piątek, 26 sierpnia 2016

Być jak Ewa Kłobukowska

Znów wyjeżdżam na weekend, za to tym razem do Poznania, a więc ten tekst, najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety”, zostanie tu do poniedziałku. Zachęcam. 

      Igrzyska w Rio dobiegły końca i choć jest oczywiste, że impreza tej rangi i trwająca tyle dni, musi obfitować w liczne wydarzenia, z których każde zasługuje na osobny komentarz, mam wrażenie, że wszystko co zapamiętamy na dłużej, miało miejsce pod sam jej koniec, a mianowicie podczas biegu kobiet na 800 metrów. Myślę, że większość z nas widziała owo dziś już słynne zdjęcie przedstawiające trzech potężnych Murzynów, którzy, jak się nagle okazuje, z formalnego punktu widzenia, są jak najbardziej kobietami, a na metę owego wyścigu dobiegli na pierwszym, drugim i trzecim miejscu. Byliśmy też zapewne świadkami niezwykłej, jak na nowe, wspaniałe czasy, wypowiedzi naszej biegaczki Joanny Jóźwik, która zająwszy w tym biegu miejsce piąte, bez fałszywych i zbędnych uników oświadczyła, że ponieważ nie ma zwyczaju rywalizować z mężczyznami, czuje się olimpijskim wicemistrzem.
       A zatem wszystko to już wiemy i ja akurat nie mam tu nic interesującego do dodania, poza ewentualną zachętą, byśmy może rzucili okiem na jeszcze jedno zdjęcie – również dość popularne w Internecie – na którym widać jak wspomniani Murzyni prezentują się na tle Jóźwik. Konsekwentnie też, wbrew temu, co niektórzy zapewne ode mnie oczekują, nie będę się pastwił nad owymi, znanymi nam z innych zupełnie, pozasportowych rejonów, androidami. Chciałbym raczej przy tej okazji wspomnieć osobę dziś już niemal kompletnie zapomnianą, a mianowicie naszą wybitną niegdyś mistrzynię, Ewę Kłobukowską. Starsi z nas z pewnością ją pamiętają, w latach 60. najszybszą kobietę świata, mistrzynię olimpijską, mistrzynią świata oraz Europy, a skoro ją, to pewnie też i rok 1967, kiedy to skutkiem donosu skierowanego do Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych przez związki sportowe NRD i ZSRS, Kłobukowska została uznana za mężczyznę i zmuszona do rezygnacji ze sportu. Jej rekordy zostały wymazane, tytuły odebrane, tyle wszystkiego, że pozwolono jej zachować medale. Miała wówczas zaledwie 21 lat.
     Był to czas, kiedy kwestie tego typu publicznie nie były dyskutowane, a więc o Ewie Kłobukowskiej rozmawialiśmy, dość lekko niestety, wyłącznie w rodzinach, ewentualnie ze znajomymi. No ale jak mówię, czasy były szczególne, a wszystko co wiedzieliśmy, to wyłącznie dzięki naszemu osobistemu zaangażowaniu. Jest natomiast czymś wstrząsającym, że dziś, kiedy wiemy już oficjalnie, że to co spotkało Ewę Kłobukowską było niczym więcej jak wynikiem zmowy zawiązanej między dwiema wrogimi Polsce federacjami, by wyeliminować nas z konkurencji, jej nazwisko w bieżącej debacie nie pojawiło się ani razu. Z tego co wiem, nikt publicznie nie wspomniał ani jej historii, ani nazwiska. Te trzy androidy zupełnie bezkarnie świętują swój sukces, światowa opinia publiczna każe nam się zamknąć i zaprzestać dyskryminowania biednych dziewcząt, a myśmy nie znaleźli w sobie serca na tyle, by wymruczeć chociaż to „przepraszam”.
  Szkoda, że prezydent Duda jest tak młody. Jestem pewien, że gdyby znał sprawę, to by przynajmniej zechciał wspomnieć jej nazwisko.


Moje książki są, jak zawsze, dostępne w księgarni na stronie www.coryllus.pl. Naprawdę warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz