wtorek, 3 lipca 2018

OSHEE, czyli po co umierać za Ojczyznę?


      Mój serdeczny kolega Wierzący Sceptyk zaznaczył tu niedawno bardzo wyraźnie, że on sobie nie życzy trafiać tu na teksty traktujące o sporcie i o masowych mordercach, co ja, mimo że na parę tysięcy tekstów, które tu opublikowałem, zaledwie paręnaście może dotyczyć wspomnianych zagadnień, odnoszę do siebie. I oczywiście chętnie by ową uwagę zlekceważył, jako jeszcze jeden z dowodów na to, że tu najczęściej myśli są szybkie, a słowa bylejakie, gdyby nie fakt, że również w tych dniach mój inny serdeczny kumpel Coryllus z kolei zauważył, że ja, zamiast pisać na tematy bieżące i ważne, traktuję ten portal wyłącznie jako miejsce, gdzie mogę publikować swoje felietony z „Warszawskiej Gazety”. Skoro jednak sprawy się mają tak, a nie inaczej, dziś znów będzie o sporcie, a ja mam już tylko nadzieję, że Wierzący Sceptyk znajdzie sobie dziś jakieś inne, znacznie ciekawsze, źródło inspiracji.
       Otóż oglądam, jak wielu z nas, mecze piłkarskich mistrzostw świata i coraz bardziej utrzymuję się w przekonaniu, że tym razem jednak nasi okazali się absolutnie najgorsi. Gorsi od Panamy, Arabii Saudyjskiej, Maroka, a nawet – wbrew wszelkim nadziejom – Japonii, która wczoraj oczywiście spieprzyła, ale wciąż nie ma się czego wstydzić. Był moment kiedy wydawało się, że, gdy chodzi o poziom zgnuśnienia, z odpowiednią gracją pokonali nas Hiszpanie, ale po pewnym zastanowieniu, dochodzę do wniosku, że i tym jednak razem nasze Orły pozostały niepokonane.
       Dodatkowo, jakby tego było mało, wpadłem wczoraj właśnie na coś, co oczywiście wiele nie zmienia, ale, owszem, nasze sportowe emocje i wrażliwość zdecydowanie ubogaca. Otóż kiedy już wiadomym się stało, że polska drużyna wraca z tej bitwy na tarczy, nasza pierwsza gwiazda Robert Lewandowski udzielił wypowiedzi Polskiej Telewizji i oznajmił mniej więcej coś takiego: „Wielokrotnie rozmawiałem z mediami i na pytanie, czy jesteśmy faworytem grupy odpowiadałem, że nie. Podkreślałem, że trafiliśmy do najtrudniejszej grupy na mundialu i mam wrażenie, że czasem nie chcieliście usłyszeć tego, co my mówiliśmy. Tymczasem zarówno Senegal, Japonia jak i Kolumbia, to najsilniejsze drużyny na swoich kontynentach. W tej sytuacji, naprawdę nie było łatwo”. Wysłuchałem tej opinii i pomyślałem sobie, że jest w tym sens. Jeśli spojrzymy na to w ten akurat sposób, całe to gadanie o różnych stylach, oraz o tym, że drużyny z Afryki potrafią zaskoczyć, nie ma większego znaczenia. Zjawisko globalizacji przekracza wszelkie dotyczasowe granice i również w sporcie poziom profesjonalizmu staje się coraz bardziej wyrównany, a jeśli do tego dochodzą tego typu kryteria, to czemu się tu dziwić? I kiedy oglądamy kolejne mecze, widzimy tylko, jak bardzo owa prawda się potwierdza.
        Tymczasem stało się tak, że wczoraj trafiłem na rozmowę, jakiej, jeszcze przed rozpoczęciem mistrzostw, ten sam Robert Lewandowski udzielił, rozdawanemu swoim klientom przez niemiecką sieć drogeryjną Rossmann, magazynowi „Skarb”, gdzie na pytanie: „Nie martwi was, że na co dzień nie mierzycie się z tak mało znanymi w Europie zespołami i nie znacie ich stylu gry?”, mówi on co następuje: „Według mnie losowanie było dla nas dobre i te zespoły są w zasięgu naszych możliwości”.
      Mijają kolejne dni, kolejne drużyny wypruwają z siebie żyły, by, nawet jeśli przyjdzie im przegrać, wyjść z tych mistrzostw z honorem, a ja mam przed sobą rozmowę z Lewandowskim i jeszcze coś nadzwyczaj wymownego. Otóż ilustrację tego wywiadu stanowi pięknie upozowane zdjęcie Lewandowskiego, gdzie ten, z walecznie zaciśniętą pięścią i niemym wrzaskiem na ustach, prezentuje opaskę z napisem „OSHEE”, a gdyby to klientom Rossmanna było zbyt mało, by się połapać, w czym rzecz, na sam koniec rozmowy nasza gwiazda mówi: „Filozofia marki OSHEE jest bliska mojej – samodoskonalenie i motywowanie do aktywnego trybu życia. To marka, która stale się rozwija, wchodzi na kolejne rynki międzynarodowe, nie stoi w miejscu. Dla siebie wybrałem czteroskładnikowy napój cytrynowo-grejpfrutowy – najbardziej go lubię”.
      A my już wiemy, jak przebiegały przygotowania naszych Orłów do tego piłkarskiego święta.
      A na koniec jeszcze jedna, wcale nie nowa, refleksja. Otóż ja wcale nie uważam, że priorytety, jakie stawiają sobie ludzie tacy jak Lewandowski, są nieodpowiednie. Oni kalkulują jak najbardziej nowocześnie i z duchem czasu. W końcu, jaki jest sens wyrywać sobie serce z piersi wyłącznie po to, by się okazać sprytniejszym w kopaniu piłki od jakiegoś wytatuowanego przygłupa z Brazylii, czy Chorwacji? Lub jeszcze inaczej: jaki jest sens zdychać za Ojczyznę?    

Zachęcam wszystkich do kupowania naszych książek. Każda z nich jest dostępna w księgarni na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl i w warszawskim sklepie Foto-Mag. Gdy chodzi o moje, to jeszcze można napisać na adres k.osiejuk@gmail.com.

3 komentarze:

  1. Ci szpece od reklamy też mają pod kopułami, Lewandowski w reklamie jest mistrzem świata co najmniej ponieważ użył odpowiedniego szamponu, co potem dość mocno kontrastuje z tym co widać na boisku.
    Zamiast zrobić reklamę na ludzie bez spiny na nie wiadomo co:
    https://youtu.be/S-L2QK_nQhI

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze uważałem, że z dwojga złego lepiej zabijać za Ojczyznę niż umierać.

    OdpowiedzUsuń
  3. https://wiadomosci.wp.pl/nowa-reklama-kolo-wawelu-jedna-z-tysiaca-w-calym-kraju-6031705390703745a
    Kto jeszcze pamięta, jak zaczynało Oshee?

    OdpowiedzUsuń