sobota, 21 maja 2016

Zyta, czyli świat znieruchomiał część 1

Pisałem już tu o tym parokrotnie, dziś jednak jest okazja szczególna, by sprawę przedstawić ponownie. Otóż wszystko zaczęło się jesienią 2011 roku, kiedy otrzymałem wiadomość od posłanki Prawa i Sprawiedliwości Izabeli Kloc o następującej treści: „Witam Pana serdecznie, chciałabym osobiście zaprosić Pana na jutrzejszą konferencję, pytała mnie o Pana Pani Prof. Zyta Gilowska”. I tyle. Pozdrowienia, numer kontaktowy i to wszystko. W pierwszej kolejności zadzwoniłem do mojego kolegi i wydawcy, Gabriela Maciejewskiego i zapytałem, czy on wie, co się dzieje, na co Gabriel odpowiedział, że owszem, Zyta Gilowska kupuje nasze książki.
Poszedłem naturalnie na wspomnianą konferencję, spotkałem Zytę Gilowską, porozmawialiśmy króciutko, ona wypowiedziała pod moim i Gabriela adresem parę uprzejmych słów, ja podarowałem jej swoją książkę, ona powiedziała, że wprawdzie ją już ma, ale zachowa tę z moją dedykacją, a tamtą da komuś w prezencie, uściskaliśmy się, no i to był pierwszy i ostatni raz, jak widziałem Zytę Gilowską. Kontakt jednak pozostał. Przede wszystkim oczywiście w tej formie, że Zyta Gilowska nadal regularnie czytała nasze notki, kupowała kolejne książki, ale – i to stanowi powód, dla którego dziś piszę te słowa – przez wiele lat, nawet w czasie, gdy jej bardzo ciężka choroba uniemożliwiała jej udział w życiu publicznym, komentowała sprawy publiczne w wysyłanych do mnie wiadomościach.
Jestem pewien, że te parę dni temu, kiedy Zyta Gilowska zmarła, większość z nas zauważyła, jak owo zdarzenie zostało zlekceważone przez wszystkie strony politycznego sporu. Z jednej strony, dowiedzieliśmy się, że oto zmarł zaledwie jeszcze jeden z byłych ministrów rządu Prawa i Sprawiedliwości, a z drugiej, że obok ministra, zmarła jeszcze „ta Gilowska” – założyciel Platformy Obywatelskiej, liberał i kolejny Żyd, którego bracia Kaczyńscy z nieznanych przyczyn wzięli do rządu. No i oczywiście – to już nieco później – mogliśmy zauważyć też tych, którzy tak naprawdę nie wiedzieli, co to za jedna ta Gilowska, no a poza tym i tak byli zajęci przeżywaniem śmierci Marii Czubaszek. A więc to jest to, z czym wszyscy dziś zostajemy. Ze śmiercią Marii Czubaszek. Minie rok 2016 i pies z kulawą nogą nie będzie wiedział, o co chodzi z tą jakąś Zytą.
Plan był taki, by listy, jakie do mnie pisała Zyta Gilowska, opublikować w najnowszym numerze „Szkoły Nawigatorów”. Po co? Odpowiedź jest prosta. Po to, by świat dowiedział się, co stracił, i żeby owa wiadomość stała się wiadomością publiczną. Co stracił świat wraz z odejściem Zyty Gilowskiej? I kiedy już wydawało się, że sprawa jest do końca rozstrzygnięta, zainterweniował syn Zyty Gilowskiej i poinformował nas, że on sobie nie życzy, żeby listy, jakie jego mama wysyłała do mnie, wydawać drukiem. Dlaczego? Powiem szczerze, że powodów nam nie przekazano. Nie, bo nie. Grzecznie, ale stanowczo. Próbowaliśmy tłumaczyć, wyjaśniać, zapewniać o naszej dobrej woli – na nic. Nie, bo nie.
W tej sytuacji, nie pozostaje mi nic innego, jak całość tej korespondencji opublikować tu na blogu. To jest mój blog, moja odpowiedzialność, a za to, co tu piszę, odpowiadam własnym sumieniem. A zatem, rozpoczynamy cykl serii notek pod wspólnym tytułem „Zyta, czyli świat znieruchomiał”. Oto część pierwsza. Zyta Gilowska odpowiada na pytanie, czy jej zdaniem, to co przed nami, to zło, czy głupota. Wszystko bez jakichkolwiek zmian. To co pisała nie wymagało korekty.

Oczywiście ZŁO. Jest metafizyczne przecież. Zatem trwałe, energiczne i zdeterminowane. Głupota jest materialna, biologiczna, (może to jakaś plątanina przetok po wyrwie spowodowanej grzechem pierworodnym?). Głupota jest niby rozległa i rozlana, ale miękka i podatna na perswazję, a także na wytrwałe ostrzeżenia. Zło chętnie karmi głupotę - to jest fantastyczne narzędzie dla zła. Dlatego Kościół ustanowiony przez Chrystusa musi wypełniać misję nauczycielską, to jest zasadniczy cel Kościoła Powszechnego – zaraz po głoszeniu Dobrej Nowiny i udzielaniu Sakramentów. A tego właśnie ostatnio dramatycznie zabrakło. Straszny czas zaczął się praktycznie natychmiast po śmierci Jana Pawła II. Jakby puściły jakieś potężne hamulce. Trzeba się modlić i porządnie żyć. Nic więcej pojedynczy człowiek nie może zrobić, chyba że jest lewakiem albo innym postępowcem. O rany! Za co ja się biorę - przecież jestem ekonomistą (ściśle ekonometrykiem), a nie teologiem! Ale mnie Pan podpuszcza, no, no...
Pozdrawiam,
Zyta Gilowska



Właśnie wyjeżdżam do Warszawy, gdzie przez cały weekend na targach na Stadionie Narodowym będę podpisywał swoje książki. Zachęcam wszystkich mieszkańców Warszawy i okolic do tej odrobiny aktywności, zwłaszcza że wiem doskonale, że poza naszym stoiskiem, tam tak naprawdę nie ma nic więcej. I tu nie ma nic do rzeczy moje rozbuchane ego. To jest fakt. Dziś i jutro, Stadion Narodowy, stoisko coryllus.pl, numer 45 BC.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz