sobota, 20 sierpnia 2016

Brunatny stan rzeczy, czyli touches pas à mon chapelet

Nie wiem, ilu z nas to wie, ale sprawy mają się tak, że nasz, słynny przez owe symboliczne 15 minut, trybun ludowy, Mateusz Kijowski, to nie jest, jak głosi popularna wieść, jakiś tam przypadkowy alimenciarz, który aby uchronić się przed organami ścigana, postanowił wejść na tak zwanego ‘bezczela” w politykę i mu się udało. Otóż Mateusz Kijowski, pierwsza twarz Komitetu Obrony Demokracji i, zdaniem niektórych, faktyczny przywódca opozycji w Polsce, to wnuk Jerzego, w głębokim PRL-u wiceprzewodniczącego zarządu wojewódzkiego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej w Olsztynie, syn wybitnego fizyka Jerzego, oraz bratanek trzeciorzędnego reżysera filmowego Janusza. A więc, gdyby ktoś tak sobie życzył, to jest „ten Kijowski”.
Wspomniałem o owych warholowskich 15 minutach, bo jak wszystko na to wskazuje, ta chwila, w pewnym momencie sięgającej nawet za ocean, sławy, to faktycznie zaledwie 15 minut, które właśnie się kończą. I oto nagle, kiedy wydawało się, że wraz z dźwiękiem dzwonka kończącego ten żałosny występ, będziemy mogli również zapomnieć samo nazwisko Kijowski, widząc, co się dzieje, odezwał się nie kto inny, jak stryjek Macieja, Janusz i wygłosił na Facebooku następujące oświadczenie:
Będzie trudno! Biedni ludzie, słabo wykształceni, o niewybrednych gustach, obarczeni rodziną, pozbawieni ciekawości świata i języków, pracujący za marne grosze albo pobierający głodowe zasiłki – nie chcą bronić Konstytucji, Trybunału czy Demokracji liberalnej. Wolą to co daje im PiS: obietnice i przyzwolenie dla pogardy. Gardzą więc nami. Nienawidzą nas: żydów, cyklistów, bezbożników, jajogłowych inteligencików, bankierów, komediantów i imigrantów... Bez socjalno-demokratycznej alternatywy taki brunatny stan rzeczy może się tylko utrwalać. A nam zostaną marsze KOD-u i wspomnienia 25-lat Wolności! Będzie bardzo trudno... Taki dziś mam dzień, do dupy!
Informacja o wystąpieniu reżysera Kijowskiego pojawiła się na Twitterze i wywołała dość duże i jak najbardziej zrozumiałe poruszenie, a jednocześnie – co też oczywiście zrozumiałe –bolesne uczucie bezradności. No bo przyjrzyjmy się tej szczególnej wypowiedzi jeszcze raz. Przecież tam nie ma jednego punktu, w który można by włożyć choćby szpilkę. Nawet jeśli ktoś wyciągnie Kijowskiemu owo „obarczenie rodziną”, zawsze przyjdzie ktoś inny, kto zwróci uwagę na „pozbawienie języków”, no a wtedy ktoś jeszcze powie, że to wszystko nic przy tej pogardzie dla „biednych, pracujących za marne grosze i pobierających głodowe zasiłki” chamów. No a przecież zostają jeszcze ci „żydzi, cykliści, jajogłowe inteligenciki, komedianci”. A „brunatny stan rzeczy”, to co? A liberalna demokracja pisana z wielkiej litery?
A zatem, jak widzimy, tego faktycznie nie da się choćby wziąć w palce. Intensywność owego zidiocenia jest wstrząsająca tak, że ja osobiście sposobu na nią znaleźć nie mogę. Podczas wspomnianej wymiany uwag na Twitterze mój kumpel Rafał Pajor zwrócił się do mnie z osobistą prośbą o takiej oto treści: „Może napisz taki tekst jak Ty potrafisz. Przy tym jarzmie aż dostałem gęsiej skórki na łydkach...” Otóż, mój drogi Rafale, tym razem nic z tego. Tu akurat jestem bezradny. Oświadczam publicznie, że reżyser Janusz Kijowski mnie pokonał. Kiedy on wypiął klatę, ze mnie zeszło całe powietrze. A daję słowo, że próbowałem. W pewnym momencie nawet pomyślałem, że może zajrzę do Wikipedii, sprawdzę zawodowy dorobek Kijowskiego i go zaczepię od tej strony. Zajrzałem i proszę sobie wyobrazić, że on nakręcił równo 10 kompletnie nieznaczących filmów, z czego osiem w komunie, a od 15 lat żadnego. No i tu pojawiło się pytanie: skoro on od 15 lat jest najwidoczniej bez pracy, jak to się dzieje, że z taką swobodą szydzi z tych, którym przyszło „pracować za marne grosze”.
No i, owszem, okazuje się, że od tych15 lat on jednak kręci się to tu to tam, czy to wiceprezesując czemuś, co nosi nazwę Europejskiej Federacji Reżyserów Filmowych, czy to wykładając na Uniwersytecie Warmińsko Mazurskim w Olsztynie, czy też dyrektorując olsztyńskiemu Teatrowi im. Jaracza, oraz Koszalińskiemu Festiwalowi Debiutów Filmowych "Młodzi i Film", no a jeszcze, niemal rzutem na taśmę, od prezydenta Komorowskiego otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. No i jest jeszcze coś. Okazuje się, że ten nieszczęśnik nie jest nawet jakimś ledwo żywym staruszkiem, jak Wajda, czy Kutz, którym może być już wszystko jedno. On ma dziś zaledwie 68 lat, a przed sobą, kto wie, czy nawet nie 30 lat życia, przy których owe „głodowe zasiłki”, o których wspomina w swoim wystąpieniu, mogą się już niedługo stać prawdziwym delikatesem. A więc, jak widzimy, tu naprawdę nie ma z kim toczyć pojedynku. Przed nami stoi jakieś ponure nieszczęście i świszczącym głosem dyszy: „Będzie bardzo trudno… jest do dupy”.
Przykro mi więc, ale dziś nic z tego. Proszę może mi wrzucić coś z Daniela Olbrychskiego, a ja zobaczę, co się da zrobić. A zanim to nastąpi, to przeżyjmy wspólnie wydarzenie, które miało miejsce podczas modlitewnego czuwania pod kościołem św. Rity w Paryżu, którego nie przemogą. Oglądamy do samego końca. Z podziękowaniem dla naszego człowieka w Leeds.



Zapraszam wszystkich do księgarni Coryllusa i do kupowania naszych książek. Na mijające letnie dni polecam swoje „Marki dolary banany i biustonosz marki Triumph”. Tu: http://coryllus.pl/?wpsc-product=marki-dolary-banany-i-biustonosz-marki-triumph



2 komentarze:

  1. Kijowski był nominowany do Rady Mediów Narodowych przez PO.
    PAD wskazał nie jego, a Juliusza Brauna i koleś chyba to nadal przeżywa. Skądinąd Braun to listek figowy dla takich członków jak Kruk, Czabański i Lichocka. Oj okazałe członkostwo do zakrywania.

    OdpowiedzUsuń
  2. @betacool
    To bardzo ciekawa wiadomość. Wszyscy się tak oburzali na Prezydenta za tego Brauna, a tu okazało się, że on wiedział, co robi.

    OdpowiedzUsuń