środa, 10 kwietnia 2013

Być jak Henryk Sawka, czyli między nami celebrytami

Za każdym razem, gdy mija jesień, nadchodzi zima i nowy rok tuż za progiem, żona moja przypomina sobie, że trzeba kupić kalendarz do kuchni. Kiedy mówię „kalendarz”, mam na myśli zawsze to samo, czyli ową cegłę kartek do odrywania każdego ranka, na których z przodu widnieje data, natomiast z tyłu jakaś niespodzianka, czy to w postaci przepisu na ciasto, czy anegdoty o kimś sławnym, czy rysunkowego żartu.
Ponieważ osobiście nie jestem szczególnie zainteresowany ani dzienną datą, ani tym bardziej informacją, czyjeż to dziś imieniny, nie wspominając już o przepisach na ciasto, czy rysunkach Andrzeja Mleczki, czy Henryka Sawki, o tym kalendarzu nie pamiętam, a tym bardziej nie zajmuje się zdzieraniem kolejnych kartek. Jeśli dziś jednak postanowiłem się tematem zająć, to tylko dzięki mojemu dziecku, które, któregoś wieczoru, kiedy ja już spałem – pewnie po to, by mnie dowcipnie powitać z samego ranka – zostawiło mi na stole w kuchni kartkę z tego kalendarza, na odwrocie której znajdował się rysunek artysty Sawki, jak najbardziej.
W czym rzecz? Otóż na rysunku widzimy dwie osoby, jakichś wieśniaków beretach, z których jeden jest duży i chudy, drugi mały i gruby. Wieśniacy ze złożonymi do modlitwy dłońmi klęczą, a nad nimi widnieje napis: „Tak mi dopomóż blog”. Tyle.
Na wypadek, gdyby komuś się w tym momencie zaczęło w głowie rodzić podejrzenie, że ogarnia mnie paranoja, chciałbym tu przeprowadzić coś, co się w pewnych wykształconych kręgach nazywa egzegezą, a co niekiedy dla zrozumienia pewnych zjawisk może się okazać rzeczą niezbędną. Otóż moja żona, moje dzieci, a tym bardziej ja osobiście, świetnie wiemy, co to są blogi, i w jaki sposób blog może się ni stąd ni z owąd okazać zbawieniem. Nie próbujmy jednak sobie wmawiać, że jest to wiedza powszechna, a już z całą pewnością nie wśród osób kupujących pod koniec każdego roku w pobliskim kiosku Ruchu ścienny kalendarz. Skłonny jestem wręcz zaryzykować tezę, że na tysiąc osób, które z początkiem zimy, która jakoś nie chce nam minąć, kupują sobie tego typu kalendarz, jedynymi osobami, które były w stanie pojąć przekaz płynący z obrazka Sawki, byliśmy my, a więc ja i moja rodzina. A i to, wcale nie jestem pewien, czy w całości. No ale powiedzmy, ze wszyscy wiemy, co to takiego ten „blog”. A zatem, pierwszy problem, jaki ja mam z żartem Sawki, to ten, że ów żart, zamieszczony akurat w tym kalendarzu, jeśli w ogóle jest kierowany gdziekolwiek, to niemal wyłącznie do nas, w dodatku kompletnie nnieintencjonalnie. A jeśli nieintencjonalnie, to wyłącznie przez jakieś osobiste emocjonalne przeżycia samego artysty.
Skoro już wiemy, że umyślnym adresatem tego dowcipu nie mógł być ktokolwiek poza Henrykiem Sawką, z jego osobistym poczuciem satysfakcji, że oto wypluł z siebie coś, co go dręczyło, zastanówmy się nad samym sensem tego żartu. Mamy dwóch – jak się domyślam – blogerów, którzy to swoje pisanie traktują jak zbawienie, w dodatku zbawienie w sensie jak najbardziej dosłownym, a więc w sensie wybawienia. Ustaliliśmy przed chwilą, że, choćby na egzotyczność samej nazwy „blog”, żart ten dla przeciętnego odbiorcy ściennych kalendarzy jest niezrozumiały. No ale załóżmy, że ci do których ten żart dotarł, wiedzą, czym jest blogowanie, kim są blogerzy, i czemu oni wciąż piszą. Załóżmy, że słyszeli o Katarynie, o Erneście Skalskim, o Elim Barburze, Matce Kurce, o Grzegorzu Wszołku, a nawet o Janie Ferdynandzie Libickim. Jaka informacja została do nich wysłana? Że oni wszyscy to swoje blogowanie traktują, jak sprawę życia i śmierci? A niby dlaczego? Niby w jaki sposób prowadzony przez nich blog ma im pomóc w ich życiu tak, by można było choć symbolicznie ową pomoc skojarzyć z boża pomocą.
Córka moja twierdzi, że to jest żart polityczny. Że wprawdzie ona się zgadza ze mną, że jego przekaz do zwykłej gospodyni domowej nie trafi, niemniej tu chodzi z całą pewnością o to, że tacy politycy jak Libicki, Czarnecki, czy Migalski blogują, bo wiedzą, że jeśli ich nie będzie w blogosferze, nie będzie ich już nigdzie. A więc, że obrazek Sawki to prosta satyra polityczna. Otóż ja się z tą opinia nie zgadzam. Nie sadzę bowiem, żeby nawet ktoś tak głupi jak Henryk Sawka uważał, że Migalski swoje blogowanie traktuje jak zbawienie. Że on ile razy napisze kolejny tekst, modli się, by go przeczytało jak najwięcej ludzi, i żeby on się tym ludziom spodobał. Ja wprawdzie nie wiem, po co on to robi, natomiast wiem, że nie to jest powodem. Dla niego ten blog nie ma żadnego praktycznego sensu. A już na pewno żadnej praktycznej wartości.
Poza tym, wystarczy rzucić okiem na ten obrazek, by widzieć, że on nie przedstawia dwóch polityków, ale dwóch Ziutków w beretach. A więc może Sawka uznał, że blogerzy to takie wiejskie cymbały, które robią to co robią, mając nadzieję, że dzięki temu odmieni się ich życie. I tak jak osoby nie-blogujące proszą Boga o wstawiennictwo na rzecz dobrego życia, oni się modlą do tych swoich blogów? I może tu nie chodzi o Migalskiego, ale właśnie na przykład Katarynę, albo Galopującego Majora, czy Azraela? Może Sawka ma jakieś informacje, z których wynika, że pewna, znaczna część blogerów z prowadzenia blogów żyje, i to żyje tak, jak na przykład Sawka z rysowania? To by było ciekawe, bo tego, co ja na przykład wiem, jest tylko dwóch blogerów, o których to można powiedzieć z całą pewnością, a mianowicie Gabriel Maciejewski i ja. A, jeśli idzie o traktowanie powodzenia tego bloga, lub jego upadek, jako być albo nie być, to tylko jeden, mianowicie ja.
A więc, przepraszam wszystkich bardzo, ale na zdrowy rozum, zagadka żartu, jaki Henryk Sawka zamieścił w ściennym kalendarzu na rok 2013 może mieć tylko jedną sensowną odpowiedź. Ci dwaj to Gabriel i ja. Za Gabriela robi tam ten duży, a za mnie ten mały.
Ponieważ swój obrazek w pierwszym odruchu obejrzałem, a następnie wyrzuciłem, jako do niczego mi niepotrzebny, pomyślałem, że poszukam, czy go nie ma gdzieś w Sieci. Że może on ten rysunek zrobił z myślą o Internecie. Że może to jest jeden z jego obrazków onetowych. No i okazało się, że tak. Że Sawka narysował ten żart jako ilustrację dorocznego konkursu Onetu na blog roku. A więc wygląda na to, że on był zaadresowany poprawnie, tyle że jednak nie do końca sensownie. No bo popatrzmy na ludzi, którzy zgłaszają się do tego konkursu i udaje im się dojść do finału. Przecież to są głównie pasjonaci. Ktoś tam pisze o książkach, ktoś podaje przepisy na ciasta, kto inny pisze o podróżach, ktoś inny jeszcze o dzieciach; a jak sam jest dzieckiem, to o swoim zmarłym tacie. Z czego tu się śmiać? No i czemu akurat z taką intencją, by wykpić ową interesowność? Tam, gdzie tej interesowności tym bardziej nie ma.
No i w tym momencie, jak sądzę, znów znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. A więc mamy ten kalendarz, tego Sawkę i tych dwóch bałwanów modlących się do swoich blogów. Mamy więc to, no i oczywiście wciąż mamy potrzebę wyjaśnienia, o co poszło. Otóż, moim zdaniem, poszło o to, że Onet zwrócił się do Sawki z prośba o skomentowanie tego konkursu, a Sawka – jako zawodowiec-wyrobnik – nie namyślając się długo, zrobił coś, co mu się nasunęło na myśl, jako pierwsze. A więc coś, co musi być w pewnym sensie zarówno całą jego wiedzą na temat blogowania, a jednocześnie też obsesją. Bez sensu, bez potrzeby, bez celu, z jedną jedyną intencją: szybko zarobić parę złotych, a jednocześnie spuścić z siebie trochę tych złych emocji. No i to, muszę przyznać, udało mu się z całą pewnością. Jestem przekonany, że kiedy on już to narysował, poczuł ulgę.
W tej więc sytuacji, ja – już tylko od siebie, bo jak tam Gabriel, to już nie wiem – muszę przyznać, ze ja również odczułem ulgę. Zobaczyłem ten obrazek, przeprowadziłem cały powyższy proces myślowy i uznałem, że nie jest najgorzej. Przynajmniej najbliższe miesiące budzą nadzieję. Tak mi dopomóż blog. No i Wy. Dziękuję.

14 komentarzy:

  1. @toyah

    A co sądzisz o saw-kojarce, że swój dowcip umie skojarzyć właśnie w kodach tak zabawnych, jak Rota?

    Tak absolutnie odruchowo, zupełnie jak ten najlepszy przyjaciel Pawłowa.

    Od ręki, a raczej od łapy załapuje. Sawka, podaj łapę!

    OdpowiedzUsuń
  2. @orjan
    A to już jest zupełnie inna sprawa. Mówisz Sawce: "Dziękuję", a on na to: "Jakie chuje?" I w śmiech.

    OdpowiedzUsuń
  3. @toyah

    Właśnie taki poziom dowcipasów odczytuję.

    Tak wracając do poprzedniej dyskusji, ulubionym (nie tylko dzisiaj) medialnym grepsem jest, że: "Polacy podzielili się wobec sprawy Smoleńska".

    To jednak nieprawda. Polacy się nie podzielili, a tylko pewna hołota się wydzieliła.

    OdpowiedzUsuń
  4. @orjan
    Ja z tego strachu, co oni nowego wymyślą, dziś nawet nie włączam telewizora. Straszna szkoda, kurcze, że nie mamy Trwam.

    OdpowiedzUsuń
  5. @toyah
    Trwam można oglądać w sieci: http://www.tv-trwam.pl/index.php?section=live

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do tego odbioru blogów wśród ludu, to jestem więcej jak pewien, że w programie Familiada pod hasłem "bloger" na pierwszym miejscu byłaby Kasia Tusk i miejsce, gdzie pokazuje swoje nowe botki. Blogi polityczne to jednak głęboka nisza.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Sizar
    Zrobione. Powiem szczerze, że wolałbym telewizor, ale nie da się ukryć, że na okzje takie jak dzisiejsza - jest jak znalazł.

    OdpowiedzUsuń
  8. @toyah

    Nie masz Trwam? Oto jest ten sukces dworaków samowydzielonej hołoty.

    Przejściowy.

    OdpowiedzUsuń
  9. @orjan
    No, nie mam. Zdaje się, że Trwam jest tylko w kablówkach, a my mieszkamy tak, że tu nie da się położyć kabla.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Toyah
    Można też w tv republika w internecie, transmitują cały dzień.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Toyah
    Tylko niestety od czasu do czasu redaktorzy się pokazują i gadają.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Marylka
    Nawet w Internecie wolę Trwam.

    OdpowiedzUsuń
  13. @redpill
    No więc o to właśnie chodzi. Kto się zdaniem Sawki modli do swojego bloga o wspomożenie? Kasia Tusk? Czy może tych kilku korwinowców, których rok w rok wystawia w tym konkursie Michalkiewicz?

    OdpowiedzUsuń
  14. @All
    Gdyby ktoś był zainteresowany, Gabriel został umieszczony na stoisku nr 34. To jest jakiś ciemny kąt, więc trzeba trochę poszukać. Zapewniam jednak, że warto. Wszystkie książki, i jego i moje, prosto z ręki, a więc i szybko i bez opłaty pocztowej.

    OdpowiedzUsuń