czwartek, 7 marca 2013

Ile można dostać za kopnięcie w dupę posła Niesiołowskiego?

Tu, na tym blogu, chyba akurat sprawą tą się za bardzo nie zajmowałem i przyznam, że dlaczego – nie wiem, bo tak na prawdę nigdy nie twierdziłem, że inne tematy są ważniejsze, lub że mniej ważnych od tej akurat nie ma. A mimo to, tak jakoś wyszło, że tu już mieliśmy chyba już wszystko, a tego czegoś jednak nie. Podobnie zresztą rzecz się ma z człowiekiem, któremu postanowiłem poświęcić tę dzisiejszą refleksję. O nim, o ile się nie mylę, też nawet tu nie wspomniałem. Dlaczego? Nie wiem. Ktoś powie, że on nie zasługuje, by go zaczepić choćby myślą, a ja jestem się gotów nawet z tym zgodzić, tyle że od razu się pojawia pytanie: skoro on, to czemu nie inni? Czemu, skoro on tak, to taki Donald Tusk, czy Jerzy Urban już nie? A mimo to, jego imię skutecznie trzymałem z dala od tego miejsca. Jednak, jak się okazuje, przyszła pora i na niego. I na temat, który on tak systematycznie nam podrzuca.
Co jest więc tematem tych dzisiejszych refleksji? Otóż mam na myśli zjawisko polegające na tym, że kiedy myślimy o tak zwanej medialnej ochronie, obejmującej pewne osoby publiczne, i to obejmującej do tego stopnia, że nawet gdyby któraś z nich dokonała zbrodni bezdyskusyjnej i bezprecedensowej, to media zrobią wszystko, by sprawa ta w jednej chwili została zneutralizowana przez coś, co skutecznie zdezorientuje opinię publiczną, to często mówimy, że media kłamią, lub pewne sprawy przemilczają, czy właśnie przykrywają czymś mniej istotnym, a przez to bezpieczniejszym dla kondycji Systemu. To z taką opinią często się spotykam, a osobiście tymczasem uważam, że jest zupełnie inaczej. Otóż nie ma zdarzenia, które byłoby ważne w sposób obiektywny, o którym media by nie informowały, albo którego charakter by zmanipulowały. Oczywiście, jest bardzo prawdopodobne, że jeśli prezydent Komorowski i prezes Kaczyński w tym samym momencie spadną po pijanemu z łóżka, to o przypadku Komorowskiego się nie dowiemy, natomiast o tym, co się przydarzyło Kaczyńskiemu, jak najbardziej. No ale to akurat nie jest wydarzeniem szczególnie istotnym. Jeśli jednak prezydent Komorowski i prezes Kaczyński zostaną zatrzymani w lokalnym sklepie podczas próby kradzieży – co, musimy przyznać, jest już pewnego typu sensacją – jestem pewien, że nie ma takiej siły, która by powstrzymała media przed poinformowaniem o jednym i drugim. A zatem, jeśli po tygodniu zauważymy, że cała Polska wałkuje temat tego złodzieja-Kaczyńskiego, podczas gdy o Komorowskim cisza, to ostatni argument, jaki mamy do dyspozycji, to ten, że media nie informują, lub że media kłamią. Bo to akurat jest nieprawda, i jeśli z czymś takim wyskoczymy, to ktoś nam natychmiast wykaże, że się bez sensu czepiamy. I przedstawią nam listę miejsc, gdzie wiadomość o Komorowskim, który kradnie podana była jak najbardziej.
Rzecz bowiem wcale nie polega na tym, że media za mało informują, ale że informują za dużo; znacznie więcej, niż sprawa tego wymaga. Rzecz w tym, że media, wiedząc świetnie, że ludzie są tym co przekracza ściany ich domów raczej niezainteresowani, a jeśli nawet coś im się rzuci w oczy, to tego albo nie zrozumieją, albo zrozumieją nie tak jak trzeba, w wybranych sytuacjach tych biednych, nic nierozumiejących ludzi informują o tym, co się stało z intensywnością przypominającą już nawet nie informację, ale jakieś czary. No i właściwie nie ma dnia, w którym byśmy nie mieli okazji obserwować, jak się owe czary realizują.
Jest jednak jeszcze coś, co, jak sądzę, warto zauważyć. Jeśli idzie o osoby z pierwszego szeregu publicznej sceny, mam wrażenie, że niemal nikt nie został oszczędzony do końca. I nie mam tu na myśli tylko osób związanych z obecną opozycją. Ja świetnie pamiętam, jak dzień po dniu media rozprawiały się z prezydentem Komorowskim, by już nie wspominać o Donaldzie Tusku i przeróżnych jego współpracownikach, zaczynając na Pawle Grasiu, a kończąc na Ewie Kopacz. Oczywiście, to wszystko w pewnych ściśle zakreślonych granicach, niemniej ja naprawdę wszystko pamiętam, i dlatego, ile razy przychodzi mi do głowy powiedzieć, że to co oni robią, to czyste zło, to staram się szukać innych argumentów.
Powiedziałem wcześniej, że do końca nie został oszczędzony niemal nikt, i słowa „niemal” użyłem bardzo celowo. Otóż mam wrażenie, że jest jedna osoba, która z jakiegoś powodu podlega pełnej i bezwzględnej ochronie, a mam tu na myśli, proszę sobie wyobrazić, nawet nie Lecha Wałęsę, lecz samego Stefana Niesiołowskiego. Jestem pewien, że jeśli się nagle okaże, że Stefan Niesiołowski stoi na czele największej siatki pedofilskiej w Łodzi, lub że ma dzieci z pięcioma różnymi kobietami, głównie z Ukrainy i Białorusi, on pozostanie praktycznie nietknięty. Właśnie on. Jestem przekonany, że gdyby tego typu informacja pojawiła się na temat Donalda Tuska, on w jednej chwili zostałby zastąpiony przez Schetynę; jak idzie o Niesiołowskiego, ten askurat robi wrażenie czegoś wiecznego. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Jaką mroczną tajemnicę skrywa ten dziwny człowiek, że nie dość że stał się aż tak nietykalny, to jeszcze te swoją nietykalność a taką bezczelnością demonstruje.
Wcześniej powiedziałem, że z osób stanowiących pierwszy szereg polskiej sceny publicznej, niemal wszyscy już w ten czy inny sposób mieli okazję zobaczyć, że nic im nie zostało dane na zawsze. Otóż to nie do końca jest prawda. Pod ścisłą ochroną – i przyznać muszę, że przyczyna tego dziwnego traktowania jest dla mnie też pewną zagadką – są artyści teatru i filmu. Czy mamy do czynienia z Danielem Olbrychskim, z Jerzym Stuhrem, Andrzejem Wajdą, czy z Agnieszką Holland, System podchodzi do nich niemal na kolanach. Ja nigdy, dosłownie nigdy, nie spotkałem się z sytuacją, gdzie, czy to w prasie, czy w telewizji rozmawiano z którymś z nich, i żeby dziennikarz odważył się choćby zmarszczyć czoło w jego czy jej stronę. Właśnie jej. Mam na myśli Agnieszkę Holland. A jeśli wziąć pod uwagę fakt, że ona jest matką lesbijki, a i sama tak na moje oko też ma tu coś za uszami, jakikolwiek wrogi gest skierowany w jej stronę jest nie do pomyślenia. I oto w tej sytuacji pojawia się Stefan Niesiołowski i tę kobietę wraz z jej córką i córki tej żoną zwyczajnie wdeptuje w ziemię. Bez żadnej litości, no i bez śladu niepokoju na twarzy. I co? Nic. System nawet nie westchnął. Monika Olejnik zaryzykowała i Niesiołowskiego o sprawę bardzo delikatnie zapytała, ale on ją szybko odpowiednio ustawił i państwo zmienili temat. A ja mam już tylko jedno pytanie: kto poza Niesiołowskim by to przeżył? Kto poza Niesiołowskim uznałby, że nie ma ryzyka?
No i dziś mamy ten szczaw. Ktoś się pewnie spyta, o jakim to szczawiu ja mówię, ale ja nie uwierzę, by to pytanie było do końca szczere. Bo i tu, tak jak w wielu innych sytuacjach, sprawa została przedstawiona. Krótko, cichutko, ale na tyle wyraźnie i szeroko, by każdy kto zechce, mógł ją zanotować. A więc dowiedzieliśmy się, że Stefan Niesiołowski kwestionuje dane wskazujące na to, że w Polsce jest 800 tysięcy głodnych dzieci, bo on wie, że głód w Polsce owszem był, ale kiedy on był dzieckiem, bo on wtedy, z tego głodu chodził ze swoimi kolegami wzdłuż jakiegoś nasypu kolejowego i jadł szczaw. Ponieważ on dziś nie widzi dzieci chodzących wokół nasypów kolejowych, jedzących szczaw, wyciąga z tego logiczny wniosek, że te dzieci, które skarżą się że są głodne, zwyczajnie kłamią. Bo gdyby były głodne, to by jadły ten szczaw. Jak przed wielu laty mały Stefek. Wypowiedź ta jest tak oburzająca, że wiele bardziej wrażliwych osób z tych nerwów przekręciło wypowiedź Niesiołowskiego i zaczęło opowiadać, że Niesiołowski tak naprawdę powiedział, że jak komuś się chce jeść, niech idzie żreć szczaw na tory. On oczywiście tak nie powiedział, ale wydaje mi się, że aby wychodząc od jego słów dojść do takiego wyniku, nie trzeba się bardzo napinać, a i logika nie mogłaby się tu za bardzo poczuć obrażona. Weźmy mnie. Gdybym ja nie miał tego bloga i tej pracy, i moje dzieci by, jak ów Charlie Bucket z powieści Roalda Dahla, jadły od rana do wieczora tylko kartofle z kapustą, i na to pojawiłby się Stefan Niesiołowski i powiedział, że one nie są głodne, bo gdyby były, to by poszły na tory nawpieprzać się szczawiu, to ja bym go zwyczajnie gdzieś dopadł i kopnął w dupę. I to nie tak żeby go zabolało. Bardziej.
A tu – nic. Co to za cholera? Czemu on mówi takie rzeczy i skąd on wie, że jemu akurat wolno? Co się w Polsce stanie, jeśli któregoś dnia on zrobi, lub powie coś takiego, że już nie będzie innego wyjścia, jak go pozbawić wszystkich stanowisk i wysłać w cholerę. Co wtedy usłyszymy i zobaczymy? Co się wtedy zacznie dziać? I dlaczego aż tak? Jak ja bym chciał to wiedzieć!

Parę centymetrów wyżej powiedziane zostało, że gdyby nie ta praca i nie ten blog, moje dzieci, za podpuszczeniem Stefana Niesiołowskiego, prawdopodobnie zbierałyby szcza, który podobno gdzieś tam rośnie niedaleko torów. Na szczęście jakieś tam resztki pracy mam, i oczywiście mam ten blog. Bardzo proszę o mnie nie zapominać. A numer konta jest tuż obok.

12 komentarzy:

  1. Problem kłamstwa w mediach.
    1. Świerza sprawa. Śmierć tego dziecka pod Łodzią. W jednej z pierwszych zajawek informacyjnych na ten temat padło, że pierwsza karetka przyjechała, tylko że się zepsuła i nie mogła odjechać. Potem ten wątek nie był już pokazywany.
    2. Stara sprawa. Smoleńsk. W pierwszych 24 godzinach padły w mediach informacje, że cały ten samolot był non stop na podsłuchu i nagranie live jest w Polsce dostępne. Ten temat mniej więcej po tygodniu spadł z mediów.

    Co do Stefana N. to się nie będę wypowiadał, bo mam za mało danych. Dane w tej kwestii są w zbiorze zastrzeżonym w IPN według mnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Andrzej.A
    Ciekawe z tą karetką. Nie zauważyłem tego, ale jakoś nie jestem zdziwiony.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Andrzej.A
    Smoleńsk. W pierwszych 24 godzinach padły w mediach informacje, że cały ten samolot był non stop na podsłuchu i nagranie live jest w Polsce dostępne. Ten temat mniej więcej po tygodniu spadł z mediów.

    Na podsłuchu i na podglądzie przez SKW. Mówił to organizator i były szef Kontrwywiadu Wojskowego (SKW).

    Powiedział raz, powiedział drugi o swoich kontaktach tam do SKW sięgających, co jest zupełnie naturalne, bo przyjmował tych ludzi do pracy. A potem umilkł.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Toyah
    Dla mnie sprawa raczej prozaiczna. Niesiołowski Stefan to taki pies spuszczany przez swoją partię. Skutecznie gryzie swoje ofiary a czasami jak się w tym amoku zapamięta, to i chwyci za nogawkę swojego. Póki co jeszcze potrzebny, ale kiedy przyjdzie pora hycel go odstrzeli. A Holland widocznie nie taka mocna... Poza tym zobacz jakie to wygodne. Kiedy Niesiołowski ugryzie Holland, to Wyborcza zawsze może napisać, że tak zachowuje się typowy Polak o kato-narodowej proweniencji. Zupełnie tak samo jak pisali o nim te 15-20 lat temu. Nie muszą nawet nikogo z PiS-u szukać. On jest pod ręką.
    Co do informowania przez media, to zawsze mnie bawiło, gdy po jakimś wyskoku Niesioła przychodzili do studia Rychardy, Kiki czy inne Czaplińskie i tłumaczyli, że to prawa demokracji, a w PiS-ie Kurski z Zioberem to nie takie rzeczy wyrabiają. I w ogóle, gdzie te czasy, panie, kiedy Unia Demokratyczna była na scenie...

    OdpowiedzUsuń
  5. @zawiślak
    Przy całym szacunku mnie bardziej przekonuje kierunek mojej argumentacji. A więc Niesiołowski dziś już jako byt samodzielny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe, czy SN nadal byłby nietykalny, gdyby wyciągnął historię Karoliny Wajdy i śmierci Bartłomieja Frykowskiego na jej hacjendzie.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Iza
    Uważam, że nawet wtedy nikt by go nie ruszył. Dlatego też najprawdopodobniej zarówno ona jak i jej rodzice nigdy nawet jednym słowem nie zranią Platformy i osobiście Donalda Tuska. Ta Holland jednak musi być strasznie naiwna, skoro uznała, że to lesbijstwo ją w jakikolwiek sposób chroni.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tekst zwraca uwagę na istotny problem. Szkoda, że nie znamy odpowiedzi na postawione na końcu pytania! Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że Niesiołowski jest masonem. Zresztą, co jeszcze może dziwić w tych czasach?

    Ja też mam spostrzeżenie dotyczące wyjątkowej pozycji Stefana. Wiadomo jak nasi dziennikarze prowadzą wywiady. Ludzi PiS zakrzykują, mało dopuszczają do głosu a przede wszystkim nieustannie kontrują. Ludzi PO traktują po przyjacielsku albo wręcz z czcią (zależy od hierarchii). Trudne pytania ludziom PO zadają tylko pro forma i z asekuracyjnym "opozycja twierdzi...". A teraz zobaczmy jak wygląda pierwszy lepszy wywiad z Niesiołowskim. Jeśli już dziennikarz wyduka jakieś ledwie polemiczne pytanie, to reakcją Niesiołowskiego jest wściekłość. On zaczyna od porządnego opieprzenia dziennikarza za zadanie nieodpowiedniego pytania i zmusza go do tłumaczenia się i kajania. Rzeczywiście, takiej pozycji w tym środowisku nie ma chyba nikt inny, z żadnej partii. To rzeczywiście ciekawe!

    OdpowiedzUsuń
  9. @filozof grecki
    To bardzo dobrze, że on ich opieprza. Ja czekam aż w końcu któremuś spuści wpierdol. Stankiewicz się upiekło.

    OdpowiedzUsuń
  10. @filozof grecki
    Bardzo się cieszę, że to zauważyłeś. Mason nie mason - zagadka jest.

    OdpowiedzUsuń
  11. @zawiślak
    No tak. To by było ciekawe zobaczyć, jak on wali w pysk takiego Morozowskiego. No i to czekanie. Stanie się coś, czy nic?

    OdpowiedzUsuń
  12. @Toyah
    No stanie. Okaże się, że Kaczyński zalega z podatkiem od spadku, bo nie zgłosił na czas, cwaniak.
    A Mrozowski powie w programie u Wojewódzkiego, że spadł ze schodów podczas charytatywnego balu kreślarzy, i stąd to fioletowe pod okiem. Tak wywijał hołubce. Ze Stankiewicz w parze zresztą.

    OdpowiedzUsuń