sobota, 16 lipca 2016

O tym jak ISIS uczciło Dzień Bastylii

Ledwo co Francja została zaatakowana przez Państwo Islamskie, a ja sobie pomyślałem, że tu akurat potrzebowałbym coś powiedzieć, historia gwałtownie przyspieszyła, w Turcji doszło do zamachu stanu i nagle los tych dzieci na karuzeli, rozbitych w pył przez owego Tunezyjczyka w ciężarówce, zszedł na dalszy plan. Nie dla mnie jednak. Jeśli mam bowiem do wyboru dramaty prawdziwe i międzynarodowe intrygi, w których przyczyny i cele nawet nie mam ochoty wchodzić, pozostanę przy tych dzieciach i karuzeli. A dokładnie rzecz biorąc, owym niezwykłym tle, na którym owo nieszczęście, którego byliśmy niemymi świadkami się rozegrało.
Otóż myślę, że większość z nas, nawet jeśli na temat Rewolucji Francuskiej ma wiedzę najbardziej podstawową, to przez lata przeróżnych doświadczeń, w kwestii zarówno jej wymiaru politycznego, jak i moralnego, zdołała uformować sobie dość solidną opinię. A zatem, nie widzę najmniejszego powodu, by zajmować się historią Francji w tym akurat wymiarze. To co natomiast wydaje się warte uwagi, to zdarzenie, które stało się faktycznym pretekstem do ogłoszenia dnia 14 lipca dniem narodowego święta wszystkich Francuzów, a mianowicie tak zwane „zburzenie Bastylii”.
W popularnej opinii, owa Bastylia, od samego niemal początku, i to całkowicie bezkarnie, funkcjonuje, jako niewyobrażalnie ciężkie więzienie, służące opresyjnej władzy do gnębienia tego wszystkiego, co dopiero po latach miało się objawić, jako równość, wolność i powszechne braterstwo. Fakt jest natomiast taki, że w ówczesnej Francji więzień było wcale nie mniej, niż jest ich pewnie teraz, natomiast Bastylia akurat funkcjonowała, jako jedno z lżejszych i raczej niezbyt przeludnionych. W czasach Ludwika XIV, w danym dniu, w Bastylii zwykle przetrzymywano nie więcej niż 50 więźniów, głównie osób pochodzących z wyższych klas, z których w dodatku większość stać było na to, by za drobną opłatą zapewnić sobie przeróżne wygody, od dywanów w celach, po prawo do noszenia prywatnej odzieży.
I choćby ten fakt możemy śmiało przyjąć, jako dobry powód, by na to, co każe nam się traktować, jako początek wielkiego zrywu, znanego powszechnie, jako Rewolucja Francuska, reagować wyłącznie wzruszeniem ramion. Ale przecież to nie jest wszystko. Otóż, jak wskazują źródła, celem ataku 14 lipca nie było wcale uwolnienie przebywających tam francuskich patriotów, z tego choćby prostego powodu, że ich tam tego dnia od dawna nie było. Kiedy dziki, ośmiotysięczny tłum wdarł się do środka więzienia, mordując na miejscu 80 inwalidów wojennych wyznaczonych do obrony więzienia, ostatnią rzeczą jaką miał w głowie, to kogokolwiek uwalniać. Pierwszym bowiem celem było zdobycie broni, oraz magazynowanego w piwnicach więzienia prochu strzelniczego. Jedynym więc praktycznym efektem ataku 14 lipca, poza oczywiście konfiskatą broni i prochu, było uwolnienie z cel siedmiu osób – czterech fałszerzy, dwóch wariatów i jednego młodego hrabiego, zamkniętego tam na prośbę własnej rodziny, oskarżającej go o kazirodztwo. Fałszerze zresztą natychmiast się gdzieś zapodziali, wariatów ponownie zamknięto, natomiast ów hrabia, jak się okazało uczeń markiza de Sade, przystąpił do Rewolucji, gdzie zrobił pewna karierę na wygłaszaniu wzruszających przemówień przeciwko tyranii. I tak się zakończył ów tak ważny dla Francuzów dzień, 14 lipca 1789 roku.
Ktoś zapyta, co w takim razie z owym słynnym zburzeniem Bastylii. I to jest najciekawsza część tego wszystkiego. Oto jeszcze tego samego dnia zaktywizował się nagle człowiek nazwiskiem Pierre-François Palloy, dobrze wykształcony, pochodzący z bardzo zamożnej rodziny przedsiębiorca budowlany, właściciel jednej z ówcześnie największych firm budowlanych w Paryżu, który wpadł na jak można by było wykorzystać propagandowo przejęcie Bastylii. Pierwsze co ów Palloy zrobił, to przyjął rewolucyjny przydomek „Patriote Palloy”, by już w kolejnym dniu, a więc 15 lipca, wraz z tysiącem robotników wkroczyć na teren więzienia i rozpocząć proces rozbiórki twierdzy. Mimo że za same prace rozbiórkowe Palloy podobno nie wziął ani grosza, uruchomił niezwykle dochodowy interes, w postaci organizacji wycieczek po korytarzach i piwnicach byłego więzienia z jednoczesnym handlem pamiątkami. Ostatecznie więc Bastylia została rozebrana w listopadzie, jednak nie wiadomo, czy ktokolwiek ten moment zauważył, gdyż to akurat był czas, kiedy w całym kraju działy się rzeczy znacznie bardziej ekscytujące, i to niekiedy w bardzo oddalonych od ruin Bastylii miejscach. Nawet gilotyna postawiona w samym centrum owej kupy kamieni nie cieszyła się szczególną popularnością. Jak głoszą źródła, przez cały okres Wielkiego Terroru stracono tam zaledwie 73 osoby, słownie siedemdziesiąt trzy.
Przepraszam zatem bardzo, ale cóż to jest przy ogólnej liczbie 18 tysięcy często Bogu ducha winnych osób? No i – zastanówmy się tak całkiem na spokojnie – cóż to jest wobec tego, czego w pewnym, tak straszliwie przewrotnym sensie, właśnie dla uczczenia owego zdarzenia sprzed ponad już dwustu lat, dokonał ledwie przedwczoraj ów Tunezyjczyk z Nicei?

Przypominam, że na youtubie pod adresem https://www.youtube.com/watch?v=QsI32_YCtI0 można obejrzeć rozmowę, jaką przeprowadzili ze mną organizatorzy niedawnych bytomskich targów książki. Gdyby ktoś był zainteresowany, moje książki można kupować w księgarni na stronie www.coryllus.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz