sobota, 20 lutego 2016

Pedagogika wstydu, czyli wszyscy jesteśmy Bolkami

Jak już pisałem wczoraj, minione dni przyłapują mnie nieco częściej, niż dotychczas, sterczącego przed telewizorem. Trochę jest to związane z tym, że kupiliśmy sobie niedawno nowy telewizor z androidem, dzięki czemu możemy sobie w kółko oglądać filmy na Netflixie, no ale przede wszystkim jednak z odnalezieniem w domu pani Kiszczakowej tak zwanych „bolkowych” kwitów, no i histerią, jakie owo wydarzenie spowodowało w kręgach do wspomnianej pani Kiszczakowej i jej zmarłego niedawno męża w ten czy inny sposób zbliżonych. A zatem gapię się w ten telewizor od paru dni i powiem zupełnie uczciwie, że najwyraźniej całkowicie szczery obłęd, z jakim część komentatorów, nie zważając absolutnie na stan rzeczy, jaki nam się właśnie ostatecznie objawił, uparło się bronić legendy Lecha Wałęsy, wprawia mnie w coraz większe oszołomienie.
I wbrew temu, co by się mogło komuś wydawać, wcale nie chodzi mi najbardziej o to, że fakt współpracy Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa stał się oczywistą oczywistością i ja się denerwuję, kiedy niektórzy temu zaprzeczają. Nie chodzi też o to, że w tym akurat wypadku nie mówimy o jakiejś tam chwilowej słabości, ale o systematycznym, wieloletnim i bardzo gorliwie wypełnianym zobowiązaniu do donoszenia na kolegów, a wokół zebrała się grupa dziwnych ludzi, którzy mówią, że to nie było nic takiego. Nie chodzi mi nawet też o to, że podczas gdy znalazły się niepodważalne dowody na to, że Wałęsa za swoje donosy brał pieniądze, on twierdzi, że nie brał, a niektórzy mu wierzą, lub udają że wierzą. Pies ich wszystkich z ich zidioceniem drapał. To co mnie zadziwia najbardziej, to to, że oni wszyscy uparli się trzymać stronę Wałęsy, głosić jego nieskończone bohaterstwo i bronić go przed atakami polskiej dziczy, podczas gdy on w sposób zupełnie oczywisty jest obłąkany i to w sposób wyjątkowo irytujący. Przychodzi Wałęsa i głosi, że w ciągu minionych 500 lat na świecie nie było od niego większego człowieka, a oni kiwają ze zrozumieniem głowami; przychodzi Wałęsa i ogłasza, że to on sam jeden „obalył komune”, a oni zaczynają bić brawo; przychodzi Wałęsa i zaczyna coś bełkotać bez ładu i składu o tym, że to nie on był Bolkiem, tylko on na prośbę prawdziwego Bolka odbierał pieniądze od esbeków, a dziś nie może powiedzieć, kto to był, bo obiecał milczenie, a oni drapią się z zakłopotaniem po czołach i zastanawiają, o co to Lechowi może tym razem chodzić. I wszystko to jedynie utrzymuje ich w przekonaniu, że ten Wałęsa to jednak gość i że to naprawdę wstyd, że cała Polska jeszcze tego nie zechciała uznać. A zatem to jest to, co w tym wszystkim mnie tak naprawdę interesuje.
Oglądałem więc wczoraj telewizję i nagle doznałem prawdziwej iluminacji. Oto w stacji TVN24 pojawili się kolejno Jan Lityński i Seweryn Blumsztajn i zupełnie niezależnie od siebie powiedzieli coś, co pozwoliło mi pojąć, na czym to wszystko polega. I nie mam tu tylko na myśli obecnie dyskutowanego przypadku Wałęsy, ale w ogóle to, z czym mamy nieustannie od wielu już lat do czynienia w Polsce, gdy chodzi o kreowanie fikcyjnych autorytetów, a nastepnie ich tak histeryczną obronę. Słuchałem najpierw Lityńskiego, a potem Blumsztajna i oni właściwie zupełnie otwartym tekstem powiedzieli mi, jak to naprawdę jest. Otóż oni doskonale wiedzą, że Wałęsa to kapuś, agent i dureń, tyle że my Polacy, w ich najgłębszym przekonaniu, przede wszystkim na nic lepszego nie zasługujemy, a oprócz tego, niczego lepszego już nigdy nie dostaniemy. A zatem, kiedy oni widzą, jak niektórzy z nas bezczelnie podnoszą głowy, a jednocześnie słyszą nasze pretensje, to zwyczajnie dostają cholery. Dali nam Geremka, Kuronia, Bartoszewskiego, Szymborską, księdza Tischnera, żeby nas godnie reprezentowali w tym wielkim, z przyczyn jak najbardziej naturalnych niedostępnym dla nas świecie, a myśmy wciąż żądali czegoś więcej. Dali nam skorumpowany rząd Donalda Tuska i umysłowo ociężałego prezydenta Komorowskiego, gwarantując, że w ten sposób wprawdzie na cuda nie będziemy mogli liczyć, ale nasza skromność z pewnością zostanie doceniona. A my wciąż wydajemy jakieś pomruki, od których cholery można dostać. No i dziś wreszcie przekazali nam do rąk autorytet nie byle jaki, bo to i noblista i przywódca Solidarności i najbardziej znany Polak na świecie, a my i tak narzekamy. I cóż takiego nam się tu nie podoba? Że to kapuś i idiota? A wy byście kogo chcieli? Messiego? Wam się chyba od tego Sienkiewicza w głowie poprzewracało. Czy wy wiecie, co świat będzie sobie o was myślał, kiedy wypuścicie z rąk taki skarb, jak Wałęsę?
Wspomniałem Messiego nie bez powodu. Otóż mamy znajomego, który kiedy dowiedział się, że Bayern Monachium chce kupić Lewandowskiego wręcz stawał na głowie, żeby każdemu z nas wbić do głowy, że Lewandowski w Bayernie nie ma co szukać, że będzie tam jedynie grzał ławkę, a jeśli oni go kupują, to tylko po to, by osłabić Borussię. Co Lewandowski może szukać wśród takich mistrzów? – pytał nasz znajomy. Przecież Bayern to najwyższa klasa światowa, on tam im może najwyżej podawać piłki. Zrozumcie wreszcie, że są miejsca, gdzie my Polacy nie powinniśmy się pchać. Naprawdę, trochę szacunku dla mistrzów.
I proszę mi wierzyć, że ja tego ani nie zmyśliłem, ani nie ubarwiłem. Jeśli już, to raczej pozbawiłem kolorów autentyczności. Natomiast chciałbym zwrócić uwagę na to, że tak naprawdę, tego typu postawa nie jest wcale aż tak bardzo oryginalna. Czymże bowiem innym jest owo nieustanne zwracanie nam uwagi, i to zarówno przez systemową propagandę, jaki i przez zwykłych znajomych, na to, jak zachowanie zarówno prezydenta Dudy, jak i przedstawicieli polskiego rządu w relacjach z zagranicą może nas w ich oczach wyłącznie pogrążyć. To nieustanne zastanawianie się, jak kolejni ministrowie polskiego rządu wypadli to tu to tam. Przecież tu mamy dokładnie to samo: Ty wiesz, co oni sobie teraz o nas będą myśleć? Tyle lat staraliśmy zasłużyć sobie na szacunek w Europie i w ciągu paru dni wszystko straciliśmy. Przepraszam bardzo, ale jaka jest różnica między tamtym chowaniem Lewandowskiego gdzieś za kuchnią, a owym drżeniem ze strachu na myśl o tym, co sobie o nas pomyślą w Paryżu, czy w Berlinie?
Słuchałem sobie wczoraj Blumsztajna i Lityńskiego i nagle zrozumiałem, że to jest własnie plan, który oni realizują wobec nas od samego początku. Plan sprowadzający się do tego, by wzbudzić w nas takie kompleksy, doprowadzić nas do stanu takiego upodlenia, byśmy z jednej strony wymagali od siebie wyłącznie odpowiednio czystej pokory, a z drugiej, byśmy autentycznie nienawidzili jakiegokolwiek przejawu dumy z powodu bycia Polakiem. To był bardzo precyzyjnie napisany plan i ja nie mam dziś co do tego najmniejszych wątpliwości. A dziś, kiedy oni na nas wrzeszczą, jak wiele tracimy odrzucając ten jedyny jeszcze żyjący autorytet, na jaki sobie zasłużyliśmy, oni muszą mieć bardzo mocne poczucie, że toną. Przyprowadzili nam Lecha Wałęsę, człowieka, który w wyborach prezydenckich w roku 2000 otrzymał 1 (słownie jeden) procent głosów, przegrywając nawet nie z Kwaśniewskim, ale z Olechowskim, Lepperem, a nawet Kalinowskim z PSL-u, półprzytomnego durnia, i mówią nam „Macie, żryjcie, to jest wasz autorytet”. A my im mamy dać satysfakcję dwojakiego rodzaju: z jednej strony mamy się za Wałęsę wstydzić i chować przed światem po kątach, a z drugiej traktować go jak relikwię, bo przecież na nic lepszego sobie nie zasłużyliśmy.
Otóż nic z tego. Niedoczekanie wasze. Już ów rok 2000 pokazał wam, że wszystkich zawsze za nos wodzić się nie da. Nawet jeśli do tej roboty zaprzęgniecie nie tylko Lityńskiego i Blumsztajna, ale ich wszystkich. My będziemy zajadać się krewetkami w indyjskim sosie i popijać pierwszej klasy singlem.

Przypominam, że w księgarni na stronie www.coryllus.pl są do kupienia moje książki. Tam jest dużo, dużo więcej.

2 komentarze:

  1. Gratuluję, można tylko się cieszyć z pańskiego talentu i jak go pan używa.
    Dzisiaj już u pańskiego przyjaciela Gabriela Maciejewskiego dałem poradę aby niektórzy zaczęli czytać wykłady ks. Guza,a w nawiązaniu do pańskiego tekstu szczególnie te, gdzie mówi o łasce Bożej dla Roberta Lewandowskiego. Ale te krewetki to bym wolał popijać białym winem a single to już w fotelu.
    pozdrawiam
    Piotr Scheja

    OdpowiedzUsuń
  2. @Peter Szymon
    Ja też miałem na myśli fotel.

    OdpowiedzUsuń