wtorek, 10 marca 2015

Z ostatniej chwili: System ogłasza casting na prowokatorów

Nie wiem, czy, a jeśli tak, to ilu z nas jeszcze pamięta, jak wiele lat temu bloger Matka Kurka, kiedy jeszcze utrzymywał się z tak zwanego „hejtowania” PiS-u, założył w Salonie24 blog, prowadzony rzekomo przez studentkę pierwszego roku polonistyki, która całym sercem kibicuje Prawu i Sprawiedliwości, jednak bardzo ubolewa nad tym, że jej ukochany PiS często jest wypełniony czystą i nieskażoną nienawiścią. Ja dziś już nie pamiętam, w jaki sposób Matka Kurka się tam wówczas podpisywał, ale oczywiście tam nie było śladu Matki Kurki, lecz było coś w rodzaju „KochamPiS”, „PiSwygra”, czy jakoś tak.
Ów blog zrobił natychmiastową karierę, a to z dwóch, czy może nawet trzech powodów. Po pierwsze, owa „studentka” była tak naiwna, by nie powiedzieć głupia, że niemal od pierwszej notki została otoczona przez całą bandę komentatorów, najczęściej sercem związanych z PiS-em, którzy za swój podstawowy cel postawili sobie jej wytłumaczyć, jak bardzo się myli. Po drugie, przekaz, jaki te teksty niosły, był tak fantastycznie „rozkraczony”, że administracja Salonu w jednej chwili się w nich zakochała, i to do tego stopnia, że nie dość, że one natychmiast zaczęły lądować na „pudle”, to jeszcze sam Igor Janke zechciał się tam pofatygować i osobiście wygłosić powitalną mowę, połączoną z gratulacjami z powodu manifestacji tak fascynującego obiektywizmu. Po trzecie wreszcie, ponieważ dla tak zwanych lemingów, nie ma większej atrakcji, niż wątpiący pisowiec, na blogu owego „dziewczęcia” rozpanoszyła się cała kupa codziennego antypisowskiego hejterstwa, które powtarzało praktycznie jedno i to samo: „Widzisz, jaki ten Twój PiS jest beznadziejny? Chodź lepiej do nas”.
Ponieważ ja od samego początku podejrzewałem, że z tą „studentką”, mamy do czynienia z jakimś przekrętem, w to co się tam wyprawiało nie angażowałem się, w związku z tym Matka Kurka przylazł na mój blog i zaczął mnie z całą tą niewinną, dziewczęcą słodyczą brać pod włos, jednak zanim zdążyłem z nim na dobre gadać, jemu nagle strzeliło do głowy, by na tym swoim lewym blogu opisać historię, która była tak głupio absurdalna, że ja do dziś nie rozumiem, jak człowiek jednak jakoś tam inteligentny mógł na coś takiego wpaść. Tego też za dobrze już nie pamiętam, ale mniej więcej szło to tak, że szedł sobie człowiek ulicą i został przejechany przez samochód. Nasza „studentka” błyskawicznie rzuciła się go reanimować, ale w tym momencie sprzedawczyni z lokalnego sklepiku nawrzeszczała na nią, że trzeba było tego człowieka zostawić, żeby zdychał, bo to jest znany zwolennik Platformy Obywatelskiej. W tym momencie ja już wiedziałem na pewno, że za tym blogiem stoi prosta prowokacja, napisałem na ten temat notkę, no i w tym momencie Matka Kurka dostał cholery, przyznał, że to co zrobił miało na celu tylko pokazać, jacy wyborcy PiS-u są chamscy i głupi, i że mu się to świetnie udało i wtedy też Igor Janke go z Salonu wyrzucił.
Jeśli ktoś w tym momencie myśli, że mi właśnie strzeliło coś do głowy, by się poznęcać nad – dziś już całą gębą „naszym” – Matką Kurką, to jest w oczywistym błędzie. Oczywiście, ja jestem głęboko przekonany, że nigdy zbyt dużo słów ostrzegających przed tym cwaniakiem, niemniej tym razem akurat chodzi mi o kogoś kompletnie innego, a mianowicie blogera podpisującego się Recma, który w tych dniach robi w Salonie24 wręcz oszałamiającą karierę, a która to kariera przebiega niemal dokładnie tak samo, jak przed laty kariera owej „studentki”. Tu też mamy do czynienia z tak zwanym „głosem rozsądku”, też ów „głos rozsądku” zostaje natychmiast zaatakowany przez „pisowską dzicz”, też dokładnie tak samo, jak wtedy, natychmiast na ratunek skrzywdzonemu przez swoich pędzą najbardziej prominentni hejterzy z Platformy, i wreszcie, niemal identycznie, jak w przypadku tamtej prowokacji, administracja Salonu stawia owemu Recmie prawdziwy łuk triumfalny. Bo przecież wszystkim nam zależy na tym, żeby nasza debata przyjęła wreszcie cywilizowaną formułę, i żebyśmy wszyscy sobie porozmawiali, czy na przykład propozycja PiS-u, by tylko Polacy mieszkający w Polsce mogli głosować, to dobry pomysł. Widzimy już, jak to się robi, prawda?
Ale jest jeszcze coś, co dla mnie stanowi prosty dowód, że mamy do czynienia z niemal identycznym przekrętem, co wówczas. Otóż ów Recma, ciężko pracujący na obczyźnie polski patriota, człowiek kulturalny i wiedzący, czym jest mądry umiar i czystość spojrzenia, chce jedynie zwrócić uwagę na karygodne błędy, jakie Andrzej Duda – również jego kandydat na prezydenta – popełnia w swojej kampanii, a przy tym pogadać o polskich sprawach i to, co go spotyka, to hejt ze strony swoich, i życzliwe wsparcie ze strony obcych. I wszystko pewnie byłoby dobrze, gdyby nie jeden jedyny fragment tekstu Recmy, gdzie ten, krytykując Andrzeja Dudę za to, że przyjechał do Londynu i zamiast emigrantów rozbawiać, nudził na temat ZUS-u, napisał co następuje:
Problem jednak w tym, że ten wyjazd na Wyspy nie miał z tego akurat punktu widzenia, najmniejszego sensu. Mało że nikogo już ze swoich nie przyciągnął, to na dodatek spieprzył sobie opinię na Wyspach. Jaki przy tym idiota leitmotivem wystąpienia uczynił emerytury i reformę ZUS. No, litości! Co do cholery mnie interesuje Wasz pieprzony polski ZUS! Ja i tysiące mieszkańców na Wyspach, mają już wypracowane emerytury w tych krajach! Dziwi mnie, że sam Duda dał się wpuścić w taką tematykę. Sądziłem że ma więcej rozumu niż przeciętny członek władz PiS! Może go zatem przeceniłem i przedwcześnie uznałem za dobrego kandydata? Czuję się teraz głupio, bo od konwencji występuję w jego interesie. Pierwszy raz tak zaangażowałem się w agitację. A tu może się okazać że konwencja to było wszytko na co stać Dudę”.
Czy jest tu może ktoś na tyle tępy, by uznać, że powyższe słowa napisał człowiek szczerze zatroskany kampanijnymi błędami Andrzeja Dudy? Czy znajdzie się wśród czytelników tego tekstu choć jedna osoba, która uwierzy, że to jest język tak zwanej „pisowskiej mniejszości”, pozbawionej owego tak powszechnie już skompromitowanych jadu, nienawiści i chamstwa? To ma być głos prawdziwego polskiego emigranta-patrioty, który, otwarty na prawdę, chce zwyczajnie kulturalnie podebatować na temat sposobów wyjścia z naszej polskiej matni? Nie oszukujmy się, przecież to jest coś jeszcze głupszego, niż tamta historia o pisowskich faszystach z budki z gazetami, i przepraszam bardzo, ale trzeba mieć w sobie coś bardzo szczególnego, by tego nie widzieć. A zdanie „Ja i tysiące mieszkańców na Wyspach, mają już wypracowane emerytury w tych krajach!” dowodzi wręcz, że ów Recma nawet nie gada do nas z Irlandii, lecz z jakiegoś Szczecina, czy Piły, a i to w najlepszym wypadku.
Niedawno, na fali dyskusji związanej z kościelną kampanią skierowaną przeciwko cudzołóstwu, napisałem notkę, w której przestrzegłem wszystkich nas tu przed propagandą, która jest tak rozległa, tak potężna i tak perfidna, że praktycznie nie mamy przed nią najmniejszych szans obrony i jedyne co nam pozostaje to głęboka, możliwie najgłębsza, nieufność. I rozwaga. Maksymalna rozwaga w stosunku do tych, którzy nas zapraszają do udziału w swoich czarnych przedsięwzięciach. Wbrew pozorom, to nic szczególnie trudnego. Wystarczy odwrócić się plecami i odejść bez słowa. To bardzo ważne – bez słowa. To co mamy do powiedzenia będziemy mogli powiedzieć 10 maja.

Jak zawsze zapraszam wszystkich do odwiedzania księgarni pod adresem www.coryllus.pl i do kupowania moich książek. I nie tylko moich.

4 komentarze:

  1. Nie chciałbym wyjść na nędznego prowokatora ale wczoraj jedna z moich znajomych oznajmiła mi, że po latach życia w tzw. konkubinacie powiększonym o jego owoc, czyli dziecię, postanowiła wziąć ślub kościelny. Trochę przez księdza a trochę pod wpływem owych dużych poniewierających dosłownością plakatów...
    Niby strzelanie ślepymi nabojami a tu proszę jednak trafiona i zatopiona...

    OdpowiedzUsuń
  2. @betacool
    Super. Bardzo się cieszę. Pozostaje teraz już tylko się zastanowić, ile osób z tego samego powodu zdecydowała się zrezygnować z już rozważanego ślubu i jaki byłby wynik akcji przeprowadzonej z większym wyczuciem problemu.

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak. Ale w moim małym świecie na razie 1:) i to po beznadziejnej akcji, która nie pachniała nawet bramką.
    A przy okazji postaci Matki Kurki i jego potyczek z Jerzym O., to jeśli pomyślimy logicznie z układu, że jedna osoba zbiera i stara się zebrać jak najwięcej, a druga wymaga od niej transparentności i nad nią czuwa, by ta zbierająca wydała jak najwięcej z tego co zbierze na deklarowany cel, zadowoleni powinni być wszyscy. Czyli i ta osoba, która zbiera - bo zbiera wszak na szczytny cel i ta osoba, która kontroluje (bo próbuje wpłynąć, by kasa została wydana zgodnie z deklarowanym przeznaczeniem). Mało tego z takiego układu powinni być zadowoleni wszyscy darczyńcy.
    Mam jednak nieodparte wrażenie, że z takiego układu nie cieszy się absolutnie nikt - ani ten zbierający (ciekawe dlaczego?) ani ten próbujący kontrolować (także ciekawe dlaczego?), ani niektórzy darczyńcy (i tu przyznam się najmniej rozumiem dlaczego).

    OdpowiedzUsuń
  4. @betacool
    Moim zdaniem Matka Kurka jest tu przedstawiclem jakichś bardzo potężnych sił, którym zależy na tym, żeby albo Owsiaka zniszczyć, albo stworzyć wokół niego kolejne napięcie. Kto tam się ukrywa i jakie ma intencje, nie mam pojęcia.

    OdpowiedzUsuń