środa, 1 kwietnia 2015

Z ostatniej chwili: Toyah i Matka Kurka zwierają szeregi

Jak Czytelnicy z pewnością zauważyli, od paru już lat na tym blogu zwracam uwagę na fakt, że System przygotowuje w Polsce polityczną zmianę, co powinno już wkrótce doprowadzić do ponownego przejęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość. Myślę, że dziś, kiedy kampania Andrzeja Dudy w sposób oczywisty zmierza do sukcesu, morale Platformy Obywatelskiej są w faktycznej rozsypce, a jakby tego było mało – po raz pierwszy od wielu już lat – sprawy polskie znalazły się w polu zainteresowania naszych zagranicznych sojuszników, o czym najlepiej świadczą przecieki z Wikileaks oraz rewelacje ujawnione właśnie przez niemieckiego dziennikarza Rotha, widzimy wszyscy bardzo wyraźnie, że nasz kraj wszedł w czas przełomu. W tej sytuacji więc pragnę poinformować wszystkich o decyzjach, jakie zostały podjęte przez System właśnie, gdy chodzi o sytuację naszego bloga. Otóż osoby odpowiedzialne, których tożsamości dziś ujawnić nie mogę, a którzy, o czym mogę zapewnić, mają na względzie wyłącznie dobro naszej Ojczyny, podjęli decyzję, by dla jeszcze lepszego zjednoczenia sił patriotycznej prawicy wokół stojących przed nią zadań, przez najbliższe miesiące oba moje blogi, a więc zarówno toyah.pl jak i osiejuk.salon24.pl były prowadzone przez blogera, którego zarówno pisarski talent, wysoki poziom ideowy, jak i publiczna pozycja, którą zajmuje, zdaniem Systemu, najlepiej się przysłużą wspólnej sprawie. Mam tu na myśli pana Piotra Wielguckiego, znanego powszechnie pod imieniem Matka Kurka.
A zatem od dziś, a więc od 1 kwietnia 2015 roku, ja się dyskretnie odsuwam w cień, natomiast tu, gdzie dotychczas pojawiały się moje teksty, będą publikowane archiwalne notki Matki Kurki. Obecnie więc plan jest taki, byśmy codziennie od dziś aż do zakończenia jesiennych wyborów parlamentarnych, zarówno tu, jak i na blogu w salonie24 czytali wybrane notki Matki Kurki, które on od czasu Smoleńskiej Katastrofy zamieszczał pod adresem kontrowersje.pl. Jak mówię, cel jest wspólny, czyli wzrost moralnej wartości polskiej prawicy oraz zwycięstwo. Dziękuję wszystkim za uwagę i już dziś zapowiadam tekst pana Wielguckiego, wyjątkowo jeszcze sprzed kwietnia 2010, kiedy i on i ja byliśmy wprawdzie w politycznym sporze, ale każdy uważny czytelnik mógł już nawet wtedy zauważyć, że stoimy wobec wielkich wyzwań. Tekst nosi tytuł: „Genialny Kurka palcem wytyka przeciętnego Osiejuka” http://kontrowersje.net/tresc/genialny_matka_kurka_palcem_wytyka_przecietnego_osiejuka.


Nie widzę nic złego w tym, że między piszącymi trwa rywalizacja, zdziwiłbym się gdyby było inaczej. Naturalna sprawa, każdy chce być najlepszy, co prawda ja takich marzeń nie mam, ponieważ najlepszy jestem na jawie i to nie jakiś tam jeden z najlepszych, jeden z najbardziej znanych, po prostu mistrz. Jest Matka Kurka, kilometry pustki i inni usiłujący coś napisać. Jako geniusz wykazuję wszelkie cechy geniuszu, plus cechy towarzyszące: najwyższe mniemanie o sobie, pewność siebie sprowadzająca się do bezczelności, pogarda dla wszystkiego co marne, a nawet średnie. Geniusz widzi więcej, szybciej, dalej, dlatego z reguły pozbawieni błyskotliwości przeciętniacy, którzy zawsze uczyli się na pamięć, nie są w stanie zaakceptować geniusza.
Geniusz ich drażni, a podrażnieni geniuszem zaczynają wypisywać swoje przeciętne teksty. O czym może pisać przeciętniak, taki co mu Bozia dała poszaleć i pozwoliła opanować kilka zasad gramatycznych, wykutych na pamięć? Taki nie jest w stanie napisać nic porywającego, zatem musi się ratować wzniosłością. Powiedzmy, że ktoś ma słabszy dzień, zdarzy mu się napyskować komuś innemu, kogo pierwszym rzutem oka ocenił jako nieistotnego. A tu pech, niespodzianka, nieistotny przyłożył repliką, tak że się klasycznie zapomniało języka w gębie. No i co teraz? Można przyjąć dwie postawy, zapomnieć i być przekonanym, że jutro będzie lepiej, po prostu nauczka na przyszłość, jak się nie ma dnia, to się lepiej nie odzywać. Albo można uwznioślić przyczyny swojej porażki, z tym, że ta druga wersja jest tylko dla przeciętnych, geniusze zawsze korzystają z pierwszej.
Jak się uwzniośla swoje porażki? Nigdy tego nie robiłem, ale ponieważ to jest zajęcie dla przeciętniaków, to taki geniusz jak ja, może sobie pozwolić na pięć minut zabawy i sportretować takie przykładowe błazeństwo. Tylko w co się bawić? Jakieś dane trzeba by wprowadzić. Niech będzie, że ktoś z nas po prostu zrobił sobie jaja, takie jak w tych programach co pokazują „Mamy cię”, czy coś takiego. Namierzamy jakiegoś frajera i robimy sobie z niego jaja. Według gustu namierzamy, ja to akurat lubię sobie namierzyć takiego, co on się sam prosi. Natknąłem się raz na takiego, wchodzę, wcześniej grzecznie pukając, słyszę, że otwarte, to idę do środka. Rozglądam się po ścianach, a tam same ikony wiszą, święte obrazy.
„Na razie słuchaj starszych, bo mają więcej lat i mogą Cię często ustrzec od błędów i niebezpieczeństw strasznych. Nie oszukuj i nieożartowywuj nikogo. Nie strasz siostry, a opiekuj się nią. Śmiej się dużo, ale szczerze, nie złośliwie. Nie bądź mazgaj (chyba nie jesteś). Nie bądź sknera i pazerus, bo to nie przystoi. Nie bierz przykładu z brata starszego, dopóki nie stanie się godzien tego”
(G. Przemyk w dedykacji dla młodszego brata z roku 1981)
Portrety zakatowanego przez UB dziecka, wraz z osobistym listem do młodszego brata. Starowinka oparta na laseczce, hardo spoglądająca przed siebie. Z razu myślę, że rodzina, ale potem się orientuję, że to obcy ludzie, że nie krewni i zaczyna mnie wystrój wnętrza razić. Pytam siebie, bo kogo mam pytać, jak nie geniusza? Kim może być właściciel tego lokum, który po moim wejściu nie zezwolił na zamknięcie drzwi, tak żeby patos rozwieszony na ścianach nie przepadł w półmroku. Mój geniusz mi odpowiada, że to na pewno przeciętniak, ale dodatkowo może być jeszcze szczeniak. Zwykle szczeniaki rozwieszają po ścianach plakaty idoli, zbierają aluminiowe puszki, klasery wypełniają opakowaniami po gumach do żucia, żeby się przed rówieśnikami popisać. Tylko coś mi tu mimo wszystko nie gra, pytam zatem dalej o co chodzi? I dowiaduję się od własnego geniuszu, że w domu to sobie każdy może co mu się podoba, nawet z domu uczynić dom publiczny może, poprzez szerokie otwarcie drzwi, tak żeby wszyscy widzieli sprzęty i wystrój, ale to się zawsze czyni w jakimś celu.
Zamanifestować całemu światu, że u mnie w domu wisi portret męczennika, bohaterki i osobisty list, osobisty zatem nie mój. To wszystko na widok publiczny wystawione ma pokazać, że gospodarz tego lokum nie jest byle kim, to człowiek przywiązany do patosu, który sobie umościł cudzą tragedią i cudzą chwałą. Nie natknąłem się na życiowe trofea gospodarza, zamiast tego po oczach dano mi intymnością i to intymnością, której właściciel już żadną miarą obronić nie może. Zwykle geniusz megaloman nie podnieca się takim widokiem, chyba żeby tam moje niefortunnie powieszone zdjęcie się znalazło. Ale nawet z moją bezczelnością geniusza nie miałbym odwagi tak głęboko wejść w prywatność ofiary i rodziny, która jeszcze żyje i to mnie ubodło.
Podenerwowany, myślę sobie, że sprawdzę co gospodarz przystrojony w cudzy patos, w obcą tragedię i nie swój heroizm, sobą reprezentuje. Oceniając gospodarza jako przeciętnego, używam przeciętnego testu. Wchodzę do domu jako niewinna dwudziestoletnia panienka i delikatnie zwracam uwagę, że w języku polskim bardziej przyjętą jako literacka jest deklinacja „pokojów”, nie „pokoi”. Uwagę zwracam przy okazji patriotycznie nabzdyczonego tekstu, gdzie gospodarz wyraźnie walczy za wolność naszą i moją i w ogóle. Test banalny, jeśli gospodarz faktycznie przywiązany do wartości i zajęty walką o wzniosłe, rzecz jasna nawet nie zwróci uwagi na smarkatą, jeśli jednak cała ta symbolika tylko za blichtr robi i dla cynicznej zmyłki wisi, no to słoma z butów gospodarza wyjść musi. Tak też się stało, okazało się, że na tle świętych obrazów, cudzej intymności, obcego heroizmu jegomość zaczął krzyżem padać nad własną małością.
Czego to on nie udowadniał, ilu on słowników nie przeleciał w tempie machów, by na koniec napisać, że jego połowica ma wuja w radzie językowej i to kwestię rozstrzyga. Całe snopki poleciały z trzewików i tylko zdawało mi się, że starowinka jakby wzrok z hardego na gniewny zmieniła, a młodzian bardziej grzywkę na brwi zarzucił jakby się chciał schować za lokami. Zapomniałem o sprawie, uznałem, że nie ma tam po co wracać, odszedłem. Ale mojej wizyty gospodarz nie mógł zapomnieć, tak go ubodła gramatyka, że za parę dni wysmarował elaborat, jak to go w jego domu kontrwywiad, dawny ubek, a może i obecny układ, czy inny wraży demon odwiedził. Pisał żarliwie, że to nie mogła być zwykła językowa wizyta, to musiał być atak lidera, prowokacja, zamach na groby ojców, jakiż on tam Bogów nie wzywał, jakiego symbolu nie użył, ilu szat nie podarł i blizn nie pokazał.
Wszystko, że mu „pokoi” wypomniano. Po robocie poszedł pozbierać laury od równie przeciętnych, albo i jeszcze niżej jak on sytuowanych, w ten oto sposób Ojczyznę przed wrogiem uratowano, atak odparty. Gdy na jaw wyszło, że to jaja były, że co najwyżej ktoś się pośmiał i nie trzeba z tego wielkiej katastrofy robić, gospodarz znów nie powstrzymał patosu i wyrzeźbił dokument kolejny. A w nim, że cnocie i kłamstwu cenę wystawiono, że niegodziwym, że oto on namierzył portret tego co gębę ma przepastną i jęzor plugawy. Zgaduj ludzie kto on i plwaj na takiego owego. Znów elaborat poranił wielkie słowa, prawda, Bóg, cnót ogrom i wiele innych co strach wymienić, a wszystko przez to, że jegomość harbuza od smarkuli dostał. Zbiegła się do tego paszkwilu zgraja i biła brawa, pieśni patriotyczne nuciła, jeden przez drugiego się ścigał, że to on zdrajcę pierwszy pochwycił. I tylko chłopiec z całym portretem i dedykacją zszedł ze ściany i tylko staruszka odtrąciła laskę i ruszyła przed siebie. Wystrój prysł, pozostało klepisko i tańczące snopki z trzewikami. A kimże był ten patriota, kimże ta zdradliwa dziewica. Nikt to taki, zwykły taki nauczyciel, przeciętny, wykształcenie znajomością z wujem połowicy zastępujący.
Ktoś może spytać, czy to nie skurwysyństwo, takie pokazywanie cudzych portretów, takie robienie z pokoju publicznego domu. Dobre pytanie i odpowiedź brzmi, pełne skurwysyństwo, ale ja geniusz, nie przeciętniak i pokazuję intymność żywego, niech się broni sądem, słowem czym tam potrafi. Ten przeciętniak wytapetował sobie ściany intymnością ofiary, która bronić się nie może. Na tle intymności uprawia błazeństwa, bo nie potrafi się pogodzić ze swoją przeciętnością, próbuje sięgnąć po geniusz wystrojem swojego publicznego domu. Wszystko zniosę i wszystko tolerować mogę, nie jeden przeciętniak próbował mi już siurakiem do nogawki sięgnąć, ale kiedy byle przeciętniak mordę sobie wyciera cudzym, by mnie obsikać, za to przeciętniak zapłacić musi. Nie mnie, nie śmiem też w imieniu tych co już nie mogą się bronić występować, to po prostu w imię zasad.... przeciętniaku.
Wypada jeszcze wytłumaczyć co mi z tą genialnością przyszło do głowy. Otóż gdy ja mam ochotę ulżyć swojej potrzebie sławy i wielkości, mówię o sobie czule bez kamuflażu. Nie obsrywam cudzych świętości, nie posiłkuję się nie moją wielkością, odwołuje się do swojej małości, aby połechtać i wykreować wielkość, to uważam za uczciwe i moralne. Skamlanie wokół własnej małości podparte cudzą sławą, dętym patosem i narodowym symbolem, to kundla zajęcie.
PS Kto nie wie o kim mowa i dlaczego, niech nie żałuje, przeciętnych nicków i adresów nie zamierzam promować.

Pozdrawiam wszystkich wiosennie i zapraszam do księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie są do kupienia wszystkie moje książki, zaczynając od pierwszego wyboru felietonów z tego bloga, wydanego jeszcze pod imieniem Toyah, a kończąc na ostatnim, zaledwie sprzed paru miesięcy. Polecam gorąco.

1 komentarz:

  1. Genialne!

    Ja ciebie zawsze doceniałem. Co oznacza nie byle co, przez nie byle kogo.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń