sobota, 27 grudnia 2014

Stanisław Barańczak - człowiek, który zrobił swoje

Zmarł Stanisław Barańczak, a ja, mimo że nie uważałem go nigdy ani za choćby przeciętnego poetę, ani tym bardziej za choćby przeciętnego tłumacza – jego literackich esejów, które podobno pisał, nie znam, ale ponieważ mam swoje doświadczenie, nie sądzę, bym tu musiał czegokolwiek żałować – uważam, że powinienem tu dziś na jego temat powiedzieć parę słów. Przede wszystkim, kiedy dowiedzieliśmy się o jego śmierci, w domu zapanowała pewna konsternacja. Ja wprawdzie akurat wiedziałem, że on od wielu już lat mieszka w Stanach Zjednoczonych, zmaga się z chorobą Parkinsona i zmaga się z nią tak bardzo, że niewykluczone, że nie ma już z nim żadnego kontaktu, natomiast moja żona, proszę sobie wyobrazić, na tę smutną wiadomość zareagowała słowami: „To on nie umarł już dziesięć lat temu?”
Po co o tym w ogóle wspominam? Otóż po to, że moim zdaniem to iż Stanisław Barańczak stał się przez te wszystkie lata kimś tak strasznie anonimowym, woła o pomstę do nieba. I to – muszę to powtórzyć raz jeszcze – wcale nie dlatego, że on się aż tak wybitnie zasłużył dla polskiej kultury, bo to jest czysta propaganda, i to propaganda wyjątkowo bezczelna, ale z tego prostego powodu, że jego zasługi dla III RP i tego wszystkiego, z czym ona nas dziś zostawia, są wręcz nie do przecenienia. A to, że dziś nagle wiele osób sobie uświadamia, że ktoś taki jak Barańczak kiedykolwiek istniał, i że – dramatycznie wręcz paradoksalnie – ci co o nim słyszeli, to nie ci, którzy mieli wszelkie powody, by o Barańczaku myśleć jak najlepiej, ale ci, co o nim dobrze myśleć nie potrafili, jest wiadomością dość ponurą.
W czym rzecz? Otóż problem polega na tym, że jeśli ktoś pamięta lata 90-te, a więc czas naprawdę bardzo brutalnej walki walki o przyszłą Polskę, gdzie ani nie brało się jeńców, ani nie liczyło ofiar, to wie też, że Barańczak miał tam swoje bardzo ściśle określone miejsce, i że towarzystwo, w jakim występował, nie przynosiło mu ani chwały ani splendoru. I jeśli ja, mimo że o nim od lat nie słyszałem jednego słowa, poza drobnymi, nic nieznaczącymi informacjami podawanymi przez niszowe patriotyczne portale na temat jego ojca, poznańskiego lekarza, Jana Barańczaka, czy jeszcze bardziej niż on sam zapomnianego poety Wojciecha Bąka, wciąż miałem go w ten czy inny sposób z tyłu głowy, i wiedziałem, że on z całą pewnością gdzieś tam w tej Ameryce jakoś ciągnie, to tylko dlatego, że nie mogłem się nadziwić, że jego wierni kumple z „Wyborczej”, z Adamem Michnikiem na czele, tylko przez to, że on skutkiem swojej choroby stał się tak fatalnie dla nich bezużyteczny, tak brutalnie go skreślili. No i czekałem, czekałem i czekałem na ten dzień, kiedy on w końcu odejdzie, by zobaczyć, jak oni – właśnie oni – na to zareagują. Czy choćby w połowie tak emocjonalnie, jak na śmierć Wisławy Szymborskiej? No i umarł, a portal gazeta.pl, teraz kiedy piszę ten tekst, informację o tym wydarzeniu podaje w dziale „kultura” i to dopiero na drugim miejscu, po jakiś idiotycznych refleksjach piosenkarza Turnaua o tym, że festiwale są nic nie warte.
Nie wiem, jak przez minione lata żył Stanisław Barańczak. Nie mam pojęcia przede wszystkim, czy był z nim jakikolwiek kontakt, czy ktokolwiek z jego byłych osobistych i politycznych przyjaciół się z nim kontaktował, a jeśli tak, czy on w ogóle zabierał głos w sprawie dzisiejszej sytuacji w Polsce, no i oczywiście, jakie tu mogło być jego zdanie. Zakładam, że skoro od wielu już lat ani jedna ani druga strona nie widziała powodu, by o Barańczaku wspominać, on był jednak bardzo chory i miał wszystko to w nosie. Wiem natomiast, że dziś, kiedy nagle wszyscy – wygląda na to, że naprawdę wszyscy – zaczynają coś pleść na temat tego, jakim to wielkim poetą i tłumaczem był Stanisław Barańczak, i jak to mu się należały wszelkie możliwe honory, w tym przede wszystkim oczywiście Nobel, zachowanie to śmierdzi wyjątkową obłudą. Oni wszyscy bowiem mieli naprawdę wystarczająco dużo czasu, by czcić swojego bohatera, i czas ów najzwyczajniej w świecie zmarnowali.
Ja oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, jaką wściekłość wywoła ten tekst w tych pustych łbach, ale nawet jeśli mam się teraz narazić jeszcze bardziej, to nie mam wyjścia i powiem coś jeszcze. Otóż, moim zdaniem, jeśli ktoś tu tak naprawdę oddał uczciwie hołd Barańczakowi, to ja, a więc ktoś, kto nie miał najmniejszego powodu, by go szanować za życia, a teraz kiedy umarł, ma w sobie wystarczająco dużo uczciwości, by stanąć po stronie jego pamięci przeciwko tym, dla których on miał znaczenie tylko o tyle, o ile był z niego jakiś pożytek w walce przeciwko wolnej Polsce.

Przypominam, że moje książki są do kupienia na stronie www.coryllus.pl. Na moje oko, dziś sytuacja jest taka, że dalej szukać nie ma co.

2 komentarze:

  1. Nie znam poezji Barańczaka, ale za poezją nie przepadam. Również jego tłumaczeń...na tym z resztą się nie znam, ani nic nie wiem na temat jego roli w powstawaniu III RP, ale post w świetle tego co słyszę w mediach uważam za istotny i szkoda, że nie mogę go polecić, bo nie ma na blogu takiej możliwości.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Moje zaczytanie
    Słaby był jako poeta, a jako tłumacz wręcz beznadziejny. Myślę, że oni mu tego Szekspira załatwili w dowód wdzięczności za poparcei jakiego udzielił Systemowi.

    OdpowiedzUsuń