wtorek, 23 czerwca 2015

Kto się boi PiS-u i czy jest na to jakaś maść?

Przyznaję się zupełnie uczciwie, że ponownie, po wielu miesiącach, czy może i latach przerwy, ponownie oglądam telewizję TVN24. Ktoś się zapyta, czemu – skoro już uznałem za stosowne się tak pogrążyć – nie wybrałem Polsatu, czy TVP, a ja na to mam gotową od dawna odpowiedź, że to dlatego, że tamci są od TVN-u znacznie, znacznie gorsi. Tu relacja jest mniej więcej taka, jak w przypadku, gdy ja zwyczajnie – skoro już muszę – wolę słuchać Justina Biebera niż Dawida Kwiatkowskiego. Jest jeszcze gorzej. Otóż ja wolę oglądać TVN24 znacznie bardziej niż Telewizję Republika, na takiej samej zasadzie, by się już trzymać kultury popularnej, jak wspomnianego Justina Biebera przedkładam nad film o pułkowniku Kuklińskim.
A zatem włączam ten TVN i proszę sobie wyobrazić, że dziś znów oglądałem program prowadzony przez Andrzeja Morozowskiego, w którym nagle wystąpili Seweryn Blumsztajn i Piotr Semka. W pewnym momencie, widząc, że spada coraz niżej, Blumsztajn oświadczył, że on „wcale nie jest z Platformy”. A kiedy na to Semka żartobliwie wspomniał, że Blumsztajn za to zachowuje „pewną ambiwalencję”, gdy idzie o PiS, Blumsztajn w charakterystycznym dla siebie stylu wyskoczył z deklaracją, że on PiS-u „nie znosi”. Właśnie tak: „Ależ ja ich nie znoszę!”
I ja w tym momencie uświadomiłem sobie, że tak naprawdę podział, jaki dziś w Polsce mamy, nie jest podziałem między zwolenników Platformy Obywatelskiej, a Prawa i Sprawiedliwości, z tego prostego powodu, że Platformy już nikt nie lubi. Dziś podział w Polsce – a przy tej okazji owa straszna, dewastująca całe społeczeństwo, nienawiść – to podział na tych, co popierają PiS i tych, co PiS-u nienawidzą. Platforma Obywatelska, a tak naprawdę i cała reszta, od wielu już lat nie ma tu żadnego znaczenia.
A zatem, kiedy my mówimy o tym, że w Polsce media są reżimowe, to jest to nieprawda. W Polsce media są absolutnie niezależne, obiektywne i antypisowskie. Dokładnie tak samo jak Seweryn Blumsztajn, człowiek, który, gdyby mu zarzucić, że on i jego „Gazeta Wyborcza” są nieobiektywni i związani z władzą, zupełnie słusznie by się oburzył. Dla niego nie ma znaczenia, czy na tak zwanej tapecie jest Platforma, SLD, Palikot, PSL, czy nawet Ryszard Petru z wynajmującymi go bankami – on wobec nich wszystkich pozostaje całkowicie neutralny. Wyjątkiem jest PiS, no ale przecież wiadomo, że PiS to faszyzm, a faszyzm to kategoria pozostająca poza doraźna polityką, bardziej nawet, niż gwałcenie małych skośnookich chłopców.
Otóż nie. Oglądałem występ Blumsztajna i zdałem sobie sprawę z tego, że po tych ośmiu już latach po raz pierwszy z taką przejrzystością mogliśmy zaobserwować, jak Blumsztajn ze swoim kumplem Morozowskim – a przy okazji całe to towarzystwo, które najwidoczniej wciąż nie zrozumiało, co się dzieje – robią z siebie idiotów. I to że oni robią z siebie idiotów widzą już wszyscy. Nawet większość z ich znajomych z pracy.
Ktoś mnie spyta, czemu, moim zdaniem, oni w takim razie jeszcze nie odebrali programu Morozowskiemu, a jego samego nie wypieprzyli stamtąd na zbity pysk. Otóż nie wiem, ale biorę pod uwagę to, że oni naprawdę bardzo uważają na to, by trzymać obiektywizm, prezentować bardzo różne opinie, od Rymanowskiego po Morozowskiego i odwrotnie, i zachowywać światowe standardy. Zawsze to lepsze niż sztubackie popisy Samuela Perejry i jego koleżanki z „Wprostu” na trasie „Szydłobusa”.

Przypominam, że nakład książki o liściu wprawdzie został już wyczerpany, jednak wciąż mam tu u siebie paręnaście egzemplarzy. Jeśli ktoś wcześniej nie zdążył, proszę o kontakt na adres toyah@toyah.pl. Z tego co słyszę, kończą się też już Elementarz, oraz Marki i dolary. Proszę się spieszyć, bo tu akurat jest tego zaledwie parę sztuk, a dodruk na razie nie jest planowany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz