środa, 20 marca 2013

Przyszedł pan z rybą i prosi o segregowanie śmieci

Zacznijmy od cytatu:

„The shift to a green economy is the biggest economic opportunity facing the United States since the military build-up to World War 2” - Bill Clinton

Jak idzie o problem tak zwanej mafii, cała moja wiedza opiera się na tym, co przeczytałem, a wcześniej też obejrzałem w filmie pod tytułem „Ojciec Chrzestny”. To oczywiście, a uważam, że jest to wiedza niewielka, choć wystarczająca, jak idzie o mafię w rozumieniu tradycyjnym.
Co do mafii w sensie już bardziej współczesnym, jeśli przyjąć, że Katastrofa w Smoleńsku nie ma tu nic do rzeczy, moja wiedza jest praktycznie żadna. Tyle może, że właśnie uzyskałem jakąś tam wiedzę o tym, że o ile kiedyś, w czasach wspomnianego ojca chrzestnego, oni prowadzili swoje biznesy w branży narkotykowej, pornograficznej, czy ewentualnie związkowej, to dziś ich głównym polem zainteresowania jest coś, co się nazywa energetyką, a ściślej energetyką w kolorze zielonym, i to już nie w wymiarze wyznaczanym przez pana inkasenta z zeszytem, latarką i ołówkiem, ale przez państwa, wielkie korporacje i związane z nimi organizacje pozarządowe o globalnym charakterze.
Dziś, jeśli ktoś postanawia robić interesy na kręceniu filmów erotycznych, czy handlu narkotykami, jest najczęściej pozostawiony samemu sobie, a jeśli mu coś grozi, to najwyżej ze strony lokalnej konkurencji. Prawdziwe biznesy są prowadzone na szczeblach znacznie, znacznie wyższych, i jeśli one kiedykolwiek schodzą na poziom tak zwanego „towaru”, to osobiście jestem przekonany, że korzystają z własnych kanałów przesyłowych. A i to z zastrzeżeniem, że ludzi zajętych robieniem prawdziwych pieniędzy, coś takiego jak „dupy” czy „stuff” w ogóle interesują, w co wątpię.
Świadczyć o tym by zresztą mógł przypadek tego Francuza, szefa MFW, który za swój brak opanowania musiał niedawno wypłacić pewnej nowojorskiej pokojówce grube miliony. Przecież nie oszukujmy się. Stanowisko przewodniczącego Międzynarodowego Funduszu Walutowego, to nie jest coś, co wymaga szukania pocieszenia w spracowanych dłoniach hotelowej pokojówki. Przecież ktoś taki jak ten – jak mu było? Strauss? Struss? – w wolnych chwilach naprawdę mógł mieć wszystko, co akurat zechciał. Ale widocznie w tym towarzystwie zajmowanie się czymś tak przyziemnym jak przypadkowy seks, zwyczajnie nie uchodzi.
A więc mówimy o branży naprawdę poważnej. Coś właśnie w kształcie reprezentowanym przez starego Corleone, tyle że, jak mówię, na skalę globalną. Wspomniane dupy i dragi są już prawdopodobnie tylko dla nas, żebyśmy siedzieli cicho i się nie wtrącali.
Kiedy prowadzi się takiego bloga jak ten, a w dodatku jeszcze w jakiś tam, ograniczony dość, sposób prowadzi życie towarzyskie, jest się narażonym na dość częsty kontakt z osobami, które, jeśli nie wiedzą co powiedzieć, to mówią: „Jestem za wolnym rynkiem”. A jeśli nie wiedzą, jakiego argumentu użyć na uwagę, że „wolny rynek” to fikcja wymyślona przez tych, co w pewnym momencie, dochodząc do słusznego wniosku, że żaden socjalizm nie jest w stanie tyle nagrabić co porządny kapitalizm, przekwalifikowali się i zaczęli robić poważne biznesy, a nie jakąś tanią dilerkę, wyzywają człowieka od socjalistów.
Wymyślona po co? No oczywiście po to, by nikt im już nigdy nie zarzucił, że, grając znaczonymi kartami, coś kombinują.
Nie zmienia to jednak niestety w niczym faktu, że wciąż mamy całą kupę naiwnych piewców tak zwanej „gospodarki rynkowej”, którzy, nawet jeśli ich przyprowadzić za ucho, posadzić ich przy tym stoliku, gdzie ten szwindel odchodzi na całego, i w dodatku podsunąć im pod nos te karty i pokazać, jak one są fatalnie poznaczone, wciąż będą powtarzać: „Tylko rynek, tylko rynek, tylko rynek…”
Niedawno miałem okazję zobaczyć – żadna tajemnica; to wszystko jest do znalezienia w Sieci – list wysłany do przewodniczącego Baroso przez grupę 13 wielkich korporacji w sprawie takiej mianowicie, by Unia Europejska podjęła kroki na rzecz zwiększenia ceny wydawanych przez nią uprawnień na emisję CO2. Oczywiście nie bezpośrednio. W końcu mamy, jak już wspomnieliśmy, wolny rynek. Cen nikt nie rusza. Chodzi wyłącznie o to, by zmniejszyć o półtora miliarda liczbę tak zwanych „darmowych” pozwoleń. I oto w tym liście miłośnicy „zielonej energii” bardzo stanowczo podkreślają, że działania, które mają prowadzić do podwyżki cen mają być bezwarunkowo „oparte na zasadach rynkowych”. Ależ jakże by inaczej! Czy ktoś może nas nazwał socjalistami?
Ktoś powie, że to nie jest kapitalizm, ale właśnie wspomniani europejscy socjaliści. Że Unia Europejska to banda złodziei i karierowiczów, takich jak wspomniany Baroso, czy nasz Buzek. I że ja nie powinienem oskarżać kapitalizmu i wolnego rynku, pokazując palcem na Unię. Otóż proszę sobie wyobrazić, że ja na Unię owszem pokazuję, ale wyłącznie ze strachu. Bo wiem, że jak mi się ten palec omsknie, i zacznie pokazywać na tych, którzy sobie tę Unię założyli, by stanowiła bardzo ważny element ich biznesowej działalności, to równie dobrze mogę ten blog przestać prowadzić już dziś. Za moment. Właściwie w tej chwili. Aż, powiem szczerze, zdrętwiałem.

Ja zdaję sobie sprawę z tego, że wielu z Was i tak już robi co może. Niemniej jednak, ja nie mam wyjścia, jak wciąż prosić o wspieranie tego bloga. W miarę możliwości. Bardzo proszę. Numer konta obok. Dziękuję.

6 komentarzy:

  1. Ktoś, kto uważa, że to co mamy za oknem, to kapitalizm i wolny rynek ten sam siebie oszukuje.
    Nie przesadzajmy, masz za małą siłę oddziaływania, żebyś mógł się obawiać nawet wtedy gdybys trafił w samo jadro systemu.
    Zresztą jakby chciano Ciebie spacyfikować, to by przyszedł do Ciebie "cichy wielbiciel" powiedział, że tak ładnie piszesz i on może Ci sfinansować wydawanie książek. Tak po 100'000 za kazda książkę, którą napiszesz przez najbliższe 10 lat. I Ty byś dostał te pieniądze. Bo to jest łatwiejsze i mniej groźne niż potem dociekanie typu: "a co ten Osiejuk napisał albo powiedział, że mu cegła w drewnianym kościele na łeb spadła".

    OdpowiedzUsuń
  2. @Andrzej.A
    Doceniam twoje dobre chęci, ale, przy całym szacunku, nie masz pojęcia, co to wszystko jest.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tym obniżaniem limitu darmowych pozwoleń na emisję to ciekawe. Jak nic silniejsi chcą wykosić słabszych.
    P.S. A w Wawie za wywóz śmieci za chwilę będziemy płacić min. 50 zł od mieszkania. A jeśli ktoś ma większą rodzinę/domek albo działalnośc gospodarczą to i drugie tyle.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Iza
    To jest dość wszystko skomplikowane. Tych zezwoleń z powodu kryzysu zrobiło się nagle zbyt dużo i ich cena jest, z punktu widzenia różnych interesów, zbyt niska.
    Co do śmieci, jak będziesz miała okazję, sprawdź te firmę, która zajmuje się u Was ich wywózką.

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas jest inny myk- od lipca właścicielem śmieci jest miasto i będzie jeden operator śmieciowy na każdą dzielnicę. A opłata będzie egzekwowana pod rygorem prawa karno-skarbowego, tak, jak podatki.Słowem - golenie owiec.

    Co do zezwoleń - no fakt,nie pomyślałam, że kryzys zmniejszył produkcję. Tymczasem wystarczy wyjrzeć za okno, żeby zobaczyć, jak z efektem cieplarnianym.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Iza
    A więc zobacz, kto to taki ten operator śmieciowy.
    Co do efektu cieplarnianego, w ogóle nie ma o czym mówić... poza jednym: jaki interes stoi za tym całym wysiłkiem, żeby świat w niego uwierzył.

    OdpowiedzUsuń