wtorek, 17 maja 2016

Czemu Diabeł chodzi do kościoła, czyli skąd ten zgiełk

Od kilku dni żyjemy tu – jedni bardziej, inni mniej – pismem, jakie do mnie skierowała nieznana mi osoba o nazwisku Małgorzata Płysa reprezentująca organizatorów niesławnego krakowskiego festiwalu pod nazwą Unsound, czyli Fundację Tone. Jak niektórzy wiedzą, a inni mogą sobie bardzo łatwo sprawdzić u źródła, rzecz jest w tym, że uznawszy festiwal Unsound za projekt ściśle satanistyczny, a w dodatku próbujący do realizacji swoich czarnych planów wykorzystać parę krakowskich kościołów, opisałem gdzie tylko mogłem ów proceder, no i uruchomiwszy lawinę, doprowadziłem do tego, że dalsze losy owego festiwalu, a przy okazji osób go organizujących, zawisły na przysłowiowym włosku. Dziś, stojąc przed groźbą procesu, pragnę przypomnieć fakt dziś już niemal całkowicie zapomniany, a więc to, że na samym początku owej eksplozji, mam nadzieję, że rozbijającej wspomniany Unsound w drobny mak, nie stoi ani ten blog, ani grono jego najznakomitszych czytelników, ale mój skromny, na zaledwie 444 słowa, felieton dla tygodnika Piotra Bachurskiego „Warszawska Gazeta”. Dziś aż trudno uwierzyć, że to tak się zaczęło. To tam właśnie po raz pierwszy ukazał się ów tekst, a jeśli dziś okazuje się, że wszyscy i tak wciąż mówią o tym blogu, przepraszam bardzo, ale przy całej mojej skromności, to nie jest moja wina. Spójrzmy więc na sam początek.

Siadając do pisania dzisiejszego felietonu, czuję pewien niepokój, ponieważ mam świadomość, że dla wielu czytelników „Gazety Warszawskiej” kwestia organizowanych w Polsce od okazji do okazji muzycznych festiwali stanowi coś na tyle egzotycznego, że każda próba poruszenia tematu może się skończyć kompletną porażką. A mimo to, jestem przekonany, że sprawa, którą się postanowiłem dziś zająć, jeśli spojrzymy na nią z pewnego szczególnego punktu widzenia, nie pozwala choćby na chwilę zwłoki.
Oto proszę sobie wyobrazić, że w najbliższych dniach w Krakowie odbędzie się wielodniowy festiwal muzyczny o nazwie „Unsound”, którego charakter i podstawowy sens sprowadza się do propagowania najbardziej otwartego i jednoznacznego satanizmu. I od razu chcę się zwrócić do tych czytelników, którzy właśnie zaczynają się ironicznie uśmiechać i mruczeć coś na temat obsesji, którymi część z nas zdecydowała się żyć, podczas gdy jest tyle rzeczy ważniejszych, niż jakieś piosenki, i prosić ich, by się przez chwilę zechcieli zastanowić. Otóż ja akurat jestem naprawdę znakomicie zorientowany w dzisiejszej pop-kulturze i świetnie wiem, co się tam dzieje naprawdę, a co jest wyłącznie elementem taniego lansu pod hasłem „jesteśmy źli”. A zatem pragnę stwierdzić bez cienia wątpliwości, że w tym wypadku mamy do czynienia z autentycznym, celowym i bardzo przemyślanym satanizmem. W tym wypadku należy stwierdzić, że do Krakowa zawitało czyste zło i wiele wskazuje na to, że nikt się tym szczególnie nie przejął.
A sytuacja jest jeszcze bardziej wstrząsająca, niż możnaby się było spodziewać. Oto biorący udział w festiwalu artyści – powtórzę raz jeszcze, reprezentujący niemal wyłącznie i całkowicie jednoznacznie satanistyczny nurt we współczesnej sztuce muzycznej – planują występować w krakowskich kościołach. Z tego, co już dążyłem zauważyć, część koncertów ma mieć miejsce w kościołach pod wezwaniem Świętej Katarzyny, oraz Świętych Apostołów Piotra i Pawła. 16 października, u Św. Katarzyny, ma dojść do koncertu słynnego satanistycznego zespołu Current 93, którego logo stanowi ukrzyżowany Chrystus przyozdobiony odwróconym pentagramem [już po publikacji tego tekstu, sam David Tibet, lider zespołu zwrócił mi uwagę, że to nie pentagram, lecz krzyż papieski z gwiazdą Alistaira Crowleya]. Jak ogłasza strona festiwalu na Facebooku, również jeden z festiwalowych występów odbędzie się w kopalni soli w Wieliczce, tuż pod słynną solną rzeźbą Ostatniej Wieczerzy.
Moja Hanka, która jako pierwsza zorientowała się w tym, do czego doszło i która sprawę dogłębnie zbadała, zadzwoniła do kościoła Św. Katarzyny. Jak się okazało, organizatorem przedsięwzięcia z kościelnej strony jest pan organista, który w rozmowie telefonicznej córkę moją poinformował, że ona niepotrzebnie histeryzuje, ponieważ wszyscy uczestnicy festiwalu zostali przez Kościół odpowiednio sprawdzeni i nie ma żadnych powodów, by się niepokoić. Ksiądz proboszcz do telefonu nie mógł podejść, bo akurat jadł obiad.
Ja wiem, że jest Skała, na tej Skale stoi nasz Kościół, a moc piekieł Go nie pokona. Niech jednak nikomu z nas nie przyjdzie do głowy się pocieszać, że my wobec tej błogosławionej sytuacji nie mamy nic do roboty. On bowiem nie przepuszcza żadnej okazji.

Przypominam, że w tym tygodniu rozpoczynają się Warszawskie Targi Książki organizowane każdego roku w maju na Stadionie Narodowym. Wbrew wcześniejszym planom Klinika Języka i tym razem będzie tam miała swoje stoisko, w tym roku wyjątkowo bogate, a na nim oczywiście wszystkie moje książki. Ja sam przyjeżdżam do Warszawy w sobotę i będę dostępny na miejscu przez cały weekend. Zapraszam. Oczywiście książki są też do nabycia w księgarni na stronie www.coryllus.pl.

4 komentarze:

  1. Pytanie na marginesie czy kuria lub ks. proboszcz zdobyli się na podziękowania?

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Pytanie prozaiczne ale zadałem je nie bez powodu. W głowie dźwięczą mi ostatnio słowa z książki ks. Jana Kaczkowskiego, zapytany o największe zagrożenia dla kościoła w Polsce wymienił ku mojemu zaskoczeniu niedbałe celebrowanie Eucharystii. Widocznie podobnie ma się gorliwość w strzeżeniu świątyń przed profanacją.

      Usuń
  3. @bazyl
    Czy największe, to nie wiem. Ale dobrze że to powiedział.

    OdpowiedzUsuń