czwartek, 12 marca 2015

Opór przed zmianą na lepsze, czyli o dziwnej miłości ludzi do władzy, która ich niszczy

Kto czyta ten blog od początku, być może pamięta tekst o pukaniu do duszy, opublikowany zresztą również w zbiorze o siedmiokilogramowym liściu, w którym przedstawiłem bardzo subiektywną krytykę wszystkiego tego, co jest określane przy pomocy przedrostka „psycho-”, a więc psychologii, psychiatrii, psychoanalizy… można wymieniać. Przy okazji jednak przyznałem, że wśród moich znajomych znajdują się zarówno psychologowie, jak i psychiatrzy i psychoanalitycy, których jak najbardziej szanuję i o których umiejętnościach mam jak najlepsze zdanie. Przy tej okazji wspomniałem o koledze, który, o ile mi wiadomo, jest psychoterapeutą wybitnie wykształconym i doświadczonym, i choć z mojego punktu widzenia to, czym on się zajmuje pozostaje czymś całkowicie bezużytecznym, jestem pewien, że są osoby, które bez jego pomocy nie byłyby w stanie funkcjonować.
Spotkaliśmy się dość niedawno, w pewnym momencie zeszło na politykę i kolega zaczął się głośno zastanawiać, dlaczego niektórzy z nas z tak niezwykłym zaangażowaniem, by nie powiedzieć miłością, dają się zniewalać kłamstwu. Ja mu próbowałem coś tłumaczyć, że to albo ze strachu przed PiS-em, albo z obawy przed opinią znajomych, albo przez zwykły koniunkturalizm, albo jeszcze z jakiegoś innego powodu, na co jednak on przez cały czas się tylko niecierpliwił i powtarzał, że jemu chodzi o coś jeszcze innego i że ja go nie chcę zrozumieć.
I oto parę dni temu spotkaliśmy się ponownie i kolega mnie poinformował, że napisał tekst, w którym przedstawił swoją teorię na temat, o którym sobie rozmawialiśmy parę miesięcy temu, rozesłał go w różne miejsca, jednak bez efektu. W tej sytuacji, uznając, że to jest coś naprawdę wyjątkowego, zaproponowałem, że owe refleksje zamieszczę tu na tym blogu. Uważam, że z pożytkiem nie tylko dla nas tu się spotykających. Zapraszam gorąco.


Wzrasta świadomość manipulacji, na której opiera swoje działania władza. Demaskowane są kłamstwa, kradzieże i zbrodnie. Ujawniane są metody działania służb propagandowych, do których należą media i dyspozycyjne autorytety. Pokazywane jest nieetyczne, szkodliwe i bezkarne postępowanie zależnej od władzy, coraz potężniejszej armii urzędników. Jednak wiele osób nie respektuje tej wiedzy, okazując swoje przywiązanie do władzy, która ich niszczy. Niektórzy „widzą dobre a wybierają złe” i obdarzają niemal miłością swych wewnętrznych i zewnętrznych tyranów. Niepojęte z logicznego punktu widzenia jest to, jak ludzie potrafią na swych władców wybierać tych, którzy ich nienawidzą i źle traktują. Mniej lub bardziej świadomie pozwalają się władzy oszukiwać. Nie znaczy to jednak, że są oni oszukiwani i poniewierani tylko dlatego, że tego pragną.
Dotyczy to zresztą nie tylko naszego kraju, w którym, zwłaszcza od 10 kwietnia 2010r. pogarda do prawdy wręcz znów galopuje. Odwieczny konflikt między dobrem a złem toczy się jak świat długi i szeroki, wewnątrz i na zewnątrz człowieka. Od początku 2015r. jednak, konstruowanie przez władzę konfliktów z różnymi grupami społecznymi: z lekarzami, górnikami, kibicami - „kibolami”, rolnikami, opiekunami niepełnosprawnych, nauczycielami, kolejarzami, kierowcami, klientami banków, pocztowcami itd. spotęgowane jest w sposób zupełnie niebywały. Nawet z Rosją aranżowany jest konflikt w celu prowokowania samego napięcia, a nie po to, by uporać się z niezałatwionymi problemami.
Chaos i zmęczenie wspomnianym napięciem, niepewnością, zagrożeniem i gniewem, to korzystne podłoże dla mętnych interesów i manipulacji w roku wyborów.
Inną sprawą jest to, że dla niektórych jednostek wartość może mieć emocjonalne ekscytowanie się manipulacjami.
Podobnie jak dzieci, które są bite i wykorzystywane przez rodziców, jak kobiety niszczone przez mężów alkoholików, mężowie poniżani przez żony, również wyborcy, nie tak rzadko, jak można by oczekiwać, bronią swych ciemiężycieli, czują się do nich przywiązani i za nic w świecie nie chcą ich opuścić.
Nie chodzi w tym przypadku o natury czerpiące patologiczną przyjemność masochistyczną, lecz o zwykłych ludzi, którym jest ciężko, którzy cierpią i boją się o siebie i o innych.
Jak powstaje stan umysłu, który powoduje, że niektórzy z nas uzależniają się i stawiają – podobnie jak w przypadku środków odurzających – na ludzi, którzy im w sposób oczywisty szkodzą? Zrozumienie tego może pomóc się z tej zapaści wydobyć.
Ludzie ciągle męczeni słownymi manipulacjami, urzędową niesprawiedliwością, bezkarnością oszustów i oprawców, oraz trudami dnia codziennego, karmieni atmosferą napięcia, zagrożenia i niepewności, dzieleni i napuszczani jedni na drugich, upokarzani, po pewnym czasie wchodzą w stan wewnętrznego pomieszania, są zmęczeni i popadają w bierność. Czymś absolutnie zwyczajnym jest, że człowiekowi zmęczonemu nie tylko nie chce się czegokolwiek robić, ale niekiedy nawet i myśleć. Zdrowe pragnienie bierności, w niekorzystnych warunkach przepoczwarza się w pasywizację, w bezwolność, zatracanie instynktu samozachowawczego. Męczeni, mogą stać się umęczonymi, a w końcu męczennikami. Nieznośne rozczarowanie i niemoc wzbudza w pewnych okolicznościach karzący gniew wobec świata zewnętrznego i siebie. Z czasem, pojawia się obojętność i bierność, unikanie wyborów. Człowiek kapsułuje się psychicznie w swoim świecie i żyje iluzją, iż cokolwiek złego się podzieje, jego to nie dotyczy. Nieświadomie dochodzi do gloryfikowania bierności. Taki człowiek dąży do zatracenia się z bardziej złożonych powodów, niż ma to miejsce w przypadku tak zwanych „lemingów”.
W takim stanie umysłu człowiek łatwo rezygnuje z wnikliwego myślenia i dążenia do prawdy, tym łatwiej, że jest ona podważana i odzierana z wartości. Słowa tracą właściwe znaczenie. Powstaje swoista nowomowa, gdzie kłamstwo określane jest, jako niewinne mijanie się z prawdą.
Nowomowa, a wraz z nią nowomyślenie tym bardziej diabolicznie przenikają w człowieka, im powszechniej są stosowane, szczególnie przez tak zwane opiniotwórcze środowiska.
Obroną przed manipulacją jest konfrontowanie głoszonych słów z rzeczywistymi działaniami i ich skutkami. „Poznacie ich po ich owocach”.
Perfekcyjne i perwersyjne jest szermowanie hasłami i gestami, które pięknie wyglądają, lecz z których nie urodzi się już żadne dobro. Działania, które mogą się wydawać, że podejmowane są w słusznych sprawach, w rzeczywistości jedynie pozorują dążenia do dobrych celów. Mają charakter propagandowy i powodują kolejne nadużycia, jak choćby walka z tzw. dopalaczami, czy hazard.
Regułą jest mechanizm projekcji, polegający na przypisywaniu innym swoich własnych niewłaściwych cech i zachowań.
Negatywnym faktom nadaje się przewrotnie pozytywne znaczenie. Przykładem jest obtrąbiona jako narodowy sukces, decyzja premiera, który znalazł odpowiedź na pytanie „jak żyć?” i wybrał emigrację.
Fabrykowane i propagowane są tak zwane „fakty prasowe”, a więc coś, co w rzeczywistości nie istnieje. Wymyślone, martwe treści nabierają „życia” w psychice i relacjach ludzkich.
Celna krytyka, może stać się chwytliwą metodą manipulacji, gdy krytyk nie mówi jednocześnie, że krytykuje swoje własne „dzieła”. To co było idealizowane jest dewaluowane. Zamieszanie tym bardziej wzrasta, gdy krytykujący wchodzi „w skórę” poszkodowanych przez siebie, przyjmując za swoje własne ich zasadne argumenty, jednocześnie zapewniając, że odtąd będzie już dobrze.
Inną metodą destabilizacji umysłów jest stymulowanie fałszywych nowopotrzeb. Łatwiej jest przełknąć realny głód niezaspokojonych naturalnych potrzeb, będąc jednocześnie karmionym kuszącą wizją omnipotencji. Propaguje się przekonanie, że można być, tym kim się chce, szczególnie w sferze seksualnej.
Znikają z pamięci tak zwane „taśmy prawdy” i niekończące się afery, które przecież realnie, materialnie ograbiają ludzi. Dokonuje się, raz za razem, rozbiór psychiki i dóbr materialnych.
W wewnętrznym świecie człowieka toczy się walka o dobro. Podobnie w świecie zewnętrznym, jest dążenie do obrony materialnych i niematerialnych dóbr. Była walka o nasze lokomotywy, stocznie, huty, samoloty, motocykle, o lekcje historii w szkołach, o pamięć i prawdę, oraz sprawiedliwość.
Dziś nauczyciele bronią szkół, górnicy starają się ratować „czarne złoto”, leśnicy próbują ocalić lasy, ci którzy leczą, starają się o zapewnienie normalnych warunków do leczenia, rolnicy bronią ziemi i podobnie jak inni producenci, zwykłej, potrzebnej do życia i wzrastania, normalności. W nierównej walce o poszanowanie tajemnicy zawodowej, stają nie tylko dziennikarze.
Warto pochylić się nad determinacją dorosłych osób, które podejmują protesty głodowe. Podobnie, ciężko jest dzieciom, które z nadzieją na bycie szanowanymi, w swej desperacji próbują głodzeniem się wpłynąć na swych opiekunów. Zarówno bunt, jak i zdolność dostosowania się mają wartość. Problemem jest to, iż w niekorzystnych okolicznościach normalne postawy przyjmują postać skrajną i destrukcyjną.
Im gorzej jest w rzeczywistości, tym silniejsze staje się myślenie życzeniowe. Głęboko w psychice tkwi przekonanie, że wszystko będzie w porządku, jeśli stanie się posłusznym i oddanym władzy rodzicielskiej. Jak echo z przeszłości, w dorosłym życiu, z nadzieją na spokój, utrzymywana jest więc gotowość dostosowania się do oczekiwań władzy.
Dochodzi do oswajania się z nadużyciami. Niepostrzeżenie dla siebie samej, ofiara przejmuje system myślenia i postawy ciemiężyciela. Jest w stanie usprawiedliwić, bądź zapomnieć każdą aferę. Podobnie jak żony alkoholików, które za dobrą monetę przyjmują wierutne kłamstwa i bardziej niż o swoje dobro dbają o interes sił destrukcji. Potęguje to kolejne frustracje i nieuświadomiony gniew do siebie samego.
Propaganda i dbałość o wizerunek władzy jest ważniejsza od troski o tworzenie warunków do zaspokajania potrzeb i ambicji ludzi. Kłamstwo wraz z nowomową, nowomyśleniem i nowopotrzebami stały się oficjalnie usprawiedliwione i „słuszne”.
Na wewnętrznej straży takiej poprawności tkwi lęk przed alienacją, odrębnością i byciem napiętnowanym szaleństwem. Lęk mający głębokie i realne źródła w historii (np. płonące na stosach „czarownice”) jest umiejętnie pielęgnowany. Osoby, które sygnalizują nieprawidłowości, są szykanowane i na różne sposoby dyskryminowane. Przykłady osób zgłaszających oszustwa wyborcze, którzy są atakowani hasłami o „odmętach szaleństwa”, bądź usuwanego dziennikarza zadającego niewygodne pytanie i śledztwa wobec tych, którzy ujawniają prawdę, nie należą do najdrastyczniejszych. Utrwalane jest etykietowanie ludzi, jako tzw. „ciemnogród”, „mohery” itd.
Zrozumiały w tej sytuacji lęk i chęć uniknięcia alienacji społecznej doprowadza jednak do wewnętrznego wyobcowania, do odcięcia się od naturalnej potrzeby życia w prawdzie oraz od zdolności do wnikliwego myślenia i pamiętania. Bezwiedna rezygnacja z tak ważnych funkcji umysłu zmniejsza poczucie własnej wartości osobistej, a także rodzinnej i narodowej.
Poczucie wartości obniża realna często bezsilność wobec dokonującej się przemocy. Media bombardują obrazami osób, które są ofiarami okrutnego losu, trapiących chorób i nieszczęść. Poczucie zagrożenia potęgowane jest jawną i oficjalną bezkarnością urzędników, którzy na wiele sposobów szkodzą tym, którym powinni stwarzać dobre warunki do życia.
Kształtuje się niejasne przeczucie, że wszystko, co jest silniejsze, co posiada władzę, powoduje jedynie krzywdę. Dzieci w swoich rodzinach i dorośli w swoim państwie, którzy są drastycznie wykorzystywani, przeżywają silne wzburzenie, następnie pomieszanie, w końcu poczucie słabości. Nie chodzi tu jednak o uznanie słabości zwykłej i naturalnej, lecz o totalne poczucie braku wpływu.
W niekorzystnych warunkach dochodzi do negatywnej i w dużej mierze nieświadomej identyfikacji psychicznej: „jestem zerem, marionetką, stworzoną do tego, by mieć się źle”, „gdybym był coś warty, byłbym dobrze traktowany”. Ofiary paradoksalnie czują się winne za swój los. Źle traktują samych siebie i funkcjonują poniżej swych możliwości.
Uruchamia się błędne diabelskie koło. Ludzie nie wierzą, że może być dobrze, a tego, co nieznane, boją się, gdyż nie czują się wystarczająco pewnie. Mniej lub bardziej świadomie dążą do zachowania swojskiego świata.
W sytuacji, gdy przy braku poczucia bezpieczeństwa i pewności siebie powstaje jakikolwiek spójny obraz świata, dysonans poznawczy jest szczególnie trudny do psychicznego strawienia.
Kruchy aparat psychiczny, dążąc do zachowania spójności, usuwa informacje, które burzą ład, nawet ten zbudowany z fałszywych przesłanek. Może dojść do psychicznego zasupłania się na nowe i dobre, oraz poczucia, że znane, nawet jeśli jest złe, to jest do przewidzenia, a więc paradoksalnie, pod kontrolą.
Może dojść do irracjonalnego zacietrzewienie się na przyjmowanie do wiadomości „niewłaściwych” faktów, bądź na ich emocjonalne zaakceptowanie.
Wyparcie prawdy ma ochronić człowieka przed przeżywaniem trudnych i gwałtownych emocji, które budzą lęk przed utratą kontroli, przed psychiczną i zewnętrzną anarchią, „podpalaniem kraju”.
Kłopotliwe treści wyparte ze świadomego myślenia i przeżywania przechodzą do nieświadomości, gdzie żyją swoim życiem i nie są już kontrolowane. Czasem można doznać wrażenia, że „przeszłość depcze po piętach”. Nie tylko „Ci, którzy nie znają swojej historii, są skazani na jej powtarzanie”. Historia się powtarza, podobnie jak i przebyte urazy, po to, by w końcu właściwie, adekwatnie nań zareagować. „Prawda was wyzwoli” może dotyczyć wyzwolenia od odnawiania traumatycznych zdarzeń. Przykładem może być kłamstwo katyńskie – smoleńskie.
Zjawiające się wątpliwości na temat miłości do władzy, która jest destrukcyjna, rozpraszają tzw. autorytety. Najczęściej są to fałszywe autorytety bądź ludzie zasłużenie kiedyś podziwiani i lubiani, którzy z różnych powodów przeszli na „ciemną stronę mocy”.
Jak pisał C. G. Jung, zło często kroczy pod wzniosłymi sztandarami.
Innym podstępnym autorytetem, do którego odwołują się wewnętrzni i zewnętrzni tyrani, jest rozsądek. Prawda jest jednak taka, że czasem osiąga się znacznie więcej, postępując pozornie wbrew rozsądkowi. Gdybyśmy wszyscy mieli się kierować wyłącznie rozsądkiem, nawet i ten tekst, by nie powstał.
Pogarda do prawdy i dobra, stała się zorganizowanym i hałaśliwym przemysłem. Czy może być dobrze? Człowiek wciąż się zastanawia, gdyż przeczuwa, że nosi w sobie tajemnicę o niebotycznej wartości. Możliwe jest przyzwoite zachowanie, dbałość o godność i o dobre życie, a „życie pełne jest heroizmu”. (Max Ehrman, Dezyderaty).
Jednak pod wpływem ciągłego nadmiernego napięcia, w stanie chaotyzacji i zmiętolenia psychiki, umysł się zawęża i człowiek się kurczy. Wolny wybór bardziej ogranicza brak wewnętrznej niż zewnętrznej przestrzeni. Z czasem, czymś niewiarygodnym i trudnym staje się wolność i dobre życie oparte na prawdzie. Kolejny raz uruchamia się mechanizm błędnego diabelskiego koła. Pogłębia się niskie poczucie własnej wartości i wszystko traci sens. Człowiek który psychicznie opuszcza siebie i nie angażuje się, może czuć rozgoryczenie i pustkę. W takim stanie „ratunkiem” staje się odurzenie. Ofiara przechodzi na stronę swojego prześladowcy. Nie pomaga wiedza, iż w ten sposób zabija się siebie, niestety, coraz częściej także dosłownie. Zabójczo na człowieka i jego cywilizację działa nieświadome poczucie winy.
Dziwna miłość do destrukcyjnej władzy przynosi katastrofę w świecie zewnętrznym, jednak problem w gruncie rzeczy rozstrzyga się na głębokim, nieświadomym poziomie psychiki.
W psychoterapii stwarza się warunki do psychicznego wzrastania i do adekwatnego zaspokajania potrzeb i celów pacjenta. Pacjent potrzebuje zmian na lepsze w swoim życiu, ale także występuje świadomy i nieświadomy opór przed nimi. Jednym z kluczy do sukcesu w psychoterapii jest zrozumienie oporu przed zmianą.
A życie państwa jest jak życie człowieka.



Gerard Warcok – psycholog kliniczny i psychoterapeuta.
Katowice, luty 2015.


Powyższy tekst można cytować w całości, lub we fragmentach, wyłącznie z powołaniem się na źródło i nazwisko i pełną funkcję Autora.

7 komentarzy:

  1. Trafna diagnoza i opis działania systemu i ofiar systemu. Ale tylko diagnoza. Gdzie jakaś recepta i lekarstwo?

    Jednym z punktów obowiązkowych dotyczących zarządzania zmianą jest włączenie w projektowanie zmian potencjalnych osób mogących negatywnie wpłynąć na jej niepowodzenie.
    I to jest moim zdaniem kluczowy punkt!!!
    O które osoby chodzi? Ano o te posiadające najpotężniejsze wpływy.
    Czy dotarcie do tych osób jest możliwe i kiedy?
    Jest możliwe ale raczej tylko wtedy, gdy będą przekonane, że system stoi na skraju zagłady wywołanej dryfem w degeneracji i że da się go uratować (system) na drodze ewolucji.
    Pozostaje pytanie, czy ten czas już nadszedł?

    OdpowiedzUsuń
  2. @betacool
    Jak kto gdzie. Przecież to jest jasne: psychoterapia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kilkaset tysięcy kozetek, czy reedycja seansów Kaszpirowskiego?

    OdpowiedzUsuń
  4. @betacool
    Obawiam się, ze trzeba bedzie jednak na kozetkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Diagnoza bardzo trafna. Widzę nawet po sobie jak to działa. Rzeczy, które jeszcze parę lat temu mnie bulwersowały, teraz przyjmuję bez zmrużenia oka.
    Przekaz medialny (ten oficjalny i szeptany) jest już taki: "dobrze, że nie ma wojny" i mamy się z tego cieszyć.

    OdpowiedzUsuń
  6. @karakuli
    To prawda. Dobrze że nie ma wojny. Bardzo dobry przykład.

    OdpowiedzUsuń
  7. @All
    Informuję, że powyższy tekst został przez Autora uzupełniony i poprawiony. A zatem to co widzimy, to wersja najnowsza.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.