środa, 3 grudnia 2014

Gdy już nawet my nie odróżniamy świni od człowieka

Z wiadomości, jakie ostatnio pojawiły się to tu to tam, chyba najbardziej zainteresowała mnie sprawa czegoś, co nosi nazwę „SKOK Wołomin”. I wcale nie poszło o to, że z wcześniejszych informacji wiedziałem, że SKOK-i to my, a Wołomin to oni, i że to połączenie mnie jakoś zszokowało, ale że to jest mniej więcej to, co z owej wiadomości jak najbardziej wynika – nawet jeśli nie dla mnie, to dla większości zwykłych obserwatorów – a więc, że SKOK-i to Wołomin, a Wołomin to SKOK-i.
Może jednak, zanim pokuszę się o jakieś choćby podstawowe refleksje, opowiem krótko, o co chodzi. Otóż, jak się okazuje, w Wołominie właśnie, została założona przez służby w celu prania pieniędzy pochodzących z nieustalonych dotychczas do końca biznesów, jedna z wielu – jak słyszę ponad 50 – lokalnych gałęzi tego, co powszechnie znane jest jako SKOK. Kiedy do centrali SKOK-ów zaczęły dochodzić informacje na temat tego, czym jest faktycznie SKOK Wołomin, prezes Bierecki poinformował o sprawie odpowiednie organy państwa, jednak aby zostały podjęte odpowiednie kroki, musiały upłynąć dwa lata, nie tylko wypełnione przekrętami na najwyższym poziomie, ale wręcz próbą zabójstwa członka Komisji Nadzoru Bankowego, zabójstwa, jak słyszymy zleconego przez ludzi z Wołomina. Dziś sprawa jest dość głośna, SKOK Wołomin jest w podstawowej swojej części aresztowany, a sama firma, jak można przeczytać na stronie skok.wołomin.pl została objęta zarządem komisarycznym.
Czy to te wszystkie przekręty, czy owa próba zabójstwa, czy może nazwiska polityków i nazwy firm, pojawiające się w tej historii, zrobiły na mnie takie wrażenie? Otóż nie, i to już zupełnie niezależnie od faktu, że przez te wszystkie ostatnie lata ja się wystarczająco skutecznie uodporniłem na tego typu sensacje. W końcu, w kraju, gdzie zupełnie bezkarnie morduje się prezydenta, fałszuje wybory, a opinia publiczna na to wszystko wzrusza ramionami, zakłada niedzielny ciuch, wsiada w samochód i udaje się na zakupy do galerii handlowej, to że gdzieś ktoś znów coś ukradł, czy nawet próbował kogoś zabić, a wszystko to pod czujnym okiem któregoś z polityków, nie powinno robić żadnego wrażenia. To natomiast, co mnie tu wręcz zadziwia, to sposób, w jaki sprawę relacjonują konserwatywne media, a więc te media, którym powinno szczególnie zależeć na tym, by szeroka opinia publiczna nie łączyła SKOK-u w Wołominie ze SKOK-iem w Polsce, a tymczasem one wręcz stają na głowie, by było na odwrót.
Ja wiem, że to iż szef SKOK-ów, a więc senator Bierecki, dopuścił do tego, by jakaś ubecko-gangsterska mafia, przy udziale skorumpowanych polityków, wykorzystywała markę Firmy, świadczy o tym, że on – przy swojej niewątpliwej uczciwości – jest podobnie otwarty na to co się dzieje dookoła, jak nie przymierzając ojciec Rydzyk, wydawałoby się jednak, że w tej sytuacji tak zwane nasze media powinny te braki w jakiś sposób starać się zrekompensować, tymczasem okazuje się, że tam nie dość, że nie mam mowy o otwarciu na rzeczywistość, to nie ma nawet mowy o podstawowym instynkcie. Czytam w naczelnym prawicowym portalu wpolityce.pl serię artykułów na temat afery w Wołowinie i nie widzę tam praktycznie jednego słowa wyjaśniającego niezorientowanemu czytelnikowi różnicy między SKOK-ami jako takimi, a SKOK-iem Wołomin, poza najbardziej tanią publicystyką, informującą o tym, jak to SKOK Wołomin to Boni, Komorowski i Jakubowska plus jakiś wynajęty rzezimieszek. Jak, dlaczego, w jaki sposób – o tym ani słowa.
Tymczasem sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, ale ponieważ wyjaśnienie jej uderzałoby przy okazji w towarzystwo skupione wokół ludzi, którzy tworzą tak zwane „nasze” media – o tym ani słowa. Rzecz w tym, że, jak się możemy domyślać, kiedy owa banda gangsterów aplikowała do Biereckiego o to, by im pozwolił wejść w ten biznes i używać nazwy SKOK, jemu wystarczyło tylko to, że oni mu się przedstawili, jako polscy patrioci i katolicy. Nie mam ani co do tego pewności, ani też nie ma tu miejsca na głębszą analizę początków tego procederu, ale tak to właśnie wygląda. Kiedy ów Piotr P. dziś oskarżony o kierowanie grupą przestępczą, zgłosił się do Biereckiego, został przez niego potraktowany, jako swój, a tymczasem reprezentował nikogo innego, jak WSI.
Czytam dziś serię artykułów w portalu wpolityce.pl i nagle wpadam na informację dotyczącą tego, że SKOK Wołomin wydawał gazetę „Dobry Znak”, w której pisali wspomniani Jakubowska i Boni, co autorzy portalu odczytują bardzo jednoznacznie: mamy do czynienia z postkomunistycznym przekrętem? Skąd, jak, jakim cudem? Tego nie wiemy, natomiast tak się składa, że ja mam tu przed sobą jeden egzemplarz tej gazety, który przywiozłem latem z mojego Przemyśla. Poszedłem z żoną do kawiarni na lody, tam były wyłożone darmowe egzemplarze tego czegoś, wziąłem jeden, zacząłem czytać… i patrzę, a tam wielki fragment przedrukowanego z jego „Baśni” tekstu Gabriela Maciejewskiego, mojego kumpla i wydawcy. Mało tego. Poza Maciejewskim, już na pierwszej stronie, tekst o potrzebie uczczenia pamięci ofiar „ubowskich siepaczy”. Dalej tekst jakiegoś Mariusza Gazdy na temat rosyjskiej agresji na Ukrainę i krótka rozmowa z Rafałem Ziemkiewiczem w temacie i nastroju łatwym do odgadnięcia. Dalej całostronicowy tekst Jana Marii Jackowskiego na temat rodziny i ataków, jakie są na nią podejmowane przez System. Za Jackowskim idzie Korwin Mikke, wspomniany Maciejewski i cała kupa nieznanych mi nazwisk, z których niemal każde reprezentuje interesy Polski Walczącej. Piszę niemal, bo faktycznie w tym całym patriotycznym sosie faktycznie, ni stąd ni z owąd, znajdujemy Aleksandrę Jakubowską. Skąd, dlaczego, po co? A któż to może wiedzieć? Ale też wiedzieć nam tego wcale nie trzeba. Bo po co? Byśmy się dowiedzieli, że mamy do czynienia ze starą jak ta nasza III RP mistyfikacja.
Co na to robią Karnowscy i prowadzony przez nich portal? Otóż zamiast zabrać się wreszcie za to, za co trzeba się było zabrać już parę lat temu, a więc rozprawić się z ową mistyfikacją, gdzie już tak naprawdę nie wiadomo, kto jest świnią, a kto człowiekiem, oni nam opowiadają jakieś dyrdymały o tym, że nasze SKOK-i zostały zaatakowane przez Aleksandrę Jakubowska z wynajętymi przez dawne WSI paroma gangsterami. Ale oni, jak wiemy to aż nazbyt dobrze, inaczej nie mogą, ponieważ cały ten interes jedzie dokładnie na tym samym pomyśle: by nikt nie wiedział, kto jest świnią, a kto człowiekiem. A zeby zobaczyć, jak to działa na poziomie ulicy, wystarczy wziąć do ręki pierwszy lepszy numer tygodnika „W Sieci”.
Na sam koniec muszę dodać jeszcze coś, co mam nadzieję załatwi wszelkie możliwe argumenty ze strony prawdziwych polskich patriotów, których życiowym zadaniem stało się tępienie mnie i Gabriela za najczęściej swoje własne grzechy. Otóż zapewniam wszystkich, że gdyby w pewnym momencie to mi któryś z tych bandziorów zaproponował publikowanie tekstów w gazecie „Dobry Znak”, przyjąłbym tę ofertę za darmo i bez dyskusji, a dziś bracia Karnowscy mogliby sugerować, że Aleksandra Jakubowska to moja redakcyjna koleżanka, a ostatni kowboje to już tylko oni. Z Janem Pietrzakiem i wdową po Andrzeju Łapickim.
Dziś więc też, tak na wszelki wypadek, ogłaszam. Jeśli jakimś przedziwnym cudem pojawi się propozycja, bym coś napisał dla tygodnika „W Sieci”, czy dla portalu wpolityce.pl, już dziś deklaruję brak zainteresowania. Diabli bowiem wiedzą, czy gdzieś obok nie pojawi się tekst Grzegorza Woźniaka, który nagle uznał, że Jezus go kocha.

Jutro zaczynają się targi książki we Wrocławiu. Nasze stoisko zostało oznaczone numerem 86 i umieszczone gdzieś w szarym kącie. Z doświadczenia jednak wiem, że jedynym tego niespodziewanym efektem będzie to, że większość odwiedzających będzie się kotłowała właśnie tam, na owych targów marginesie. A ja, ponieważ i jutro i pojutrze mam pracę, pojawię się we Wrocławiu dopiero w sobotę, ale za to będę od rana do końca. Zapraszam. Książki normalnie są do kupienia pod adresem www.coryllus.pl


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz