poniedziałek, 23 maja 2016

Zyta, czyli świat znieruchomiał część 2

Powiem szczerze, że wróciłem z Warszawy tak pełen niezwykłych wręcz refleksji, że w pierwszej chwili chciałem od razu wszystko z siebie wyrzucić. Jednak obietnica jest obietnicą i Warszawa z jej szczególnym bardzo charakterem będzie musiała poczekać aż zamkniemy cykl pod tytułem „Zyta Gilowska, czyli świat sznieruchomiał” Dziś część druga.

Drogi Panie Krzysztofie, dzisiejszy Pana tekst [mowa o wpisie na blogu z 5 stycznia 2012 roku http://toyah1.blogspot.com/2012/01/za-co-przyjdzie-komu-odpowiedziec.html - przyp. mój] jest trudny w odbiorze, chyba za bardzo. Pomyślałam sobie, że podrzucę Panu kilka refleksji, może się przydadzą. Trzeba koniecznie odróżnić położenie biednych, ale głupich ludzi, którzy łapiąc kredyty (zwłaszcza długoterminowe) tracą wolność. To jest obrzydliwa pułapka zastawiana przez tych rozchichotanych smarkaczy z TVN24 i CNBC, gdzie udają analityków i doradzają „w co inwestować”. Oni mają martwe oczy przegranych oszustów, też są w pułapce, też kredytów, tyle że większej i trwalszej. Ale inną sprawą jest wydawanie pieniędzy, gdy się je ma. To nie musi być takie głupie, przecież waluty są FIAT, a euro to nawet podwójne fiat money, po co to trzymać, niezbyt wiadomo. Niektórzy uważają, że lepiej wymienić te papierki na jakieś towary, inni, że na złoto, jeszcze inni, że ratunku nie ma. Osobiście nie mam melodramatycznych skłonności i przypuszczam, że sprawy będą się tak bardzo powolutku toczyć w złym kierunku, że się zorientujemy co powinniśmy robić. Ale oczywiście, pchanie ludzi do sklepów po intensywne zakupy tandety jest miłym zajęciem, jak zresztą zastawianie większości pokus cielesnych (bo nad pokusami duchowymi to jednak trzeba się nagłówkować). Diabeł ma łatwo, zwłaszcza na początku, pięknie to opisał Bułhakow w „Mistrzu i Małgorzacie”. I na marginesie, proszę sobie wyobrazić, że miałam sposobność mocować się z owym Lejbem Fogelmanem. Wpadłam - dosłownie - właśnie na niego, gdy w marcu 2006 r. wtargnęłam na posiedzenie Komisji Nadzoru Bankowego (wówczas jeszcze w strukturach NBP, pod przewodnictwem L. Balcerowicza), gdzie pełnił rolę głównego doradcy prawnego ówczesnego szefa banku Unicredito Alessandro Profumo (po niedawnych oskarżeniach o pranie brudnych pieniędzy via banki libijskie ten Pan wylądował w Radzie Nadzorczej GAZPROMU!). Wtedy nie dali mi rady, nie dali! Ten Lejb też nie dał, wręcz się „zaprzyjaźniał”. Ale po dwóch dniach zażartych negocjacji wówczas wkroczył K. Marcinkiewicz i osobiście ustąpił! Warto więc mieć na uwadze, że ten Lejb bywa w ciekawych rozdaniach, jest w jakiejś nomenklaturze biznesowo-światowej.
Serdecznie pozdrawiam,
Zyta Gilowska

Przypominam wszystkim, że moje książki można kupować na stronie www.coryllus.pl. Polecam gorąco i szczerze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz