piątek, 26 czerwca 2015

Nasi biorą wszystko, a ja się boję otworzyć oczy

Gdy chodzi o wczorajszą nominację dla Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, nie można ode mnie oczekiwać choćby i cienia obiektywizmu. I od razu muszę tu zastrzec, że nie mówię tego, jako ktoś od kogo w ogóle nie można wymagać obiektywizmu, gdy na scenie pojawiają się tacy giganci intelektu, jak poseł Szejnfeld, były premier Marcinkiewicz, czy posłanka Pomaska. W ich wypadku, mimo że moja opinia na ich temat pozostaje bardzo stabilna, gdyby ktoś mnie poprosił, bym skomentował którąś z ich wypowiedzi, czy zachowań, myślę, że potrafiłbym być przynajmniej merytoryczny. Gdy chodzi o Kidawę-Błońską, wystarczy, że ona się pojawi na horyzoncie, a mnie w jednej chwili ogarnia zawziętość, jaką znamy chyba już tylko z telefonów do „Szkła Kontaktowego”.
Skąd u mnie ów brak tolerancji na osobę Małgorzaty Kidawy-Błońskiej? Otóż wszystko się zaczęło jeszcze w maju roku 2010, kiedy ona udzieliła wywiadu Robertowi Mazurkowi i komentując irytujące bardzo z jej punktu widzenia przedłużanie się żałoby po Smoleńsku, powiedziała co następuje: „Składanie wieńców w miesiąc po katastrofie przed budynkiem było dla mnie czymś ciężkim do zniesienia. […] Ja sama chodziłam na msze, pogrzeby, rozumiem żałobę, ale składanie tam wieńców było czymś dziwnym”. A gdyby ktoś chciał łaskawie wytłumaczyć Kidawę, że jej chodziło wyłącznie o swego rodzaju polityczna demonstrację, a nie samą żałobę, ona natychmiast śpieszy z wyjaśnieniem, że od czasu, gdy jej mama zmarła, ona żałobę w sercu nosi do dziś, ale na czarno ubierała się „nie dłużej niż przez tydzień”. A więc sprawa jest zupełnie jasna. To co dla Kidawy jest tak naprawdę dziwactwem nie do zniesienia, to jest dłuższe niż tydzień zachowywanie żałoby, a domyślać się możemy, że skoro tam – co by nie mówić – była matka, a tu zaledwie grupa kompletnie obcych osób, to nawet ten tydzień wygląda na przesadę.
Ja pamiętałem tamtą wypowiedz Kidawy-Błońskiej tak dobrze przez tyle już lat, do tego wręcz stopnia, że kiedy wczoraj na tym blogu komentator Bendix zamieścił link do tamtej rozmowy z Mazurkiem – swoją drogą polecam, i to nie koniecznie nawet ze względu na cytowaną wypowiedź: http://www.rp.pl/artykul/483410.html?p=1 – żeby nam przypomnieć, z jakim to rodzajem zidiocenia mamy do czynienia, ja nawet nie musiałem do tego wracać. Wszystko mi przez te pięć już ponad lat siedziało w głowie.
A zatem mamy nowego marszałka Sejmu i wygląda na to, że, przy wszystkich zastrzeżeniach, głównie natury politycznej, nikt się zbytnio tym awansem nie przejmuje. Jacek Żakowski wręcz wyraził opinię, że Kidawa-Błońska to dla nas, pisowskiej tłuszczy, kandydat niezwykle trudny do kontestowania, bo jest to osoba tak miła, mądra i lubiana przez wszystkich, że jest praktycznie nietykalna. Ja oczywiście mógłbym tu napisać jakiś ostry komentarz, który przez zawarty w nim poziom agresji zostałby przez Administrację potraktowany z najwyższą surowością, i powiem szczerze, że byłem już nawet temu bardzo bliski, jednak ostatecznie zdecydowałem się ograniczyć do polecenia tamtej rozmowy sprzed pięciu lat. Dlaczego?
Otóż mam wrażenie, że faktycznie nie ma się co rzucać. Kidawa-Błońska z jakiegoś kompletnie dla mnie tajemniczego powodu rzeczywiście pozostaje nie do ruszenia. A zrozumiałem to, kiedy również wczoraj, na równolegle do wpolityce.pl prowadzonego portalu wgospodarce.pl, trafiłem na tekst zatytułowany „Mądrość i wiedza ekonomiczna Małgorzaty Kidawy-Błońskiej PRZECZYTAJ 6 CYTATÓW”, którego zamierzeniem był skompromitowanie Kidawy-Błońskiej przy pomocy sześciu najbardziej ją ośmieszających ją wypowiedzi. Oto jedna z nich, oznaczona numerem 5:
Dziennikarze często mnie pytają, jak to jest być prawnuczką prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego oraz premiera Władysława Grabskiego. Dużo o nich w dzieciństwie słyszałam, ale bardziej w kontekście tego, komu pomogli, co zrobili dobrego dla Polski. Pradziadek Wojciechowski był bardzo skromny, uczynny. Często mawiał: ‘Jeśli jesteś wykształcony, zadowolony ze swojego życia, to twoim obowiązkiem jest zajmowanie się tymi, którzy tego nie potrafią, musisz wziąć za nich odpowiedzialność’”.
Zarządzany przez braci Karnowskich portal podaje nam w ramach kolejnej rundy ściśle prawicowego kabaretu tę wypowiedź i oczekuje, że większość z nas wybuchnie szyderczym rechotem, że jaka ta Kidawa głupia. A ja już tylko sobie myślę, że oni chyba sobie jednak dobrze kalkulują. Jest bowiem bardzo prawdopodobne, że faktycznie większość z nas owym rechotem wybuchnie. Dlaczego? A czy to ważne? W końcu nie chodzi o to, by mieć rację, ale by się głośniej śmiać. Przećwiczyliśmy tę prawdę przez minione pięć lat znakomicie. Teraz, skoro przejmujemy władze, wystarczy, że będziemy powtarzać to, czego się nauczyliśmy od lepszych. No i koniecznie musimy zostawić te dwie czarne kreski biegnące przez twarz Beaty Szydło na jej „szydłobusie”.

Zapraszam wszystkich na stronę www.coryllus.pl, jedyną księgarnię w Polsce naprawdę wartą zainteresowania. Jeśli jednak komuś zależeć będzie na mojej książce o siedmiokilogramowym liściu, informuję, że nakład niestety się właśnie wyczerpał. Mam jeszcze parę egzemplarzy w domu, więc proszę o kontakt pod adresem toyah@toyah.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz