piątek, 23 kwietnia 2010

O micie i o legendzie na lepsze czasy



Nie mam najmniejszego pojęcia, jak będzie wyglądała Polska za parę miesięcy. W jaki sposób to co się stało 10 kwietnia wpłynie na nasz los i los naszego kraju? Czy ten dzień stał się dla nas ostateczną klęską, czy może, dzięki bożej łasce, otworzył nam drzwi do czegoś nowego i lepszego? Towarzyszy mi oczywiście nadzieja, którą – od czasu, gdy zła ręka dokonała owego aktu zniszczenia – wyrażałem tu wielokrotnie, że ta cena wprawdzie była wielka, ale w paradoksalny sposób to myśmy sami ją dla siebie ustalili i że właśnie dlatego nie mogła być ona niższa. To myśmy prosili o taką ofiarę. Ale właśnie dlatego ta ofiara musi przynieść coś naprawdę dobrego. Więc mam dziś nadzieję na większe dobro.
Nie wiem, co stanie się teraz. Nie wiem ani tego, kto w nadchodzących wyborach zostanie kandydatem, jak to ktoś ładnie określił, wszystkich zwykłych Polaków, ani tym bardziej tego, czy ta kandydatura zdoła pokonać to zło, które się mobilizuje w sposób bezprecedensowy, wygra dla nas i dla Polski dobrą przyszłość. Nie wiem, czy to Jarosław Kaczyński poprowadzi nas do tego nowego etapu, czy może już ktoś inny, bardziej w tym momencie skuteczny. Nie wiem dziś prawie nic. Ale widziałem niedawno Jarosława Kaczyńskiego i wierzę – co też już miałem okazję podkreślić – że on wie. I że to nie on teraz się boi, ale że źli ludzie boją się jego. I boją się jak nigdy pewnie dotąd. I wiem, że tak jest dobrze.
Wiem tez jeszcze coś, o czym miałem okazję rozmawiać wczoraj z pewnym bliskim moim przyjacielem, a dziś z moim synem i o czym cały czas myślę. Że mianowicie to co się stało, to wielkie nieszczęście, pozostanie już zawsze w naszej polskiej świadomości, w naszej historii i w naszej pamięci, legendą i mitem. A właścicielem tej legendy i tego mitu będą ci, dla których Polska nie była nigdy sposobem na robienie brudnych interesów, lecz ci którzy ją kochali i jej służyli. Przez najbliższe lata, a może i dziesiątki lat, a może już i zawsze, naszą najbardziej patriotyczną tradycję, będzie symbolizowało to nieszczęście 10 kwietnia, to wszędzie już obecne hasło „Katyń 2010”, i wreszcie postać człowieka, którego miłość do Polski, odwaga i determinacja stały się pierwszą i jedyną pewnie przyczyną tego co się musiało stać. Pierwszą i pewnie jedyną przyczyną tej ofiary. Ta legenda będzie już zawsze miała postać Lecha Kaczyńskiego. Bo, wbrew temu, co powiedział niedawno pewien obłąkany staruszek, samoloty nie spadają co chwilę, a jak już spadną, świat nie kiwa głową i nie wraca do codziennych zajęć.
Bardzo pięknie o tym opowiadał jeszcze przed pogrzebem na Wawelu Jan Maria Rokita, w telewizyjnym wywiadzie, najpierw okrutnie ocenzurowanym, a potem skazanym na zapomnienie. Przez ostatnie dni, starałem się bardzo zdobyć to nagranie i je tu udostępnić w całości. Bo wierzę, że – co by o nim nie myśleć i czego mu z przeszłości nie pamiętać – w tej bardzo starannie przemyślanej i przygotowanej wypowiedzi, powiedział on coś, co daje nadzieję właśnie na to, że ta pamięć będzie już zawsze z nami i nie ma takiej siły, która by była w stanie ją zniszczyć. Że ona będzie funkcjonowała w naszej historii i patriotycznej świadomości co najmniej tak mocno, jak w świadomości Amerykanów do dziś funkcjonuje choćby śmierć prezydenta Kennedy’ego, czy zamach na WTC z 11 września. I że ten mit i ta legenda – jeszcze raz to podkreślmy – będzie naturalnie własnością całej Polski, ale zwłaszcza jednak Polski wiernej i patriotycznej. I to będzie własność bezcenna.
Proszę sobie posłuchać tego, co powiedział Jan Maria Rokita. Wierzę, że w dobrym odruchu dania dobrego świadectwa. Nie ze względu na niego, ale właśnie ze względu na to świadectwo, którego akurat nikt inny – tak się jakoś złożyło – nie potrafił tak dobrze przekazać. Pobierz plik

4 komentarze:

  1. Toyahu!

    Podobno dziś w telewizji (wiadomości TVP) zostały wyemitowane mocne słowa córki ś.p. posła Wassermana. Jednak nie obejrzałem, byłem z psami na spacerze, mówiła mi o tym moja Alinka. Córka posła mówiła o przeszukaniu w ich mieszkaniu, o naciskach ze strony służb polskich i rosyjskich, by siedzieć cicho... Ona jednak nie chce być cicho.

    Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy w wypadek. Jednak, ciekawa rzecz, lemingi odruchowo wzbraniają się przed przyznaniem tej prostej prawdy, że są winni tej tragedii. Lemingi boją się tej prawdy.

    Mogę napisać ciut więcej? Wywiad z Rokitą zasysa się powoli, więc pozwolę sobie:

    Wyobraźmy sobie, całkiem hipotetycznie, że tragedia z 10.04 zostaje w jakiś cudowny sposób wyjaśniona. I że oficjalnie zostaje powiedziane to, co podejrzewam(y): że katastrofa samolotu z Prezydentem na pokładzie została zaplanowana i zrealizowana przez służby rosyjskie w porozumieniu ze służbami polskimi (lub odwrotnie).

    Co wtedy?

    Wojna? Kto pójdzie walczyć? Polska armia, której nie ma? Bo trudno nazwać armią ten twór pełen konformistów w mundurach, którzy wybrali taką drogę zawodową nie ze względu na miłość Ojczyzny i sztuki wojennej ale ze względu na apanaże, socjal i prawo do wcześniejszej emerytury. O armii więc zapominamy. W takim razie co? Udajemy się do lasu? My, mała grupka tych, dla których Polska jest Ojczyzną a nie tylko krajem zamieszkania? Czy mnie byłoby stać na takie poświęcenie? Co powiedziałaby moja Alinka, moja córka i mój syn? Ale co ja bym im powiedział?

    Siedzimy sobie przy komputerach w naszych mieszkaniach. Ale, kto wie, czy nie nadchodzi czas wielkiej próby. I nie powiem, żebym się nie bał... Więc modlę się, bym (byśmy) miał (mieli) odwagę i siłę stanąć na wysokości zadania.

    (A dlaczego tego wpisu nie ma na S24?)

    OdpowiedzUsuń
  2. @Kozik

    W jednej z dyskusji na Blogpress.pl odnoszącej się do znanego filmiku z Sieci napisałem tak: "Jeżeli - czysto hipotetycznie - film przedstawia dobijanie rannych, w szczególności prezydenta RP i generałów, to mielibyśmy do czynienia z faktyczną wojną między Polską a Rosją. Smutna prawda jest taka, że implikacje takiego stanu rzeczy byłyby tak przerażające (mając na uwagę także to, w czyich rękach jest teraz Polska i w jakim stanie jest nasza obronność), że nawet gdyby ta hipoteza była prawdziwa, to nie wiem czy nie lepiej byłoby udawać, że to nieprawda. Po prostu nie wiem."

    Myślę, że na dziś musimy jednak przede wszystkim dokończyć wojnę wewnątrz-polską, z naszymi sumieniami. Ci politykujący muszą tłumaczyć tym żyjącym normalnie, jak mogło dojść do tak wielkiego kłamstwa na temat pary prezydenckiej. Bo każdy kto ma resztkę rozumu zastanawia się - jak to możliwe, że prezydent i jego żona z głupich, brzydkich nienawistników w jednej chwili stali się pięknymi, kochającymi ludzi, niezłomnymi patriotami. Kim był TW Bolek a kim TW Stokrotka, czym był naprawdę okrągły stół, kto stał za WSI, kto liczył głosy w 1992 itd. - nadal wiele ludzi tego po prostu nie wie. Gdy wygramy wojnę o prawdę przyjdzie czas naprawy naszego kraju i dopiero wtedy do niewygodnych dla Rosji pytań o Pierwszy Katyń dołączymy pytania o Katyń 2010.

    OdpowiedzUsuń
  3. toyahu,

    dziękuję za link do wywiadu z JMR.

    Jeden fragment wywiadu tutaj podkreślę, ten, w którym Rokita odniósł się do odpowiedzi, udzielonej przez kandydata Komorowskiego reporterowi Miecugowowi, gdy ten ostatni pytał o wakujące urzędy i ich obsadzanie, a w tle przesuwał się kondukt żałobny z trumnami poległych. Komorowski odpowiedział mu spokojnie, nie zważając wcale na niestosowność chwili: "państwo jest domeną zdobywców".

    Zdobywców? Myśliwy ogląda ubitą sztukę, wiezioną właśnie przed jego oczami, czując sie przy tym jako dumny "zdobywca"?

    Zimna, cyniczna, wyrodna kanalia Komorowski.

    OdpowiedzUsuń