niedziela, 17 lipca 2016

Gdy radio nie ma ryja

Ponieważ między kolejnym zamachem, a następnym puczem wojskowym mamy chwilę oddechu, nie zaszkodzi poczytać sobie „Warszawskiej Gazety”, a w niej mojego kolejnego felietonu. Polecam.

Wynik wyborów roku 2007 zmienił moje życie podwójnie. Przede wszystkim niemal z dnia na dzień wstąpiłem do Prawa i Sprawiedliwości, a parę miesięcy później założyłem bloga, a to zmieniło niemal wszystko.
Prawo i Sprawiedliwość nie było moim pierwszym politycznym projektem. Jeszcze we wrześniu roku 1990 zapisałem się do Porozumienia Centrum i stałem wiernie przy Jarosławie Kaczyńskim do samego końca, czyli do czasu, gdy partia przestała istnieć. Swoją drogą, ciekawy jestem, ilu nas tam wtedy na koniec się kręciło, pomijając Kaczyńskiego i tych kilku jeszcze polityków, o których dziś się mówi jako o „Zakonie PC”.
A więc, jak mówię, jesień roku 2007 miała dla mnie znaczenie bardzo istotne, bo to właśnie wtedy zrozumiałem, że oto zaczyna się prawdziwa wojna, a ja postanowiłem wziąć w niej udział na jednym z pierwszych frontów. Od tego czasu minęło już niemal 9 lat i jak widać wyraźnie, wyszliśmy z tamtego cienia z tarczą i tym razem chyba jednak na znacznie dłużej. A było niełatwo. Fala zimnej nienawiści, uruchomiona wobec nas przez nową władzę, nie tylko pozbawiła mnie pracy i w bardzo praktyczny sposób zagroziła bytowi mojej rodziny, nie tylko zniszczyła przyjaźnie, związki rodzinne, a nawet małżeństwa, nie tylko wreszcie doprowadziła do największej katastrofy w najnowszej historii Narodu, ale stworzyła całkowicie nową jakość na zupełnie podstawowym poziomie w życiu każdego społeczeństwa, a mianowicie na poziomie kultury popularnej.
Pisałem o tym parokrotnie na blogu, a tu tamtą myśl krótko przypomnę. Rzecz mianowicie w tym, że dopóki tak zwana polityka nie przekracza naturalnych dla siebie granic, a więc pozostaje domeną polityki właśnie, społeczeństwo jest w stanie zachować pewną autonomię. Nie mamy nawet powodu do niepokoju, gdy ona zmienia się w terror wobec pojedynczych osób, czy środowisk. Problem powstaje, gdy ona zaczyna wchodzić do naszych domów przez kulturę popularną, gdy nagle widzimy, że jesteśmy atakowani przez piosenki, kabarety, przedstawienia teatralne, filmy, literaturę, kolorowe magazyny, czy wreszcie nawet napisy na kubkach, t-shirtach, czy w śmiesznych przypinkach. I o tym też pisałem – o owym stoisku w katowickiej galerii handlowej Silesia City Centre, na którym każdego dnia, od rana do wieczora, można było kupić przypinki z dwoma kartoflami, czy kubki z napisem „Radio ma ryja”.
Tam już tego nie ma od dawna, a ponieważ ostatnio tam nie bywam, nie umiem powiedzieć, czy tam się pojawiły nowe oferty. Niedawno jednak opowiedział nam Coryllus, który spędził parę dni nad morzem, że w sklepach z pamiątkami na gdańskiej Starówce, obok pocztówek, kapitańskich czapek, pałaszy pirackich z drewna, można było kupić naszywki w różnych rozmiarach z napisem „śmierć zdrajcom ojczyzny”. I ani śladu kubków z radiem, które ma ryja.
I to jest, moim zdaniem, znak czasów. Ale nie tylko. To jest również ostrzeżenie. Tym razem dla nas. Potraktujmy je poważnie.

Przypominam, że na youtubie od paru dni można obejrzeć i wysłuchać rozmowę, jaką przeprowadzili ze mną organizatorzy Bytomskich Targów Książki https://www.youtube.com/watch?v=QsI32_YCtI0. Książki o których mowa można kupować w księgarni na stronie www.coryllus.pl, albo klikać tuż obok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz