sobota, 16 września 2017

O niemieckiej kulturze i pięciu pieczątkach

Moja akcja, ogłoszona w czwartkowej notce, a zatytułowana prosto i w punkt „Złotówka na Toyahuja” trwa i ma się nad wyraz dobrze. Pozostały nam jeszcze trzy dni, bym we wtorek mógł ogłosić wyniki i zebrane pieniądze przekazać do parafii w Kiekrzu. Tych, którzy mają na ten blog oko szczególne, zapewniam, że wszystko, co zostanie wysłane po godzinie 14 w poniedziałek, wydam na papierosy i alkohol, a jak się trafi to i może narkotyki. Póki co, zapraszam do czytania mojego ostatniego felietonu w „Warszawskiej Gazecie”.    


    Wbrew intensywnym zabiegom ścisle określonych środowisk politycznych po obu stronach, by sprawę ostatecznie zamknąć, a nad tym, co jeszcze pozostało, zaciągnąć parawan milczenia, kwestia stosunków polsko-niemieckich powraca ze zwielokrotnioną siłą. Za każdym też kolejnym razem wygląda na to, że tak długo, jak wspomniane środowiska będą udawały, że wszystko jest w porządku, napięcie po drugiej stronie będzie się tak kumulowało, że wszystko skończy się najzwyklejszym wybuchem.
     Co w tym jest szczególnie zastanawiąjące, to fakt, że  strona niemiecka, a więc, wydawałoby się, najbardziej zainteresowana w tym, żeby mieć wreszcie swięty spokój, nie robi nic, by owo napięcie łagodzić. Wręcz przeciwnie, co chwila po tamtej stronie pojawiają się głosy i gesty, które napięcie wyłącznie zaogniają. Oto w tych dniach, w niemieckim dzienniku Sueddeutsche Zeitung , wystąpił niejaki Heribert Prantl i zarzucił Węgrom „brak wychowania”. Ja oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że gdzie Węgry, a gdzie Polska, a tym bardziej, że akurat w relacjach z Węgrami owa słynna niemiecka bezczelność może im dawać poczucie większej swobody, niż ma to miejsce w przypadku Polski, mimo to, tym akurat razem, pojawiło się coś, co woła o komentarz, mianowicie owo „dobre wychowanie”.
      Rzecz w tym, że Niemcy akurat mają tu osiągnięcia rozpoznawane nie tylko na Węgrzech, ale wszędzie na świecie, Polski stąd w żadnym wypadku nie wyłączając. Jestem przekonany, że każdy w miarę historycznie uświadomiony Polak, czytając  wypowiedź owego Prantla, musi poczuć ów dreszcz ściśle określonych emocji. Tak zwana „niemiecka kultura”, nierozerwalnie, jak wiemy, związana z owym wspomnianym przez Prantla „dobrym wychowaniem”, to coś, z czym się musiał spotkać każdy z nas, zwłaszcza w sytuacjach, nazwijmi je granicznymi. A zatem, jeśli dziś na pierwszy front politycznej walki o przyszły kształt Europy Niemcy wysyłają kogoś takiego jak Prantl, z takim a nie innym przekazem, to znaczy, że w tym szaleństwie musi być metoda. Oni ewidentnie chcą nas zirytować. Po co? No, tego niestety poki co nie wiemy.
      Ja bym jednak chciał jeszcze przez chwilę pociągnąć wątek owego „dobrego wychowania” i wspomnieć coś, co każdy z nas może w każdej chwili obejrzeć w muzeum w Auschwitz, gdzie wśród najróżniejszych pamiątek, widzimy dokument stwierdzający, że pewien człowiek został skazany na trzy dni karceru za to, że zrobił kupę za barakami, zamiast w toalecie. Dokument jest sporządzony bardzo starannie, a na nim widzimy pięć pieczątek i sześć podpisów. Pięć niemieckich pieczątek i sześć niemieckich podpisów, poświadczających, że więzień zachował się niekulturalnie i że kara została nałożona zgodnie z przepisami. Nic nie zmyślam. To jest do sprawdzenia.
      Mam więc dziś do Niemców jedno przesłanie: Uważajcie, bo igracie z ogniem. Jeśli się nie opanujecie, to tutaj już nikt nie będzie zauważał imigrantów z Afryki, czy Ukrainy. Cała nasza uwaga będzie się koncentrowała na ludziach mówiących po niemiecku.

Bardzo serdecznie zachęcam do odwiedzania księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, gdzie można kupić książki najlepsze, dla najlepszych. No dobra, mówię o najlepszym sorcie.
     

   

11 komentarzy:

  1. Czytając poniższe, uśmiechnąłem się, i rzeczą oczywistą jest napisanie:
    "nie strasz, nie strasz, bo się zesra..sz"
    Widzę, że żartuch z Pana. Od rana takie żarty!

    "Mam więc dziś do Niemców jedno przesłanie: Uważajcie, bo igracie z ogniem. Jeśli się nie opanujecie, to tutaj już nikt nie będzie zauważał imigrantów z Afryki, czy Ukrainy. Cała nasza uwaga będzie się koncentrowała na ludziach mówiących po niemiecku."

    OdpowiedzUsuń
  2. @adolf
    Widzę że ten blog dotarł poza granice Polski. Czekamy teraz na komentarz z Moskwy.

    OdpowiedzUsuń
  3. ...Oni ewidentnie chcą nas zirytować. Po co?...

    Co jakis czas im po prostu odbija. Wtedy zwykle napadali na sąsiadów i innych. Widać poczuli się pewnie po IIWŚ i dławią się swoim Ordnungiem. To też trochę wina Amerykanów - dali im się odkuć po stratach wojennych - to ci zaczynają podskakiwać. Na szczęscie mają kłopot imigrancki - i niech go mają jak najdłużej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemcami jest bardzo łatwo sterować. Komuś widać zależy.

      Usuń
    2. @Jarosław Zolopa
      Własnie. Amerykanie zrobili z nich przeciwwagę dla Rosjan w Europie, no ale oni chcą się teraz usamodzielnić. I marzą wprost o wyjsciu wojsk amerykańskich. Niedoczekanie - Amerykanie też mają swoje interesy.

      Usuń
    3. Jednak ten projekt ,aby po 45 roku wysterylizować cały ten naród nadludzi nie był taki zły.

      Usuń
  4. Niepokoi mnie ta niemiecka buta. Ona nie jest przypadkowa. Ci krzykacze mówią to, czego merkel nie może (jeszcze) oficjalnie powiedzieć. Takie ichnie palikoty, choć niestety nie skończą jak nasz januszek.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Toyah
    Moja szwagierka (l.24) spotyka się z Niemcem. On jest niezwykle przystojny, ekokwentny, za chwile będzie świetnie wykształcony i - co oczywiste - jest bardzo dobrze wychowany. Zwróciłem jednak uwagę, że nienaturalnie często podkreśla, że jest Bawarczykiem (on z Monachium, dziadkowie - Austriacy), sugerując, że z tymi wsiowymi Prusakami z Berlina nie ma nic wspólnego. Znamienne to obecnie. Co z nimi będzie dalej, ja nie wiem, ale mam na nich oko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę ma rację, bo Bawarczycy (i Austryjacy) to inna populacja, nie tylko historycznie, ale i genetycznie. Prusacy to zgermanizowani Słowianie "północni". Tyle, że Adolf nie był Prusakiem...

      Usuń
    2. To jest bardzo charakterystyczne dla Bawarczyków. Pracuję z nimi od 9 lat. Bywam tam dość często i na tyle dobrze ich znam, że bywam także prywatnie w domach (jakieś grille itp.), więc tam mam okazję porozmawiać powiedzmy trochę bardziej szczerze niż w firmie. To nie tylko on podkreśla, że nie ma nic wspólnego z "chamkami" z północy. To jest tam standard. Oni uważają, że są bardziej otwarci, w ogóle że "są bardziej"...

      Usuń
    3. Acha, to mnie uspokoiliście. Pewnie to jakaś poza młodego Niemca, bo niezgermanizowanymi Słowianami nie gardzi.
      Ja Bawarczyków tak nie znam. Ich "otwartość" i "bycie bardziej" kojarzą mi się z takimi zawodnikami jak Goring i Himmler. Ci Bawarczycy to mogliby mieć wręcz na nazwisko Otwartość i Bardziej.

      Usuń