poniedziałek, 29 grudnia 2014

Spóźniona opowieść wigilijna, czyli no more heroes anymore

Gdy chodzi o moje miasto Katowice i jego udział w budowaniu III RP, na czoło wysuwają się dwie osoby, a mianowicie pierwszy „demokratycznie” nominowany wojewoda Wojciech Czech i pierwszy równie demokratycznie wybrany prezydent Jerzy Śmiałek. Tak się złożyło, że jednego i drugiego znałem mniej lub bardziej osobiście, a to w tym sensie, że Czechom uczyłem dzieci – a mają ich aż troje – natomiast Śmiałek mieszkał w najbliższym sąsiedztwie miejsca, gdzie mieszkaliśmy wówczas i my, a zatem mieliśmy od rana do nocy prosty widok na jego okna.
W pewnym momencie władza zadecydowała, że Czechowie zostaną przeprowadzeni ze swojej kamienicy w lepsze miejsce, a więc do domu, w którym ich bezpośrednim sąsiadem będą Edward i Stanisława Gierkowie, no i w ten sposób ja już przestałem ich odwiedzać. Śmiałek natomiast został w swoim pięknym mieszkaniu u zbiegu ulic Jordana i Skłodowskiej-Curie.
Mimo że mieliśmy go cały czas pod okiem, nigdy nie miałem okazji z nim rozmawiać. O ile pamiętam, nie miałem nawet okazji powiedzieć mu dzień dobry. Z tamtych lat pamiętam tylko pewien dzień, kiedy pod jego mieszkanie podjechał taki typowy miejski dźwig, zatarasował całą ulicę i przez pół dnia instalował mu w oknach takie specjalne koszyki na doniczki. Okropnie mnie to wówczas irytowało, no ale nie zapominajmy, że to się działo prawie dwadzieścia lat przed Katastrofą w Smoleńsku. To jednak jest moje całe doświadczenie, gdy chodzi o tych, którzy byli na miejscu, kiedy hartowała się dzisiejsza stal.
Dziś czasy się bardzo zmieniły, my też już mieszkamy w innym miejscu, a tym samym z dziećmi wojewody Czecha kontaktu już nie mamy – kto zresztą wie, czy one wszystkie nie wyjechały do Anglii? – a Jerzy Śmiałek nie jest już naszym sąsiadem. Ponieważ jednak Katowice to miasto naprawdę niewielkie, wciąż w ten czy inny sposób się z nim akurat widujemy. Dziś Jerzy Śmiałek, pierwszy prezydent wolnych Katowic, jest człowiekiem już w bardzo, bardzo podeszłym wieku i choć z prawdziwym bólem serca stwierdzam, że on dziś wprawdzie wygląda, jakby się znajdował na liście klientów tak zwanej „Szlachetnej Paczki”, to ów, jak to mówią Anglicy „recognition factor” jest na tyle jednoznaczny, że ja go rozpoznaję bez najmniejszego kłopotu.
Przez parę ostatnich lat spotykałem Jerzego Śmiałka, kiedy i ja i on szliśmy z naszymi psami na spacer. Zawsze zamienialiśmy parę słów, a ja nigdy nie uznałem za stosowne poinformować go, że wiem, kim on jest. A zatem, to były zwykłe rozmowy o psach i kupach. W końcu, cóż tam jest więcej? Parę tygodni temu spotkałem prezydenta Śmiałka bez psa, a on mi powiedział, że pies jest chory, przez kilka dni był w szpitalu i akurat dobrzeje. Ja mu na to, że słyszałem – na szczęście tylko słyszałem – że szpitalne leczenie psa jest bardzo drogie i że kiedyś rozmawiałem z człowiekiem, który za leczenie swojej dalmatynki musiał wyłożyć 1600 złotych, na co on mi odpowiedział, że na szczęście w jego wypadku to było zaledwie paręset złotych. Powiedzieliśmy sobie do widzenia i poszliśmy swoją drogą. Wczoraj spotkałem go znowu, no i tym razem on mi powiedział, że miałem rację co do tych kosztów, bo ostatecznie on wydał na swojego pieska dokładnie 1600 złotych, tyle że niestety pies zmarł. No i on dziś już tak sobie chodzi tylko z jego duchem. Tak dokładnie mi powiedział Jerzy Śmiałek. Z jego duchem.
Ponieważ uznałem sytuację za szczególną, postanowiłem wreszcie powiedzieć Śmiałkowi, że ja świetnie wiem, co on za jeden. Powiedziałem mu to, a następnie, zakładając, że będzie co będzie, zapytałem, jak mu się podoba dzisiejsza Polska, a ponieważ, jak wiemy, jestem politycznie mocno wzbudzony, dodałem owo bardzo złośliwe „25 lat wolności”. I proszę sobie wyobrazić, że Jerzy Śmiałek, pierwszy prezydent wolnych Katowic, zrobił minę, której ja nawet nie będę próbował opisać i powiedział: „Ma pan bardzo ładnego psa. Niech się pan cieszy”.
I to mi starczyło za wszystko.
Gdyby ktoś nie wiedział, to była moja spóźniona opowieść wigilijna.

Książki są do kupienia na stronie www.coryllus.pl i prawie nigdzie więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz