środa, 20 września 2017

Czy Rolling Stonesi mają coś do ukrycia?

      Proszę sobie wyobrazić, że właśnie dostałem wiadomośc od naszego kumpla Tomka Bereźnickiego, w której informuje mnie on, że przyszło mu wziąć udział w koncercie Rolling Stonesów. Przyznaje bez bicia, że jeszcze parę dni temu nie miałem bladego pojęcia, że tych czterech staruszków jeszcze się produkuje na scenie, natomiast tak się cudownie zdarzyło, że dokładnie w tym samym dniu, co Tomek wysłał mi maila z informacją o swojej przygodzie, znalazłem na Youtubie zapis całego koncertu wspomnianych Rolling Stonesów z Dusseldorfu czy Hamburga, więc byłem mniej wiecej na bieżąco.
      W swoim mailu Tomek pisze coś dla mnie absolutnie niezwykłego, a co ja muszę tu zacytować słowo w słowo: „Teraz bardziej to zrozumiałem, dlaczego oni nie łapiąc się teoretycznie nawet do pierwszej setki zespołów i tak są najlepsi”. Jak mowię, wprawdzie nie na żywo, ale jakoś tam obejrzałem ten występ na Youtubie i potwierdzam. Od nich wszyscy są lepsi, a oni i tak rządzą. Jak to się stało? Być może się dowiemy, kiedy ktoregoś dnia oni będą grali swój kolejny koncert, każdy z nich w jednej chwili umrze i rozlegnie się głos. Jego głos.
      Proszę sobie może poczytać mój tekst na ich temat zamieszczony w ksiące „Rock and roll, czyli podwójny nokaut”.


      Pisałem już o tym w innym miejscu, ale powtórzę. Otóż ja bardzo źle znoszę sytuację, kiedy któryś z bardziej, słusznie, czy mniej słusznie, uznanych muzyków, lekceważąco wypowiada się na temat zespołu Led Zeppelin. Oczywiście, nikt pewnie tu nie przebije Pete’a Townshenda, głównie ze względu na to, że ja nie bardzo umiem sobie wyobrazić, jakim prawem ktoś taki jak Townshend może się wypowiadać lekceważąco o kimkolwiek, poza być może swoim kumplem z zespołu Rogerem Daltreyem, ale też przez ów szczególny rodzaj obślizgłości, z jaką on swoje opinie na dowolny temat ma zwyczaj przekazywać. Niedawno jednak trafiłem na Keitha Richardsa, i to, przyznam, mi wystarczy, żeby to, co wcześniej chciałem pisać o Rolling Stonesach nieco przearanżować.
     Co zatem takiego mówi nam Richards na temat zespołu Led Zeppelin?  On wprawdzie nie jest aż tak desperacko bezpośredni jak Townshend, ale, owszem, też robi wrażenie. Poproszony mianowicie o opinię, mówi, że dla niego Led Zeppelin, to przede wszystkim Jimmy Page, który jest fantastycznym gitarzystą, później przez dwie minuty gada o Page’u, by na koniec znów się głupkowato uśmiechnąć i powtórzyć, że Led Zeppelin to Page, i tylko Page.
      W tej sytuacji, ja bym chciał powiedzieć, co to takiego ci Rolling Stonesi. I tu spróbuję temat ująć trochę w podobny sposób, w jaki sprawę Led Zeppelin ujął Keith Richards, a więc nie skupiając się na tym, w jaki sposób Rolling Stonesi stanowią jedno z najważniejszych zjawisk w muzyce rock’n’rollowej, ale w jaki sposób Rolling Stonesi są, jeśli nie wyłącznie, to przede wszystkim, produktem. Produktem pierwszej klasy, ale produktem. Takim samym produktem, jak produktem jest na przykład Superman, Spider-Man, czy słynne piosenkarskie duo John Lennon i Yoko Ono.
      Myślę, że wystarczy spojrzeć na jakiekolwiek zdjęcie zespołu, szczególnie z ostatniego (sic!) okresu ich aktywności, czyli już po odejściu Billa Wymana, by wiedzieć, co mam na myśli. Tam nie ma jednej zmarszczki na ich twarzach, jednego błysku w oczach, jednego kosmyka włosów na ich głowach, który jest autentyczny. To co widzimy, to efekt – już chyba jednak ostateczny – 50 lat pracy najwybitniejszych na świecie stylistów i specjalistów od wizerunku. A co dla nas ciekawsze, również to, co zespół robi od dziesiątek już lat na poziomie muzycznym, to też wynik dokładnie tej samej pracy.
      Oczywiście nie będę się wygłupiał i negował fakt oczywisty, a więc choćby to, że jeden z ostatnich koncertów zespołu, a więc ich debiut w Glastobury jest jednocześnie jednym z ich najlepszych, jaki zdarzyło mi się oglądać, jednak nie oszukujmy się. Jeśli spojrzeć na nich i słuchać tych piosenek bez tych wszystkich emocji, zupełnie na zimno, i to nawet bez szczególnej złośliwości, to przecież to, co widzimy, jest autentycznie śmiechu warte. Przecież oni nie są już nawet w stanie się przestać choćby na moment wygłupiać. Trzech starych dziadów pozujących na steranych życiem czarnych bluesmanów, plus ten czwarty, zachowujący się, jakby go ktoś czterdzieści cztery lata temu nakręcił, i od tego czasu tylko wymieniał baterie. I to ma być sztuka?
     Ktoś z całą pewnością powie teraz, że tak; że to właśnie jest sztuka. Że i to ich granie i te ich piosenki i ta wieczna energia to sztuka najczystsza, i nie mająca sobie równej. Zastanówmy się więc, jak to z tymi Rolling Stonesami było przez te wszystkie lata? Jak wygląda ów bilans po 50 latach? Popatrzmy więc przez chwilę, już może nie na Beatlesów, bo to by było zagranie bardzo nieczyste, ale na Hendrixa, który też przecież nie wszedł do historii dzięki fantastycznym piosenkom. Otóż on grał praktycznie tylko przez trzy lata, wydał cztery płyty i na koncertach grał wciąż te same dziesięć piosenek, z których – jako osobne, godne zapamiętania – można pamiętać „Voodoo Chile”, „Crosstown Traffic”, „Purple Haze”, „Who Knows”, „Machine Gun”, i te parę bluesów, które wciąż zmieniały tytuły. Powtarzam: dziesięć piosenek, trzy lata i koniec.
     Rolling Stonesi wkraczają właśnie w swoją szóstą dekadę, i z tym samym do porzygania szpanem, co pięćdziesiąt lat temu, raz na parę lat ruszają w kolejną stadionową  trasę i tłuką te same dziesięć przebojów, doskonale wiedząc, że całej reszty równie dobrze mogłoby nie być. A już zwłaszcza tych dwóch numerów Richardsa właśnie, które musimy obowiązkowo wysłuchać, kiedy Jagger za kulisami poddawany jest transfuzji. A, żeby nikt nie zapomniał, że oto mamy prawdziwą historię rocka, to na trzeci bis, zawsze nam przywalą „Satisfaction”. Gdyby ktoś nie pamiętał – z roku 1965.
      I w tej oto sytuacji, poproszony o opinię na temat zespołu Led Zeppelin, Keith Richards – ani szczególnie wybitny gitarzysta, taki sobie kompozytor, żaden wokalista, ale za to jedna z najsłynniejszych masek współczesnej kultury pop – nagle potrzebuje się robić strasznie przebiegły i coś tam plecie na temat tego, że Jimi Page to wybitny gitarzysta, natomiast Led Zeppelin… sami wiecie. Jeszcze tego brakowało, żeby i na Page’a postanowił ponarzekać!
      Nie ma żadnej wątpliwości co do tego, że Rolling Stonesi mają swoje miejsce w historii tej muzyki i nikt im go nie odbierze. Te paręnaście piosenek, które oni wyprodukowali przez te 50 lat to jest kanon rock’n’rolla. Faktem jest, że nawet dziś jeszcze, każde kolejne pojawienie się tych ludzi na scenie tworzy naprawdę poważną jakość, natomiast inną sprawą jest to, że przyznając im to co do nich należy, nie powinniśmy zatracać proporcji. A już na pewno nie wypada, by taki Keith Richards przychodził i próbował opisywać zespół Led Zeppelin z pozycji nauczyciela, bo nawet jeśli uznamy, że muzycznie on i jego koledzy zasłużyli sobie na specjalne prawa, to zawsze pozostaje sprawa Briana Jonesa, i z tego ani on, ani żaden z nich się nie wytłumaczy. A już zwłaszcza, gdy po przeciwnej stronie będą mieli Page’a, Planta i John Paul Jonesa, którzy, kiedy zmarł Bonham mieli w sobie na tyle artystycznej i ludzkiej powagi, by machnąć na ten cały biznes ręką i nie robić z siebie wystawy.

Moja książka o muzyce jest do kupienia tu. Polecam serdecznie.


38 komentarzy:

  1. Ja sądzę, że mają mnóstwo do ukrycia. Wpadła mi ostatnio w ręce "autobiografia" Richardsa, w oryginale, wydana w 2010 i zatytułowana "Life". To jest dopiero produkcja - historia spisana tak kokieteryjnym, wyrafinowanym slangiem, że po pierwszych dziesięciu stronach staje się nieznośna. Taka arystokratyczna podróba, misterna mistyfikacja - wszystko po to, żeby zamglić prawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Her Man
      Jestem pewien, że ona jest napisana dokładnie tak, jak miała być napisana. Tam każda literka jest na swoim miejscu.

      Usuń
    2. A żebyś wiedział, że tak. Tak właśnie - każda literka na swoim miejscu.

      A co do tej niwelacji, którą Richards stosuje wobec bardziej uzdolnionych osób (nie tylko muzyków, także pisarzy i polityków)- to jest jakby główny podprogowy nurt tej biografii, bardzo obecny. I nie uwierzysz, ale jest tylko jedna osoba, wobec której on czuje się niezręcznie, gaśnie i traci cały swój animusz. Wiesz kto? Johnny Cash.

      Usuń
    3. @Her Man
      Wiem. Na youtubie jest nawet fragment, gdzie on opowiada o tym, jak Cash grał na gitarze. Tam bardzo dobrze widać, jak on gaśnie.

      Usuń
    4. "..kiedy zmarł Bonham mieli w sobie na tyle artystycznej i ludzkiej powagi, by machnąć na ten cały biznes ręką i nie robić z siebie wystawy.." Co za porowanie. Jakbys nie znal historii zespolu. Przeciez to sa dwie zupelnie odmienne sytuacje. Bonham byl genialnym artysta i filarem LZ plus w super relacjach z kolegami a Jones pod koniec prawie ze nieobecny artystycznie. RS mieli zawiesic dzialalnosc bo umarl facet ktorego sami wycinali a on pomagal w tej alienacji?

      Usuń
    5. @zebek
      Nie zrozumiałeś. Moje pretensje do Stonesów sięgają znacznie głębiej niż do tego, że oni nie zawiesili działalności po śmierci Jonesa.

      Usuń
    6. bardzo dobrze zrozumialem. Skoro tak piszesz jest to zarzut i jak zauwazylem pozbawiony logiki. no ale nie szkodzi. nie pierwszy to i nie ostatni pewnie taki przypadek ale czyta sie Ciebie dobrze. kiedy bedzie druga czesc Podwojnego nokautu?

      Usuń
    7. @zebek
      Jednak będę się upierał, że nie zrozumiałeś.
      Co do książki, z bólem serca muszę powiedzieć, że jednak nie damy rady. Druga część mam praktycznie gotową, ale, jak mówię, czarno to widzę.

      Usuń
  2. "Trzech starych dziadów pozujących na steranych życiem czarnych bluesmanów, plus ten czwarty, zachowujący się, jakby go ktoś czterdzieści cztery lata temu nakręcił, i od tego czasu tylko wymieniał baterie."
    Ja sie zastanawiam juz od dlugiego czasu dlaczego oni nie wycofali sie jakies 30 lat temu i nie przeszli na calkiem przeciez suta emeryture?
    Moze po prostu zamierzaja umrzec wszyscy na scenie, odgrywajac te stare kawalki z lat 60-ych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Szczodrocha33
      I to jest właśnie ta tajemnica.

      Usuń
  3. Marazm z Rotterdamu20 września 2017 17:15

    Każde imperium usiłuje narzucić innym swoją narrację. Tak imperium brytyjskie mantruje o Beatlesach i Stonesach, jakoby to były ikony kanony obowiązujące wszystkich na wieki wieków. Ja, podobnie jak Korwin Milewski nie dał się nabrać na "magnetyzm" Piłsudskiego nie nabieram się na żadne "magnetyczne" Stonesy. Co innego AC/DC z Bonem Scottem, to jest dopiero czad, technicznie wbrew pozorom nie takie proste do zagrania. Jest na czym ucho zawiesić. Również The Who :), przynajmniej z koncertówki "Live At Leeds" z 1973r (za wyjątkiem fragmentu z rock operą, bo to faktycznie bzdet). Muzyka to nie magia, emocje, czary czy show, ale matematyka. Wybitni kompozytorzy (obojętnie jaki gatunek muzyczny) to matematycy, nie kaznodzieje czy showmani (no, może przy okazji..). A Page wyjątkowo utalentowanym BYŁ, bo chyba od blisko czterdziestu lat nie stworzył ani jednego kawałka, za posłuchanie którego warto by było zapłacić. Prawdziwi geniusze są kreatywni całe życie..
    Polecam przy okazji felietony Adama Fulary (niezwykłego instrumentalisty w skali światowej) dla magazynu "Gitarzysta", ale dostępne w internecie. Co prawda są chyba adresowane raczej dla młodych muzyków, ale wg mnie warto je przejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Marazm z Rotterdamu
      Przy całym szacunku, nie zgadzam się z ani jednym zdaniem z Twojego komentarza.

      Usuń
    2. Marazm z Rotterdamu20 września 2017 19:38

      Rozumie więc Pan, jak się poczułem po przeczytaniu "Podwójnego nokautu", musiałem to z siebie wyrzucić, jak nadarzyła się sposobność ;). Aczkolwiek czytało się ją dobrze, więc książkę polecam..
      A muzyka to przede wszystkim matma. Jam nie umysł ścisły, więc takie stwierdzenie sprawia mi ból i dyskomfort, ale trudno, trzeba to przyjąć do wiadomości. "Prawda was wyzwoli". Niech Pan spyta muzyków. Pozdrawiam

      Usuń
    3. @Marazm z Rotterdamu

      Proszę Cię, zobacz i posłuchaj, co Stonesi wyprawiali na koncertach w Teksasie w 1972.

      Usuń
    4. @Marazm z Rotterdamu
      Wśród swoich znajomych mam wielu muzyków, wszyscy są książką zachwyceni. Autentycznie.

      Usuń
    5. @Marazm z Rotterdamu
      No i najważniejsze. ACDC jest znakomite. Po prostu znakomite.

      Usuń
  4. A przy okazji kultury i tegoktórynieprzepuszczażadnejokazji: projekt kraina grzybów skończył z tajemniczością i oficjalnie pokazał twórców, a właściwie twórcę, niejakiego Wiktora Striboga (to jest nazwisko!). Młody pan jak sam mówi postanowił stworzyć "coś, o czym nie możesz przestać myśleć, więc zarażasz tym kolejne osoby". Robi też inne rzeczy, jak "Piwnica", czyli wizualną interpretację opowiadania Twardocha, we współpracy z artystką Aleksandrą Waliszewską. Zerknąłem w google grafice na obrazy/rysunki tej pani i generalnie wszystko tam się zgadza. Wyłożone jak na tacy. Jak pan mówił - tylko pustka i śmierć. I kozły. Ale ludzie sądząc po wpisach w sieci samym projektem krainy byli zwykle zachwyceni tylko dlatego, że to było coś naprawdę na poziomie. Co jest szczególnie widoczne w sytuacji kiedy zewsząd otacza nas ten artystyczny chłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @rocky
      Bardzo mi miło, że z taka uwagą czytasz moje teksty:
      http://toyah1.blogspot.com/2017/05/czy-w-ministerstwie-kultury-powstaje.html

      Usuń
    2. To przepraszam. Generalnie czytam Pana i Coryllusa, ale mam niekiedy kilkudniowe dołki i nie daję rady. Nie zawsze mam potem siłę żeby nadrobić. To chyba ten przypadek. Albo to wyciąłem z głowy. Nie wiem.

      Usuń
    3. @rocky
      Nie ma problemu. Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  5. @autor
    Szkoda, że pana to nie zainteresowało :(
    http://film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/zabic-zastraszyc-zaklamac-sprawa-przemyka-trafi-na-ekran/dknjzz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @logik
      Że co mnie nie zainteresowało?

      Usuń
  6. W charakterze zakładki do książki używam wycinków z gazet. Na jednym z nich jest fotografia Richardsa w kapelusiku, makijażu itd. I to idzie tak:

    Odporność 64-letniego Keitha Richardsa na skutki wchłaniania wszelkich używek zainteresowała lekarzy. Chcą zbadać jego ciało po śmierci. Jakież było ich zdziwienie, kiedy dowiedzieli się, że Keith wirusowe zapalenie wątroby wyleczył... sam. Zainteresowany wyjaśnia: Po prostu byłem sobą.

    W tej książce, o której pisze Her Man, pewnie więcej takich kitów.

    Mam jeszcze może być, że bardzo głupie pytanie. Czytając komentarze pod tą samą Twoją notką o Stonesach, ale w Szkole Nawigatorów, trafiłam na ciepłe słowa o Chase. Nigdy wcześniej tego zespołu ani o nim nic nie słyszałam. Znakomite to jest. Na razie wysluchałam ich płyty Ennea. I tu moje pytanie. W każdym odcinku serialu "07 zgłoś się" o poruczniku Borewiczu na początku słychać długi, prześwietny fragment siódmego kawałka z tej płyty Chase. Jako kompozytor "07" w napisach, na filmwebie, na wikipedii, wszędzie, występuje Włodzimierz Korcz. Pytanie moje brzmi: jak to możliwe? Toż to większy numer niż zrobił Cugowski, kiedy znowu w życiu mu nie wyszło.

    https://www.youtube.com/watch?v=K-YyMpHtOpA&list=PL8a8cutYP7fqHkSTKzPevQ9Jjr21yUp5V&index=7

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Mela
      Kurcze, nie umiem połączyć tych dwóch kawałków, ale z tego co pamietam, to jest bardzo prawdopodobne. Nie ma się czemu dziwić. To jest u nich nawyk.
      A Ty wiesz, jak Cugowski tłumaczył, dlaczego oni nie podpisali tamtego kawałka nazwiskiem Withersa? Bo to była komuna i cenzura by im nie pozowliła wydać piosenki napisanej przez kogoś z z Zachodu. Naprawdę tak powiedział.

      Usuń
    2. Wiem, bo czytam Cię od dawna. Ale ten motyw z Chase, jeden do jednego, podpisany przez kogoś innego, "to się nadaje do prasy".

      Usuń
    3. Gdybyś mogła mi znaleźć gdzieś ten motyw z O7, byłbym wdzięczny.

      Usuń
  7. Toyah, coś się schrzaniło albo zmieniło, nie mogę tu nic zamieścić, szkoda. Tym razem nie kazało rozpoznawać aut i znaków drogowych.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Mela
    Nic się nie schrzaniło. Z powodów technicznych, musiałem włączyć moderację starszych komentarzy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Toyah, spójrz wzwyż, na mój porzedni komentarz. Chase. Ja tam pytam Cię przede wszystkim o Chase.

    OdpowiedzUsuń
  10. no i prawie wszystko jasne, napewno pan już to też sprawdził, ale dla wszystkich innych cyt. za wiki "Part of the song "Cronus" was featured in the intro to the Telewizja Polska show "997"
    pierwszy raz słyszę o takiej kapeli
    pozdrawiam wszystkich
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  11. @Peter Szymon
    No to jesteśmy w domu. Chase to był wybitny zespół. Zginęli w katastrofie samolotowej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Na ile czas mi pozwolił, przeszukałam sieć i znalazłam tylko końcową wokalizę Markowskiego.

    Tej muzyki Korcza z Chase możesz posłuchać na VOD TVP, tyle, że trzeba tam jakąś stójkę na dwunastnicy wykonać, żeby mieć dostęp, ale "07" leci jak widzę prawie codziennie na TVP Seriale, jeśli masz coś takiego (ja nie mam).

    http://programtv.interia.pl/szukaj?q=07+zg%C5%82o%C5%9B+si%C4%99&x=0&y=0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Mela
      No niestety, stójka nie wystarczyła. Musiałem natomiast im wysłać dwa razy po 6 zł. Tak że jak się spotkamy jesteś mi winna kawę plus ciasteczko.

      Usuń
  13. Toyah, ale się pomyliłam strasznie, ma rację Peter Szymon, to była muzyka do 997. Wytnij, proszę moje komentarze. Ależ mi się te dwie rzeczy złączyły w jedno, i jeszcze Korcza w to wmieszałam. Przepraszam wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  14. A na przeprosiny tu jest 997 z Chase, podpisany, jak trzeba:

    https://www.youtube.com/watch?v=GuGorH-Wgfw

    Jeszcze raz przepraszam, wstyd mi. Jak to jednak trzeba się pięć razy upewnić. Sama widzę tyle głupot i pomówień w internecie, a i mnie się przytrafiło palnąć i niewinnego człowieka oskarżyć. Tfu. Na usprawiedliwienie dodam, że próbowałam ten początek serialu znaleźć, żeby mieć pewność, ale naprawdę nigdzie nie było. Oj, przestaję komentować, to nie na moje nerwy.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Mela
    Nie przejmuj się. Gdyby nie Ty, wiedzielibyśmy znacznie mniej niż wiemy dziś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się porobiło.

      Dziękuję za dobre słowa, to bardzo miłe z Twojej strony.

      Wychodzi na to, że zobaczymy się na najbliższych targach w Warszawie. Poznasz mnie po kawie i ciastku.

      Usuń
  16. @Mela
    Z bólem serca muszę Cię poinformować, że Klinika Języka w tym roku na targi nie wyjeźdża. Może w przyszłym.

    OdpowiedzUsuń