poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Raport z wolnego miasta

Nie umiem powiedzieć, które to z kolei były moje targi, natomiast gdy chodzi o Wydawców Katolickich, to chyba trzecie i mam wrażenie, że w pewnym sensie najbardziej udane ze wszystkich dotychczasowych, w jakich zdarzyło mi się w ogóle brać udział. Od razu jednak muszę wyprowadzić z błędu wszystkich tych, którzy sobie od razu pomyśleli, że zaliczyłem jakąś rekordową sprzedaż. Akurat nie w tym rzecz. Sprzedaż wprawdzie była na przyzwoitym, choć raczej zbliżonym do dolnego, poziomie. To co mnie natomiast zachwyciło i dało mi tyle satysfakcji, to fakt, że chociaż tym razem nie miałem ze sobą żadnej nowej książki, która ciągnęłaby ogólną sprzedaż, podobnie Gabriel, poza nowym wydaniem pierwszego tomu Baśni, nie bardzo był w stanie mi tu pomóc, a mimo to naprawdę nie było źle, no i, co wcale nie najmniej ważne, po raz pierwszy miałem przyjemność dorzucić się do ceny wynajęcia stoiska, to fakt, że książki kupiło wyjątkowo dużo osób, które wcześniej ani o nich, ani o wydawnictwie Coryllusa, nie słyszały. Naprawdę bardzo dużo osób zdecydowało się kupić te książki tylko przez to, że je sobie obejrzało i dało się zachęcić tam na miejscu.
Najlepiej świadczyć powinien o tym, że tym razem to nie blog mi najbardziej pomógł, świadczyć fakt, że akurat najwięcej sprzedałem „Listonosza” i „ Rock and rolla”, a zatem polityki tu było naprawdę bardzo mało. Jeśli sobie przypomnę, jak to podczas pierwszych moich wypraw targowych, poza czytelnikami bloga, nie miałem praktycznie klientów, po tych dwóch dniach jestem pod naprawdę dużym wrażeniem.
Ale zdarzyło się jeszcze coś, co uważam za dobry znak. Otóż w sobotę na targach pojawił się Bogdan Rymanowski ze swoim wywiadem z Małgorzatą Wasserman. Ponieważ tak się składa, że mój syn lubi Rymanowskiego zupełnie bezinteresownie, pomyślałem, że kupię mu tę książkę i przy okazji poproszę Rymanowskiego o dedykację. I oto doszło do takiej wymiany:
-Czy mógłbym prosić o dedykację dla syna?

- Proszę bardzo. Jak syn ma na imię?
- Antoni.
- A nazwisko?
- Wie pan, może to opuśćmy, bo to jest akurat takie nazwisko, które trzeba by było pewnie literować, a po co się męczyć?
- Ależ nie ma problemu.
- No to niech będzie. O-s-i-e-j-u-k.
- To bardzo znane nazwisko.
- Chyba nie.
- Owszem, tak.
- Pan zna?
- Oczywiście, że znam. Pan pisze, tak?
- Piszę.
- Miło mi.
- Mnie również.


Uprzedzając wszystkie złośliwości, chciałbym od razu powiedzieć, że ja to wszystko wiem i wszystko rozumiem, jednak chciałbym zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Przede wszystkim po raz kolejny się okazało, że oni nas czytają i to oczywiście daje satysfakcję. Druga natomiast rzecz to ta, że on się jednak do tego przyznał, prawda? A nie musiał. Mógł dać mi do zrozumienia, jak wielu innych dotychczas, że oni stanowią inny krąg i bzdurami się nie zajmują. Jestem pewien, że Feusette by się nie przyznał. Skwieciński, Zaremba, Karnowski, Terlikowski, Mazurek, Nykiel – oni by tę wiedzę zachowali dla siebie. Rymanowski mógł być dyskretny, ale machnął na nią ręką i moim zdaniem to świadczy o nim jak najlepiej.
No i jeszcze wiadomość niemal już z ostatniej chwili. Już pod koniec dnia w niedzielę, miałem okazję podarować swoje „Licho” cudownego księdzu Waldemarowi Chrostowskiemu. Podarowałem mu tę książkę, on mnie poprosił o dedykację i adres mailowy, uścisnęliśmy sobie dłonie i jeśli o mnie idzie, to jest to dla mnie coś, na co bym mógł zamienić całą resztę.
I tyle. Jeśli przyjdą mi do głowy jakieś nowe refleksje, to się oczywiście nimi podzielę. A jeśli będą jakieś reakcje ze strony księdza, poinformuję natychmiast.

Już 7 maja będziemy z Gabrielem i Dr.Wallem w Opolu na uniwersytecie rozmawiać o nadchodzących wyborach. Tydzień później w Warszawie zaczynają się targi na stadionie, gdzie również będę, prawdopodobnie od początku do końca. Do tego czasu zachęcam do odwiedzania księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie jest wszystko pod ręką.

2 komentarze:

  1. Też sie dałam Coryllusowi namówić na Rock&Rolla, choć nie miałam go wcale w planach. Byłam niestety we czwartek, gdyż moja Siedmiolatka koniecznie chciała iść, a wolałam nie ryzykować, że zostanie niemal zdeptana, jak na targach historycznych.


    OdpowiedzUsuń