poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Zbigniew Preisner słyszy głosy

Ponieważ bardzo ładnie nam tu wyszła poprzednia notka, będąca powtórzeniem mojego ostatniego felietonu dla „Warszawskiej Gazety”, pomyślałem sobie, że ze względu na nasze wspólne sprawy, zamieszczę dziś kolejny tekst, jaki napisałem dla Piotra Bachurskiego, a który w tej sytuacji oczywiście już się okazać będzie mógł tylko tutaj. Bachurski zatem dostanie coś nowego, a my tymczasem czytajmy o Preisnerze.

Zbigniew Preisner i jego kompozytorska twórczość zajmują mnie o tyle, o ile jestem gdzieś z wizytą, i gospodarze nagle wyciągną dołączoną do „Gazety Wyborczej”, czy do któregoś z kolorowych magazynów, płytę z jego muzyką, i powiedzą: „Posłuchaj, jakie to piękne”. Poza tym, na jego temat nie wiem nic, i, prawdę powiedziawszy, kiedy przed chwilą dowiedziałem się, że ów człowiek zapowiedział pozwanie do sądu Prawa i Sprawiedliwości za bezprawne wykorzystanie jego utworu, pierwsze, co pomyślałem, to to, że ciekawe, że on jeszcze żyje.
No i okazało się, że nie dość, że żyje, to jeszcze kopie. Przy okazji wyszło coś jeszcze – jeśli wziąć pod uwagę sposób, w jaki on wymachuje tymi kopytami, można z bardzo dużym prawdopodobieństwem przyjąć też, że on chleje. I to chleje tak, że aby to wiedzieć, nie trzeba go ani widzieć, ani słyszeć. Wystarczą informacje o tym, co on zrobił, czy, co powiedział. Takie rzeczy na trzeźwo się nie dzieją.
Wiadomość, która kazała mi się zastanowić nad stanem, w jakim znalazł się Presiner, krótko mówiąc, sprowadza się do tego, że on dostał cholery na PiS za rzekome wykorzystanie jego melodii dla propagowania smoleńskich emocji, a kiedy go jednoznacznie zapewniono, że to jest jakaś plotka, on stwierdził, co następuje:
Co mnie obchodzi oświadczenie PiS? Wiem, że to było wykonywane o godz. 19.55 w czwartek, kiedy manifestacja szła z Wawelu na Rynek Główny. Mam na to świadków, moich kolegów, współpracowników, którzy to słyszeli na rogu Rynku i ul. Grodzkiej”.
A więc, jak rozumiem, było tak, że paru kolegów Preisnera siedziało 18 kwietnia w knajpie na Grodzkiej, kiedy zobaczyli ludzi z białoczerownymi flagami i usłyszeli melodię, którą rozpoznali, jako melodię Preisnera. Któryś z nich złapał za telefon i zameldował: „Ty, Zibbi. Jest 19.55, siedzimy z Kawą i Rzepą przy Rynku i Grodzkiej, obok idzie jakaś pisobolszewia i grają twój numer. No wiesz – ten wzruszający, o tym tam… no wiesz? Rób młyn”.
No i mamy to, co mamy. Presiner biega od stacji do stacji i drze mordę, że pisowcy go wciągają w ten pieprzony Smoleńsk, a on już na to rzyga, i sobie nie życzy, i jeśli oni go natychmiast nie przeproszą, to on dostanie jeszcze większej cholery i wtedy dopiero świat zobaczy, jaki wygląda apokalipsa. Na to przychodzi PiS i tłumaczy, jak dziecku, że jemu musiało się coś pomylić, ewentualnie źle usłyszał, lub ktoś go nabrał, a ten wciąż swoje: „Nic mnie to nie obchodzi. 19.55. Róg Rynku i Grodzkiej. Koledzy mówili. Żądam przeprosin”.
Wydaje się, że w tej sytuacji najprościej byłoby uznać, że Preisner od tej wódy zwyczajnie zwariował i przestać go traktować poważnie. Jak jednak uczy przykład Lecha Wałęsy – a przecież nie tylko jego – można się spodziewać, że dalej już będzie tylko weselej.

Będę szczery swoją chłopską szczerością i powiem, że w tej chwili nie mamy nic i jeśli tu mi się nie uda czegoś wyprosić, to leżymy. I tak leżymy, ale wtedy leżymy jeszcze bardziej płasko. Powiedziałbym, że jesteśmy wbici w ziemię. Bardzo proszę o zrozumienie. I dziękuję.

36 komentarzy:

  1. Mam inne podejrzenie. Preisner, a właściwie Kowalski, bo w takim nazwisku się ten pan urodził jest gdzieś w coś umoczony. Albo TW, albo coś innego ma na sumieniu. po prostu ludzie, którzy tak histerycznie reagują z reguły mają takie zaszłości - tego dowodzi statystyka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mamy już niezły zbiorek takich ludzkich upadków za życia na samo dno piekła. Może ktoś to kiedyś zbierze w kupę (bo w nic innego się nie da) i będzie jeszcze lepszy widok. Człowiek ma wolną wolę w wybieraniu i oni prezentują wynik tych wyborów. Włos się jeży. Coraz bardziej wychodzi, że lemingami to jednak są oni a nie zwykli ludzie poddani prasie mediów. Pan Preisner nawet nie zauważył, że doszedł do ściany i tłucze w nią łbem aż skry wokoło lecą. Mimo wszystko to robi wrażenie. Albo taki Olek, który w sumie jakby się ogarnął to jeszcze by jakiś fotel chapnął. Miał się odchudzać na wybory a widać, że już nie jest w stanie. Już tylko wóda daje im racje bytu. Są na granicy szaleju. Wcale mnie to oczywiście nie martwi, bardziej ciekawi. Zakłamali swoje życie i teraz płacą.

    Masz może linka do tej wypowiedzi Radwańskiej odnośnie TVN24?

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz czym Ty się różnisz od takiego Preisnera? Bo nie musisz podbijać bębenka swojej popularności. To jest biedny człowiek, tak jak Kukiz i inny Kutz, czy Olbrychski. Ty może i nie będziesz bogaty (chociaż, życzę ci tego), ale też nie będziesz musiał występować w "Klanie", czy w reklamach Biedronki. To chyba ważne, nie?

    Wybacz, bo obiecałem wsparcie, a tyle ostatnio miałem na głowie, że zupełnie zapomniałem. Poprawię się.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Andrzej.A
    E tam! Czasy, kiedy fakt bycia umoczonym kompromitował, minęły bezpowrotnie. Ja obstaję przy tym, że on się boi, by nikt nie pomyslał, że on jest z PiS-u. Wyobrażasz sobie, jakie on musi mieć koszmary? Idzie sobie po Brackiej, a tu wszyscy szepcą: "Patrzcie, idzie ten pisowiec".

    OdpowiedzUsuń
  5. @crimsonking
    A choćby i to:
    http://alkosport.pl/radwanska-tvn-ma-u-mnie-dozywotniego-bana/

    OdpowiedzUsuń
  6. @rollingpol
    Jakoś jeszcze stoję. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Toyah
    Nie masz racji. Preisner, czy ktokolwiek inny, z hakiem nieujawnionym jest stokroć bardziej pożyteczny dla salonu niż po ujawnieniu. Duża część społeczeństwa nadal albowiem daje się nabierać na erystyczną sztuczkę pod tytułem argument z autorytetu. Jak hak zostaje ujawniony, to skuteczność takiego autorytetu spada drastycznie.
    Masz rację w tym sensie, że środowiskowo mu nic za to nie grozi, nie będzie ostracyzmu ani niczego takiego. Nagrody i inne beneficja nadal będzie zgarniać.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Andrzej.A
    Będe sie upierał. Ludzie, którzy trktują Preisnera jako autorytet, robią to, bo uważają, ze te jego melodie są "piękne i wzruszające". Jak im powiesz, że on był kapusiem, przede wszystkim nie zrozumieją, o co Ci chodzi, a nastepnie na wszelki wypadek się na Ciebie obrażą.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Toyah
    Pamiętam felieton Passenta sprzed kilkunastu lat, kiedy opisywał sytuację z jakiegoś lotniska, kiedy to znalazł się zupełnie przelotnie i przypadkowo w towarzystwie m.in. Zbigniewa Preisnera. Ktoś ich tam sobie przedstawiał; uprzejmy jak zwykle redaktor wyciągnął rękę na powitanie a Preisner burknął: "Z czerwonymi nie gadam!" i się ostentacyjnie odwrócił. Passent opisując to miał ogromną bekę.
    W ogóle, to kompozytor wówczas czynił usilne zabiegi, by było o nim głośno. Hamletyzował, że komuna wróciła i on wybywa na emigrację, bo żyć tu się z przypudrowanymi towarzyszami nie da, takie tam... Dasz wiarę?! Kabaret po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pamiętam jak w czasach głębokiego AWS Preisner oświadczył, że ma dość tego wszystkiego co się w Polsce dzieje i emigruje do Szwajcarii. Przez cały weekend była to wiadomość dnia.
    Uroczy bufon.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Toyah
    Masz oczywiście rację w sprawie lustracji. To już nie powinno być brane przez PiS na sztandary, choć gdyby udało im się znów dojść do władzy to jak najbardziej po cichu w tle powinni sprawę dokończyć. Z tym, że bez ujawnienia zbioru zastrzeżonego to i tak wszystko na nic, bo crème de la crème jest w tym zestawie, cała reszta to płoteczki. Po prostu ich własny czarny PR i ta nadymana nienawiść ich dogoniła i prasła tym towarzychem o ścianę. Ja pisałem kilka razy, że my aby z nimi wygrać musimy spełnić dwie rzeczy. Raz że starsi muszą być zniesmaczeni do panującej władzy i ją olać (szczególnie chodzi tu o żelazny elektorat) dwa, że młodzi nie mogą się nabrać na kolejny trick, który powinien się odbić od nich jak od ściany. Bo System jedzie dwutorowa, raz na starych a dwa na raz za razem przekręcanych nowych pokoleniach wyborców. Po to są teraz JOW-y z Kukizem i po to są być może tzw. "nasi". Ale to się jeszcze okaże kto i gdzie będzie młodych zaganiał. Ostatnie zdarzenia dają jakiś mały optymizm, zobaczymy co dalej. Chyba, że System sam sobie ułoży na nowo rząd i przepchnie to siłą dopychając kolanem jak Bronisława na żyrandol. Ale System nie jest już w stanie bez radykalnych zmian naprawić gospodarki i TuskII kto by nim nie był długo też nie pociągnie, tu już ścigają się z "czernią", którą już widać na horyzoncie. My też jesteśmy częścią tej czerni.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mówimy tu o pewnym artyście, ale w istocie o kulturze. W dodatku o kulturze na styku z prawem; akurat prawem autorskim. Ja nie chcę zajmować się owym artystą, lecz właśnie tym stykiem. Coś mi się bowiem wydaje, że niektórym styki się przegrzały.

    Przy omawianym tu skandalu na myśl przychodzą mi dwie maksymy, które mają poczesny udział w ukształtowaniu zaginionej cywilizacji łacińskiej; jeszcze tu i ówdzie tułającej się w jej resztkach. Są tym bardziej ciekawe, iż pochodzą od pierwszej klasy twórców, ale bardziej zorientowanych w czym trzeba, niż szwarccharakter felietonu toyaha. Pierwsza pochodzi od św. Augustyna i w oryginale brzmi:

    Remota itaque iustitia quid sunt regna nisi magna latrocinia? Polskie tłumaczenie zaktualizowane do warunków współczesnych zawdzięczamy Benedyktowi XVI, w jego pierwszej encyklice: Państwo, które nie kierowałoby się sprawiedliwością, zredukowałoby się do wielkiej bandy złodziei.

    Druga pochodzi od Terentianusa Maurusa (De litteris, de sillabis et metres), w całości brzmi: Pro captu lectoris habent sua fata libelli. Czego sens jest taki, że twórcy trudno przewidzieć, który utwór i jak przemówi do wyobraźni odbiorcy.

    Czy się danemu twórcy podoba, czy nie podoba, jego utwór jest trwale związany z pewną okolicznością i – w jakimś zakresie – artystyczne znaczenie tego utworu już się od owej okoliczności nie oderwie. To odpowiada drugiej z powyżej przywołanych maksym. Twórca traci wtedy obiektywną kontrolę nad wykonaniami utworu. Zachowuje jednak prawo zezwalania na kolejne wykonania. Jednak prawo to powinno być rozważone według pierwszej z przywołanych maksym, czyli według poczucia sprawiedliwości. Chciałoby się, na przykład, aby oprócz macania ręką we własnej kieszeni, twórcy byli wyczuleni na kwestie sprawiedliwości. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy zidiciali sędziowie potrafią orzekać, iż sprawiedliwość nie jest kategorią konstytucyjną, fajnie byłoby, gdyby upomnieli się o nią przynajmniej lepsi spośród twórców.

    Gdyby ktoś wątpił w realność stosowania tej zasady sprawiedliwości, wspomnę tu twórcę o znacznie większym formacie i o wybitniejszych dokonaniach artystycznych, mianowicie o Leni Riefenstahl, która, a także jej dzieła, sztucznie, lecz sprawiedliwie została odesłana w całkowite zapomnienie.

    Nie jest więc sporne, czy stosować tę zasadę, a do ustalenia pozostaje tylko jaki powinien być ciężar danej okoliczności, aby wzywała do stosowania tej zasady sprawiedliwości. Być może, u niektórych osobników okoliczności związane z pamięcią o śp. Lechu Kaczyńskim mogą wywoływać porównywalne wezwania, jednak ja nie jestem lekarzem i spokojnie mogę uchylić się od diagnozowania, czyli nie zajmować się danym osobnikiem, czy może ludzkim zasobnikiem.

    OdpowiedzUsuń
  13. @zawiślak
    To bardzo interesujące. Ja bym potrzebował wiedzieć tylko, kiedy to było. Nie umiem sobie przypomnieć tego krótkiego momentu, kiedy Passent był nikim. No ale widocznie Preisner ma lepszego nosa do takich rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Marcin
    O tak! Głęboki AWS to bardzo ciekawy okres. To wtedy piosenkarz Skiba zdjął gacie przed Buzkiem, a kultura pop uzywała określenia Buzek-łobuzek.

    OdpowiedzUsuń
  15. @crimsonking
    Ja nie bardzo mam ochotę opierać swoich nadziei na pojdynczych znakach, ale wydaje mi się, że ostatniewybory w Rybniku i Mikołowie pokazały nam coś bardzo optymistycznego.

    OdpowiedzUsuń
  16. @orjan
    Tak na marginesie, uważam, że gdyby faktycznie miało dojść do tego, że PiS by maszerował do muzyki Preisnera, miałby wstyd. I wcale nie związany z kwestią ochrony własności intelektualnej. Już bardziej ze wzgledu na obowiązek dbałości o smak.

    OdpowiedzUsuń
  17. @toyah

    No jasne!

    Mi zaś chodzi o to, że to nie mój problem jest, przy jakiej muzyce PiS maszerował. Ani ja jestem Preisner, ani jego adwokat od roszczeń. Niech sobie sami ustalają okoliczności faktyczne.

    Mnie zdumiewa, jako takie, samo to roszczenie o usunięcie własnego utworu z tradycji, w którą nieoczekiwanie został włączony. W stosownym czasie, tj. w prawykonaniu utworu specjalnie dla śp. Lecha i Marii Kaczyńskich, za zgodą Mistrza, zresztą (o ile dobrze pamiętam).

    I tutaj właśnie pytam (wskazując na "mierniczy" kazus Riefenstahl) o pomiar siły obrazy, którą to rażącą siłą pisowska tradycja poraziła wątpia Preisnera, że z torbami puści, w ciupie zamknie, a nie pozwoli.

    Od czego, mianowicie, twórca staje się bezkompromisowym "nonpossumusem" względem - było, nie było - rozpowszechniania własnej twórczości.



    OdpowiedzUsuń
  18. @orjan
    Dlatego właśnie myślę, ze on żyje w tak zwanym ciagu.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Toyah
    Jestem pewien, że dla Preisnera Passent to Mr. Nobody.
    On już wtedy na lotnisku musiał wiedzieć, że Passent to zdeklarowany abstynent. Absolutne zero.

    OdpowiedzUsuń
  20. zawiślak
    Myślisz, że to o to poszło? Kto wie?

    OdpowiedzUsuń
  21. Organizatorzy obchodów rocznicy zaprzeczyli temu wykorzystaniu utworów Preisnera. Preisner twierdzi - podając miejsce i godzinę- że jednak jego utwór był wykonywany. Bo był nie przez głównych organizatorów, lecz przez patriotów pragnących wspomóc organizację uroczystości - odsyłam do linka: wpolityce.pl/artykuly/52016-list-otwarty-do-kompozytora-zbigniewa-preisnera-od-szeregu-lat-nadajemy-piesni-patriotyczne-i-jeszcze-nigdy-nie-spotkalismy-sie-z-grozbami-represji-sadowych-za-to
    Wiadomo, że każdy pijak to złodziej, więc opisanie Preisnera i jego znajomych jak pijaków pogrąża ich całkowicie. Ale są to metody bolszewickie. Pamiętam ("naocznie") chuliganów w grudniu 1970 w Szczecinie, pamiętam warchołów z Radomia (1976). Teraz są kibole z Warszawy, Poznania, Białegostoku czy Trójmiasta.
    Natomiast Preisner zareagował histerycznie i po chamsku na wykorzystanie jego utworu podczas uroczystości patriotycznej. Wcześniej podobnie zachowali się Machulski, Olbrychski, Stuhr, Opania czy cała banda pomniejszych celebrytów. Zbywanie ich argumentem, że chleją jest niepoważne.

    OdpowiedzUsuń
  22. Jeśli ciągnie i się przeciągnie, to będzie gotowe libretto antypisie, takie dell'arte.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Roman G
    Nie napisałem ani,że każdy pijak to złodziej, ani tym bardziej, że Preisner jest złodziejem. Przyznam, że chciałem najpierw napisać, że to idiota, ale ponieważ jestem z natury osobą bardzo łagodną, zasugerowałem, że za tym jego wybrykiem stało upojenie alkoholowe.
    Czy ten Twój nick to taki żart, czy Ty naprawde jesteś Romanem G?

    OdpowiedzUsuń
  24. @Roman G

    Ależ nikt tu nie twierdził, że delikwent realnie pije. Konwencja jest taka, że do pewnych występów człowiek nie byłby zdolny na trzeźwo.

    W Twoim komentarzu jest więcej szczegółów, jakoby wykonanie tej melodii było spontaniczne i oddolne. Skoro się już popisywałem szkolną łaciną, to odpowiednie zeznanie brzmiałoby jakoś tak:

    poena metusque aberant, nec verba minantia fixo aere legebantur, nec supplex turba timebat iudicis ora sui ...

    co się wykłada:
    Kary, trwogi nie było. Groźnych nie czytano Ustaw na miedzi rytych; ani się lękano Sędziów ostrych ...

    Co innego lękać się twórcy. Zamiast Stwórcy.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Toyah
    Zrób Ty edycję i napisz, że Preisner to cham i histeryk. Nada to Preisnerowi i celebrytom należytej powagi.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Toyah @orjan
    Każdy pijak to złodziej to cytat z filmu Barei (którego Ty Toyahu zdaje się niezbyt cenisz - to i nie znasz).
    Natomiast ja dostaję niemal białej gorączki gdy słyszę lub czytam: Tusk jest głupi, Komorowski to idiota, Kwaśniewski to głupi pijak, Materna czy Kondrat to alkoholik etc (choć sam przyznaję często tak mówię) - i to ma być poważna diagnoza rzeczywistości? Dyskutujemy o chlaniu lub głupocie (albo jednym i drugim) Preisnera, Kwacha czy Tuska, a tymczasem ci głupi alkoholicy sprzedają strategiczne Azoty Rosjanom, a Polacy są ograbiani z emerytur i pozostaną nawet nie nam, ale naszym dzieciom i wnukom, kolosalne długi do spłacenia. A ten zramolały Komorowski, wykazujący objawy otępienia co najmniej od kilku lat i znający ortografię gorzej od największego dyslektyka spośród nas? Prześledźcie jego drogę od czasów "opozycji", "internowania" do dziś - jak budował swoją pozycję. Jednym słowem wybił Tuskowi marzenia o żyrandolu. Z kogo się śmiejemy?
    Ps. Roman G to taki sam żart jak Krzysztof O i nic więcej. Ale nie ma to nic wspólnego z Koniem Który Mówi (to tytuł serialu amerykańskiego z dawnych lat - wyjaśnienie dla młodszych).

    OdpowiedzUsuń
  27. @zawiślak
    Ależ mnie nie zalezy, żeby mu nadawać chocby cień powagi. Wręcz porzeciwnie. Ja bym go raczej widział jako Myszkę Miki.

    OdpowiedzUsuń
  28. @Roman G
    Rozumiem Twoję stanowisko i biorę pod uwagę, że to Ty masz rację, a nie ja. Co ja jednak poradzę na to, że ja mam wrażenie, że Preisner chleje? Jak wielu innych. I że ten fakt stanowi odpowiedź na wiele naszych zmartwień.

    OdpowiedzUsuń
  29. Dodam tytułem uzupełnienia, że oprócz głównych graczy, którzy rozgrywają nas jak dzieci, jest cała masa, przepraszam, że zacytuję Lenina: "полезных идиотов", którzy jak na zawołanie zajmują odpowiednią pozycję. Są to ludzie, na których prawdopodobnie są haki, albo maja duże kredyty i dlatego zrobią wszystko - co wygląda dla postronnych jako bredzenie pijanego idioty - by uniknąć skompromitowania. Weźmy dla przykładu mecenasa Krzysztofa Piesiewicza, który w czasach wymagających odwagi zachowywał się w sposób, że daj nam Boże. I oto ten niezłomny i odważny patriota, nagle zapałał miłością do PO. Wg moich (niczym nie uzasadnionych) przypuszczeń gdy chciał się wyrwać z tego chomąta, został skompromitowany raz na zawsze. I jest to bardzo poważne ostrzeżenie dla pozostałych. Dla tych wszystkich Olbrychskich, Wajdów, Preisnerów (dawniej Kowalskich), Hołdysów , Kor i nawet Tusków, co to palili, ale się nie zaciągali.
    W tym kontekście mówienie o pijaństwie tego czy owego Drzewieckiego ma pewien sens, bo pijanemu, a czasem przy niejasnych preferencjach seksualnych, zdarza się zrobić coś, co może być potem na niego hakiem, tak jak było np. z pijanym kierowcą - jednym z bliźniaków Damięckich - nie pamiętam tylko czy to ten o parę lat starszy czy młodszy.
    Ale w kontekście, nieraz bardzo dla mnie zaskakujących i ciekawych spostrzeżeń Toyaha, stanowczo protestuję przeciwko sprowadzaniu problemów Polski do pijaństwa Preisnera, Drzewieckiego, Materny, Kwaśniewskiego czy Tuska.
    W przeciwnym razie dyskusja zejdzie do poziomu starych bezradnych ludzi (których bardzo szanuję), spotykanych w kolejce do kasy w markecie, którzy mówią, że to wszystko przez tych złodziei i pijaków, a poza tym o co chodzi temu Macierewiczowi?

    OdpowiedzUsuń
  30. @Roman G
    Ja nie jestem taki pewien czy oni sprzedają cokolwiek, już raczej sygnują swoimi urzędami w imieniu władzy którą pokątnie reprezentują.
    Co do prezydentury to uważam, że ze śp. Lechem Kaczyński nie miałby żadnych szans. Jeśli był zamach a uważamy że był to wiedział że przeciwnikiem będzie ktoś inny. Całość jego "walki" to operacja i farsa dla społeczeństwa. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  31. @Roman G
    To ja w tym momencie mogę powtórzyć to co pisałem wcześniej. Możliwe że masz rację i nie jest rzeczą pożyteczną sprowadzać to co widzimy do chlania. Jednak skoro tak, nie powinniśmy też objaśniać tych zagadek uzależnieniem od kredytów, kokainy, dziwek, czy hazardu. I nie ma najmniejszego znaczenia fakt, że kultura ludowa lubi używać skrótu o "pijakach i złodziejach", natomiast o "dziwkarzach i złodziejach", czy "ludziach śmiertelnie zadłużonych i złodziejach" już nie. Wszystko jest kwestią umowy, a umowa jesu kwestią zmian cywilizacyjnych. Ja jestem ze wsi.

    OdpowiedzUsuń
  32. @toyah

    Szlachta jest wyłącznie ze wsi.

    W mieście jest zbyt wielu z WSI.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja myślę, że w tej "kwestii pijackiej" sprawa wygląda inaczej i ma głębokie korzenie w najlepszej substancji polskiej. Otóż wiekowa niewola, a i obecne zniewolenie przez to wszechobecne menelstwo, musiały wykształcić narzędzia samoobrony własnej godności.

    Do tych narzędzi należy także - co w Polakach z nienawiścią zauważa np. Dostojewski - poczucie wyższości z tytułu posiadania wyższej racji niż knut, kula, szpadel. Dzisiaj jest to poczucie posiadania wyższej racji niż ją ma menelska opresja zorganizowana pod zewnętrznym pozorem demokracji.

    Ta racja ulokowana jest w przywiązaniu do cywilizacji łacińskiej. Choćby bowiem była ona zburzona, to tęsknota pozostaje. I to właśnie ona się odzywa. Nawet u meneli, choć u nich na tym już tęsknota milknie, często właśnie przy kielonku, o czym dalej.

    Zrusyfikowanie i zbolszewizowanie poczyniło jednak pewne zmiany i gdzieniegdzie - przeważnie przez nieuwagę - przyjmuje się wymaganie, aby ludzie byli "kulturnyje", tzn. kulturalni. To jednak oznacza coś zupełnie innego.

    Na przykład, niewątpliwie kulturnym czieławiekam był ten zapracowany jegomość, który strzelał w Katyniu. Przecież nakładał gumowy fartuch i rękawice, żeby munduru nie pochlapać. Cóż za szacunek dla własnego państwa!

    Gdy ktoś mówi w konwencji: ten tam musiał być nawalony jak stodoła, to wcale tamtego nie pomawia o pijaństwo, lecz w odruchu samoobrony, odcina się od czynu, którego u cywilizowanego człowieka akceptować niepodobna, a jakoś przecież trzeba ten czyn zrozumieć, choćby dla dania odporu.

    Co ciekawe, Ruscy dla odmiany pijaków rozgrzeszają, bo: żizń - blad' praklataja. A może kwaśniewskaja? Już nie pamiętam, jak to dokładnie szło, bo szkołę razem z j. rosyjskim ukończyłem dobrze ponad 40 lat temu.

    OdpowiedzUsuń
  34. @Toyah
    Bardzo to jak zwykle trafnie wyjaśniłeś. Poruszamy się w tej ocenie trochę od ściany do ściany. Raz zwalając wszystko na uzależnienia czy głupotę a raz dając tym ludziom wprost jakieś nadprzyrodzone właściwości. Każdy z nich jest tylko na szczęście człowiekiem. Każdy ma swoją metryczkę tam gdzie trzeba i wszelkie uzależnienia psychiczne czy fizyczne są podkreślone i wbite tłustym drukiem. My oceniamy głównie po zachowaniu i wyglądzie bo innych narzędzi nie mamy. Ale co to za różnica czy ktoś pije więcej łiskacza a mniej daje koki czy na odwrót. Każdy ma słabości i są one bezwzględnie wykorzystywane. Z głupiej jazdy samochodem po pijaku można komuś utoczyć bat na całą karierę a oni tam mają pokus i łatwizn całą masę. I parasole ochronne różnej maści. Nie jest łatwo być porządnym jak się pół życia było cwaniakiem z pompką w nosie.

    OdpowiedzUsuń
  35. @orjan
    Niech będzie i tu, i tu.

    OdpowiedzUsuń
  36. @crimsonking
    A wydawałoby się, że to jest takie proste, prawda?

    OdpowiedzUsuń