wtorek, 26 marca 2013

Posłaniec

Poprzedni tekst, o energetycznym przekręcie, uważam za jeden z ważniejszych, jakie udało mi się napisać, a w związku z tym chciałbym, żeby on tu jednak jeszcze trochę powisiał. No ale, jak wiemy, człowiek nie tylko żyje sprawami poważnymi, i trzeba się od czasu do czasu trochę zabawić, a więc dziś, bardzo proszę rzucić okiem na ten króciutki felieton, który zamieściłem w ostatnim wydaniu Warszawskiej Gazety. Mam nadzieję, że się spodoba. No ale o tym się dowiem być może jutro. Prawda? Dziękuję.

Dla każdego, kto wie, kim jest Radek Sikorski, a przy okazji być może, zna jego rozliczne intelektualne i czysto biologiczne możliwości, wydaje się, że nie ma takiej rzeczy, która mogłaby, jak idzie o tego szczególnego człowieka, zaskakiwać. Ja na przykład nigdy nie zapomnę, jak jeszcze przed laty, zanim im się skutecznie udało wyeliminować ze sceny Prezydenta, podczas pewnej konferencji prasowej z udziałem jego właśnie, premiera Tuska i właśnie Sikorskiego, podczas wystąpienia Lecha Kaczyńskiego, ów Sikorski robił wszystko, by – skutecznie zresztą – rozśmieszyć Donalda Tuska, do tego stopnia, że w końcu Lech Kaczyński poczuł się zmuszony, by zwrócić mu publicznie uwagę. Pamiętam to i obiecuję, że kiedy przyjdzie wreszcie czas, gotów jestem wystąpić w tej sprawie, jako świadek oskarżenia.
A więc pamiętam naprawdę wiele i to wcale niekoniecznie z czasów całkiem świeżych. Otóż śpieszę donieść, że do tej czarnej kolekcji dziś właśnie doszedł kolejny przypadek. Otóż rzeczony Radek Sikorski, polski Minister Spraw Zagranicznych udzielił publicznej wypowiedzi, i poinformował nas, że Rosjanie dlatego nie chcą oddać nam gnijącego w smoleńskim błocie wraku tupolewa, ponieważ boją się, że kiedy go oddadzą, zabierze się za niego Antoni Macierewicz ze swoim Zespołem i ogłoszą, że znaleźli na nim ślady bomby atomowej.
Skąd Sikorski to wie? Otóż podobno poinformowali go o tym radzieccy towarzysze, a on nam tę informacje przekazuje. Powiem szczerze, że ja do końca nie wiem, czy Sikorski mówi prawdę, czy sobie stroi żarty. Z jednej strony, o ile go znam, on zupełnie spokojnie może w ten sposób żartować, z drugiej jednak strony – też na ile go znam – on może faktycznie występować w roli emisariusza władz rosyjskich. On się tam z kimś spotkał, ten ktoś mu powiedział, co powiedzieć chciał, a ten wrócił do Polski i co trzeba nam przekazał.
Ponieważ sprawa jest bardzo poważna, a ja bardzo bym nie chciał uważać naszego ministra – i to w dodatku nie jakiegoś przyszywanego, ale bardzo ważnego – za idiotę, zakładam, że on tym razem nie żartuje, ale rzeczywiście bardzo serio przekazuje nam wiadomość od Rosjan.
A w tej sytuacji ja już mam tylko jedną refleksję, związaną ze znanym nam wszystkim filmem pod tytułem „Ojciec Chrzestny”. Otóż, jak może niektórzy z nas pamiętają, pod koniec filmu, kiedy Ojciec Chrzestny już się dawno wycofał, a szefem rodziny jest Michael, któregoś dnia Don bierze go na bok i mówi, że ma bardzo uważać na to, kto, gdy nadejdzie czas, zjawi się, jako emisariusz nowojorskich rodzin z propozycją spotkania. Tak właśnie brzmi ta nauka: Ten, kto wystąpi w imieniu rodzin, będzie zdrajcą. Właśnie tak. Zdrajcą będzie ten, kto przyjdzie z wiadomością od nich.
No i mamy deja vu. Przychodzi ten człowiek i przekazuje nam wiadomość. A my słuchamy i od dziś śpimy z jednym okiem otwartym.

10 komentarzy:

  1. Ach, czytałem już w "Warszawskiej Gazecie". Jak zwykle - bardzo celny. Te felietony są jak błyskawice: krótkie mgnienie, które rozświetla ciemną zagmatwaną rzeczywistość i pokazuje sprawy takie, jakimi są. Najgorsze jest to, że nawet polski minister spraw zagranicznych jako ruski posłaniec już zbytnio nie dziwi. Zaczadzeni propagandą nie bardzo są w stanie pojąć niestosowność sytuacji, a reszta pogrąża się w poczuciu beznadziei. I tak trwa chocholi taniec.

    OdpowiedzUsuń
  2. @filozof grecki
    No właśnie to bym chciał wiedzieć. Czy tam w ogóle jest jakiś ruch.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah
    Ale jaki ruch masz na myśli? Sam piszesz, "od dziś śpimy z jednym okiem otwartym" - czyli że niewiele więcej można zrobić. Myślę, że czytelnicy "Warszawskiej Gazety" rozumieją przesłanie Twoich felietonów. Jeśli ktoś wyczuł, że WG jest bardziej odporna na wpływy systemu od innych prawicowych mediów, to już świadczy o niezłym, choćby intuicyjnym, zrozumieniu sytuacji w Polsce. Szkoda gadać o tych kolorowych prawicowych tygodnikach o pociesznych tytułach. Sakiewicz, niestety, też nadszarpnął zaufanie czytelników do swoich mediów, gdy odciął się od Grzegorza Brauna. A szkoda: to był moment, gdy mógł wyraźnie opowiedzieć się po stronie Brauna i wszystko byłoby bardziej klarowne.

    Czego można jeszcze oczekiwać? Myślę, że byłoby dobrze, gdyby Coryllus chciał i mógł publikować w WG. Jego wpisy na S24 są niesamowicie celne i inspirujące. Gdyby chciał, mógłby pewnie napisać równie świetne artykuły do gazety, szczególnie na tematy historii, którą się zajmuje. Przy okazji pewnie mógłby promować swoje książki.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Toyah
    Radek-Zdradek.
    Jakoś tak od dłuższego czasu nazywany jest obecny minister.
    Codziennie pracuje by potwierdzić celność tej ksywki.

    OdpowiedzUsuń
  5. @filozof grecki
    Miałem na myśli wspomniany przez Ciebie "chocholi taniec". Czy tam jest jednak jakiś ruch. Wśród tych zaczadzonych.

    OdpowiedzUsuń
  6. @raven59
    Ja myślę, że tu wymyślanie kolejnych ksywek jest na nic.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Toyah
    Oglądałeś ostatni wywiad Jarosława Kaczyńskiego?
    Polecam - jest też o Radku:
    https://www.youtube.com/watch?v=hvwP1noHkDo

    OdpowiedzUsuń
  8. @raven59
    Chętnie zobaczę, ale to już raczej jutro.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Toyah
    Rozumiem. Sam chętnie bym się dowiedział, najlepiej od kogoś, kto często kontaktuje, rozmawia się z wieloma ludźmi z różnych środowisk. U mnie jest tak, że z ludźmi, którzy od początku wyraźnie opowiedzieli się po stronie zbliżonej do oficjalnej propagandy, po prostu nie ma tematu polityki. Temat ten stał się tabu na mocy niewypowiedzianej umowy, sam nie wiem kiedy... mniej więcej, gdy wybrzmiała sprawa krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Widać, System doprowadził do tego, że nawet niewinna wymiana zdań na temat polityki nieuchronnie prowadzi do wzajemnego obrażenia się, toteż ludzie w odruchu samoobrony wyparli ten temat z rozmów. Jest to szokująca zmiana w porównaniu z rozpolitykowanymi latami 2005-2008. Pokazuje to dobitnie jak doskonała jest dziś inżynieria społeczna.

    Skutkiem tego stanu rzeczy mało mogę powiedzieć o ewolucji poglądów u "zaczadzonych". Mimo wszystko dokonałem pewnego sondowania, za pomocą bardzo okrężnych nawiązań nie wprost. W rezultacie otrzymałem sygnały świadczące o tym, że narosło u nich dość głębokie rozczarowanie Tuskiem. Jednocześnie wydaje się, że nienawiść do Kaczyńskich jest głęboko wdrukowana i trwa niezmiennie. Jeśli się nie mylę, to zagrywki bezpieki w stylu Platformy Oburzonych itp. mają szanse trafić na podatny grunt w tej grupie.

    Problem jest tym większy, że z reguły są to ludzie potrzebujący prostego przekazu. Nie mówię, że to są matoły. Po prostu w rozumieniu spraw publicznych i społecznych lata prania mózgu przez tv czy GW uczyniły u nich straszne spustoszenie. Zrozumienie dzisiejszej sytuacji Polski wymaga przyjęcia do wiadomości mnóstwa faktów. Wielu młodych ludzi na dość mgliste rozeznanie czym w ogóle różniła się dekada lat 80. od 90. Trzeba więc zacząć od wyjaśnienia znaczenia roku 1989, by można było powiedzieć na czym polegały ówczesne oszustwa i założycielskie kłamstwo III RP. A to tylko jedna z wielu spraw do wyjaśnienia.

    Pewnego razu skierowałem rozmowę na temat globalnego ocieplenia, taktycznie trzymając się z daleka od polityki. Zacząłem opowiadać o cyklach klimatycznych, celowo używając tylko wiedzy z elementarnej geografii - spotkałem się z całkowitym oporem materii. Okazuje się, że nikogo nie obchodzą naukowe teorie, nawet tylko w wydaniu szkolnym. Dla nich nauką jest to, co o nauce mówi pan w telewizji, szczególnie jak jest to jakiś profesor. To tylko przykład, jak duże są problemy z ludźmi, którzy poddali się propagandzie. To ta sama kategoria, co z rozczuleniem wspomina Jana Pawła II, ale złorzeczy księżom i Kościołowi za chciwość, rozpustę, wtrącanie się do polityki, za Rydzyka i za to że nie zgadzają się na antykoncepcję, in vitro i rozwody. Rozmowę o globalnym ociepleniu podałem jako przykład. Jest prawdą, że akurat w tym przypadku wyjątkowo dużo ludzi, szczególnie panów (przepraszam panie, ale takie są moje spostrzeżenia), dostrzega propagandowe kłamstwo, o czym napisałem pod poprzednim wpisem.

    Nie chcę nadmiernie się rozpisywać. Myślę, że warto, by ktoś kompetentny podał jakieś bardziej uniwersalne spostrzeżenia na temat, "czy jest tam jakiś ruch".

    OdpowiedzUsuń
  10. PS. Myślę, że ogromnie znaczącą pracę wykonał Grzegorz Braun. Dobry film dokumentalny jest syntezą, pigułką, która może pobudzić umysł do głębokich zmian, przewartościowań. Takich filmów trochę już jest, ale powinno być ich o wiele więcej i o wiele szerzej powinny być dostępne. Pozwolę sobie przyznać tu, że jestem pełen podziwu dla działalności Grzegorza Brauna, uważam, że jego zasługi są nie do przecenienia.

    Przydałoby się też coś pomiędzy brykiem a syntezą z III RP. Wiedza w pigułce punktująca kluczowe sprawy i momenty. Bryk taki powinien być szeroko rozpowszechniony w internecie. Odcinkowy cykl tego typu mogłaby wydrukować w formie wkładki na środku np. Warszawska Gazeta. To nic wielkiego, a moim zdaniem istnieje wielka potrzeba takich materiałów. Powinno to powstać już dawno.

    OdpowiedzUsuń