wtorek, 12 marca 2013

O dziewczynach na nocnym niebie

Mój kolega Coryllus napisał dziś niezwykle ważny tekst, dotyczący rzeczy zupełnie podstawowych, choć, nie zaszkodzi przy tym dodać, że chodzi o sprawy wcale nie tak nowe, w dodatku takie, o których ja sam pisałem już parokrotnie, a mam tu na myśli kwestię kulturowego, czy więc już cywilizacyjnego upadku, z jakim mamy do czynienia odnośnie mężczyzn. Jak mówię, sam o tym już pisałem, i tu i również w jednym z rozdziałów swojej nowej książki, ale ponieważ o tym nigdy za dużo, spróbuję skorzystać z okazji i ponownie zabrać tu głos. Choćby po to, by nie dać o sprawie zapomnieć.
Pamiętam jak swego czasu pewna moja znajoma, pracująca wówczas, jako chyba socjolog, opowiadała mi, jak to udała się do jakiejś szkoły rozmawiać z młodzieżą na temat planów, jakie oni sobie snują, co do swojej przyszłości. To, co ją uderzyło, to fakt, że o ile wszystkie praktycznie dziewczyny opowiadały, jak to one chcą zostać fryzjerkami, spikerkami w telewizji, asystentkami u jakiegoś dyrektora, aktorkami, modelkami – do wyboru do koloru – jak idzie o chłopców, ci jedynie tępo gapili się w sufit i wzruszali ramionami.
Pamiętam, jak to tamta relacja zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie, nawet nie z powodu samego obrazu, który przedstawiała, ale przez ów niezwykle inspirujący do przemyśleń cywilizacyjny aspekt problemu, że od tego czasu zacząłem znacznie bardziej zwracać uwagę na kręcącą się wokół mnie młodzież. A więc i na to jak się zachowują, jak się noszą i wreszcie, co i jak mówią. No i to mnie doprowadziło do wniosków tak plastycznie opisanych przez Coryllusa w dzisiejszym tekście. Że mianowicie przez oczywiste dziś już zgnuśnienie młodych mężczyzn, przyszłość jawi się nam, jako perspektywa wręcz fatalna.
W miniony piątek, jak już tu pisałem, udałem się z moim kumplem LEMMINGIEM do pewnego warszawskiego klubu, jak słyszę, jednego z bardziej dziś modnych i uczęszczanych przez tak zwaną „lepszą” młodzież miejsca, aby sobie tam posiedzieć, pogadać i oczywiście napić się czegoś bardziej wykwintnego. I oto proszę sobie wyobrazić, że myśmy się tam trochę czuli, jak w klubie dla dziewcząt, bo poza nami, dwoma barmanami i chłopakiem, który grał ze czarnych płyt polski big-beat z lat 60-tych, tam niemal w ogóle nie było mężczyzn. Wszędzie dookoła otaczały nas śliczne, wystrojone dziewczyny, siedzące na tych stołkach i sączące swoje drinki, niektóre samotne, inne z koleżankami, a wszystkie cudownie wręcz udające, że one spędzają ten wieczór dokładnie tak jak zawsze chciały. Bez tych durniów, swoich chłopaków.
To był miniony piątek, a więc, jak może niektórzy już zdążyli zauważyć, tak zwany Dzień Kobiet. U nas w domu święto to nie jest w jakikolwiek sposób obchodzone, niemniej ja wiem, że ta tradycja w Polsce jest wciąż bardzo żywa, a w połączeniu z inną tradycją, a mianowicie, szczególnie rycerskim traktowaniem kobiet, żywa szczególnie. A więc to był piątek 8 marca, wieczór, ja tam nie widziałem jednej dziewczyny z kwiatkiem, i to mnie w ogóle nie zdziwiło – w końcu same miały sobie go kupić, czy jak? Z drugiej strony, w końcu, czemu nie? Moja córka na przykład dostała bardzo ładną różę od swojej koleżanki. O tak. Na zasadzie takiej, że skoro cała ta hołota zbijała bezsensownie gdzieś bąki, trzeba było sobie jakoś radzić bez niego.
A ja sobie myślę, że będzie już tylko gorzej. One w tej desperacji będą coraz piękniejsze, coraz lepiej zadbane, pewnie coraz lepiej wykształcone, a oni będą się już tylko w tym swoim ohydztwie staczać.
Siedzieliśmy tam z LEMMINGIEM, wśród tych samotnych dziewcząt, zawstydzenia jak jasna cholera, że pewnie wyglądamy tam jak dwa podstarzałe geje, a ja sobie nagle przypomniałem ten rozdział z mojej książki o Weronice i nagle sobie uprzytomniłem, że to jest właśnie coś, czego tam zabrakło, bo siłą rzeczy ograniczało się tylko do tego, co się działo już po, czyli kiedy one już wreszcie wyszły z tych swoich klubów i wracały przez nocne miasto do swoich domów i swoich łóżek, niejednokrotnie wciąż jeszcze wypełnionymi pluszakami z dzieciństwa.
No a teraz widzimy je tu, przy tych wymyślnych drinkach, w pięknych pozach, dyskretnie spoglądające w stronę drzwi, sprawdzając, kto wchodzi, a kto wychodzi. I myślę sobie, że warto spojrzeć na nie jeszcze raz, jak już śpieszą do domu przez ciemne ulice, dokładnie tak samo samotne, jak już zawsze. Gdyby ktoś nie znał, proszę sobie przeczytać rozdział o Weronice, albo prosto z książki, jeśli już ją ma, albo tu, jeśli wciąż się zastanawia, czy sobie ją kupić.
A jeśli już ja ma, a kupić na razie nie planuje, być może zechce zasilić nasze konto jakąś drobną kwotą, niech będzie, że na rozwój niezależnej publicystyki. Dziękuję.



Był rok może 1979, może 1980, moi rodzice spędzali lato na wsi, a ja zbijałem bąki w domu w Katowicach. Byłem już za stary, żeby jeździć z nimi na wakacje, a z kolei nie miałem na tyle zorganizowanego życia towarzyskiego, by aktywnie radzić sobie z tego typu wolnością. Zbijanie bąków polegało więc na tym, że z paroma wybranymi kolegami siedzieliśmy u mnie, lub u nich w domu, piliśmy wódkę, palili papierosy, słuchaliśmy muzyki i patrzyliśmy jak nam czas płynie.
Któregoś wieczora spędzałem czas z moim kolegą Kazikiem Hickiewiczem, dziś daleko od nas bardzo, bo aż w Nowym Jorku, no i strasznieśmy się upili. Kiedy już przyszła na nas pora, Kazik postanowił że czas wracać do domu, a ja mu zaoferowałem, że go odprowadzę na dworzec, by już dalej sobie sam pojechał do tych swoich Gliwic. kiedyśmy się jednak już pożegnali, coś mi strzeliło do głowy, by zamiast wracać do domu, pójść sobie na miasto i spróbować może troszkę wytrzeźwieć. Chodziłem więc po pogrążonych w peerelowskiej nocy Katowicach i w pewnym momencie spotkałem bardzo – jak do dziś mi się zdaje – ładną, zupełnie samotną dziewczynę. Siedziała sobie ona na ławce na przystanku autobusowym, i, jak mówię, robiła wrażenie. To że ona była taka sama i taka ładna, ale też trochę i przez to, że ja z kolei byłem niesiony pijacką odwagą, zrobiła na mnie takie wrażenie, że ją zaczepiłem i – pamiętam to do dziś – zapytałem, jak to jest, ze tak piękna dziewczyna chodzi tak całkiem sama po nocnym mieście. Ona mi odpowiedziała, że się spóźniła na autobus, czy coś w tym stylu, ja jej więc zaproponowałem, by poszła ze mną na spacer, ona powiedziała, że czemu nie… i tak sobie poszliśmy przed siebie.
Do dziś nie mam pojęcia, kim ona była. Czy była zwykłą dziewczyną, która spóźniła się na nocny autobus, czy może jakąś drobną kurwą polująca na pijanych bałwanów, w każdym razie kiedyśmy tak szli, w pewnej chwili zatrzymała się obok nas milicyjna nysa i milicjanci kazali nam wejść do środka. Najpierw oczywiście zapytali nas, czemu się kręcimy nocą po mieście, potem nas zaczęli starannie legitymować i spisywać, w końcu mi powiedzieli, że mam sobie iść w cholerę, a ty lalu zostajesz z nami. A ja, i trochę przez to, że do tego czasu w owej dziewczynie byłem prawie zakochany, ale też oczywiście przez tę wypitą z moim kolegą Kazikiem Hickiewiczem wódką, próbowałem oczywiście protestować, że co z nią będzie, dlaczego, po co, i takie tam, ale milicjanci bardzo stanowczo poinformowali mnie, że jeśli się tam będę dalej kręcił, to się mną zajmą na poważnie, wyszedłem biedny i przestraszony z tego radiowozu na upalną nocną ulicę i poszedłem do domu. A oni odjechali.
Jak mówię, nie mam pojęcia kim była tamta dziewczyna i nie wiem też, co się z nią dalej stało. Czy oni jej zrobili jakąś krzywdę, czy może, wręcz przeciwnie, zawieźli ją do domu, żeby ją ochronić przed nocnymi niebezpieczeństwami owego najdziwniejszego świata Peerelu. W każdym razie pamiętam ją do dziś, no i przypominam ją sobie też zawsze, ile razy idę z moim psem na nocny spacer, i widzę samotne dziewczyny wędrujące po ulicach wciąż tego samego miasta.
Skąd te myśli? Otóż strasznie wiele się od tamtych lat zmieniło. Przede wszystkim oczywiście najprawdopodobniej raczej nie ma już niebezpieczeństwa, by dwoje spokojnie idących ulicą ludzi zostało zatrzymanych bez żadnego powodu przez patrol policji, nie mówiąc już o tym, by zatrzymana w ten sposób kobieta została w majestacie prawa zgwałcona. Ja jednak sobie dumam nad czymś innym. Otóż gdybym to dziś miał się upić z moim kolegą Hickiewiczem, a następnie ruszyć w nocne miasto, od pięknych samotnych dziewcząt bym się nie opędził. Każdego wieczora, po 23 wychodzę z moim psem na ostatni przed snem spacer, i widzę te dziewczyny, wracające samotnie do domu, najwidoczniej z tak pięknie kiedyś zwanych wieczorków. I zastanawiam się, czemu nikt ich nie odprowadza? Czemu one są takie same? Przecież to są często naprawdę bardzo ładne dziewczyny. Wystrojone, wyszykowane, zgrabne i eleganckie. Wracają same do domu, bo nikt im nie zaproponował, że je odprowadzi. Bo zapewne w momencie jak wstały, mówiąc, ze na nie już czas, jedyne co usłyszały to to okrutne „nara”. A może nawet i nic nie usłyszały, bo usłyszeć nie miały od kogo.
I kiedy się zastanawiam, gdzie są ci chłopcy, to widzę niekiedy i ich. Nawalonych, brudnych bałwanów w bejbolówkach, lub w kapturach, wyżelowanych, pokrzywionych straceńców, bez rozumu, bez ambicji i perspektyw. I tylko raz na jakiś czas, pomiędzy jednych a drugich, spadnie kromka z masłem, wyrzucona z okna na piątym piętrze przez jedną Weronikę, która powoli umiera. Jak oni wszyscy. I tylko mój pies idzie spokojnie, jakby nic już nie istniało poza tym spacerem. Zadowolony jak jasna cholera. Mój labrador.


21 komentarzy:

  1. @toyah

    Czy we współczesnym języku angielskim jeszcze pozostało odpowiednie tutaj znaczenie słowa "escort"?

    Pytam, bo postępujące schamienie ma wymiar uniwersalny, może nawet kosmiczny. A zaraz zlecą się trole z pieśnią: "bo w tym kraju ...

    OdpowiedzUsuń
  2. @orjan
    W angielskim - owszem. Natomiast mam wątpliwości co do polskiego.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah

    Przyczyn tej rozpaczy o której piszesz upatrywał bym w jednej odmian bolszewizmu czyli w feminizmie. Mężczyźni stali się, panie, facetami. Facetów kręcą fury i komóry a jak chodzi o kobiety to te na obrazkach z gazet. Faceci stukają się kuflami z piwem popularnej marki. Faceci są głupi i nieporadni, nie znają się na proszkach do białego.
    Kobiety kobietom zgotowały ten los.

    Bardzo mi szkoda tych dziewczyn. Nam pozostaje już tylko wychować synów na mężczyzn, nie na facetów.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Kozik
    Myślisz że to feministki? Nie bardzo kumam.

    OdpowiedzUsuń
  5. @toyah

    One nie są feministkami. To oni zajęli pozycje wyznaczone przez feministki itp. inżynierie likwidujące samą koncepcję męskości.

    OdpowiedzUsuń
  6. Feminizm, kwestionując naturalne różnice miedzy kobietą a mężczyzną uparcie dąży do upodlenia zarówno mężczyzn jak i de facto kobiet. Zacieranie różnic miedzy płciami to najzwyczajniej w świecie gwałt na ludzkiej naturze. I moim skromnym zdaniem, opisujesz jeden ze skutków: mężczyźni pozbawieni właściwej im inicjatywy, fantazji i siły oraz kobiety beznadziejnie wypatrujące u nich wspomnianych cech.

    Ja już tak mam, współczesny Lucyfer to zwyczajnie bolszewik. TenKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Kozik

    No właśnie, rzeczywistymi ofiarami feminizmu są kobiety.

    Mężczyźni też, choć znacznie mniej tracą i tylko pośrednio - w osobach kobiet.

    Natomiast zyskują faceci, bo pozbywają się obowiązków.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Kozik

    Zapewniam Cię, że są faceci, którzy znają się na proszkach, gotowaniu, cerowaniu itp "babskich" sprawach i nie są mniej męscy. Nawet więcej, bardzo zyskują w oczach kobiet i są bardzo poszukiwanym "towarem".

    Tak samo są kobiety, które potrafią zrobić mały remont w mieszkaniu i nie tracą niczego ze swojej kobiecości.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Kozik
    Ja sądzę, że wszystko to jest znacznie prostsze. Oni często pochodzą z rozbitych domów, gdzie jest tylko pracująca matka, z ojcem widzą się tylko, jak trzeba dostać jakąś ekstra kasę, więc są wychowywani przez kolorowe magazyny, film i internet. A tam oczywiście jest już wszystko inne, a więc również ten nieszczęsny feminizm.

    OdpowiedzUsuń
  10. No i się zrobiła mała dyskusja.

    @Orjan

    No pewnie, ja znam paru facetów, oni nie mają źle choć jakoś bym się z nimi nie zamienił. A jak chodzi o kobiety, bardzo cenię sobie te, które zdecydowanie nie godzą się na ten cały feminizm i protestują by ich reprezentantkami były takie indywidua jak Środa czy Senyszyn. Tak w ogóle, czy zauważyliście, że feministki to kobiety zazwyczaj nieatrakcyjne a przede wszystkim emanuje z nich jakaś tępa agresja?

    @Birofil
    Ja zapewniam Cię, że też potrafię zrobić pranie a także radzę sobie całkiem nieźle w kuchni. To wcale nie o to chodzi. Mam na myśli te sztuczne budowanie antagonizmów, to całe kłamstwo po prostu - to o czym piętro wyżej pisze @Toyah - ten nachalny przekaz: kolorowe magazyny, film i internet. A tam oczywiście jest już wszystko inne, a więc również ten nieszczęsny feminizm. . Czyli współczesną propagandę bolszewicką.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Kozik

    A ja myślę, że te antagonizmy to efekt złych życiowych doświadczeń z płcią przeciwną.
    Osobiście znam kobiety i mężczyzn, którzy nienawidzą płci przeciwnej bo w związkach zostali wykorzystani i porzuceni. To położyło się cieniem na ich życiu, nie potrafią wybaczyć i iść dalej.

    A najgorsze jest gdy taki zgorzkniały rodzic przekazuje swój wzorzec niechęci, nienawiści dziecku.
    Dziewczynki karmione nienawiścią do mężczyzn zostają feministkami i używają ich tylko do zaspokojenia seksualnego.
    Ale z czasem hormony dają o sobie znać (potrzeba macierzyństwa) i feministka wariuje szamocząc się między biologią a rozumem.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Birofil

    W przyczyny psychologiczne antagonizmów międzypłciowych wolałbym nie wnikać, bardzo możliwe, że często jest tak jak piszesz.

    Mnie zdecydowanie bardziej interesują przyczyny kulturowe - te wszystkie ruchy bardzo postępowe, ich potężne wsparcie medialne i to co one robią w głowach ludzi.
    A jak przyczyny psychologiczne i kulturowe nałożą się na siebie to efekt na pewno jest bardzo przykry. Tylko o tych przyczynach psychologicznych naprawdę ciężko rozmawiać, zresztą przecież nie będę się interesował prywatną historią Magdaleny Środy.

    Ale obok tego co głoszą te nieszczęsne istoty trudno już jest przejść obojętnie.

    Nie wiem, czy nie odchodzimy za bardzo od tematu, coś jednak czuję, że w lansowaniu postaw konsumpcyjnych, nachalnym zacieraniu różnic między płciami i promocji zachowań dewiacyjnych można upatrywać przyczyn tego stanu rzeczy jaki zaobserwowali Toyah z Lemmingiem ostatnio w modnej warszawskiej knajpce.

    OdpowiedzUsuń
  13. @birofil

    ...i feministka wariuje szamocząc się między biologią a rozumem.


    chyba między nadmiarem biologii a deficytem rozumu.

    Feminizm zakazuje mężczyznom ich obowiązków wobec kobiet. Od szacunku, po obowiązek pomocy. Łudzi kobiety równorzędnością położenia, aż się byle jak układają.

    Ta równorzędność to bycie ersatzem mężczyzny, zarówno w przypadku kobiet, jak i w przypadku mężczyzn.

    Z wyjątkiem Grodzkiego/ej czyli ersatzu kobiety.



    OdpowiedzUsuń
  14. Ja bym jeszcze dodał rozwój świadomości kobiet, ich wykształcenia co skutkuje odejściem od modelu "niechby pił, niechby bił byleby był".

    Są w stanie dać sobie radę bez konieczności wiązania się z facetem a aby mieć dziecko korzystają z banku spermy.
    To unieszczęśliwia dziecko ale co mają począć skoro nie ma w czym wybierać.

    Z wiekiem jest coraz gorzej bo faceci często po 40 porzucają rodziny dla młodszej a wolnych , porządnych facetów po 40 jest jak na lekarstwo. Albo właśnie tacy co zostawili żony albo co gorsza kawalerowie po 40, którym mamusie szukają żon aby je zastąpiły gdy umrą.




    OdpowiedzUsuń
  15. @birofil

    Chyba trochę wykrzywiasz.

    Rozwój świadomości?
    - OK, ale w jakim kierunku? Dlaczego nie w kierunku wymagań męskich u mężczyzn? Wtedy i inne kierunki wymagań byłyby niewykluczone. Dlaczego mężczyźni mają wobec kobiet zaniechać męskości? Co za gówniany kierunek!

    Orzeł niech sobie ułamie dziób, stępi szpony, a ogon wytapiruje na pawia. Ale po co mu ten ogon? Towar i bez tego przylezie.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Birofil

    Z tym wzrostem świadomości i wykształcenia to jednak wcale tak nie jest. Tu akurat mogę się posłużyć doświadczeniem paru kolegów a nawet, niestety, własnym. Dopóki, dzięki morderczej pracy mężczyzn, wykształcona i świadoma niewiasta może się ubierać w najlepszych butikach i czesać u najlepszych fryzjerów dopóty jest OK. Jak mężczyzna straci trochę ze swej mocy dostarczyciela kasy wtedy świadoma i wykształcona żona stwierdza, że jest świadoma i wykształcona i w przyczynach rozwodu podaje: niezgodność charakterów lub brak zainteresowań "wyższych" u małżonka lub niezgodność intelektualną, że np. mąż odstaje intelektualnie od środowiska w którym wykształcona pani się obraca. To są przykłady autentyczne - tam nikt nie pił i nie bił.

    Dlatego mówię: cały ten feminizm, zrównanie czy tam partnerstwo płci to wymysł TegoKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji.

    A cierpią dzieci, które, niestety, przenoszą te wzorce w swoje dorosłe życie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Świadomość, że nie trzeba być na łasce mężczyzny, że można być od niego niezależną.

    Dla mnie feminizm jest przegięciem tak samo jak męski szowinizm.
    Wyznaję zasadę złotego środka.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Birofil

    Wcale nie chodzi o tę świadomość. Chodzi raczej o to by być razem "w zdrowiu i szczęściu, w smutku i chorobie". Z tym drugim te świadome i wykształcone nie chcą mieć nic wspólnego, w Wysokich obcasach radzą im się uwolnić.

    OdpowiedzUsuń
  19. Tu się nie zgodzę.
    Nie wiem czy Wysokie Obcasy tak radzą bo nie czytam.
    Wiem natomiast, że na terapii dla osób współuzależnionych i na grupach wsparcia są prawie same kobiety. Prawie, bo jak mi opowiedziała terapeutka z dużego miasta wojewódzkiego w Polsce mężczyzna na takiej terapii pojawia się raz na 2-3 lata.
    Współuzależnienie to zbór zachowań, myślenia u osób, których partner jest uzależniony np. od alkoholu. Dotyczy to również dzieci - stąd syndrom DDA (dorosłe dziecko alkoholika).
    Jak wspomniałem na takich terapiach są kobiety bo im zależy na związku, rodzinie. Chcą coś zmienić w swoim życiu i zaczynają to od siebie. Często kończy się to odejściem od partnera i jest to jak najbardziej w porządku bo kobieta w ten sposób ratuje siebie i dzieci. To jest oznaka jej dojrzałości i świadomości odpowiedzialności za rodzinę.
    lepiej aby była sama niż w chorym związku.
    Jeśli facet zrozumie swój błąd to jest szansa na odbudowanie rodziny na zdrowych fundamentach. znam takie przykłady: alkohol, rozwód, terapia i ponowny ślub.

    Mężczyzn na terapiach nie ma bo gdy kobieta popada w alkoholizm to ją po prostu zmienia na inną.
    Obecnie kobiety rywalizując z mężczyznami w pracy przyjmują ich wzorce zachowań, między innym sposoby na odstresowanie. Najpopularniejszym jest alkohol.
    Problem w tym, że kobiety psychicznie i fizycznie maja predyspozycje do szybszego uzależnienia się.
    I tak to się toczy.

    Problem kryzysu męskości i kobiecości jest wielowymiarowy, mnóstwo czynników ma na to wpływ.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Birofil

    Piszesz o zdrowych kobietach, tych które oddadzą wiele za swój związek. Pewnie takie też są.

    Więc, choć nie lubię tego robić, podzielę się z Tobą swoim doświadczeniem. (Wpis już spadł niżej, więc myślę, że rozmawiamy kameralnie) Ja się rozwiodłem ponad 7 lat temu, po 11 latach małżeństwa. To była kompletna klęska. Wcześniej, nie chcąc dopuścić do tego najgorszego z rozwiązań (a moje małżeństwo rozpadało się w oczach) proponowałem żonie jakąś terapię, oboje w końcu jesteśmy katolikami.

    Na takie propozycje słyszałem nieodmiennie: "Jak jesteś chory to się lecz, ja nie potrzebuję".
    Po rozwodzie okazało się, że wszystkim z ukrycia pewien elegancki pan, z którym moja ex-małżonka związała się wkrótce po rozwodzie.

    Podobne albo jeszcze gorsze zachowania swoich "świadomych i wykształconych" małżonek przeżyło paru moich znajomych o czym wspomniałem.

    A, powiadam Ci, "Wysokie Obcasy" i inne tego typu gówno było u mojej żony na porządku dziennym, sam więc też czasem coś przeczytałem - po latach wszystko mi się poukładało.

    OdpowiedzUsuń
  21. Osoby współuzależnione nie są normalne. często terapia to "krzyk rozpaczy", ratunek ale i intuicja, która kobiety mają bardziej rozbudowaną.
    Współuzależnienie to uzależnienie od drugiej osoby, nałogowca. Kontrola, szpiegowanie, zacieranie śladów nałogu, udawanie przed światem, że wszystko jest w porządku.

    Witam "w klubie".

    Jestem rozwiedziony od 6,5 roku po 12 latach małżeństwa.
    Próbowaliśmy terapii wspólnej ale nic z tego nie wyszło. Ostatecznie ja poszedłem na indywidualną. Po 2 latach pracy nad sobą zmieniłem się na tyle, że musiała wybrać: zmienić się lub odejść. Wolała odejść.

    Jestem samotnym ojcem i jest mi z tym dobrze. Dajemy sobie radę w "męskim domu" jak to nazwał ksiądz podczas kolędy. :)

    Moja eks nie czytała Wysokich Obcasów. W jej przypadku przyczyną była choroba alkoholowa rodziców, jest DDA.

    OdpowiedzUsuń