Tak się zdarzyło, że syn mój uznał, że mój komputer wymaga przeinstalowania, w związku z tym przynajmniej dziś mam mocno ograniczone ruchy. Gdyby ktoś jednak sądził, że to nas wypycha na pobocze, jest w ciężkim błędzie. Zawsze pozostają Mahogany Sessions, którym zresztą miałem okazję poświęcić rozdział swojej książki o muzyce (tu: http://coryllus.pl/?wpsc-product=rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut). A więc do jutra może, a teraz słuchajmy. Niech będzie, ze na Jego Chwałę:
"I stało się tak. A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre".
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Czekając na ruską brzozę
Dziś już niemal 15 lat temu zamieściłem tu tekst zatytułowany „Józek, czyli Polska w budowie”, o pewnym moim znajomym, tak zwanym fachowc...
-
Mając już swoje jako takie doświadczenie, nie mam najmniejszych wątpliwości, że dziś zaledwie garstka z nas pamięta, jak to jeszcze...
-
Do napisania poprzedniego tekstu, o pamiętniku znalezionym na dworcu, przygotowywałem się od tygodnia, zabierałem się do niego kilka razy, i...
-
Ci z nas, którzy odwiedzają ten blog choćby od przypadku do przypadku, mogli zauważyć, że wśród wielu tematów, jakie przez lata były ...
Przepraszam najmocniej za spóźnienie, ale wpadłem po dłuższym czasie na toyahowego bloga i co widzę... St Paul and The Broken Bones, co do których jestem przekonany że w Grudniu nazwę ich swoim największym muzycznym "odkryciem" tego roku. Coś wspaniałego - mnie urzekli coverem Otisa Reddinga, który wygrzebałem na youtube.
OdpowiedzUsuńNo i znowu Mahogany Sessions - coś co poznałem dzięki Tobie, Toyahu!
Jako wyraz wdzięczności:
https://www.youtube.com/watch?v=bRP1TDBbLlQ
...Rateliff to z resztą moje muzyczne odkrycie nr 2 (przynajmniej tego kwartału)
Pozdrawiam serdecznie!
@Jakub G
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję i pozdrawiam.