niedziela, 15 marca 2015

O prezydentach, zamachach i chybotliwych krzesłach

Przed nami mój kolejny felieton z „Warszawskiej gazety”. Wciąż bardzo aktualny.

Jak wiemy, jednym z pierwszych praktycznych skutków wizyty prezydenta Komorowskiego w Japonii, poza tym, że bardziej politycznie uświadomiona młodzież zaczęła się do siebie zwracać per „Szogunie”, było zdarzenie podczas wiecu przedwyborczego prezydenta w Krakowie, kiedy to jakiś obywatel przyszedł na spotkanie z krzesłem, uniósł je nad głowę, a ochrona w jednej chwili właściciela krzesła obezwładniła, oddając go w ręce policji, która z kolei powiadomiła o zdarzeniu prokuraturę, która wreszcie wszczęła dochodzenie w sprawie próby zamachu na Prezydenta RP. Przy pomocy krzesła.
A ja przepraszam bardzo, ale nie potrafię w tym momencie nie wspominać zamordowanego w Smoleńsku prezydenta Lecha Kaczyńskiego i to co mu się przytrafiło, kiedy próbując przestrzec świat przed rządzoną przez Putina Rosją, udał się do zaatakowanej właśnie przez owego Putina Gruzję i w pewnym momencie wiozący go samochód został ostrzelany przez tak zwanych „separatystów”. Swoją drogą, jeśli ktoś sądzi, że owe pojęcie pojawiło się dopiero przy okazji konfliktu na Ukrainie, jest zwyczajnie niedoinformowany.
Przypomina mi się tamto zdarzenie, trochę przez to, że było o nim wówczas głośno, a ton większości komentarzy odpowiednio w stosunku do prezydenta szyderczy, ale przede wszystkim dlatego, że to wtedy właśnie, wówczas jeszcze zaledwie marszałek, Bronisław Komorowski wygłosił swój historyczny bon mot: „Jaki prezydent, taki zamach”.
Przypomnijmy sobie może tamto zdarzenie dokładniej. Otóż prezydent Kaczyński, w celu zademonstrowania swojej solidarności z Gruzją, udał się razem z prezydentem Saakaszwilim nad granicę, gdzie operowały kontrolowane przez Moskwę wojska, i tam właśnie doszło do owej wymiany ognia między separatystami, a prezydencką ochroną. Oczywiście mogło się zdarzyć, że ktoś by zginął, na szczęście wszystko skończyło się dobrze i dopiero kolejne lata dały wielu z nas upragnioną satysfakcję. I tu i tam.
No ale dziś mamy ów krakowski wiec i prezydenta Komorowskiego, który nagle widzi, jak przed nim wyrasta krzesło i w jednej chwili rozumie, że to już koniec… ale nie bójmy się, bo oto do akcji wkraczają funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu i przy pomocy paru szybkich ruchów obezwładniają zamachowca i w ten sposób głowa Głowy Państwa, a tym samym jej życie, zostają uratowane, na twarzy Ukochanego Przywódcy pojawia się charakterystyczny uśmiech i spotkanie z wyborcami może być kontynuowane.
A my na to w osłupieniu patrzymy i oczywiście aż nas kusi, by powiedzieć: „Jaki prezydent, taki zamach”, ale raz, że to by naprawdę było zbyt proste, a przez to nas zwyczajnie niegodne, a dwa, że ten akurat człowiek z całą pewnością zasłużył sobie, by otrzymać od nas coś znacznie lepszego. A zatem ode mnie specjalnie dla Pana zapewnienie: na zamach, choćby i na Pańskim poziomie, trzeba jednak sobie zasłużyć. Jeśli idzie o Pana i koniecznie musi być krzesło, to Pan prędzej któregoś dnia wejdzie na któreś z nich, spadnie i skręci sobie kark.

Niezmiennie polecam wszystkim moje książki, które są do nabycia w paru miejscach, niemniej najwygodniej jest je zamawiać na stronie www.coryllus.pl. Dwie z nich, wydane jeszcze pod imieniem, Toyah, sprzedawane są po bardzo promocyjnej cenie 15 zł, a reszta różnie. Proszę zajść i rzucić okiem. Najwyżej te pieniądze wydadzą Państwo na kawę, lub papierosy.

2 komentarze:

  1. Ja, gdy przeczytałem o tym zdarzeniu, ani chwili nie mogłem uwierzyć, że ta manifestacja może mieć cechy zamachu. Bo jak? Tłum sympatyków, może nawet wielbicieli, nieporęczny przedmiot w ręku i... zamach!? Nigdy! Żywy rebus - pomyślałem wtedy - ten człowiek chciał by odczytano jego przesłanie, które brzmiało „chairman”. Zastanawiałem się tylko, czy miał to być rodzaj aplauzu, czy też raczej ironia? W kontekście niedawnego tournée wziąłem pod uwagę to drugie.

    OdpowiedzUsuń
  2. @2,718
    Żywy rebus? Piękne!

    OdpowiedzUsuń