piątek, 20 maja 2016

Jak wydrukować banknot o nominale 240 tysięcy złotych?


Dziś ukazuje się kolejny numer „Warszawskiej Gazety”, a w niej mój felieton. Serdecznie zachęcam do kupowania, a jeśli ktoś ma z tym trudności, to polecam dzisiejszą notkę.

Kiedy skończył się marsz KOD-u w Warszawie, a organizatorzy podali wynik 240 tysięcy, wokół naturalnie rozległ się pusty śmiech, w żaden sposób nie powstrzymało to jednak głosicieli owego absurdu przed powtarzaniem tej idiotycznej liczby, 240 tysięcy. Mało tego, kiedy piszę te słowa, internetowe wydanie „Gazety Wyborczej” podaje, że któryś z ichniejszych zapaleńców spędził kilka dni i nocy, by rozwiązać ową frekwencyjną zagadkę, i licząc każdą głowę osobno, otrzymał wynik 55 tys. uczestników. Powtarzam: mówimy o badaniach przeprowadzonych przez „Gazetę Wyborczą”.
Czy publikacja owych wyników cokolwiek zmienia, gdy chodzi o stan owego zidiocenia określonego liczbą 240 000? Oczywiście, że nie. Oglądam telewizję, czytam komentarze na internetowych portalach i wciąż wyskakuje na mnie zza rogu kolejny aktywista Światowego Ruchu Na Rzecz Ostatecznej Likwidacji Kaczyzmu i woła: „Ćwierć miliona!”
Od pewnego czasu zastanawiam się, skąd ta beznadziejna walka o utrzymanie w przestrzeni publicznej owego szaleńczego wręcz pomysłu, że kiedy szeroką ulicą idzie tłum ludzi, to oni wszyscy muszą się tak do siebie przytulać, że czują na sobie obcy oddech. Przecież to jest kompletny absurd. Nie ma fizycznej możliwości, by ludzi, którzy nie mają najmniejszego powodu, by się czuć czymkolwiek ograniczeni, zmusić do tego, by się bez sensu tłoczyli. Skąd więc owa walka o sprawę w gruncie rzeczy przegraną?
Otóż proszę sobie wyobrazić, że zgłosił się do mnie człowiek, który był tam, gdzie to się wszystko działo i poinformował mnie, że Platforma Obywatelska na kampanię promocyjną wspomnianego marszu wydała lekko licząc od sześciu do ośmiu milionów złotych. W jaki sposób? Ot, po prostu, zamawiając druk 1200 billboardów, następnie wynajmując od specjalnej firmy przestrzeń na ich ekspozycję, a wszystko w wyżej wymienionej cenie. Znajomy mój – przypominam, że człowiek, który przez cały czas był tam na miejscu – zapewnia, że najpierw na zlecenie Platformy Obywatelskiej za ciężkie miliony kazano wydrukować 800 bilbordów w średnim formacie i 400 w skali wielkoformatowej, następnie dodatkowe miliony musiano wypłacić obsługującej odpowiednie nośniki firmie Ströer, żeby oni to wszystko odpowiednio rozwiesili, a tym samym osiągając wspomniany wynik sześciu do ośmiu milionów złotych… i nagle wychodzi nam, że z owej demonstracji nie zostało nic poza tymi 50 tysiącami zwiezionych z całej Polski półprzytomnych durniów.
A zatem, o co zdaniem mojego znajomego może chodzić? Otóż o to, że owe 6 do 8 milionów to zaledwie te bilbordy i ich ekspozycja. Całość natomiast wspomnianego przedsięwzięcia idzie w liczby znacznie wyższe. I okazuje się nagle, że ten projekt uzyskał wynik, który zwyczajnie nie przejdzie. 50 tysięcy protestujących pani księgowa zwyczajnie nie przyjmie. I stąd oni wciąż, jak zaklęci, powtarzają te „ćwierć miliona”. By się ratować. W końcu, cel, owszem, jest szczytny, ale bez przesady. Pieniędzy nie drukuje się na prostej drukarce HP, otrzymanej od Orange jako prezent za przedłużenie umowy.

Jutro rano wyjeżdżam do Warszawy, gdzie na targach na Stadionie Narodowym będę podpisywał swoje książki. Zachęcam wszystkich do tej odrobiny aktywności, zwłaszcza że wiem doskonale, że poza naszym stoiskiem, tam tak naprawdę nie ma nic więcej. I tu nie ma nic do rzeczy moje rozbuchane ego. To jest fakt. Sobota i niedziela, Stadion Narodowy, stoisko 45 BC.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz