środa, 8 kwietnia 2015

O strachu, wynikającym z obywatelskiego poczucia obowiązku

Jak już tu chyba kiedyś wspominałem, z Facebooka nie korzystam i, jak wiele na to wskazuje, korzystać już nie będę. Owszem, mam tam uruchomione dwa konta, jeszcze od czasu, gdy wydawało mi się, że coś z tego będzie, ale wszelki zapał opuścił mnie właściwie w pierwszych dniach, a wszystko, co było dalej, to już tylko stopniowy upadek, i tam dziś panuje niemal idealny bezruch. Prawdą jest natomiast, że dla moich dzieci Facebook to bardzo ważna część życia w tym sensie, w jakim dla wielu z nas bardzo ważną częścią naszego życia jest Internet. To zresztą jest ich, a nie mój koncept. Kiedyś zwróciłem się do córki z pytaniem, czemu Facebook, na co ona mi odpowiedziała, że w Facebooku jest cały Internet. Oczywiście, dla mnie, jak wiemy, cały Internet jest poza Facebookiem, ale tu chodzi o to, że oni nie wchodzą do Internetu inaczej, jak przez owego Facebooka. Chodzi o to, że jeśli któreś z nich przychodzi do mnie ze swoim telefonem, tabletem, czy laptopem, żeby mi pokazać jakąś ciekawostkę, to ja wiem na 101 procent, że ona czy on doszli do tego co tam niosą, przez Facebooka. Można wręcz podejrzewać, że gdyby nie Facebook, to dla nich Internet przestałby praktycznie istnieć… no może poza tym blogiem.
Weźmy więc na przykład internetową stronę śląskiej policji. Czy jest może tak, że moje dzieci siedzą przy swoich komputerach i na bieżąco sprawdzają, co tam nasza policja ma do roboty? Oczywiście, że nie. A jednak stało się tak, że w niedzielę syn mój opowiedział mi o zdarzeniu, o którym sam przeczytał na owym policyjnym portalu, no a doszedł do tego oczywiście dzięki Facebookowi. A ja nie mam dziś żadnego innego wyjścia, jak tylko przyznać, że ten cały Facebook ma jednak w sobie to coś.
A było tak, że którejś z minionych nocy ulicą Plebiscytową w Katowicach szedł sobie jakiś spóźniony 20-letni obywatel, do którego podszedł inny obywatel, lat 25, zaciągnął do pobliskiej bramy, kazał opróżnić kieszenie i zabrał mu telefon komórkowy. Standard? Owszem. Jednak od tego momentu sprawy potoczyły się zupełnie niestandardowo i jeśli ktoś myśli, że ja sobie robię przysłowiowe jaja, to jest w błędzie. Wszystko jest do przeczytania tu: http://katowice.slaska.policja.gov.pl/k14/informacje/wiadomosci/139196,Nie-ukradne-ci-tego-telefonu-Zaraz-ci-go-oddam.html?search=9516.
Otóż napastnik najpierw zabrał mu telefon, następnie opowiedział mu wzruszającą historię swojego życia, po czym nieoczekiwanie zapewnił chłopaka, że nie ma się czego bać, bo on złodziejem nie jest i mu ten telefon zaraz odda. Tyle że zrobi to tak, że pójdzie teraz na piętro do siebie do domu, a następnie zrzuci chłopakowi telefon przez okno. Chłopak ma czekać na dole i pod żadnym pozorem nie wzywać policji, bo nie dość, że telefonu nie odzyska, to tamten go normalnie zabije. Ot tak. Facet poszedł na górę, chłopak czekał, po chwili na którymś tam piętrze otworzyło się okno, pokazała się głowa, rozległ się okrzyk „łap”… jednak nic nie spadło. Kiedy chłopak zawołał, że telefonu nigdzie nie ma, człowiek w oknie poprosił, by ten na niego poczekał, to on za chwilę zejdzie na dół i pomoże mu telefon znaleźć. Jak obiecał, tak zrobił i tym razem obaj zaczęli szukać, oczywiście bezskutecznie. Człowiek z okna zapewnił jednak chłopaka, że on telefon z całą pewnością zrzucił, ale najwidoczniej ktoś go w międzyczasie znalazł i zabrał. Na dowód, że nie kłamie, pokazał cztery inne telefony, z których żaden nie był telefonem chłopca. Mężczyźni pożegnali się, człowiek z czterema telefonami wrócił do siebie na piętro, a chłopak poszedł prosto na policję, która w ciągu paru chwil złodzieja odnalazła i zamknęła.
Dziwne? Owszem. Przyznaję, że ja z tego też nic nie rozumiem, jednak nie to jest powodem, dla którego w ogóle o tym opowiadam. Rzecz bowiem polega na tym, że jeśli powyższą historię potraktować, jako przypowieść i odnieść ją do tego, z czym mamy do czynienia w skali ogólnospołecznej, w odniesieniu do spraw, którymi się tu pasjonujemy najmocniej, a więc do polityki, to musimy sobie uświadomić, że ci z nas, którzy 10 maja pójdą na wybory i zagłosują na Bronisława Komorowskiego, jeśli czymkolwiek się różnią od tego dziwnego chłopaka obrabowanego z telefonu, to wyłącznie na niekorzyść. Przepraszam bardzo, ale on przynajmniej poszedł na policję i się poskarżył. W pewnym momencie otrząsnął się z owej nieprawdopodobnej wręcz hipnozy, walnął się w łeb i poszedł na najbliższy komisariat policji. Jestem pewien, że niektórzy z nas – przyznajmy, że robieni w trąbę nie tylko przez Komorowskiego i jego towarzystwo, ale przez całą obecną władzę, i to w sposób nie mniej drastycznie bezczelny – gdyby się znaleźli w sytuacji tego chłopaka, nie dość, że uznaliby, że dla świętego spokoju lepiej się o głupi telefon nie awanturować, to gdyby ten kosmita im kazał na siebie zagłosować przy okazji najbliższych wyborów, bo inaczej on o wszystkim się dowie i zdrajców pozabija, oni by – również dla świętego spokoju – na niego zagłosowali.
Niedawno – też dzięki Facebookowi, naturalnie – oglądałem nakręcony kamerą wideo sondaż na ulicach Warszawy, podczas którego przypadkowi ludzie mieli odpowiedzieć na dwa pytania: pierwsze, na kogo zagłosujesz w majowych wyborach, a drugie – dlaczego. I proszę sobie wyobrazić, że niemal każdy z wyborców Bronisława Komorowskiego, niezależnie, czy stary, czy młody, czy kobieta, czy mężczyzna, czy bardziej czy mniej elokwentny, odpowiadał, że dlatego na Komorowskiego, bo on akurat gwarantuje, że nie będzie gorzej. Oni zdecydowali się głosować na Komorowskiego nie dlatego, że jest mądry, ładny, waleczny, uczciwy, prawdomówny, współczujący, dowcipny, wykształcony, że jest patriotą, albo prawdziwym Europejczykiem, religijnym, czy choćby i bezbożnym – nic z tego. Jedynym wymaganiem kierowanym wobec niego, jedyną tak naprawdę aspiracją, jaka żyli ci ludzie, było to, by ktoś im obiecał, że nie będzie gorzej. Niektórzy jeszcze mówili, że dlatego Komorowski, że poprzednio też głosowali na niego, więc jakoś nie wypada głosować inaczej, wedle klasycznej już zasady: „Lubię tylko te piosenki, które już słyszałem”.
Pozwolę sobie wrócić do tego dziwnego złodzieja telefonów komórkowych. Czemu on przeprowadził całą tę akcję i czemu w taki sposób, tego oczywiście nigdy się nie dowiemy. Nawet gdyby on nam wszystko opowiedział w programie Moniki Olejnik, to i tak to co się stało, pozostaje tak niewyobrażalnie dziwne, że jego słowa tracą wszelkie znaczenie. Bo faktem jest, że stoimy wobec najbardziej czarnego kosmosu i to, co widzimy, stanowi zagadkę najwyższej klasy. Oczywiście, chłopak się bał. To wiemy i to jest naturalne. Bałby się każdy z nas. Jednak w momencie, gdy bandyta kazał mu czekać grożąc śmiercią, on miał już gnać na policję. A on mimo to czekał, później jeszcze z nim dyskutował, następnie, jak ostatni kretyn, tego telefonu z nim po ciemku szukał…
I tu, zwróćmy uwagę, też mieliśmy do czynienia ze strachem. Strachem już nieco jednak innym, bo nie wynikającym z bezpośredniego zagrożenia, ale z czegoś całkowicie nowego, z poczucia mianowicie pewnego szczególnego obowiązku. I to jest świadomość wręcz porażająca.
Niedawno mieliśmy tu okazję czytać tekst mojego dobrego kolegi Gerarda, psychologa i psychoterapeuty, który w bardzo szczegółowym i głębokim eseju (http://toyah1.blogspot.com/2015/03/opor-przed-zmiana-na-lepsze-czyli-o.html) przedstawił nam powody, dla których, zamiast bez zastanowienia iść na policję, my postanawiamy stać do samego końca pod tą klatką i czekać diabli wiedzą na co.
Mam wielką nadzieję, że chłopak z tej szczególnej policyjnej historii jeszcze kilka miesięcy temu, po tym, co się stało, wróciłby do domu i wytłumaczył sobie, że postąpił racjonalnie. Czemu mam taką nadzieję? Bo liczę bardzo na to, że jednak można się podnieść. Bardzo chciałbym uwierzyć, że z przemocy i kłamstwa można się podniesć.

Przypominam, że wszystkie moje książki można zamawiać na stronie księgarni pani Lucyny Maciejewskiej pod adresem http://coryllus.pl/?page_id=69. Szczerze polecam, choćby w ramach skutecznej psychoterapii na trudny czas.

3 komentarze:

  1. Uważaj! Facebook wciąga, jak opium!
    Olewałem fejsa, tak, jak ty. Aż w związku z naszą akcją RATUJ LASY redakcja zmusiła mnie do systematycznego nadzorowania FB. No i wpadłem. Co najmniej 4x dziennie przeglądam witrynę. Jak tam się zakolegowałeś z właściwymi ludźmi, to masz praktyczny przegląd sytuacji w całej blogosferze, bo każdy podrzuca tu najbardziej łakome kąski. Nie trzeba więc latać po stronach, bo wszystko jest na miejscu.
    To taki wyciśnięty sok z malin, który jest o wiele smaczniejszy niż same owoce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałem o tym kolekcjonerze komórek z Katowic ,bardzo dziwny,nieznany dotąd przypadek,ale kolega psychoanalityk trafił w dychę z tą pogardą prawdy i analizą stanu psychicznego Polaków. .Dodałbym jeszcze że to co się wylewa z telawizorów (w/g Optymisty1930)to pogarda polskości,Polaków i ich statusu istnieniowego przez substancję napływową.Lepszych,będących u władzy do tych gorszych oddalonych od tego tortu.

    OdpowiedzUsuń
  3. @dontadejro
    Możliwe, ja jednak - ostatnio coraz mocniej - skłaniam się do tego, by podejrzewać ich o jakąś bardzo szatańską zagrywke psychologiczną. Nie bez powodu tam przy nich pracuje kilku bardzo znanych psychologów.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.