niedziela, 24 września 2017

Madame L'Oréal, czyli historia pewnego opętania

Oto dotarła do nas wiadomość, że w wieku 94 lat zmarła Liliane Bettencourt i dziś najbogatszą kobietą świata jest jej córka, Francoise. Wiadomość jak wiadomość, natomiast wszystko nagle zaczyna wyglądać inaczej, gdy przeczytamy tekst, który się znalazł w mojej książce „39 wypraw na dziewiąty krąg”. Polecam serdecznie.


Kiedy przyglądamy się tu życiu i karierze potężnych rodzin finansowych, i to niezależnie od tego, czy to jest rodzina tak liczna i słynna jak Waltonowie, lub Kennedy, czy już nie tak spektakularnie wypełniająca stronice kolorowych pism, jak powiedzmy synowie Truetta Cathy, praktycznie w każdym z tych przypadków można zaobserwować pewne stałe zjawisko, a mianowicie niezwykłą wewnętrzna solidarność. Oczywiście zdarza się niekiedy, że gdzieś tu i ówdzie trafi się jakaś czarna owca, niemniej reguła jest taka, że oni stoją wobec całego świata, jak skała.
Czemu tak się dzieje? Wydaje się, że pierwszym powodem muszą być jednak te pieniądze. System bowiem jest tak skonstruowany, że oni, będąc oczywiście cały czas rodziną, są w pewnym sensie partnerami w biznesie i zwyczajnie nie mogą sobie pozwolić na nielojalność. Z drugiej jednak strony, tam musi być coś jeszcze, co sprawia, że owa lojalność przybiera kształt aż tak solidny. I moim zdaniem, za tym stoi fakt, że wielu z nich najczęściej miało jednak te rodziny bardzo liczne. Czy to weźmiemy takiego Kennedy’ego z czasów nam bardziej współczesnych, czy wspominanego już tu Astora, jeszcze z lat dawnych, oni naprawdę starali się, by mieć dużo dzieci i jakoś te dzieci wychować, no i skutecznie przygotować do owego szczególnego życia, jakie im zostało pisane. I na ogół, jak wiemy z historii, te zabiegi odnosiły skutek.
I oto dziś przed nami staje kobieta nazwiskiem Liliane Henriette Charlotte Schueller, bardziej nam znana pod nazwiskiem, jakie zyskała po mężu, francuskim polityku André Bettencourt, a może jeszcze bardziej pod nazwą marki, której jest jednym z głównych udziałowców, mianowicie L'Oréal. Właśnie tak – L'Oréal Betencourt, jeszcze w lutym 2014 roku najbogatsza kobieta na świecie z majątkiem 34 miliardów dolarów.
Popatrzmy więc, jak to się wszystko zaczęło. Urodziła się Liliane w Paryżu jako jedyne dziecko Louise Madeleine Berthe z domu Doncieux i Eugène Schuellera, założyciela L'Oréal, jednej z największych na świecie firm kosmetycznych. Kiedy miała zaledwie 5 lat zmarła jej mama i w ten sposób jej więzy z ojcem zacieśniły się jeszcze bardziej niż dotychczas. W roku 1950 poznała, a następnie poślubiła, niejakiego André Bettencourt, który niewykluczone, że dzięki temu układowi przez całe lata 60-te i 70-te pełnił ministerialne stanowiska we francuskim rządzie, a w końcu też awansował do pozycji wiceprezesa zarządu L'Oréal. Wydaje się, że aby uzyskać pełniejszy obraz tego, o jakich ludziach tu rozmawiamy, nie zaszkodzi przyjrzeć się owemu André i zastanowić, jakim to sposobem udało mu się trafić pod skrzydła L'Oréal.
Otóż we wcześniejszych latach Bettencourt był członkiem bardzo brutalnej faszystowskiej grupy, którą stary Schuller jeszcze w latach 30-tych finansował i wspierał politycznie, a która już w czasie II Wojny Światowej oczywiście kolaborowała z hitlerowskimi Niemcami. Kiedy wojna się skończyła, zarówno on, jak i wielu innych członków owej czarnej organizacji, został przygarnięty przez Bettencourta i mimo, a może bardziej dzięki swojej nienajlepszej przeszłości, stał się częścią L'Oréal. No i tym prostym sposobem, młoda Liliane poznała owego André, zakochała się w nim i została panią Bettencourt. Państwo młodzi zamieszkali w posiadłości Art Moderne w Neuilly-sur-Seine i mieli jedno dziecko, urodzoną w roku 1953 córeczkę, Françoise.
W roku 1957, kiedy stary Bettencourt wreszcie zmarł, Liliane, jako jedyny spadkobierca, odziedziczyła cały majątek i przejęła podstawową część udziałów w firmie ojca. W roku 1963 L'Oréal trafiło na giełdę, z tym że Bettencourt zachowała swoje udziały. Kiedy w roku 1974 pojawiło się zagrożenie, że L'Oréal może zostać znacjonalizowana, Bettencourt wpadła w panikę i połowę swoich udziałów zamieniła na 3% akcji w Nestlé S.A. Wedle danych na koniec roku 2012, Liliane Bettencourt jest właścicielem 30,5% podstawowych akcji L'Oréal, z czego 12.56% zostało zabezpieczonych na rzecz jej córki. Reszta, a więc niemal 70%, dzieli się między Nestle, publicznego właściciela i oszczędności firmy. W roku 2012 Bettencourt przestała pełnić funkcję Przewodniczącego Rady Dyrektorów L'Oréal, które to stanowisko przejął jej wnuk Jean-Victor, natomiast córka Françoise, oraz jej mąż Jean-Pierre Meyers, zostali członkami Rady.
Myślę, że jest to dobry moment, by się przyjrzeć owej Françoise, bo to w pewnym sensie ona się tu staje głównym bohaterem naszej historii, jednak zanim to zrobimy, wróćmy do roku 1987, kiedy to Liliane Bettencourt poznała fotografa i znanego francuskiego celebrytę o nazwisku François-Marie Banier. Kariera tego człowieka jest tak niepojęta, a jednocześnie podejrzanie typowa, że warto ją tu choćby bardzo krótko opisać. Mimo że urodził się w mniej więcej zwyczajniej paryskiej rodzinie, jeszcze jako dziecko porzucił dom i nawiązał przyjaźnie z niektórymi z najbogatszych mecenasów sztuki i artystów. W wieku 16 lat poznał Salvadora Dali, a ten go w jednej chwili tak polubił, że wysyłał po niego limuzynę, by ten zechciał się pojawić w posiadłości Dalego i porozmawiać z nim o sztuce. Zanim skończył 19 lat został bliskim przyjacielem wówczas 64-letniej milionerki i patronki sztuki Marie-Laure de Noailles. W wieku 22 lat opublikował swoją pierwszą powieść i mniej więcej w tym samym czasie, słynna francuska projektantka i właścicielka biznesu związanego z handlem antykami, wówczas 75-letnia Madeleine Castaing, aby pomóc mu w karierze, za 70 tysięcy franków kupiła dziesięć jego fotografii.
W kolejnych latach Banier zaprzyjaźnił się z wieloma znanymi ludźmi, takimi jak Pablo Picasso, Yves Saint Laurent, Pierre Cardin, Françoise Sagan, Samuel Beckett, Vladimir Horowitz, Louis Aragon, François Mitterrand, Kate Moss, czy wreszcie sam Mick Jagger. Nic więc dziwnego, że, posiadając już takie zaplecze, w roku 1987 ów Banier otrzymał zlecenie na przeprowadzenie sesji fotograficznej Liliane Bettencourt oraz Federico Felliniego dla francuskiego magazynu „Egoiste”. Od dnia w którym się poznali, przypadli sobie autentycznie do serca, a przyjaźń między nimi sięgnęła punktu, gdzie Bettencourt postanowiła uczynić się powiernikiem i dobroczyńcą Baniera. Wśród prezentów, jakimi go przez kolejne lata obsypywała, były dwie polisy na życie w wysokości odpowiednio 253 i 262 miliona euro, 11 dzieł sztuki wartości 20 milionów euro, w tym obrazy Picassa, Matisse’a, Mondriana a także fotografię autorstwa słynnego surrealisty Man Raya, no i również oczywiście nieokreślona suma w gotówce. Kiedy wybuchła afera i za sprawę wzięła się córka Bettencourt, pojawiły się zarzuty, że choć wprawdzie z całą resztą mogło być różnie, gdy chodzi o polisy akurat, Banier obie wyłudził, gdy pani Bettencourt przebywała w szpitalu i była słaba zarówno na ciele, jak i na duszy.
Tymczasem w listopadzie 2007 roku zmarł André Bettencourt i już w grudniu córka pani Bettencourt, Françoise Bettencourt Meyers, założyła w sądzie sprawę przeciwko Banierowi, oskarżając go o, jak to określają Frncuzi, abus de faiblesse, czyli fizyczne i psychiczne wykorzystywanie drugiej osoby dla osiągnięcia osobistych korzyści. Czy ową Françoise kierowała miłość do mamy i troska o jej honor, czy zwykłe moralne oburzenie postępkiem tego dziwnego człowieka, czy wreszcie żal za tymi obrazami, połączony z obawą, że na tym nie koniec, tego nie wiemy, natomiast pewne przypuszczenia snuć możemy jak najbardziej, choćby widząc nie tylko to, kim jest ów Banier, ale również, kim jest sama Françoise. Otóż poza tym, że, jak wiemy, była i jest ona jedyną córką Eugene i Liliane Bettencourt, oraz prawną dziedziczką owego wielomiliardowego interesu plus tego wszystkiego, o czym wiedzieć nie musimy, zasłużyła się jeszcze, jako autorka biblijnych komentarzy, oraz prac na temat stosunków między żydami i chrześcijanami.
Najciekawsze jednak dopiero przed nami. Otóż kiedy Françoise podrosła na tyle, by zorganizować sobie życie, wyszła za mąż za wnuka zamordowanego w Auschwitz rabina, wspólnie z którym zdecydowała, że ich dzieci zostaną wychowane w wierze żydowskiej. Przez pewien czas tu i ówdzie pojawiały się dość mocne kontrowersje, związane z nazistowskimi zaszłościami rodziny, jednak bez większego wpływu na karierę małżeństwa.
Mamy w każdym razie tego Baniera, biedną, zakochaną w nim do nieprzytomności panią Bettencourt z majątkiem, którego, nawet gdyby chciała nim Baniera rozdzielać codziennie, wyzbyć się go nie byłaby w stanie, no a naprzeciwko jak najbardziej już przytomną córkę z prawdopodobnie jeszcze bardziej przytomnym zięciem i wnukami, którzy wiedzą, że trzeba działać szybko, zanim pani Bettencourt sporządzi poprawioną wersję testamentu.
W odpowiedzi na skargę, tak zwana Brigade Financière, skarbowe ramię policji, wszczęła dochodzenie i po wysłuchaniu opinii ludzi będących blisko pani Bettencourt, we wrześniu 2009 roku postanowiła przekazać sprawę sądowi w Nanterre. Sąd jednak, zamiast rozpatrzyć sprawę i wydać decyzję, zadecydował, że pani Bettencourt będzie musiała się poddać badaniom psychiatrycznym, na co sama zainteresowana oczywiście się nie zgodziła.
I oto w lipcu roku 2010 okazało się, że lokaj pani Bettencourt jest w posiadaniu jakichś taśm, z których wynika, że pani Bettencourt jednak zdążyła zmienić testament i pomijając udziały w L'Oréal, które już zostały przekazane Françoise i jej dwojgu dzieciom, uczyniła Baniera swoim „jedynym spadkobiercą”.
Sprawa ciągnęła się jeszcze przez pewien czas i wtedy nagle, w grudniu 2010 roku, Françoise Bettencourt-Meyers ogłosiła, że właściwie problemu nie ma, nikt się na nikogo już nie gniewa i sprawa jest zamknięta.
Jak jest naprawdę, do końca nie wiadomo, ale nieoficjalnie mówi się, że Bettencourt i Banier się rozeszli, a on sam został z testamentu pani Bettencourt wykreślony. Co z obrazami Picassa i obiema polisami, nie wiadomo.
I oto już latem 2011 roku, jak grom z jasnego nieba spadła na światową opinie publiczna informacja, że pani Bettencourt ogłosiła, że będzie organizować psychiatryczną pomoc dla swojej córki Francoise i wszystko zaczęło się od nowa. Tym razem sprawy poszły znacznie szybciej. 8 lipca prasa doniosła, że Francoise Meyers złożyła w sądzie wniosek o objęcie swojej mamy stałą opieką, ponieważ nie jest ona już dłużej w stanie zarządzać swoim majątkiem. Już 17 października sędzia zadecydował, że ponieważ faktycznie pani Bettencourt nie jest na tyle zdrowia, by się orientować w tym co się wokół niej dzieje, zostaje ona skierowana pod opiekę rodziny, natomiast nadzór nad całym majątkiem i bieżącymi interesami przejmują córka pani Bettencourt i jej dwoje wnucząt. Ponadto sędzia wyznaczył starszego wnuka na osobistego opiekuna pani Bettencourt.
Dziś wprawdzie sprawa przyszłości rodziny Bettencourt nie jest ostatecznie rozwiązana, jako że reprezentujący Liliane Bettencourt adwokat ogłosił właśnie, że „pani Bettencourt gotowa jest na wojnę atomową ze swoją córką”, jednak póki co, całością interesu zarządza Francoise Bettencourt-Meyers, a po tym, jak sędzia zadecydował, że „tylko on jest w stanie skutecznie zaradzić ewentualnym konfliktom między Liliane Bettencourt i Françoise Bettencourt-Meyer”, pani Bettencourt znajduje się pod czułą i staranną opieką swojego wnuka, członka Zarządu L’Oréal, oraz Rady Nadzorczej rodzinnego holdingu Tethys, Jeana-Victora Meyersa, który dba o jej zdrowie i baczy, by babci niczego w życiu nie brakowało.
Kiedy przyglądamy się tu życiu i karierom potężnych rodzin finansowych, trafiamy na przeróżne przypadki. Niektórzy z ich członków ginęli w zamachach, inni umierali zaatakowani przez śmiertelne choroby, jeszcze inni popadali w ruinę i kończyli życie bez grosza przy duszy, ale też byli i tacy, którzy odchodzili w otoczeniu ludzi, którzy ich kochali i za nimi płakali. Nieczęsto się chyba jednak zdarza, by doszło do tego, że mamy wielką finansową rodzinę, gdzie właściwie każdy dla każdego jest wilkiem, nikt nikomu nie ufa, nikt nikogo nie kocha, nikt o nikogo nie dba, i każdy tylko patrzy, gdzie tu wbić kolejny nóż. Ktoś powie, że pani Bettencourt jest sama sobie winna, że się zaczęła zadawać z jakimś cwaniakiem, o którym przecież musiała słyszeć różne ponure historie i że nagle uznała, że ona tak naprawdę nikogo nie kocha tak jak jego. No ale skoro faktycznie doszła do tego przekonania, to nie jest chyba możliwe, że ona to zrobiła wbrew rodzinnej tradycji, rodzinnym zasadom, wierze, moralności, wbrew odwiecznym prawom rządzącym prowadzeniem rodzinnego biznesu, no i jak gdyby z lekceważeniem dla całej tej miłości, którą otrzymywała od swojej rodziny. Skoro ona pod koniec życia nagle uznała, że tak naprawdę tylko ów fotograf jest jej naprawdę bliski, to wszystkiego tego, co wyżej wymieniłem najprawdopodobniej tam w ogóle nie było.
Rozmawialiśmy sobie tu niedawno o rodzinie Waltonów i nie znaleźliśmy chyba tam zbyt wiele powodów, by ich wszystkich darzyć jakimś szczególnym szacunkiem. Jednego jednak im zarzucić nie można, a mianowicie braku wewnętrznej rodzinnej solidarności. Cokolwiek by o nich powiedzieć, oni robią wrażenie skały. I prawdopodobnie nie należy się dziwić, że jak donosi „Forbes” w ostatnich dniach, Liliane Bettencourt nie jest już najbogatszą kobietą na świecie, nie jest nawet już drugą najbogatszą kobietą na świecie. Nie dość że wyprzedziła ją Christy Walton, to przed nią jest już nawet Alice Walton. Tyle dobrego, że mieszka sobie spokojnie w swojej posiadłości, wnuk się nią opiekuje i nie grozi jej, że się przewróci, złamie nogę i będzie musiała cierpieć. No a przede wszystkim z całą pewnością nikt się nie zakradnie nocą do jej sypialni i nie zaprószy ognia.

Wspomnianą na początku książkę można kupić tu Polecam gorąco i szczerze. Tam takich i podobnych historii jest znacznie więcej. W sam raz na nadchodzące jesienne wieczory.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz