischner, czyli zapraszamy na kisiel

Mijają dni od kiedy „Gazeta Wyborcza” opublikowała fikcyjny wywiad ze zmarłym przed laty księdzem Józefem Tischnerem, a tak zwani „nasi”, zamiast się zreflektować i dyskretnie zamknąć, zdają się rechotać coraz głośniej. Wystarczy rzucić okiem na blogi, czy, szczególnie może, na Twittera, by zobaczyć, że my się tam już tylko prześcigamy w wymyślaniu kolejnych kpin pod adresem „Wyborczej”. W Salonie24 popularny bloger Siukum Balala opublikował parodię – inna sprawa, że bardzo zręczną i dowcipną – rzekomego wywiadu, jakiego Adamowi Michnikowi udzielił Władysław Gomułka, a pod spodem wysyp komentarzy, z których niemal wszystkie ze złośliwą satysfakcją szydzą z kompromitacji towarzystwa z ulicy Czerskiej.
Są też analizy bardziej poważne, a przez to też dla „Wyborczej” surowsze. Oto „Wiadomości” TVP poinformowały o wydarzeniu, oznaczając ów news paskiem „Kolejna kompromitacja ‘Wyborczej’” i prosząc o komentarz paru ekspertów, z których najbardziej chyba uznany, prof. Kazimierz Kik, ocenił postępowanie „Wyborczej” jako wybitnie nieetyczne. Jest bowiem, jak wszyscy wiemy, czymś podłym wykorzystywanie osób zmarłych do bieżącej walki politycznej.
Dlaczego twierdzę, że byłoby dobrze, żebyśmy się zamknęli i zabrali wreszcie za siebie? Przede wszystkim, jeśli chodzi o ks. Tischnera, to moim zdaniem, Adam Michnik ma wszelkie prawa, by go traktować jak swoją własność intelektualną i robić z jego pamięcią, co mu się żywnie podoba. Akurat ks. Tischner, kiedy jeszcze żył, zrobił wszystko co zrobić mógł, by „Wyborcza” mogła dziś z czystym sumieniem publikować z nim kolejne wywiady od poniedziałku do soboty. Poza tym, tak się akurat składa, że to nie „Wyborcza” jako pierwsza wpadła na pomysł, by pamięć ludzi zmarłych wykorzystywać do własnych interesów. Oczywiście, oni zawsze lubili się powoływać na wszelkiego rodzaju autorytety, niezależnie od tego, czy żywe, czy już zmarłe, i budować z nich kolejne barykady. Niektórzy z nas pamiętaj choćby, jak podczas którejś z kolejnych edycji festiwalu Woodstock, Jerzy Owsiak krzyczał do tego ogłupiałego tłumu swoich wyznawców, że oto „mali powstańcy Warszawy” patrzą z nieba na ten zapijaczony syf i przesyłają z nieba płomyki swojej solidarności, czy jakoś tak. Jednak to ani nie Owsiak ani nawet „Wyborcza” nie wpadli jako pierwsi na pomysł, by z owymi powstańcami, czy kimkolwiek innym robić tak zwany wywiad. To czasopismo „Fronda” jeszcze podczas kampanii prezydenckiej w roku 2015 opublikowało rozmowę z Józefem Piłsudskim na temat dzisiejszej polityki, a ów pomysł redaktorowi Grzegorzowi Górnemu tak się spodobał, że do tej roboty wynajął samego aktora Zelnika, który przebrany za Piłsudskiego udawał jego głos i deklamował to, co mu wcześniej Górny napisał. A wszystko pod hasłem: „Halo Rodacy, tu mówi Marszałek”. To w końcu nie kto inny jak bracia Karnowscy jeszcze jesienią 2013 wypuścili numer tygodnika „W Sieci” z okładką przedstawiającą prymasa Wyszyńskiego, Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego i Lecha Kaczyńskiego i krzyczącym tytułem: „Co dziś powiedzieliby nam wielcy rodacy? Pilnujcie Polski”. „Nie ma ich dzisiaj z nami, choć BARDZO byliby nam dziś potrzebni. Ich mądrość, odwaga, patriotyzm, wizja Polski, ich siła duchowa. Ale przecież są z nami. Przecież możemy zastanawiać się, co powiedzieliby nam dzisiaj…”, pisał redaktor Maciej Pawlicki i z tego co pamiętam wszyscyśmy wtedy byli bardzo z siebie zadowoleni. Nikt z nas ani słowem nie wspomniał o tym, że coś tu jest nie tak. Czy może się mylę?
A nie oszukujmy się. Pomijając prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który wprawdzie, jak wszyscy, którzy już od nas odeszli, patrząc na nas z góry, ma perspektywę, której my akurat pojąć nie możemy, jednak jakoś tam czujemy, że jest wciąż z nami, to jednak idzie o tych dwóch, a nawet o prymasa Wyszyńskiego, mamy do czynienia z czystą uzurpacją. No i co? Nagle się okazuje, że tak nie wolno? Nagle wszyscy się okropnie oburzamy na to, że „Gazeta Wyborcza” macha nam przed nosem swoim kumplem ks. Tischnerem, bo wcale nie wiadomo, co ks. Tischner by dziś myślał o sporze rządu z sędzią Rzeplińskim? Rozumiem, że kiedy wykorkuje ks. Sowa, to on też nagle się stanie wspólną własnością i wara TVN-owi od niego?
Ja, jak wiemy, mam oko na to co wyprawiają „nasi” niemal od pierwszego dnia, kiedy zacząłem prowadzić tego bloga. Mam oko zarówno na tych, co nam organizują ów straszny coaching, jak i na nas samych, którzy z własnej nieprzymuszonej woli zgodziliśmy się w tych kursach uczestniczyć. Stoimy tu jak stado baranów i jak zaklęci wpatrujemy się w ten brudny palec. Co za nędza. Macie tu coś, co wam się z pewnością spodoba. Jestem pewien, że się spodoba:



Przypominam, że w księgarni na stronie www.coryllus.pl można kupować moje książki. Zachęcam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz