piątek, 27 marca 2015

Czy po Platformie zostaną nam tylko czerwone latarnie?

Trochę może wcześnie, ale tak wychodzi, że dziś mój cotygodniowy felieton dla „Warszawskiej Gazety” mamy i tam i tu. Polecam jak zawsze.

Minęło już parę lat, ale ja wciąż to pamiętam, jakby to było wczoraj. Czekałem rano na tramwaj, kiedy z pobliskiego salonu gier wyszedł człowiek. Normalnie wyglądający starszy pan, w marynarce i krawacie, rozpiętej pod szyją koszuli, nieogolony, może trochę zmęczony i rozejrzał się dookoła. W pewnym momencie spostrzegł trzech prostych meneli, którzy tam stali, jakby czekając aż może nagle pojawi się jakiś szczęściarz i rzuci im coś na flaszkę. I wtedy człowiek w marynarce wyciągnął z kieszeni zegarek i zaproponował menelom, że im go sprzeda niedrogo.
Trwało to kilka minut. Człowiek w marynarce błagał meneli, by kupili od niego zegarek, oni mu powtarzali, że nie mają pieniędzy, on obniżał cenę do jakichś śmiesznych groszy, oni się od niego ze śmiechem odganiali, no i w końcu nadjechał mój tramwaj, i ja owo nieszczęście zostawiłem na zawsze za sobą.
Jak mówię, minęły już lata, w międzyczasie mieliśmy w Polsce tak zwaną aferę hazardową i równie tak zwaną komisję śledczą, spocone czoło posła Chlebowskiego, czerwony nos ministra Drzewieckiego, gwałtowną akcję samego premiera Tuska na rzecz zdelegalizowania wolnego hazardu, cykl sejmowych głosowań i wreszcie na rynku zapanował błogi spokój, gdzie, jeśli ktoś chciał stracić pieniądze i od tego zwariować, musiał jechać setki kilometrów od domu, albo już tylko grać w totolotka. I oto od pewnego czasu widzę, że w mojej okolicy – a skoro w mojej okolicy, to zapewne i w całym kraju – jak grzyby po deszczu wyrastają jeden za drugim kolejne punkty, z których każdy wygląda mniej więcej tak samo i robi równie tajemnicze wrażenie. Mamy więc zasłoniętą, lub zamalowaną wizerunkiem rozebranej lali w siatkowanych pończochach witrynę, zamknięte i zamalowane na czarno drzwi, nad drzwiami mijający na czerwono neon z napisem albo „24 godziny”, albo, bardziej światowo, „24 h”, a w środku? Diabeł jeden wie, bo to wszystko robi takie wrażenie, że normalny człowiek boi się sprawdzić, by na wejściu nie dostać fangi w nos. Popytałem tu i ówdzie i zostałem poinformowany, że owszem, w chwili jak Donald Tusk wyjechał do Brukseli, nerwowy okres minął, wszyscy umyli ręce i sprawy powoli wracają do normy, z tym, że najwidoczniej jeszcze bardziej.
Co ciekawe, wraz z powrotem domów gier, jakoś nie wróciły sklepy z dopalaczami. Powiem wręcz, że nie widać nawet starych dobrych bujających się na ugiętych nogach narkomanów. Rozmawiałem ze znajomym, którzy interesuje się sprawą zawodowo i usłyszałem, że oni wciąż są, tyle że towar jest znacznie lepszy. A ja się zastanawiam, czy nie tylko lepszy, ale czy owe czynne 24 godziny na dobę punkty nie stanowią jakiejś nowej branży typu dwa lub nawet trzy w jednym.
To by dopiero było uwieńczenie ośmiu lat rządów Platformy Obywatelskiej! Mam wielką nadzieję, że coś na ten temat usłyszymy już w maju.

Jak zawsze szczerze zachęcam do kupowania moich książek, które można znaleźć w księgarni na stronie www.coryllus.pl. Ich jest wciąż aż sześć, więc trzeba coś wybrać. Dziś więc polecam podręcznik do nauki języka angielskiego zatytułowany „Kto się boi angielskiego listonosza”. Proszę sprawdzić. Biorąc pod uwagę ceny tego, co sprzedają w księgarniach, to jest czysta oszczędność.

2 komentarze:

  1. Ha.. Ja już to dawno zauważyłem w mojej dzielnicy. I nie ma to nic wspólnego z tym czy Tusk tu jest czy go nie ma. Upadek takich dzielnic widać naocznie, jest wręcz wprost proporcjonalny do powstawania takich przybytków. W mojej dzielnicy jedna ulica to już w zasadzie tylko monopolowe (oczywiście 24h), budy hazardowe z maszynami wrzutowymi, zaraz obok lichwa "chwilówka" (niby przypadkiem... ) i bukmacherzy sportowi. Tyle na temat - przygnębiające.

    OdpowiedzUsuń
  2. @piter
    My mamy to samo, tyle że okolica akurat jest mocno odnawiana.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.