poniedziałek, 2 maja 2016

Krótka rozprawa między trzema osobami, Księdzem, Żydem a Murzynem

Biorę pod uwagę, że to tylko ja jestem tak przesadnie uważny, ale nie wykluczam też, że ktoś jeszcze zwrócił uwagę na to, jak trochę miesiąc temu, pierwsza gwiazda poznańskiego Kościoła, ksiądz Radosław Rakowski, zorganizował w jednej ze szkół rekolekcje, które poprowadził wspólnie z muzułmańskim imamem i żydowskim rabinem. Jak można było poczytać, ale też i usłyszeć, na portalu tvn24.pl, w pełnej entuzjazmu relacji z wydarzenia, ksiądz Rakowski w następujący sposób objaśniał ów szczególny projekt: „Papież Franciszek cały czas nas wzywa do dialogu międzyreligijnego, do budowania pokoju na świecie, no i ten problem dotyczy również naszych uczniów, rozmawiamy o tym na lekcjach religii. Postanowiłem, że w tym roku rekolekcje będą o trzech wielkich religiach monoteistycznych: judaizmie, chrześcijaństwie i islamie. Chciałem, żeby byli rabin, imam i ksiądz katolicki, aby uczniowie mogli każdemu zadać pytanie, żeby mogli spotkać ich, zapoznać się i tak samo pozbyć się tych wszystkich przekonań, strachów i lęków, które w ich sercach się rodzą i zauważyć, że to są normalni ludzie”.
To ksiądz katolicki, ale obok księdza Rakowskiego wypowiedzieli się też oczywiście imam i rabin. Rabin, rabin jak żywy, z pejsami i w odpowiednim kapeluszu, mówił tak: „Takich rekolekcji powinno być jeszcze więcej. Czy my dlatego że się różnimy kolorem skóry, językiem, wykształceniem, czy sposobem modlitwy, mamy się nie lubić? Nie”.
Doniesienia medialne po rekolekcjach, od lokalnych portali po samą „Gazetę Wyborczą”, jednogłośnie i jednoznacznie potwierdzały, że rekolekcje księdza Rakowskiego wzbudziły w młodzieży prawdziwy entuzjazm, a redaktor „Wyborczej” wspiął się na taki poziom emocji, że zadeklarował publicznie, że on to właśnie odzyskał wiarę w Kościół i od dziś swoim znajomym, obok dominikanów, jak dotychczas, będzie również polecał parafię, w której służy ksiądz Rakowski.
Od wspomnianego wydarzenia zdążył minął ledwie miesiąc, jak nagle ten sam co wówczas portal tvn24.pl poinformował, że głupia sprawa, ale jak się okazuje, ów rabin, uczący poznańską dziatwę tolerancji i szacunku dla odmienności, to żaden rabin, tylko niejaki Jacek Niszczota z Ciechanowa, który dokładnie od roku 2009 zadaje szyku w poznańskiej gminie żydowskiej, jako Jakoob ben Nistell. Wedle doniesień portalu tvn24.pl, ów Niszczota pewnego dnia pojawił się w Poznaniu, przedstawił się jako Żyd i się najął do roboty, jako woluntariusz. Po krótkim czasie, kiedy lokalne towarzystwo uznało, że z niego „swój chłop”, zaczął się przedstawiać, jako rabin, i to też przeszło bardzo gładko. Naczelny rabin Polski Michael Schudrich tak opisuje ową przedziwną karierę i miejsce, jakie on sam tam zajmował: „Poznałem go. To był cichy, miły człowiek. Na początku ubierał się normalnie. Ostatnio, kilka miesięcy temu, może rok, zapuścił pejsy. To był taki krok za krokiem”.
No ale co tam Schudrich. Posłuchajmy, co nam na ten temat mówi nie byle kto, ale sam tvn24.pl: „Niszczota przez kilka lat działalności w gminie żydowskiej w Poznaniu stał się szanowanym ‘duchownym’. Na przykład w 2014 roku uczestniczył w otwarciu lapidarium we Wronkach. W obecności notabli odmawiał nawet kadisz, czyli tradycyjną modlitwę za zmarłych. Odczytywał tekst nabożeństwa po hebrajsku, choć - jak uważa hebraista Leszek Kwiatkowski - mężczyzna z pewnością nie zna tego języka. - Całe to nagranie to był zlepek bezsensownych, wypowiadanych bez ładu i składu sylab. Udało mi się wyłowić jedno czy dwa słowa w całej tej modlitwie, które mniej więcej odpowiadały temu, co być powinno - podkreśla wykładowca z Uniwersytetu A. Mickiewicza w Poznaniu. Wówczas we Wronkach nie zareagował nikt, choć obecna była m.in. ambasador Izraela. Człowiek ‘nie z tej ziemi’ ‘Rabin’ oprowadzał po Poznaniu wycieczki żydów z całego świata, prowadził prelekcje, otwierał wystawy. Reprezentował gminę żydowską na Dniach Judaizmu w Poznaniu, gdzie wygłaszał komentarz do kazania przewodniczącego Episkopatu Polski arcybiskupa Stanisława Gądeckiego. W 2015 roku został twarzą Dni Judaizmu i jego zdjęcie znalazło się na plakacie”.
Ktoś powie, że to nic takiego. Zdarza się najlepszym. W końcu to nie kto inny, jak nasi ojcowie zakonni swego czasu przyjęli w swoje szeregi z pełnym dobrodziejstwem inwentarza ruskiego agenta tylko dlatego, że wydał im się, że zacytuję rabina Schudricha „miłym i cichym człowiekiem”. Jednak w przypadku owego Jacka z Ciechanowa mamy do czynienia z przypadkiem znacznie bardziej wstrząsającym, i to też nie z powodu rangi wydarzenia, czy pozycji przez niego zajmowanej i eksponowanej medialnie, ale przez reakcję samych Żydów. I tu też nie mam na myśli ani tego, że kiedy on tak odstawiał swój cyrk z czytaniem Kadisz po hebrajsku, a będąca na miejscu ambasador Izraela nawet nie pisnęła, że coś tu jest nie tak, ani nawet tego, że najprawdopodobniej wszyscy Żydzi, którzy mieli okazję go poznać wiedzieli, że to jest fejk, tyle że z powodów politycznych woleli nie reagować. To co mnie w tym wszystkim wręcz zachwyca, to fakt, że dziś, kiedy tego Niszczoty już nie ma, bo gdzieś najzwyczajniej w świecie prysnął, Żydzi poinformowali, że oni nie chcą o nim więcej słyszeć. On dla nich nie istnieje ani jako wstyd, ani nawet jako ktoś, kto zapewne jest im coś winien. Ta reakcja jako żywo przypomina reakcje wyznawców świętej gdzieniegdzie zasady „śmierć konfidentom”. A w końcu, nie oszukujmy się, Niszczota za darmo durnia z siebie przez te siedem lat nie robił.
Ale jest jeszcze coś. Otóż po raz kolejny okazuje się, że są interesy, na których przegrać się nie da. Wystarczy tylko brak wstydu, pewien poziom determinacji i odpowiednia agenda. Tu akurat obsługująca tak zwaną „religijną tolerancję”. Ale przecież nie musi wcale chodzić o żydów, muzułmanów i chrześcijan. Pamiętamy przecież wciąż jeszcze tego Murzyna, który jako Simon Mol przez długie lata zdawał szyku jako poeta i działacz wolnościowy wśród skupionego wokół „Gazety Wyborczej” towarzystwa działaczy, polityków i intelektualistów i jak podaje Wikipedia: „w 2004 r., w imieniu prezydenta Polski, został nominowany do nagrody Sergio Vieira de Mello Prize, razem z Tadeuszem Mazowieckim i innymi zasłużonymi osobami, za ‘odbudowywanie pokoju w społecznościach po konfliktach’, przyznawanej pod patronatem UNHCR i innych instytucji”, a tak naprawdę zajmował się wyłącznie dupczeniem jakichś biednych niedorobionych idiotek z dobrych domów i zarażaniem ich AIDS, tylko dlatego, że miał taką fantazję.
Na a dziś mamy tego niby rabina, który z księdzem Rakowskim miesza w głowie Bogu ducha winnym dzieciom, wykorzystując – nie, nie dziecięcą naiwność, nie, nie czyjąś nieuwagę, nie wreszcie swoje wybitne talenty oszusta, ale zwykłą grzeszną próżność jednego kapłana, któremu bardzo się spodobało błyszczeć w mediach, jako ten lepszy.
Okropnie to wszystko przygnębiające, ale by tak nie zostawiać nas w tym nomen omen „molowym” nastroju, chciałbym zwrócić uwagę na pewien mocno pocieszający szczegół. Otóż gdyby nie próżność księdza Rakowskiego, ten cały Niszczota pewnie przez jakiś jeszcze czas by sobie hasał po tych czy innych miejscach. To bowiem po wspomnianej na początku poznańskiej imprezie udającej rekolekcje, kiedy Niszczotę pokazał TVN, jego kumpel z młodości go rozpoznał i podniósł alarm. Strasznie kręte są ścieżki, po których chadza boża sprawiedliwość. A mówiąc „boża” mam oczywiście na myśli wyłącznie Kościół Powszechny.

Zapraszam wszystkich do księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie są do kupienia moje książki. I nie tylko moje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz