czwartek, 11 kwietnia 2013

Na końcu, zawsze jesteśmy sami

Większość osób, jakie znam, nastawione są do życia w taki sposób, że kiedy na przykład idą ulicą, to jeśli kogoś zauważą, to raczej przez przypadek. Podniosą akurat wzrok i zorientują się, że oto coś się ciekawego stało, lub pojawił się ktoś znajomy. Jak idzie o mnie, z jakiegoś, nieznanego mi powodu, od zawsze mam tak, że chodzę z głową podniesioną i staram się przy tym zobaczyć jak najwięcej. I mimo że wiem bardzo dobrze, że to może być uznane nawet za niegrzeczne, zawsze patrzę na mijanych przeze mnie ludzi, widzę ich twarze, no a przez to też wiem, czy i oni mnie widzą, czy też, jak większość, nie widzą nic, a tym bardziej oczywiście i mnie.
Przez to moje ciągłe przyglądanie się mijanym ludziom, widzę też tych, którzy z jakiegoś powodu przyglądają się mnie. Najczęściej przelotnie i od niechcenia, ale czasem z pewną jednoznaczną intencją. Niekiedy z oczywistą złością, czy pogardą. Wtedy to – przepraszam, ale nic na to nie mogę poradzić – myślę sobie, że to jest ktoś, kto czyta mój blog, wie jak wyglądam i mnie nienawidzi. Choćby dziś, wracałem sobie z moim psem ze spaceru i nagle minęliśmy jakiegoś nieznanego mi człowieka, który spojrzał na mnie tak, jakby chciał powiedzieć: „Masz szczęście skurwysynu, że masz ze sobą tego psa”.
Wróciłem do domu, trochę sobie o tym człowieku myślałem, a potem nagle przypomniał mi się wczorajszy tekst Coryllusa, w którym on się znęcał nad Szczurem Biurowym i jego przedziwną refleksją na temat naszego wspólnego grzechu zaniedbania w stosunku do obowiązku obrony Lecha Kaczyńskiego, jeszcze zanim on został zamordowany przez System pod Smoleńskiem.
No a skoro już przypomniał mi się ten Szczur, to oczywiście od razu pomyślałem sobie o samym Igorze Janke i jego tekście – co ciekawe zamieszczonym niemal równocześnie z tekstem Szczura – w którym on wprawdzie za nic nie przeprasza, natomiast staje przed nami, jak ten dobry Starszy Brat i zachęca nas do większej aktywności na rzecz wspólnoty, jaką jest nasze państwo. I ja oczywiście od razu muszę się zastrzec, że wcale nie twierdzę, że to, iż wokół mnie pojawiają się jacyś nieznani mi ludzie, którzy, gdyby tylko mogli, to by mnie zabili, stanowi jakikolwiek argument na rzecz przyszłych zaszczytów. Nie sądzę też, żeby nawet fakt, że przez to moje blogowanie ja i moja rodzina stanęliśmy na progu ekonomicznego unicestwienia, mógł kiedykolwiek być przez mnie wykorzystany w którejś z ewentualnych mów obrończych. W końcu takie rzeczy przydarzają się ludziom bez żadnych szczególnych z ich strony zasług. A więc tu proszę na mnie nie liczyć.
Natomiast bardzo źle znoszę sytuację, gdy kiedy ja już podjąłem jednak pewne ryzyko – i to ryzyko, jak się później okazało, wcale nie małe – przychodzi do mnie ktoś, kto całe życie się bujał na płocie i mówi mi, żebym się może jednak wziął do roboty. I to w dodatku do roboty na rzecz państwa. Ja dostaję wręcz jasnej cholery, kiedy ktoś, kto ile razy ja się zgłaszałem do pracy na rzecz owego państwa, nie dość że mnie odsyłał w cholerę, to kiedy sobie wracałem do domu, robił wszystko, żeby mi więcej nie przyszła do głowy myśl, że się mogę na coś przydać, teraz nagle mi z bezczelną powagą mówi że powinienem się wziąć za siebie, bo to co dotychczas, to było zwykłe zbijanie bąków.
Nie wiem, czy mi ktoś w to uwierzy, ale mówię jak najbardziej szczerze. Ja od Igora Janke dziś ani nic nie chcę, ani też nic nie oczekuję. A już zwłaszcza gdy się zorientowałem, na co go stać, jak idzie o bezkarność w wydaniu wręcz mafijnym. Współczesna Polska, w ofercie przedstawionej przez rządy Platformy Obywatelskiej, przyzwyczaiły nas naprawdę do wszystkiego, wydaje mi się jednak, że sposób, w jaki on traktuje ten swój Salon, ani nie ma precedensu, ani też chyba nie szybko znajdzie następców. To już chyba więcej otwartości na świat, i wrażliwości na to, co wypada, a czego już może nie bardzo, można się spodziewać po „Gazecie Wyborczej”. A więc, jak mówię, gdyby Igor Janke przyszedł do mnie i chciał mi coś wspaniałomyślnie podarować, to bym mu grzecznie, ale stanowczo podziękował. Tak na wszelki wypadek, gdyby się iało okazje, że on mi chce zrobić jakąś krzywdę.
Natomiast ja sobie absolutnie nie życzę, żeby on mnie uczył, jak ja mam egzekwować swoje obywatelskie prawa i obowiązki. W dodatku na rzecz Ojczyzny. Bo to już nawet nie jest bezczelność. To jest zwykłe szyderstwo.
Ja pamiętam, jak z początkiem roku 2009, niespełna rok po tym, jak zacząłem blogować, wygrałem konkurs Onetu na Blog Roku. Ze względu na sposób, w jaki w tym konkursie blogi były prezentowane, nagroda ta siła rzeczy w pewnym sensie przypadła też Salonowi24. Wprawdzie, w czasie trwania samego konkursu, Salon24 w żaden sposób nie próbował promować uczestniczących w konkursie blogerów, niemniej w reakcji na to zwycięstwo – z tego co wiem – dotychczas jedyne takie zwycięstwo w historii Salonu24 – Igor Janke opublikował krótką notkę, w której napisał:
Proszę Państwa, jest mi bardzo miło pogratulować Blogerowi Roku w kategorii polityka. Konkurs jak wiecie organizuje Onet.pl. W tym roku najlepszym blogerem politycznym uznano Toyaha! Serdeczny uścisk dłoni Toyahu!
Toyah pisze u nas bardzo długo, dużo i często. Bywa kontrowersyjny, ale bez dwóch zdań – jest autorem niezwykle inteligentnym i ciekawym. Cieszy mnie bardzo to, że jego teksty salonowe doceniono gdzie indziej”.
I co dalej? Otóż nic. Ja rozumiem, że Igor Janke miał zawsze swój pomysł na budowanie sukcesu swojej platformy, niemniej wydaje się, że było rzeczą absolutnie oczywistą, że w tym momencie, kiedy to w konkursie Onetu, wygrał nie blog prowadzony na Onecie, ale na wówczas wcale nie tak bardzo jak dziś popularnym Salonie24, ruszy akcja promująca ów Salon pod hasłem, że oto nasi blogerzy wygrywają nawet na polu wroga. Otóż nie. Z jednej strony, a więc ze strony polskich patriotów, spadły na mnie gromy potępienia za to, że ja przyjąłem nagrodę od Onetu, a z drugiej – i tu znów pojawia się Igor Janke – cała seria administracyjnych posunięć, które miały na celu pokazanie mi, że nie mam żadnego powodu, by się szczególnie nadymać. Akcja, która ostatecznie skończyła się rok później moim odejściem z Salonu.
Zdaję sobie sprawę z tego, że głupio jest się powtarzać, ale czasem nie ma innego wyjścia. Gdybym to ja prowadził taki biznes jak Salon24, wydaje mi się, że pierwsze co bym zrobił to wyszedł naprzeciw oczekiwaniom prawicowych wyborców i na przykład zacząłbym zwycięskiego blogera maksymalnie lansować, czy wręcz zaproponowałbym mu objęcie patronatem wydanie przez niego cyklu felietonów, i wyjścia z nimi do ludzi uśpionych, zrezygnowanych, samotnych. W jakim celu? Ależ to oczywiste. Dokładnie w tym samym, o którym dziś Igor Janke pisze w swoim tekście o potrzebie obywatelskiej mobilizacji na rzecz wspierania polskiego państwa. Chodzi o potrzebę „prawdziwej odnowy – państwa i społeczeństwa”. Tak postąpiłbym ja. Igor Janke miał jednak inne zadania. I dlatego zajął się gnojeniem sukcesu jakiegoś „ciekawego” acz „kontrowersyjnego” blogera. Żeby nie podskakiwał. I znał swoje miejsce.
Coryllus wczoraj wziął się za Szczura Biurowego. Moim zdaniem nie do końca potrzebnie, choć ja nigdy nie zapomnę, jak on przyszedł na spotkanie do Ronina i prawie się pobeczał ze wzruszenia nad fragmentem mojej nowej książki, co jednak nie zachęciło go do tego, by następnego dnia na przykład skorzystać z pozycji, jaka sobie wyrobił, i zamieścić na swoim, jakże wpływowym w Salonie24, blogu krótkiej na ten temat notki. Po co? Ot tak. Dla budowania solidarności. Ja dziś natomiast rozprawiam się z Igorem Janke, który moim zdaniem znacznie bardziej od Szczura zasłużył sobie na to, by go potraktować nieuprzejmie, ale w sumie też jest zaledwie drobnym elementem nieszczęścia, które nas trapi. Rzecz bowiem w tym, że ci wszyscy mniej lub bardziej „nasi” strażnicy polskiego sukcesu i powodzenia, tak naprawdę są owym sukcesem i powodzeniem zainteresowani o tyle, o ile cała ta gadka może im się przydać, jak ładne hasło na drodze do sukcesu wyłącznie osobistego.
Weźmy taką „Gazetę Polską”. Pamiętam jak w kampanii do wyborów prezydenckich latem 2010 roku, tamta strona, a przy okazji część tak zwanych „naszych” środowisk, zaatakowała Jarosława Kaczyńskiego za, ich zdaniem, zbyt uprzejme słowa skierowane pod adresem Edwarda Gierka. Ponieważ ową krytykę uważałem za z jednej strony niesprawiedliwą, a z drugiej szkodliwą, pomyślałem sobie, że dobrze by było, gdyby „Gazeta Polska”, w drodze absolutnego wyjątku, wydrukowała mój tekst, w którym brałem Kaczyńskiego w obronę, i starałem się wyjaśnić jego racje. Nie chce mi się omawiać dokładnie gehenny, jaką odbyłem z redaktorami „Gazety Polskiej”, dość powiedzieć, że to, do czego doszło, było zarówno upokarzające, jak i zawstydzające, i co najgorsze, dla obu stron. Dla mnie, bo nie wiadomo, co mi strzeliło do głowy, by się z tymi ludźmi zadawać, ale też dla nich, bo wówczas bardzo jasno pokazali, jak bardzo im zależy na tym, co publiczne.
Popatrzmy na, opisywane tu już przygody moje i Coryllusa, kiedy to wspólnie z pewnym Pawłem zapragnęliśmy przeprowadzić kampanię na rzecz prezydentury Jarosława Kaczyńskiego, zorganizowaliśmy debatę na temat Internetu, i debata ta została w najbardziej bezwzględny i brutalny sposób zniszczona przez ówczesny Sztab. I nie oszukujmy się – za tym wcale nie stała ani Kluzikowa, ani Poncylisz, ani Kowal, ale zwykli, jak najbardziej „nasi”, młodzi działacze, którzy oczywiście całym sercem robili to, do czego dziś wszystkich nas zachęca Igor Janke, a więc budowali wspólnotę, tyle że się akurat na nas „wkurwili”. O co? Bośmy nie chcieli wziąć do naszej paczki ich kumpla.
W Katowicach, mieście gdzie mieszkam, mamy i skromne struktury Prawa i Sprawiedliwości, którego zarówno ja, jak i moja żona jesteśmy dumnymi członkami, i Klub „Gazety Polskiej”, mocno z Partią związany. Klub, jak to klub, działa, i w salce przy kościele pod wezwaniem św. Piotra i Pawła organizuje regularne spotkania z ciekawymi ludźmi, którzy gotowi by byli robić to, do czego nas wszystkich namawia Igor Janke – a przecież nie tylko on – a więc tworzyć swoiste „archipelagi wolności”. Niedawno mieliśmy tu samego Marcina Wolskiego, innym razem spotkanie upamiętniające postać zmarłej w Smoleńsku Natali-Świat, kiedy indziej znowu ktoś grał na gitarze i śpiewał patriotyczne piosenki jakiś nieznany mi artysta. Organizatorem tych wszystkich spotkań jest człowiek, którego znam od początku lat 90., kiedy to razem działaliśmy w Porozumieniu Centrum. Mimo że już mu kilka razy deklarowałem swoją gotowość uczestnictwa w spotkaniu, ani razu nie zaproponował mi niczego konkretnego. Niektórych czytelników tego bloga może to zdziwić, ale kiedy jestem w naszym kościele na comiesięcznej mszy za ofiary Smoleńska, nie sądzę, aby którakolwiek z osób, które tam przychodzą w ogóle miały pojęcie, że istnieje coś takiego, jak „blog Toyaha”, nie mówiąc już o nazwisku Osiejuk. Z drugiej strony, jestem pewien, że wielu z nich z prawdziwą radością i satysfakcją poczytali sobie niektóre z tych tekstów. Tyle że ich sobie nie poczytają, bo o nich nie maja pojęcia.
Czy ja mam o to wszystko pretensje? Powtarzam po raz setny. W życiu! W końcu zarówno ja, jak i Coryllus traktujemy to, jako nasze kredo: nie osiągniemy nic, jeśli będziemy liczyć na tę bandę sobków. Natomiast proszę o jedno: nie mówcie mi, że ja powinienem się bardziej zaangażować, bo Ojczyna mnie potrzebuje.
Zacząłem w pewnym sensie od Szczura Biurowego, a skończę na również blogerze, a raczej blogerce Esce – osobie zaangażowanej dla dobra Polski, jak żaden z nas. Ale najpierw stare wspomnienie. Otóż kiedyś, przed laty, mój kolega Krzysztof Wołodźko podarował mi książkę o Joannie i Andrzeju Gwiazdach i poprosił, abym tu na blogu ją zrecenzował. Dostałem tę książkę, ponieważ byłem akurat bardzo zajęty czymś innym, to tylko szybko ja przejrzałem, najlepiej jak mogłem ją opisałem i zachęciłem do tego, by ją kupować i czytać. Czemu to zrobiłem? Raz oczywiście, że Wołodźko to mój kumpel, dwa, że on mnie o to poprosił, trzy, że mi te książkę podarował, a wreszcie dlatego, że uważałem, że czym więcej osób ją przeczyta, tym lepiej dla ogółu. Otóż proszę sobie wyobrazić, że Eska właśnie jakiś czas temu poprosiła mnie, abym jej podarował swoją najnowszą książkę z dedykacją. Zrobiłem to z najwyższą przyjemnością, prosząc jednak, by zechciała mi przy okazji napisać u siebie na blogu recenzję. Eska książkę otrzymała, przeczytała i oświadczyła, że ponieważ ona jakoś nie potrafi się do tego co ja tam napisałem przekonać, zanim napisze ten swój tekst, musi ją przeczytać jeszcze raz. Kiedy się po jakimś czasie o tę recenzję upomniałem, napisała mi, że ona już ma ją napisana, ale jakoś wciąż ma ochotę zajmować się czymś innym. Kiedy któregoś dnia opublikowała ona entuzjastyczną recenzję wywiadu, jakiego udzielił Krasowskiemu Rokita, pomyślałem sobie, że nie ma co się dalej tym wszystkim przejmować, bo to wszystko jest typowe jak jasna cholera, i machnąłem na to ręką.
Rzecz w tym, że wszystko to, to jeden wspólny przekręt. Ten Janke, ten Szczur, ci działacze, ci dziennikarze, ci patrioci, ci blogerzy wreszcie, tak strasznie oddani Sprawie. Każdy z nich jest gotów naprawdę na wiele… pod warunkiem, że to on tu będzie liderował. On i jego koledzy. Okay. Skoro tak, niech będzie i tak. Tylko jeszcze raz proszę, nie mówcie mi, co mam robić. Tak jak ja Wam nie mówię, jak Wy macie realizować swoje interesy, kompleksy, czy jak tam to nazwiemy. Każdy pilnuje swego, jak zawsze.

A ja proszę wszystkich o wspieranie mojego bloga. Przepraszam i dziękuję.

60 komentarzy:

  1. To co Janke pisze to zenada.
    Pomóżcie? Pomożemy!
    Nie, panie Janke, ja nie pomogę, nie pomogę do momentu aż tu nie będzie pozamiatane a stare graty wywalone do kontenera.
    Mogę pomóc ew przy tym wywalaniu, bo lubię to robić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. @Jan B
    Chętnie bym Cię jakoś pocieszył, ale jakoś mi niezręcznie. W końcu to ja zacząłem.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Remo
    Ja bym z nim się nawet bał wywalać. Jeszcze by mnie wywalili. Spytałbym go, za co, a on by się tylko grzecznie uśmiechnął i wzruszył ramionami.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Toyah

    A wiesz, że od tej recenzji książki o Gwiazdach zaczęła się moja przygoda z Twoim blogiem?

    No ale do ad remu...

    Ja byłem wczoraj z Ravenem na Krakowskim Przedmieściu. Ja jestem ciekaw, kogo Janke wzywa tego do tego działania. Chętnych jest aż nadto tylko wszystkie takie szumowiny jak red. Igor czy inny Sakiewicz nie potrafią powiedzieć wyraźnie - lider jest jeden, naturalny, oczywisty. No ale to się nie mieści w ramach lansu - przecież trzeba być, k*wa, "między Michnikiem a Rydzykiem". I taki pieczeniarz jeden z drugim będzie mi tu gadał o budowie społeczeństwa obywatelskiego. Chodzi wszak zawsze tylko o ten lans. Lans, panie, patriotyczny.

    No i trzeba przyznać, że Janke i jego koledzy to jednak wybitni specjaliści od puszczania pary w gwizdek.

    OdpowiedzUsuń
  5. @paterek

    Pozwolę sobie na tę słabość i się odezwę do ciebie.

    Twoje pytania do Toyaha blakną przy tym jednym: po jaką cholerę ty tu przyłazisz?

    OdpowiedzUsuń
  6. @Kozik
    Ja dziś widziałem trochę telewziji Republika i mam nastrój czarny. Jak "bible black".
    Co do Paterka, ja jestem bezradny. On tu sterczy od lat i nie opuszcza żadnego tekstu, żadnego komentarza. Wszystko archiwizuje, wszystko pamięta. Ja Ci odpowiem, po co on tu przychodzi. Żeby nie wybuchnąć. Jak przestanie tu przychodzić, to zaczai się na mnie za rogiem i mnie zwyczajnie zabiję. Albo zgwałci mi dziecko. No dobra - spróbuje zgwałcić mi dziecko. W końcu to już starszy pan.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja wczoraj próbowałem trochę oglądać TV Republika w pracy zanim pojechałem na Krakowskie Przedmieście. Zobaczyłem tam (w tej telewizji, przez internet) człowieka co się nazywa Michał Rachoń. Bible black...

    OdpowiedzUsuń
  8. No i jednak, w nawiązaniu do tytułu nie mogę nie wspomnieć "Murów" Kaczmarskiego, które wbrew niemu, sprowadzono kuriozalnie do "hymnu" Solidarności.

    OdpowiedzUsuń
  9. Sorry, ale gdzie, jeśli nie tutaj oddać pamięć Alvin'owi Lee?

    http://kierdel.latte24.pl/14468,zmarl-najszybszy-gitarzysta-swiata?__utma=25734754.543059799.1365711094.1365711094.1365711094.1&__utmb=25734754.27.9.1365713177518&__utmc=25734754&__utmx=-&__utmz=25734754.1365711094.1.1.utmcsr=%28direct%29|utmccn=%28direct%29|utmcmd=%28none%29&__utmv=-&__utmk=228233310

    OdpowiedzUsuń
  10. @orjan
    Też to zauważyłem. I też dopiero dziś się o tym nieszczęściu dowiedziałem. Wyobraź sobie, że zaledwie parę dni temu poprosiłem mojego syna, żeby mi ściągnął torrent z koncertem Ten Years After w Marquee. Oglądam to na okrągło i nagle się dowiaduję, że on nie żyje. I powiem Ci: chuj tam, że najszybszy. To jest akurat najmniej ważne.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Kozik
    Rachoń? Wnuk tego Rachonia?

    OdpowiedzUsuń
  12. @Labus
    Podaj mi jeden sensowny powód, dla którego miałbym twoich komentarzy nie usuwać. Jeden. Wtedy ci odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem. Ale to chyba jeszcze lepszy ancymonek niż Feussette. Jak dla mnie ma w sobie coś ze Slawka Nowaka.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Kozik
    Może dość już o nich. Zwłaszcza że, kiedy juz ruszą pełną parą, będziemy mieli całą kupe okazji, żeby o nich debatować.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Labus
    Nie martw się. Śmierć to nie jest najgorsza rzecz, jaka przed nami się czai. Ty tego nie rozumiesz, bo straciłeś zmysły, ale ludzie, do których tu próbujesz przemawiać wiedzą to znakomicie. W końcu, to nie byle jakie miejsce. I na tym koniec. Na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  16. @toyah

    Wyobraź sobie, że ja mam specjalne dwa powody do żalu:

    1) Aż do matury nie potrafiłem nauczyć się na gitarze tego riffu z Love Like a Man.

    2) Ale pod ten kawałek nauczyłem się takiego śmiesznego kroku tanecznego podobnego do łyżwy. I fajnie to wychodziło w parze z zastosowaniem figur rokendrolowych.

    Chociaż więc moje zauroczenie muzyką TYA było raczej przelotne, to Alvin i kapela mają stałe miejsce w moich wspomnieniach.

    OdpowiedzUsuń
  17. @orjan
    Ja im mam w sercu od pierwszego momentu.

    OdpowiedzUsuń
  18. @orjan
    Ależ skąd? Nie wygłupiaj się. Uderzyłeś w mój podstawowy kompleks. Idę spać. Cześć. Jutro znowu trzeba wstać o 6.

    OdpowiedzUsuń
  19. @toyah

    ja za 20 szósta. Brr!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  20. Toyahu, słusznie piszesz, aby nikt ci nie mówił, co masz robić. Przekornie i z pełną premedytacją napisałem ci jednak w prywatnym mailu, abyś rzucił w cholerę politykę. Nie odpisałeś. Pewnie się wkur...ś :) Ja to rozumiem. Ale widzisz, ja ci ciągle będę powtarzał - rzuć w cholerę politykę i te wszystkie plotki o Eskach, Igorach, klubach Ronina, a nawet Coryllusa (przepraszam). Bo ty człowieku masz talent i piszesz w tym momencie (tak przypuszczam) najlepiej w Polsce. Przy tej polityce i plotkach najzwyczajniej się marnujesz. O tych pierdołach za kilka lat nikt nie będzie pamiętał. Ale - jak to mówią Ślązacy - co jo ci byda godoł, mosz swoj rozum. Jeszcze jedno. 2 lata temu, bardzo się cieszyłem, że piszesz, jako jeden z nielicznych, publicznie, o Smoleńsku wprost, jako o zamachu. Łudziłem się wtedy, że ludzie w Polsce otworzą oczy, zechcą zobaczyć prawdę, zbuntować się. To się nie stało. Nie wiem dlaczego, pewnie przyczyn było sporo. Ale jeśli to się wtedy nie stało, od razu, to jest klops. Po ptokach, na amen. Teraz szkoda energii. Polityka, wbrew temu co piszesz, jest wypadkową wyłącznie egoistycznych interesów. Wszędzie i od zawsze. Bajki o wspólnym dobru, patriotyźmie, wzniosłych ideach, itd. to są tylko bajki. Można je powtarzać, by osiągać własne cele, mozna je tworzyć, bo się w nie wierzy, mozna mieć je w du..e, jak robi to większość i słusznie. Mówi się, że śp. Lech Kaczyński próbował stworzyć inną Polske. Taki gładki banał. On próbował tylko (aż) przesunąć (przywrócic) władzę w inne kręgi, w inne elity. Był za słaby, został zabity, przegrał. Oczywiście szkoda, bo tobie, Coryllusowi, mnie i wielu innym być moze zyło by się teraz ciut lepiej. Ale nie oszukujmy się, to była walka elit, w interesie własnym. Mylę się? Ś.p. Lech Kaczyński nie walczył w swoim imieniu, ale w imieniu ogółu, w imieniu idei, w imieniu Polski? Naprawdę? Jeśli tak, to nie było wyjścia, musiał zginąć. Kto go miał bronić? Eska, Janke, Szczur Biurowy? TY? JA? Nie bądźmy śmieszni. Ja mam rodzinę i dziecko. Nigdy nie narażę siebie, ani swojego dziecka w imię dobra ogółu. Nie wiem, co zrobisz ty. Twoja sprawa. Chciałem ci tylko napisać, abyś nie marnował dla idei swojego talentu. Przepraszam, że tak długo i być może nie na temat. A może jednak trochę na temat. Pozdrawiam serdecznie i szczerze.

    a.

    PS. Twoja książka o Biustonoszu jest wspaniała, bo jest uniwersalna i nie ma w niej polityki i środowiskowych plotek. Jest w niej po prostu twój talent.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ha, wkleiło mnie za dr3. Cóz za niefortunny traf.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Anonimowy
    Już go nie ma. Do czasu. On prowadzi nocne życie. Jak Luca Brasi.

    OdpowiedzUsuń
  23. @toyah

    Czai się w ciemnościach za węgłem.

    Całkiem jak czajnik: zawzięcie nalany, aż raptem gwiżdżący i prychający naokoło.

    Doktora!!!

    OdpowiedzUsuń
  24. @orjan
    Tu nawet ruscy lekarze nie poradzą. Myślę że nawet egzorcyzm. Święcona woda by się zagotowała.

    OdpowiedzUsuń
  25. Otóż proszę sobie wyobrazić, że Eska właśnie jakiś czas temu poprosiła mnie, abym jej podarował swoją najnowszą książkę z dedykacją.

    I po co ta manipulacja. Sytuacja wyglądała tak:

    @eska
    Daj mi w prywatnej poczcie swój adres. Wyślę Ci książkę.
    KRZYSZTOF OSIEJUK3105507 | 29.01.2013 21:38

    @Krzysztof Osiejuk
    Z dedykacją!!!
    ESKA87525592 | 30.01.2013 01:28

    @eska
    Ma się rozumieć! W końcu, bez dedykacji to ona jest do kupienia wszędzie.
    KRZYSZTOF OSIEJUK3105507 | 30.01.2013 07:17

    Eska poprosiła cie o książkę z dedykacja. Niby to prawda, ale to ty Esce tę książkę zaproponowałeś.
    Niezły z ciebie manipulator.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Anonimowy
    Wołoźko też mi ksiązkę o Gwiazdach zaproponował. I co to zmienia, hę?
    Eska poprosiła mnie o dedykację i ją dostała. Rzecz natomiast w tym, że ja ją poprosiłem o recenzję, ona - jak sama mi powiedziała - napisała ją, w dodatku - jak sama powiedziała - pozytywną, i bez żadnego widocznego powodu, mimo że ją ponownie o nią poprosiłem, postanowiła jej nie publikować. O tym moją na ten temat uwaga.
    A teraz powiedz mi, w którym miejscu ja manipuluję? I w jaki sposób to co ja napisałem zmienia sens całego tekstu?

    OdpowiedzUsuń
  27. Czy ty masz ludzi za idiotów?
    Manipulujesz, poniewaz napisałeś to tak jakby Eska cie prosiła o tę książkę, a to nieprawda. SAM się napraszałeś.
    Gdy Eska dowiedziała sie, że chcesz jej podarować książkę, poprosiła o dedykację. I tyle.

    A ty to przedstawiłeś w ten sposób:

    Otóż proszę sobie wyobrazić, że Eska właśnie jakiś czas temu poprosiła mnie, abym jej podarował swoją najnowszą książkę z dedykacją.

    To co to jest jak nie manipulacja?

    I co tu Wołodźko ma do rzeczy, krętaczu.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ty, anonimowy, chyba nie rozumiesz pojęcia: "dedykacja".

    Nie rozumiesz też pojęcia: "podarować".

    Pojęcie: "prośba" rozważ sobie, gdy już oswoisz się z poprzednimi dwoma.

    I po co tu się pętasz?

    OdpowiedzUsuń
  29. @Anonimowy
    Nie bardzo widzę sens tłumaczenia się przed kimś, kto naciągnął sobie na łeb skarpetę i elektronicznie zmienił głos, ale ponieważ sprawa jest poważna i ludzie słuchają, niech już tak zostanie. Otóż dla głównego przekazu mojego tekstu to jest całkowicie bez znaczenia, czy ja Esce tę książkę dałem na jej prośbę, czy może wysłałem ją z własnej inicjatywy. Rzecz w tym, że ją poprosiłem o recenzję, zastrzegając, że może być nawet negatywna, ona mi ją obiecała, następnie napisała i w końcu jej nie zamieściła. I teraz się wszyscy zastanawiamy, czemu? To pytanie byłoby równie aktualne nawet gdybym ja jej tę książkę wcisnął na siłę, albo gdyby ona ja ode mnie kupiła za podwójną cenę. Znaczenie ma to, że, jako swoją koleżankę, poprosiłem ją o recenzję, ona mi ją obiecała i ostatecznie postanowiła swój roczny limit uwagi poświęconej autorom i wydawnictwom ograniczyć do Krasowskiego i Rokity.
    Ale i to nie jest problem. Mój tekst dotyczy czegoś znacznie szerszego niż Eski i jej tajemniczych kalkulacji.

    OdpowiedzUsuń
  30. orian

    Zamknij gębe tojahowy rabie. Dlaczego się wtrącasz?
    Nie chodzi o znaczenie słow "podarować" i "dedykacja". Chodzi o zmanipulowane zdanie. I ty doskonale o tym wiesz.


    toyah

    A od Eski to ty sie kolego odpieprz.
    Gdy ona siedziała w więzieniu, to ty w tym czasie onanizowaleś sie na "świerszczykach". Dziś z ciebie wielki bojownik o prawdę.
    Udowodniłem ci manipulację. Piszesz, że dla oglnego przekazu wpisu to nie ma znaczenia. Mozliwe, ale ma znaczenie dla Eski, dla czytelników i jak widac dla ciebie, skoro w ten sposób ten incydent przedstawiłeś.
    Wyszło tak jakoby ona usilnie prosiła cie, błagała wręcz. A to nieprawda, sam sie narzucałeś.
    Jesteś małym krętaczem, toyah.

    OdpowiedzUsuń
  31. @Anonimowy
    Okay. Jestem małym krętaczem, który kiedy Eska, Borusewicz, Frasyniuk, Michnik i wielu innych bohaterów naszej rewolucji siedziało w więzieniu, onanizował się przeglądając pornograficzne pisma sprowadzane z RFN-u. Ona tej książki tak naprawdę nie chciała nawet wziąć do ręki. To ja ją błagałem o to, żeby zechciała ją ode mnie przyjąć. Żałuj, że nie widziałeś, jak się opierała. A teraz, jeśli można cię prosić, zejdź mi z oczu.

    OdpowiedzUsuń
  32. @jaśnie-szanowny-oświecony- anonimowy.

    Jeśli nie widzisz swojej manipulacji, to żadne tłumaczenie Ci nie pomoże.

    Z twoich odruchy złości niestety zdradzają Twoja niską motywację. Dlatego tu nie pasujesz.

    OdpowiedzUsuń
  33. Pomijajac intencje Anonima, dla glownego watku moze to nie ma znaczenia, ale Esce wychodzi na to ze sie nalezy slowo przepraszam.
    Pozdrawiam Abdullah

    OdpowiedzUsuń
  34. Ilu was jest: "Anonimowych", że jeden pisze o drugim w trzeciej osobie?

    Aleikum Salam Abdullah!

    [Gdybyś był tym innym, bo co do tamtego Anomimowego, to wszak pozdrowienia zawierającego imię Boga nie można kierować do spraw nieczystych.]

    PS: Esce? Czy Ona naprawdę potrzebuje anonimowych pośredników?


    OdpowiedzUsuń
  35. Tak, teraz bedziemy dyskutowac na temat anonimowosci na blogu, bo nie chcialo mi sie kombinowac z zakladaniem konta. Podpisalem sie nickiem z salonu24 bo tak mi bylo wygodniej . Mysle ze Abdullah jest rownie nieanonimowy badz anonimowy jak ojran.
    Abdullah,

    OdpowiedzUsuń
  36. @orjan
    Ale musisz przyznać, że to jest dobre. Napisałem tekst, w którym zaczepiłem Eskę i natychmiast przylazło dwóch świeżutkich komentatorów, którzy wpadli tu tylko na chwilę. Na tyle "na chwilę", że nawet im się konta nie chciało zakładać.
    Oni są niesamowici!

    OdpowiedzUsuń
  37. No coz, kiepsko Pan zgaduje jestem jednak idac tropem komentarzy o swierszczykach blizej Pana wieku niz Eski. A w glownym temacie, zna Pan powiedzenie ze jak trzecia napotkana osoba mowi ze jestes pijany, to lepiej isc do domu sie przespac.
    Niestety na mnie czas, z innego powodu teraz ja musze sie przespac,
    Pozdrawiam,
    Abdullah

    OdpowiedzUsuń
  38. No, ale z komentarza o 15:14 wynika, że jest dwóch "Anonimowych". Nie chodzi o to, że są oni anonimowi, ale, że najwyraźniej jest ich dwóch różnych.

    Pierwszy jest taki, że porządny Beduin nie wpuściłby go do namiotu, ale właśnie ten pcha się tutaj na bezczela i osądza gospodarza oraz jego gości według swoich niegrzecznych paranoi.

    Drugi, przedstawił się jako Abdullah, więc ma imię, choć chce pozostać w cieniu (czyli całkiem jak ja). Z nim można jak najbardziej rozmawiać.

    Ale w końcu ja nie wiem, jak to naprawdę jest. Brak tej pewności zawdzięczam naukom z lektury: Strange Case of Dr Jekyll and Mr Hyde.

    Ja już to wyjaśniałem, ale mogę jeszcze raz. Ja się wycofałem w blogosferze do, praktycznie biorąc, tylko tego bloga niczym do wybranej przez siebie twierdzy. Dla nierozumiejących polecam traktat o tym tytule.

    Zatem, kto tutaj przychodzi wywalać swój gnój, może liczyć, że stanę na murach. Nie tyle chodzi mi o Toyaha, ale o tę moją twierdzę.

    OdpowiedzUsuń
  39. toyah

    Jestem małym krętaczem, który kiedy Eska, Borusewicz, Frasyniuk, Michnik i wielu innych bohaterów naszej rewolucji siedziało w więzieniu, onanizował się przeglądając pornograficzne pisma sprowadzane z RFN-u.

    Z RFN-u były? Popatrz, akurat tego nie wiedziałem :-)

    orian

    ...kto tutaj przychodzi wywalać swój gnój, może liczyć, że stanę na murach. Nie tyle chodzi mi o Toyaha, ale o tę moją twierdzę.

    Człowieku, nie kompromituj się już.
    Zycie to nie blogosfera, a juz na pewno nie blog toyaha.
    ty przyłazisz tu wyłacznie po to aby temu gnuśnemu idiocie fiuta lizać.
    Ta notka to jeden nieuzasadniony atak presonalny. Otrzeźwiej póki czas.

    EOT

    OdpowiedzUsuń
  40. Szanowni Państwo, odbywa się tu niezła żenada. Toyahu , prosisz się o nowych czytelników, a gdy w końcu zagląda ktoś nowy i co gorsza- udowadnia Ci manipulację to okazuje się " niegodny" posiadania własnego zdania. Stosujące panowie standardowe techniki eliminacji "obcych",którzy myślą inaczej niż Wy. Nic z tego nie będzie, a juz na pewno kaski dla Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  41. Komentarz z tego18.20 jest od Steve. Proszę nie mylić z innymi anonimowym

    OdpowiedzUsuń
  42. @Anonimowy nr xxx
    Ja i Eska należymy do tego samego pokolenia.

    OdpowiedzUsuń
  43. @orjan
    No widzę, że dwóch, chociaż w międzyczasie chyba pojawił się trzeci. Bo jeden to Steve, drugi to Abdullah, a trzeci to Anonimowy. Czy Ty się może orientujesz, który z nich napisał coś o "gnuśnym idiocie" i "lizaniu fiuta"?
    Mnie ciekawi jednak wciąz najbardziej to, ze ja tu napisałem przez te wszystkie lata setki tekstów, z których żaden nie oszczędzał nikogo, a oni nagle postanowili się zaktywizować ze względu na Eskę. W dodatku jeden z nich uważa, ze ja powinienem zacząć przepraszać. Co to ma być?

    OdpowiedzUsuń
  44. Toyahu , znowu "standardowa" reakcja. Piszesz do swojego i starszy się kpić z innych. Słabe to okazuje. Steve

    OdpowiedzUsuń
  45. @Steve
    Ja na swój standard reakcji pracowałem całe życie, podobnie też stosuję go tu na blogu już od pięciu lat. Z pełnym sukcesem i akceptacją czytelników. Ty tu natomiast przyłazisz nie wiadomo skąd, nie wiadomo po co, nie wiadomo z jakimi intencjami, i polecasz mi refleksję nad sobą. Puknij sie w czoło, dobrze?

    OdpowiedzUsuń
  46. Toyahu, i właśnie na tym polega Twój problem. Nie akceptujesz innego sposobu myślenia. Jeżeli uważasz, że strony z ilością 172 członków Twojego błota to szczyt Twoich marzeń to ją to akceptuję. Smutny jest ten Wasz świat. Niestety więcej raczej nie będzie i jak widzę ciężko na pracujesz. Steve

    OdpowiedzUsuń
  47. @Steve
    Okay. Dziękuję za troskę, a teraz spływaj. Załóż bloga, i jak już osiągniesz więcej niż 172 członków, zgłoś się i powiedz, jak to zrobiłeś. Ja tymczasem mam do napisania dwa teksty, kolejny rozdział kolejnej książki, w międzyczasie muszę rozmawiać z moimi czytelnikami i prowadzić życie rodzinne, odpoczywać przed kolejnym ciężkim tygodniem, i nie mam czasu gawędzić z kimś, kto się nagle może okazać diabli wiedzą kim.

    OdpowiedzUsuń
  48. Smutne to wszystko. Życzę Ci wszystkiego dobrego. Steve

    OdpowiedzUsuń
  49. Ja tymczasem mam do napisania dwa teksty, kolejny rozdział kolejnej książki, w międzyczasie muszę rozmawiać z moimi czytelnikami i prowadzić życie rodzinne, odpoczywać przed kolejnym ciężkim tygodniem, i nie mam czasu gawędzić z kimś, kto się nagle może okazać diabli wiedzą kim.

    Nooo, rzeczywiście zapracowany z ciebie człowiek. Jak ty to robisz, mój ty pracusiu?
    Jak na to wszystko znajdujesz czas?
    Podziwiam!
    Musisz koniecznie teraz odpocząć przed kolejnym ciężkim, jakże pracowitym, tygodniem.

    OdpowiedzUsuń
  50. @Anonimowy EOT (pierwszy?) 17:55

    Dowiodłeś kim jesteś. Stanowczo potwierdziłeś, że nie podoba Ci się tutaj. Gdybyś był wystarczająco dorosły, przypomnij sobie bajkę o wężu.

    Natomiast mi się tutaj podoba. Ja tu jestem dla samego siebie i komuś Twojego pokroju nic do tego, zaś nadmierne napięcie Ci szkodzi.



    OdpowiedzUsuń
  51. @Anonimowy Abdullah (drugi?)

    Bardzo jestem ciekaw co sądzisz występach Anonimowego EOT (pierwszego?). Ciekawość ta wynika stąd, że - jak odebrałem - zależy Ci na tym, co niegdyś określano jako "dobre wychowanie".

    Na wypadek, gdyby podane imię (Abdullah) służyło jako rodzaj komunikatu Twoich postaw kulturowych, moja ciekawość byłaby jeszcze większa.



    OdpowiedzUsuń
  52. @Anonimowy Steve (trzeci)

    Jakiego rodzaju postulat umieszczasz w zarzucie: Nie akceptujesz [toyahu] innego sposobu myślenia.

    Jakie są inne sposoby myślenia?

    Czy ewentualne zaakceptowanie ich oznaczałoby jednoczesne myślenie na dwa (więcej?) sposoby?

    Jakoś tak:

    https://www.youtube.com/watch?v=lQSQu0u4OMo

    OdpowiedzUsuń
  53. Orjan , nie ma opcji myślenia na dwa sposoby. Problem polega na tym że Wy w św moim myśleniu nie akceptujecię myślących inaczej. Albo ich obrażacię albo próbujcie nieudolnie wysmiewac. Ją w przeciwieństwie do Was p
    Akceptuję Was z całym Waszym intelektualnym inwentarzem. I tu jest według mnie zasadniczy podział na naszą ( BO TEŻ MOJĄ) Polskę . Steve

    OdpowiedzUsuń
  54. @Steve

    Niech więc każdy pozostanie przy swoim myśleniu.

    Wydaje mi się jednak, że z tą akceptacją, to sporo przesadzasz. O ile miałaby ona oznaczać to, co do niedawna określano jako "tolerancja", to ja nie mam z tym kłopotu. Niech sobie każdy myśli według swojego uważania.

    Natomiast, według obecnie skrzywionego pojęcia "tolerancji", powstaje podstawowy problem, jaką ma mieć ona (tolerancja) treść w zależności od kierunku tolerowania. Bowiem, nie chodzi o to kto, kogo ma tolerować, lecz kto, co ma tolerować, względnie - jak chcesz - "akceptować".

    No więc, ja nie znajduję w sobie gotowości do akceptowania dość wielu rzeczy lub spraw. Jeśli np. ten Anonimowy "EOT" porzuci swoje chamstwo, to u mnie pojawi się gotowość zaakceptowania jego jako osoby. Przedtem nie ma mowy.

    Uprzedzając ewentualne jego (bo przecież nie Twoje) prymitywne zarzuty, są takie niegotowości akceptowania, że podzielają je nawet czerscy ultrasi, którzy np. wdzięcznie odmawiają tolerancji dla braku tolerancji.

    Zatem, wybiórcze tolerowanie / akceptowanie jest bez wątpienia wielostronnie pożądaną normą. Do ustalenia zaś pozostaje, kto przy jakich zasadach obstaje, jako przy ogranicznikach jego tolerancji / akceptacji. Są i tacy, dla których każde zasady są na sprzedaż. Zwłaszcza cudze.

    Ci na tym blogu długo nie wytrzymują. Relatywiści.

    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  55. @Steve

    Gdy piszesz o akceptowaniu Polski, to chyba masz na myśli Polskę jako określoną (lecz nie byle jaką), ideę, a nie jako przedmiot administracyjno prawny.


    No więc jest całkiem tak, jak to szło u Słowackiego:

    ...Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się krzaka, Spojrzał na te krzyczące i zapytał: "Jaka?"

    OdpowiedzUsuń
  56. @orjan

    Co do nicka jestem do niego dosc przywiazany, ma on wiele zalet, miedzy innymi ta ktora wlasnie udawadniasz koncentrujac sie na zupelnie czyms nieistotnym.

    @toyah - w takim razie wychodzi na to ze jestem mlodszy.
    Co do przepraszania, trudno zalozyc ze skoro akurat tutaj chce mi sie dyskutowac z Autorem notki bo moim zdaniem kogos obrazil, a nie robie tego w tysiacu innych miejscach gdzie potokami leje sie chamstwo i rzucane sa prymitywne obelgi i insynuacje na rozne osoby ktorych moze nie znam, ale cenie, to dlatego ze wlasnie z tymi osobami jestem szczegolnie zwiazny. Robie to dlatego ze uwazam Pana teksty za jedne z najlepszych ktore czytam, a zamieszanie z Eska nie jej cos ujmuje a Panu. Przychodzi bowiem jakis gosc i przedstawia Panu pewne niescislosci w opisie sytuacji ktore pozornie nie maja wplywu na temat glowny, ale Pan wczesniej w oparciu o wlasnie niuanse formluje ostre zarzuty. Nie posiadajac jakiejs zbytnio wybujalej wyobrazni jestem w stanie sobie co najmniej jednen scenariusz dlaczego Eska nie napisala recenzji bez siegania prawa reka do lewej kieszeni. A efekty mozna ogladac pod ta notka na salonie24. Sniezna kula lekko dopiero zatrzymana przez Coryllusa.

    Pozdrawiam,
    Abdullah

    OdpowiedzUsuń
  57. @Abdullah (01:10)

    Zbagatelizowałeś tę kwestię przybrania imienia. Już starożytni Rzymianie ..., itd., aż po najpostępowsze osiągi współczesnego grzebania w jaźni odrzucają takie bagatelizowanie.
    Ty sam zresztą też, już w pierwszych słowach.
    Czyżbyś chciał świadomie spychać swoich czytelników na kryteria innej kultury poręcznie traktując ją jak manowce?

    Co do eski, to w przypadku tego Anonimowego "EOT" (i rzeczywiście brak transmisji!), powstaje pytanie, skąd on wie, iżby eska sobie takich interwencji życzyła. Ja szczerze wątpię, zwłaszcza, aby życzyła sobie transmisji werbalnie wzorowanych na kulturze tej znanej chamki z Poznania. Jakoś między tamtym anonimowym a eską widzę zbyt wielka przepaść.
    Wypada zatem uznać gościa za trola gówniarza. Zresztą nisko, albo niedbale wykształconego.

    On na przykład nie wie, że dedykację imienną zawsze daje się na prośbę, a akurat tę toyah wręcz udowodnił wraz ze związkiem skutkowo przyczynowym ze zobowiązaniem recenzji. Nie ma powodów temu nie wierzyć, zatem doszło jednak do naruszenia zobowiązania, choćby było tylko towarzysko honorowe.

    To zaś stawia pytanie, czy Ty się - z całym szacunkiem - nie zapędziłeś w pewną niezręczność? Polega ona na tym, że żądając przeprosin dla eski, jakoś tak niechcący (mam wrażenie) stanąłeś przy tym Anonimowym "EOT". No tak to wyszło! Także skutkiem tych konfuzji imiennych. Już wyjaśniam.

    Każdy kulturalny człowiek może z własnej inicjatywy żądać przeprosin dla osoby sobie nieznanej.

    Na przykład, mieściłoby się w dobrze rozumianej kulturze, a nawet w jej obowiązkach, gdybyś wcale mnie nie znając, zażądał u tego "EOT" przeprosin dla mnie za niesprowokowane obelgi. W końcu wczoraj była sobota, a nie teatr 8 dnia.
    Mi akurat na tym "EOT" (i na wszystkim, co jego jest) nie zależy, ale może mi zależeć na gestach innych osób. Wydaje mi się, że w sprawie eski rozumowałeś podobnie, ale ta niezręczność ...

    Jest jednak pewien wyjątek. Otóż, reguły dobrego wychowania nakazują także powściągliwość wtrącania się "między wódkę a zakąskę". Eska prowadzi swój blog, na którym chętnie i umiejętnie reaguje na wszelkie napaści (b. rzadko, ale sam u niej piszę). Nie jest więc pozbawiona środków obrony. Skoro więc sama milczy, to - moim zdaniem - nie życzy sobie także cudzych interwencji.

    Wreszcie jest sprawa ostatnia, doboru miejsca przeprowadzenia interwencji. Tak się składa, że ten sam tekst toyaha jest także na s24. Czy nie bardziej stosowne jest żądanie przeprosin w miejscu bardziej publicznym?

    Na koniec, nie ma się co szarpać, bo takie zdarzenia (wyjąwszy tego "EOT"!) tylko wzburzają wodę, aby zbyt mętną nie pozostawała. Przemyśl czy tutaj nie pozostać. To jest lepsze miejsce, niż przytłaczająca większość blogosfery.



    OdpowiedzUsuń