piątek, 5 lutego 2016

Chcecie mieć telewizję - wygrajcie wybory

Publicznej telewizji, w każdym zresztą wydaniu, nie oglądałem praktycznie w ogóle przez 10 lat, czyli mniej więcej od czasu, gdy pojawiła się telewizja TVN24 i w jej towarzystwie było mi bardzo dobrze. Ostatnio jednak, po tym, jak za sprawy publiczne wzięło się Prawo i Sprawiedliwość, bez fałszywej skromności postanowiłem rzucić okiem na to, co tam słychać. Przeleciałem zatem wzrokiem przez to, co tam się aktualnie dzieję i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Okazuje się, że determinacja, z jaką Prawo i Sprawiedliwość postanowiło wyjąć państwo z rąk mafii, przeniosła się na państwowe media, no i nagle mamy to co mamy, a więc telewizję ściśle rządową, i w odróżnieniu od tego, cośmy mieli wcześniej, nie udającą nawet, że tu ma miejsce jakaś dyskusja. Tam rzędzą nasi, a reszta, jeśli jest zainteresowana, może się ustawić w kolejce.
Przyznaję, że tuż po kolejnych, wygranych przez Prawo i Sprawiedliwość, wyborach bardzo się bałem tego, do czego to dojdzie, kiedy tak zwani „nasi” przejmą państwowe media, jednak faktem jest, że z każdym kolejnym dniem nabierałem przekonania, że tu akurat nie ma innego wyjścia. Każdy bowiem krok wstecz, czy choćby zaledwie zwolnienie tempa, musi oznaczać porażkę.
Nie wiem, jak inni, ja natomiast bardzo dobrze pamiętam, jak to w roku 2005 Prawo i Sprawiedliwość odniosło podwójne zwycięstwo, powołało koalicyjny rząd i pierwszy, cały praktycznie, wysiłek włożyło w to, by realizować ów mandat w taki sposób, by nikomu, broń Boże, nie przyszło do głowy sądzić, że grozi nam jakakolwiek rewolucja. Zaczynając na nieszczęsnym Marcinkiewiczu, a kończąc na wspomnianych wcześniej mediach, władze partii uznały, że samo zwycięstwo gwarantuje jakiś tam sukces, a dalej już tylko pozostaje dbać o reputację, no i oczywiście, niemal natychmiast okazało się, że zamiast choćby pozornego porozumienia, zainicjowany został proces, który ostatecznie doprowadził do smoleńskiej masakry.
Tak się zatem 10 lat temu skończyły próby stworzenia czegoś na kształt cywilizowanej politycznej rywalizacji. Okazało się bowiem, że rywalizacja, owszem, jest możliwa, ale wyłącznie na zasadach ustalonych znacznie wcześniej i diabli wiedzą gdzie. A jak się to komuś nie podoba, niech się modli, by nie trafił na tak zwaną kosę.
No i wczoraj nagle włączam telewizor, by obejrzeć sobie, co się tam dzieje na odcinku prostej propagandy i okazuje się, że dzieje się dobrze. Telewizja Polska realizuje zadania przedstawione przez rząd, na ekranie szyku zadają Tomasz Sakiewicz i Samuel Pereira, jakaś biedna komunistka z portalu lewica24.pl, która liczyła pewnie na to, że będzie mogła się pokazać i odpowiednio awansować choćby w połowie tak, jak swego czasu niejaki Zandberg, dowiaduje się, że ma siedzieć cicho do czasu aż się ją zawoła, a ja sobie myślę, że, przy wszystkich moich wcześniejszych zastrzeżeniach, tak jak jest, jest bardzo dobrze i nie może być inaczej. Gdybyśmy bowiem ustąpili choćby na centymetr, oni by nas zwyczajnie złapali za gardło i zatłukli na śmierć.
Powołany został do życia kolejny już zespół, tym razem, jako „podzespół” do spraw wyjaśnienia przyczyn smoleńskiej katastrofy, i pierwszym widocznym tego efektem stało się to, że telewizja TVN24 mogła wygrzebać z medialnego niebytu Michała Fiszera i wszystkich pozostałych ekspertów, którzy niemal już 6 lat temu tłumaczyli z telewizora nam, jak to pijany prezydent Kaczyński kazał pijanemu gen. Błasikowi, by ten, niewykluczone, że również pijanemu, kapitanowi Prostasiukowi kazał lądować we mgle, by oni dziś swoje rewelacje powtórzyli raz jeszcze, tyle że z uwzględnieniem naturalnych przesunięć. Patrzyłem przez jakiś czas w ten TVN i nagle sobie uświadomiłem, że tam się przez minione lata nikt nie – przepraszam za język – opieprzał. Ani TVN24, ani „Gazeta Wyborcza”, ani „Newsweek”, ani „Polityka” nawet nie próbowali nas przekonywać, że oni stoją z boku. To co od nich otrzymywaliśmy, to wyłącznie najbardziej brutalna propaganda, oparta na kłamstwie i tylko na kłamstwie. I dziś, kiedy minister Macierewicz przedstawia nowy zupełnie zespół mający pracować nad wyjaśnieniem przyczyn smoleńskiego nieszczęścia, telewizja TVN24 przez cały boży dzień nie jest w stanie zaprosić do studia jednej osoby, która by spróbowała chociaż udawać, że bronić tezy o zamachu w Smoleńsku. Jedyne co dostajemy, to ten grubas i jego kumple po fachu.
W tej sytuacji, przepraszam bardzo, ale ja nie widzę najmniejszego powodu, by przejęta przez PiS telewizja publiczna miała od rana do wieczora nie nadawać wypowiedzi Samuela Pereiry i całej tej bandy prawicowych żurnalistów, zwłaszcza że, wbrew moim bardzo błędnym obawom, poza tym, że on wygląda jak wygląda, wspomniany Pereira jest naprawdę całkiem sprawny. A że w tej sytuacji media stają się kpiną? Przepraszam bardzo, ale to nie myśmy to narysowali.

Oczywiście w księgarni pod adresem www.coryllus.pl nic się nie zmieniło i książki czekają. Zapraszam.

1 komentarz:

  1. Ale co, cieszysz się, że dla Ciebie, Coryllusa, a nawet Brauna nie będzie miejsca TVP? To jakiś obłęd. Miłość zaślepia. Gabriel właśnie wydał wspomnienia ks. Mariana Tokarzewskiego. Myślisz, że poza jego blogiem gdzieś jeszcze pójdzie informacja o tej ciekawej pozycji?
    To o to chodzi z obalaniem systemu?

    OdpowiedzUsuń