środa, 17 kwietnia 2013

Wciąż nie strzelają. Niech żyje III RP!!!

Oczywiście, osoby, które na co dzień interesują się tym co się w Polsce dzieje, musiały wiadomość tę zauważyć, poza nimi jednak, nie sądzę, by to był jakiś tak zwany nowocześnie event. A, jeśli się zastanowić nad tym, co się stało, tak już bardziej na poważnie, można dojść do wniosku, że stało się coś absolutnie porażającego. Otóż prokuratura w Warszawie umorzyła sprawę namawiania przez Grzegorza Brauna do mordowania dziennikarzy „Gazety Wyborczej” i TVN-u, wyjaśniając, że przede wszystkim, na poziomie intencji, a one są tu najważniejsze, do mordowania dziennikarzy nie zachęcał, a poza tym, on tak naprawdę opisywał sytuacje czysto hipotetyczne, a zatem z dzisiejszą Polska nie mające nic zgoła wspólnego.
No dobra, powie ktoś, prokuratura najpierw wszczęła śledztwo – do czego jest przeznaczona – następnie to śledztwo umorzyła – co też jej się nie tak wcale rzadko zdarza, więc o czym tu gadać? Jakiż to event mamy przed sobą? Otóż tym razem, nie chodzi o zwykłą prokuratorską codzienność. Ci z nas, którzy sprawę znają, doskonale też pamiętają atmosferę minionej jesieni. Pamiętają, jak to praktycznie nie było jednego dnia bez specjalnych medialnych relacji z Polski ogarniętej pisowskim terrorem, budowanym przez pewnego filmowego reżysera i trzech blogerów. Pamiętają ową atmosferę oni, no i pamiętam ją ja, choćby przez to, że to ja właśnie należałem do owej terrorystycznej grupy. I to ja pewnego styczniowego dnia zmuszony byłem do tego, by wybrać się aż do Warszawy i stanąć przed panią prokurator – tą samą, która dziś przyznała, że to, co usłyszała wtedy ode mnie – a przecież nie tylko ode mnie – to najprawdziwsza prawda i że owa prawda od początku była zawstydzająco oczywista.
Pamiętam więc bardzo dobrze tamtą jesienną atmosferę i pamiętam niemal każdy głos, który dochodził do mnie wówczas niemal z każdej strony, wyrażający przede wszystkim oburzenie tym co ja i mi podobni w swoim obłąkaniu robimy, ale też satysfakcję z tego, że wreszcie prawo się za nas wzięło i wreszcie nadejdzie koniec tych bezeceństw. Pamiętam to wszystko i nigdy tego nie zapomnę. A mając to w pamięci, nie przestanę z tego doświadczenia wyciągać odpowiednich refleksji.
Oto pierwsza z nich. Otóż mamm już prawie 60 lat i dotychczas z wymiarem sprawiedliwości miałem do czynienia 4 razy. Pierwszy raz, kiedy jeszcze w podstawówce z kolegami poszliśmy do parku, i jacyś chuligani wlali mojemu koledze. Rodzice tego kolegi powiadomili o tym milicję, no i skończyło się na tym, że, jako małe dziecko, musiałem gdzieś tam zeznawać. Drugi raz sam oberwałem – pisałem o tym w książce o biustonoszu – no i była z tego sprawa. Trzeci raz skradziono mi rower, a ponieważ tego było akurat w okolicy więcej, też musiałem się stawić i coś tam opowiadać. To wszystko był jednak PRL. Jak idzie o Nową Polskę, to mam w tej kwestii tylko jedno doświadczenie. Przesłuchanie w sprawie mojego udziału w spotkaniu, na którym rzekomo namawiano do mordowania reżimowych dziennikarzy.
I to, moim zdaniem jest ciekawe podwójnie. Raz, ze w ogóle cała sytuacja jest ciekawa obiektywnie, a dwa – i mnie akurat to najbardziej męczy – że ja w PRL-u brałem udział w spotkaniach, w czasie których, autentycznie, a nie zaledwie w chorych obsesjach Systemu, namawiano do mordowania nie tylko dziennikarzy, ale również tak zwanych sekretarzy i przedstawicieli służb. Powiem więcej – w czasie tych spotkań, ja osobiście wznosiłem adekwatne okrzyki. Dokładnie, chodziło o wieszanie. I daję słowo, że nie pamiętam, by ktokolwiek mnie z tego powodu wzywał na przesłuchanie. I jeszcze coś. Nie przypominam sobie, by wówczas wokół mnie pojawiały się głosy wzywające do tego, by mnie jednak wezwać. I stamtąd nie wypuścić. A więc coś, z czym przez parę dobrych miesięcy musiałem się zmagać niemal na co dzień.
I to jest właśnie owa zapowiedziana wcześniej przeze mnie refleksja. I jeśli ktoś mi powie, że ja znów bez sensu zaczynam chwalić PRL, to daję słowo, że się obrażę.

Czy wiecie, że powoli zbliżamy się do 1 500 000 odsłon tego bloga? To nastapi może juz dziś, a może jutro. Osobiście uważam to za wydarzenie. Gdyby komuś przyszło do głowy je uczcić skromnym wsparciem, będę zobowiązany. Numer konta jest tu obok. Dziękuję.

4 komentarze:

  1. @Toyah

    Myśmy wtedy rymowali, że na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści.
    A to, że zamiast wisieć mają się znakomicie, serwując nam kolejną pierestrojkę, spowodowało cały ten koszmar z jakim mamy obecnie do czynienia. Nie sądzę bym coś tu upraszczał.

    A jak chodzi o tą jesienną "aferę" to finał jest jakby dość klasyczny. Przypomina mi to ten czas kiedy ostatecznie dotarło do mnie jak podłą manipulację serwuje nam Gazownia, szybko opowiem. Swego czasu w wydaniu sobotnio niedzielnym z okładki krzyczał czerwonymi bukwami tytuł "Korupcja w poznańskiej policji" i tam poszła ostra jazda na komendanta z tegoż Poznania - Smolarka. Nie pamiętam szczegółów sprawy, pamiętam tylko, że po jakimś czasie w tej samej Wyborczej znalazłem na n-tej stronie malutką notatkę o umorzeniu postępowania w sprawie komendanta Smolarka i oczyszczeniu go z wszystkich zarzutów.

    Optymistyczne w tym wszystkim jest to, że ja wtedy (późno bo późno) zdałem sobie sprawę jakie to bagno. Skoro mi się udało, to jest bardzo możliwe, że taka jazda po bandzie jak nam teraz serwują odniesie podobny skutek w tysiącach czy nawet milionach obywateli.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Kozik
    Oczywiście też mam nadzieję, że będzie dobrze, choć, szczerze powiedziawszy, obawiam się, że tym razem już tak łatwo nam nie pójdzie.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah

    Trzy lata temu System potwierdził po raz kolejny, że władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy.

    Więc są podstawy do obaw.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.