piątek, 19 kwietnia 2013

Układ otwarty! Cieszmy się i radujmy!

Tuż obok tekstu – zajmowałem się nim we wczorajszej notce – zachęcającego do tego, by, jeśli ktoś tylko jest spragniony rozrywki na wysokim poziomie, a w dodatku ma jeszcze pewne ambicje intelektualne, zechciał zaprosić do siebie artystę estradowego Ryszarda Makowskiego, a on, dzięki swojemu niewymuszonemu poczuciu humoru i miłej powierzchowności, rozrywkę ową zapewni w jednej chwili, pojawiła się informacja, że oto filmowy przebój ostatnich miesięcy, a kto wie, czy nie lat, „Układ zamknięty”, przede wszystkim bije rekordy popularności, a w dodatku otrzymał nagrodę ufundowaną przez coś, co nosi nazwę „Pracodawców Rzeczpospolitej Polskiej”. Nagroda nazywa się „Wektor Nadziei”, wręczony został podczas uroczystej gali, a twórcy wspomnianego filmu otrzymali go za „odwagę w dążeniu do przedstawienia prawdy o problemach, z którymi zmagają się polscy przedsiębiorcy w starciu z bezwzględna machiną urzędniczą”.
Ja nie mam pojęcia, jak wyglądała ta gala, nie wiem, czy jej gościem honorowym był prezydent Komorowski, nie wiem nawet, czy ona przypominała w czymkolwiek galę – a może ją znacznie swoją wystawnością przerastała – która odbyła się nieco wcześniej, przy okazji premiery filmu. Nie wiem tego, i, choć pewne wyobrażenie na temat owej fety oczywiście mam, nie bardzo mnie ona interesuje. To bowiem, co autentycznie nie daje mi spać, to świadomość, że nasza patriotyczna wrażliwość i zaangażowanie są atakowane niemal z każdej strony albo przez szyderczy śmiech, albo przez tę nędzę, której niejako symbolem jest zarówno satyryk Makowski ze swoim zgnuśnieniem, jak i ten film. To jest naprawdę okropne, że po tylu latach tych wszystkich upokorzeń, okazuje się, że wybawienie przychodzi z tej właśnie strony.
Co mi się nie podoba u Makowskiego i towarzystwa, którego częścią on się stał i dziś jest jednym z prominentnych przedstawicieli, jest dosyć oczywiste, i pisałem o tym wczoraj. Co do filmu, sytuacja jest znacznie trudniejsza. Przede wszystkim, jak idzie o „Układ zamknięty”, ja z niego nie widziałem nawet owego, tak zwanego, trailera. Jak idzie o ten akurat film, jedyne, co o nim wiem, to to, że to jest jeszcze jeden produkt polskiej kinematografii lat, które powszechnie określamy jako III RP, no i oczywiście to, że wiernymi fanami filmu są prezydent Komorowski i Marek Goliszewski. Ktoś powie, że skoro ktoś taki, jak Komorowski, uważa film „Układ zamknięty” za rzecz wartościową, nam już nic więcej nie jest potrzebne. Ja jednak wciąż czuję, że to jest zbyt mało. W końcu, proszę mi powiedzieć, co ja zrobię, jak się jakimś cudem okaże, że jego ulubionym filmem nie jest „Miś”, ale „Ojciec Chrzestny” na przykład? Hę?
Proszę się jednak nie martwić. Nic nam nie grozi. Wszystko jest na swoim miejscu. Makowski odbiera telefony z propozycjami uwznioślenia przyjęć pierwszokomunijnych organizowanych przez młode prawicowe małżeństwa, a film „Układ zamknięty” jest tak samo do dupy, jak wszystko, co polska kinematografia stworzyła między rokiem 1980, a dziś, ze szczególnym naciskiem na czasy współczesne.
Skąd ja to wiem? Otóż właśnie dotarła do mnie wiadomość, że w hołubionym przez tygodnik „Sieci” – a przecież nie tylko – filmie „Układ zamknięty”, jako „ten zły”, występuje Centralne Biuro Antykorupcyjne dowodzone, jak się należy domyślać, zza pleców Jarosława Kaczyńskiego, przez Mariusza Kamińskiego. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem tę wiadomość, pomyślałem sobie, że to jest niemożliwe. Sprawa, o której traktuje film Bugajskiego dotyczy roku 2003, a więc czasów, kiedy o istnieniu CBA nawet System nie wiedział, a więc to pewnie chodziło o jakieś CBŚ, czy co tam wtedy zajmowało się wykańczaniem ludzi, których wykończyć należało, tyle że jakimś bałwanom się coś pomyliło. Tymczasem, jak się okazuje, to jest najprawdziwsza prawda. Autorzy filmu uznali, że dla większej dramaturgicznej wiarygodności, najlepiej będzie jeśli za złego tam będzie robił Kaczyński… oczywiście nie osobiście, bo klientela owego dziwnego projektu mogłaby tego nie przełknąć, ale reprezentowany przez to straszne CBA.
I się udało. Syn mój, który oryginalnie przyniósł mi tę informacje, mówi mi, że w ten sposób ten film jest szeroko odbierany. Że to jest relacja z czasów, kiedy rządził Kaczyński, a brudną robotę wykonywało za niego CBA.
I uważam, że najprawdopodobniej taki był pierwszy cel powstania tego filmu. Pokazać najpierw, jak to było strasznie w Polsce w czasach, gdy rządził Kaczyński z bratem i z tą bandą gangsterów, a następnie pozwolić przedstawicielowi Nowej Cywilizacji w osobie prezydenta Komorowskiego, wyrazić nadzieję, że już nigdy, i takie tam…
I okay. Wielokrotnie tu miałem okazję podkreślać, że ja wszystko świetnie rozumiem. Rozumiem i akceptuję. Oni mają swoje interesy, ja swoje. Oni swoje plany – my swoje. Powiem wręcz, że ja bym się bardzo zdziwił, gdyby któregoś dnia sprawy poszły w innym kierunku, i nagle by się okazało, że ta banda morderców ma uczciwe wobec nas zamiary. To co mnie jednak okropnie martwi, to sytuacja, w której główni przedstawiciele ruchu, który wielu z nas lubi określać pojęciem Polski Walczącej, okazują się być ludźmi obłąkanymi. Zwyczajnie obłąkanymi. I proszę mi uwierzyć, że kiedy używam tego słowa, jestem pełen swej wrodzonej łagodności. Bo nie ulega wątpliwości, że jeśli oni w jednej chwili się nie doprowadza do porządku, oni zwyczajnie zatęsknią za czasami, kiedy nam się w naszej dobroduszności i dziecięcej naiwności wydawało, że to jest zaledwie głupota.

System wspierania tego bloga jest tak zorganizowany, że wszystko odbywa się tak dyskretnie, jak to tylko możliwe. Czemu? Z dwóch powodów. Przede wszystkim, zależało mi od początku na tym, by to była pomoc, która dzieje się w kompletnej ciszy. Żeby ona była ograniczona wyłącznie do relacji między mną, a osobą, która wspiera. I, jak mówię, bez zbędnych słów. Drugi powód jest taki, że cała ta sytuacja jest dla mnie bardzo niezręczna, wolałbym, żeby jej nigdy nie było, i staram się – poza niezbędnymi apelami – o niej nawet nie wspominać. Kłopot w tym, że przez to właśnie, o tym, jak jest, wiem tylko ja. Chciałem więc poinformować, że z jakiegoś powodu – mam nadzieję, że to tylko czysty przypadek – od kilku dobrych dni, wszystko praktycznie stanęło. Przed nami tydzień, który nie mam pojęcia jak przeżyjemy. I chciałbym, żebyście to wiedzieli. I tyle. Dziękuję za obecność.

44 komentarze:

  1. To tak jak Wajda za komuny kręcił filmy o komunie i ludzie się tym podniecali - bezsens.

    Też ktoś zwrócił uwagę na plakat.
    "Jutro mogą przyjść po ciebie"
    Bo przecież nie dziś za Tuska tylko jutro przyjdą, gdy PiS przejmie władzę - co nie?

    Oglądnąłem trajler ale bez dźwięku.
    Goła baba jest w tym filmie, przynajmniej w trajlerze była.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Remo
    Nie ma gołej baby - nie ma filmu. Ciekawe, czy oni mają oszacowane, o ile procent zwiększa się dzięki temu widownia.

    OdpowiedzUsuń
  3. @toyah

    To jednak ma nieco bardziej skomplikowane odzewy społeczne. Jak już się kiedyś chwaliłem, zajmuję się pewnego rodzaju doradztwem dla przedsiębiorców. Oni wszyscy wiedzą, że poglądy i oceny mam takie, jak tu oddaję, bo ja ich nie ukrywam.

    W tej sytuacji mogę zapomnieć o tłustych zleceniach z pieniędzy publicznych, tj. jewropejskich, państwowych, gminnych, czy od takich korporacji prywatnych, które na tych poprzednich piniądzach wiszą. Mi to jednak pasuje, bo klientów mam wprawdzie biedniejszych, ale szczerszych i w rezultacie wieloletnio wiernych. Dodatkowym bonusem jest, że nie miewam i nie mam klientów, których należałoby uważać za nieuczciwych, za przewalaczy, itp. Taka to nisza: uczciwa klasa średnia.

    Powyższe opisanie jest konieczne, by w końcu przejść do następującej pointy:
    Otóż od jakichś 2 tygodni, co raz to, z niekłamaną zgrozą klienci zadają mi podobne pytania: czy ja widziałem ten film?
    Ja zaś odpowiadam: a po co? Przecież o czymś takim od wielu lat wam opowiadam dla waszego bezpieczeństwa.
    A oni: no tak, my wiemy, że pan wie co mówi, ale żeby było aż tak?

    W rezultacie, niezależnie od intencji twórców i sponsorów filmu, a także od intencji pieczeniarzy wieszających się przy obiektywnym powodzeniu tego filmu, ma jednak ten film pewien bodźcowy skutek "przecieracza oczu" u ludzi porządnych, zajmujących się przede wszystkim swoimi kieratami. Pytanie brzmi: co przetartymi oczyma będą teraz widzieć?

    Jest i pointa nr 2, która brzmi: nad oszustwem panuje się trudniej, bo lubi wymykać się spod kontroli, a prawdy kontrolować nie potrzeba.
    Ta zasada automatycznie obecna jest w przestrzeni aż tak szerokiej, jak od Smoleńska po ten film.

    OdpowiedzUsuń
  4. A potem jacyś nawiedzeni twierdzą, że to "nasi" zrobili ten film. W ramach dorabiania legendy to nawet zadbano, żeby ani grosza z PISF-u nie dostali na to "dzieło".
    To nawet nie jest wentyl bezpieczeństwa tylko ciąg dalszy umacniania układu. Można powiedzieć, że ciąg dalszy produkcji pod tytułem "Ekipa".

    OdpowiedzUsuń
  5. @ orjan
    Według mnie nie ci ludzie, z którymi Ty rozmawiasz są targetem dla tego filmu.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Andrzej.A

    Targetem może i nie są, w sensie, że nie oni zostali zaplanowani, jako target.

    Ja po prostu opisuję wrażenia spontanicznie ujawniane w pewnej grupie, która przecież obiektywnie istnieje i - zaryzykuję - może jest społecznie najcenniejsza, choć jest politycznie uśpiona.

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś mi się zdaje (bo go nie widziałem) że ten film to taki trochę "Katyń" Wajdy.
    Puszcza się takie coś dla gawiedzi i ona myśli że układ został zniszczony/obnazony. Tak jak ruska zbrodnia na naszych żołnierzach została "roliczona" bo powstał taki film i nawet telewizja w Rosji to nadała.
    A to wszystko to sciema dla maluczkich.

    OdpowiedzUsuń
  8. @orjan
    A to ci Twoi biznesmeni tego wszystkiego wcześniej nie wiedzieli?

    OdpowiedzUsuń
  9. @Andrzej.A
    Tak jest! PISF nie dał pieniędzy, ale za to sam Pan Prezydent zaszczycił i pochwalił.

    OdpowiedzUsuń
  10. "Przed nami tydzień, który nie mam pojęcia jak przeżyjemy".
    Może lepiej wziąć się do prawdziwej roboty.
    To wstyd dla dojrzałego faceta gdy nie potrafi zapewnić bytu rodzinie.
    Do roboty!!!!
    Steve

    OdpowiedzUsuń
  11. @Remo
    teraz tylko czekajmy, aż ten film zostanie wysłany na festiwal w Moskwie.

    OdpowiedzUsuń
  12. toyahu, żenujące, że nagle blokujesz mozliwość zamieszcania komentarzy anonimowych na swoim blogu.
    Nie jesteś pępkiem świata i żadne służby się Tobą interesują. Wystarczy, że 3 osobu=y umieszczą negatywne komentarze, a już wyciągasz pochopne wnioski. Ja nie mam nic wspólnego z wcześniej opisywaną Eską, ale Ty i Twoi fani wszędzie widzicie spiski, a nie myslących inaczej. Dramat.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Steve Steven
    No właśnie zapewniam. Nie zauwazyłeś? Przepraszam, czy Ty może jesteś po tej głupszej stronie

    OdpowiedzUsuń
  14. @Toyah
    Kiedyś pisałeś o książce Śpiewaka pt. "Żydokomuna", której okładka rozmijała się z treścią. Zapewne podobnie jest z tym filmem. Jest w tym jakaś finezja - każda grupa odbiera film po swojemu. Przypomina mi się taka scena z powieści fantasy. Bohater kształci się w cechu katów. I wśród adeptów tej profesji krąży opowieść o dawnym mistrzu, który opanował ten fach do niespotykanej perfekcji. Oto przed pewną egzekucją zwrócili się do niego przyjaciele skazańca i zapłacili za to, by ten skazaniec nie męczył się. Jednakże z zapłatą przyszli też jego wrogowie... którym zależało by ten skazaniec cierpiał. Mistrz przyjął pieniądze od jednych i od drugich, po czym zadbał, by byli ustawieni po dwóch stronach i dokonał egzekucji tak, że jedni i drudzy byli zadowoleni :)

    Twórcy tego filmu przypominają mi też tych wszystkich cwaniaczków, którzy udzielają się w mediach z takimi mądrościami: mówienie o zamachu to jakieś szaleństwo, ale rząd jest winny ogromnych zaniedbań w śledztwie, za co trzeba go rozliczyć. Tego typu dwulicowość trzeba obnażać i tępić. Mam nadzieję, że ludzie nie dają się nabrać.

    OdpowiedzUsuń
  15. @filozof grecki
    Wiesz, co mi przyszło w tej chwili do głowy. My od lat głosimy jedną, niepodważalną prawdę: jesteśmy splątani przez System i nie mamy nic do gadania. Jedyne co nam pozostaje, to trwać - jak to kiedys pięknie śpiewał Wojciech Młynarski - w tym naszym szwarc-charakterze, a tymczasem, my wciąż się zastanawiamy, czy przypadkiem nie przesadzamy.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Orjan
    Moje kontakty z tą grupą społeczną były skromne, ale interesujące. Przede wszystkim właściciele biznesów, którzy zatrudniają kilkadziesiąt osób wzwyż to osoby pewne siebie i pewnie stąpające po ziemi. Nie ma mowy, by nie orientowali się w układach. Wręcz przeciwnie - siedzą w nich i w pewnym sensie szczycą się tym, że mogą wszystko załatwić. Choć nie do końca i o tym chcę napisać.

    Zdarzało mi się słyszeć od takich osób zwierzenia, w których mówili z pewnym obrzydzeniem o lokalnych układach. Właściciel firmy o lokalnym zasięgu mówi, że nie da się kompletnie nic zrobić, nie dogadawszy się wcześniej z lokalną "elitą" typu "pan, wójt i pleban". Nie ma żadnych rynkowych reguł. Jest tylko grill, wódeczka i ustalenia w tym gronie. I taki biznesmen siedzi w tym, bo wie, że inaczej nie będzie istnieć. Natomiast nie wiem, na ile oni są świadomi związków między wyborem politycznym a tkwieniem Polski w takim bagnie. Poza tym nawet jak są świadomi, to i tak muszą udawać, że są za PO. Ewentualnie mogą zgrywać cyników i mówić że głosują na Palikota.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Steve Steven
    No pewnie, że Ty. Założyłem tego bloga, on zdobył pewną popularność, a ponieważ sytuacja społeczno-polityczna w Polsce jest taka a nie inna, straciłem pracę i wraz z rodziną znalazłem się na granicy przeżycia. W tej sytuacji, ogłosiłem na tym blogu, że gdybym umiał grać na gitarze i śpiewać, poszedłbym z kapeluszem grać na dworcu. Ponieważ tego akurat talentu nie posiadam, natomiast dla wielu ten blog jest źródłem radości i inspiracji, potraktuję to moje pisanie jak owo granie. By przeżyć. No i piszę. Tyle ile jestem w stanie i tak dobrze, jak potrafię. I w ten sposób zarabiam na życie. No i dokładnie w tym momencie przyłazisz Ty i mówisz mi, bym się wziął do roboty.
    Powtarzam. Po tej głupszej stronie postanowiłeś znaleźć się Ty. W sumie ciekawe. Po jasną Ci to było cholerę?

    OdpowiedzUsuń
  18. @toyah

    Co do zasady wiedzieli (w tym także ode mnie), ale reakcją, różnie intensywną, było trzymanie się programu: "moja chata z kraja", czasem w dobrej Cincinnatus'owej motywacji. Nie można więc tego bezkompromisowo krytykować.

    Teraz na tym "kraju" chata już nie wydaje się bezpieczna, a własna uczciwość i niezaangażowanie już nie obiecują azylu. Właśnie ta wiadomość jest w tych środowiskach najbardziej dołująca. Bezkompromisowo doszło do nich, iż stali się potencjalną zwierzyną. Tyle się dowiedzieli.

    Prawda bowiem różnymi drogami się porusza. Potrafi i przez movies.

    W tym taka, że w matriksie nie należy głupawo w lud rozrzucać niebieskich pigułek. Jakieś tam grepsy z targetowaniem nie są tego warte.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zdarzało mi się słyszeć od takich osób zwierzenia, w których mówili z pewnym obrzydzeniem o lokalnych układach. Właściciel firmy o lokalnym zasięgu mówi, że nie da się kompletnie nic zrobić, nie dogadawszy się wcześniej z lokalną "elitą" typu "pan, wójt i pleban".

    -----

    To przypomina tłumaczenia handlarzy samochodów na temat cofania liczników.
    Oni też twierdzą że nie da się sprzedać samochodu bez takiego szachrajstwa.
    A tak naprawdę chodzi o wyszarpanie jak największej ilości kasiory.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Steve Steven

    Co do tych spisków, to akurat dzisiaj jest dobra okazja przypomnieć argument, iż w stosownym czasie, dużo bezpieczniej było przyjąć realność spisku w Wansee.

    Na wszelki wypadek, zwłaszcza w braku dostępu do danych, lepiej bez dyskusji uwierzyć w tę prawdę, iż co od złego - złe jest.

    OdpowiedzUsuń
  21. @orjan
    Ciekawe w takim razie, co wiedzą dziś. Że trzeba wspólnie się starać, żeby to zło nie wróciło?

    OdpowiedzUsuń
  22. @Remo
    Najgorsze jest to, że to nie jest proste. Mechanizmy przekrętów są zależne od branży i zwykle dość złożone. Prawdą jest to, że zwykle 100% uczciwe prowadzenie biznesu jest utopią - to po prostu się nie zwróci. Z drugiej strony złożoność przekrętów powoduje, że trzeba angażować nieformalnie dodatkowe osoby - a to urzędnika skarbowego a to sędziego, a to byłego esbeka z dobrymi koneksjami itd. itp. W ten sposób system się żywi i utrwala. Przerwanie tego z dnia na dzień jest niemożliwe. Dlatego warto słuchać Kaczyńskiego, który - jak sądzę - życie poświęcił na dogłębne zrozumienie tych spraw. A on podkreśla, że potrzebna jest moralna odnowa całego społeczeństwa. Np. zwycięstwo PiS w 2005 często wiąże się ze świeżym efektem śmierci papieża Jana Pawła II.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Steve Steven
    Ja nie blokuję możliwości zamieszczania komentarzy przez anonimowych uzytkowników ze względu na ich poglądy, ale robię to, ponieważ ten blog został zaatakowany przez automatycznie wysyłany spam, który nie ma nic w spólnego ani z poglądami, ani nawet z żywym człowiekiem. To było już tu wyjaśniane. Ty jednak rzeczywiście jesteś po tej głupszej stronie.

    OdpowiedzUsuń
  24. @toyah

    Zło nie wróci, bo na razie nigdzie sobie nie poszło.

    Dzisiaj istotne jest, czy osłabnie bagatelizowanie zła. Choć trochę!

    Możliwe, że dany film miał służyć oswajaniu i bagatelizowaniu. Jeśli tak, to być może poniósł jednak klęskę.

    OdpowiedzUsuń
  25. @orjan
    Nie wiem. Jak mówię, nie widziałem go i oglądać nie planuję. Mnie tylko zastanawia, skąd (i po co) oni wzięli to CBA.

    OdpowiedzUsuń
  26. @toyah

    Jak to: skąd wzięli to CBA?

    Prawda czasu, prawda ekranu.

    To też z filmu, tylko, że z "Misia".
    Po prostu, zrobili przebitkę zająca na gruszy i zamienili go na psa, żeby się odszczekiwał a nie miauczał.

    OdpowiedzUsuń
  27. Toyahu, skoro uważasz,, ze Twój blog to sposób na zarabianie pieniedzy to powinieneś zaakceptowacto, że nie będą tu "przyłazić" tylko klakierzy, a także zajrzą tu ludzie, którzy maja inne zdanie. Jeżeli chcesz zamknąć się w swoim "światku" i zmaknąć usta myślącym inaczej (tym po głupszej stronie) to nic z tego nie będzie. Wyzwywanie mnie od głupkzej strony świadczy o braku argumentów. Życzę powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  28. @toyah

    Ja też nie zamierzam tego oglądać. Wystarczy mi, co widzę w realu. Mnie nie interesuje, ani artyzm, ani fabuła tego filmu, tylko efekt niebieskiej tabletki (mam nadzieję!).

    Nic mnie nie obchodzi, że zamierzenia twórcze mogły celować w inny efekt.

    OdpowiedzUsuń
  29. @Steve Steven

    Na razie wałkujesz kwestię: "inne zdanie" i to staje się nudne. Może wystąp z jakimś merytorycznie innym zdaniem.
    Pożądane byłoby jednak w temacie. Przynajmniej z grubsza.

    OdpowiedzUsuń
  30. orjan
    Napisze w temacie na którym się znam. Tutaj każdy komentuje wszystko niezależnie od wiedzy na dany temat. Pamietam komentarze na temat cen leków po wizycie toyaha u lekarza. To jest akurat moja działka i wstyd było to czytać. Wtedy byłem zapracowany i nie miałem czasu udowodnić Wam waszą indolencję w tym temacie. Filmu nie widziałem więc sie nie wypowiadam. Dzisiaj chodzi mi o blokowanie możliwości zamieszczania komentarzy. Dla mnie to cenzura pod przykrywką ataku "wiadomych sił czychających na wolność słowa". Śmieszne

    OdpowiedzUsuń
  31. @Steve Steven
    Jak to tu kiedyś za Młynarskim ładnie określił pewien nasz kolega, "tu się, psia nędza, nikt nie oszczędza". Jeśli Ty pojawiasz się ni stąd ni z owąd, i każesz mi się wziąć do roboty,nie spodziewaj się specjalnego traktowania.

    OdpowiedzUsuń
  32. @Steve Steven
    Czy Tobie może coś siadło na mózg? W jaki sposób ja blokuję wpisywanie komentarzy? Od kilku godzin się tu popisujesz, nikt Ci tych Twoich mądrości nie usuwa, wszyscy Cię traktują z podstawową grzecznością, a Ty się wciąż wstawiasz za kimś, o kim ja nawet nie mam pojęcia.
    Jeszcze raz: Ja tu nie mam nawet możliwoiści blokowania wybranych komentarzy. Albo wszystko, albo nic. A jak ktoś chce występować anonimowo, to ja nie mam żadnego powodu, by się czuć szczególnie winnym.
    No i jeszcze jedno. Pamiętam rozmowę o lekach. Brało w niej udział, o ile się nie mylę, trzech aptekarzy. Więc, proszę Cię, nie napinaj sie bardziej, niż jesteś w stanie.

    OdpowiedzUsuń
  33. @Steve Steven

    Może się jednak przełam do tej merytoryki. Niemożliwe, aby znając się na temacie akurat leków, albo na choćby dowolnym fragmencie tej klęski w służbie zdrowia, nie dojść dzisiaj do jakichkolwiek tematycznych skojarzeń z tutejszym tematem.
    Takie skojarzenia z układem powinny sypać się jak z rękawa.

    Gdy tylko napisałem poprzednie zdanie, od razu mi jedno przyszło: co i komu chodzi, że na rynku refundowanych insulin co chwila jest jakieś zamieszanie. Zupełnie jak za starych czasów z mięsem uciekającym do Sojuza?

    No, wtedy było jednak jaśniej, bo budżet ucieczki tego mięsa nie sponsorował. A może to tylko wymiana narzędzi eksploatacji na kombinacyjnie właściwe w "państwie prawa"?


    OdpowiedzUsuń
  34. @toyah

    Może jednak włącz tę asenizację, którą Steven Steve myli z cenzurą.

    OdpowiedzUsuń
  35. @orjan
    Chętnie. Jak się to włącza?

    OdpowiedzUsuń
  36. @orjan
    Wyrzuciłem to co ci dwaj tu zostawili, no a przy okazji Twoją z nimi rozmowę. Nie chcę mieć po tym śladu. Chyba włączę na jakiś czas moderację, bo mi to miejsce zasmrodzą tak, że się nie pozbieram.

    OdpowiedzUsuń
  37. Bardzo nieładnie Panie Osiejuk tak niewygodne komentarze kasować. Beee.
    Jak ktoś ma worek argumentów to zawsze będzie to inspirujące dla całego Bractwa zainteresowanych dobrem Polski. Widocznie przekracza Pan niewidoczną granicę SYYSTEMU. Pieniądze to nie wszystko. BEE

    OdpowiedzUsuń
  38. Jestem jednym "z ci dwaj" i tak długo jak ten blog będzie w sieci, która jak Pan wie, jest dla Wszystkich, tak długo będę go odwiedzał i monitorował. Powinien się Pan cieszyć, że żyje Pan w wolnej Polsce i może Pan pisać co się Panu żywnie podoba. SYSTEM padł po rozbiórce komuny:) Zdaje Pan sobie sprawę, że włączenie moderowania na blogu w 60% obniża na nim ruch? Proszę poszukać w prasie branżowej, szybko Pan wyłączy moderowanie:) Czekam więc na wolną wymianę myśli w wolnej POlsce:). Chyba, że brak Panu argumentów. No cóż, komet blask jest krótkotrwały....
    Pozdrawiam.
    JAn,K.

    OdpowiedzUsuń
  39. @Jan Kowalski
    To co ty uważasz za ładne, lub nie ładne, nie jest dla mnie na tyle interesujące, by podejmować z tobą na ten temat rozmowę. Natomiast, jak idzie o samą twoją obecność na tym blogu, nie życzę jej sobie nie ze względu na twoje poglądy, ale na to, że robisz na mnie wrażenie osoby wyjątkowo niemiłej. A ja z ludźmi niemiłymi nie mam żadnej przyjemności.
    No i jeszcze Imię Boga piszesz z małej litery, a ja ten typ ostentacji źle znoszę. No i diabli wiedzą, co ci jeszcze strzeli do głowy.

    OdpowiedzUsuń
  40. @Jan Kowalski
    Gówno wiesz. 99,9 procent osób, które przychodzą na ten blog, traktują go jak swój, i go wspierają, nigdy nie pozostawiło tu ani jednego komentarza. Aktywny udział dyskusjach bierze zaledwie kilka osób. Jak idzie o ten tekst, może - nie licząc ciebie i tego drugiego opętańca - trzy, czy cztery osoby. A zatem, jak trzeba będzie, to moderacja będzie włączona. Jeśli ona na codzień nie działa, to tylko ze względu na tych paru przyjaciół. Oni mnie zrozumieją i mi to wybaczą. Bo są przyjaciółmi i zwykłymi porządnymi ludźmi, a nie internetowymi wariatami.

    OdpowiedzUsuń
  41. @Janie Kowalski

    Z tym monitorowaniem, to chyba lepiej znaleźć sobie coś według sił własnych. Może też lepiej potrenować najpierw na jakimś innym blogu, nie wywołującym osobiście u Pana szczególnie gorących emocji. Tzn., warto najpierw spróbować sił w monitorowaniu sine ira et studio.

    Osobnym problemem jest anonimowość likwidująca w blogosferze samokontrolę wypowiedzi pisemnych. Dochodzi techniczna łatwość wklepywania jak leci. W nieco dawniejszych czasach, siadał człowiek nad kartką papieru i najpierw myślał, potem pisał. Edytory tekstu usunęły tę uciążliwość, lecz w zamian uwolniły bylejakość wypowiedzi.

    Ta bylejakość rozciąga się nie tylko na treść, lecz jest wyraźna w słownictwie, stylu, gramatyce, itd. Skoro anonimowość zdejmuje z piszącego samokontrolę, zaporą dla bylejakości występów w internecie pozostaje już tylko nawyk ewentualnie nabyty z poziomem kulturowego wykształcenia. Z tym, że trzeba je w ogóle mieć.

    Nawet kilka zdań wystarczy słuchaczowi, lub czytelnikowi do rozpoznania tego waloru u rozmówcy. Anonimowość nie jest w tym przeszkodą.

    OdpowiedzUsuń
  42. "CBA węszy wszędzie" - wystarczy. Dzięki za oświecenie

    OdpowiedzUsuń
  43. @eisenberg
    Proszę uprzejmie. Dla mnie to prawdziwa przyjemność.

    OdpowiedzUsuń