piątek, 20 marca 2015

Kto w "Gwiezdnych Wojnach" był kapusiem?

Jestem pewien, że każdy z nas, który miał tu już okazję być wcześniej, zna, ewentualnie może się domyślać mojego stanowiska, gdy chodzi o osobę i polityczną działalność Janusza Korwina-Mike. A skoro tak, to myślę też, że nikomu nawet do głowy nie przyjdzie, by sądzić, że ja mam jakikolwiek interes, by Korwina przy jakiejkolwiek okazji brać w obronę. Tym razem jednak okazuje się, że przede mną pojawił się owszem Korwin-Mikę, ale dokładnie tuż obok niego jakiś bałwan z Onetu i sprawa nagle się stała całkowicie czysta. W momencie gdy pojawia się Onet, Korwin jest nasz.
O co poszło? Najlepiej chyba będzie, jeśli zacytuję Onet właśnie. Nikt bowiem, moim zdaniem, nie jest w stanie przekazać owej śliskości lepiej niż oni sami. Zanim jednak to zrobię dosłownie parę słów wyjaśnienia. Otóż Korwin-Mike pojechał do Głogowa, by w ramach kampanii przed majowymi wyborami, spotkać się z wyborcami i – głupio, jak to on – wlazł na scenę przy akompaniamencie głównego tematu z filmu „Wojny Gwiezdne”. I oto okazało się, że w redakcji Onetu znalazł się jakiś fan owych „Wojen” i powstało to:
Trudno było podejrzewać, by Janusz Korwin-Mikke, znany obrońca praworządności, nielegalnie wykorzystał na konwencji wyborczej tak popularne nuty – tym bardziej że fragmenty konwencji pokazywały chyba wszystkie stacje telewizyjne, szeroko opisywały ją też media drukowane i internetowe. Niemal wszędzie wątek muzyki z ‘Gwiezdnych wojen’ był na pierwszym miejscu. Uznaliśmy mimo to, że warto sprawdzić w ZAiKS-ie, w jaki sposób partie polityczne uzyskują zgodę na wykorzystywanie cudzych kompozycji.
‘Konwencja wyborcza w Kamyku odbyła się bez licencji. Informację wykorzystamy do odzyskania wynagrodzenia autorskiego’ – odpisał nam Ryszard Nowosadzki, dyrektor katowickiego okręgu Stowarzyszenia Autorów ZAiKS. Jak się więc okazuje, ‘Main Title’ z ‘Gwiezdnych wojen’ w ogóle nie miało prawa zabrzmieć na konwencji wyborczej partii KORWiN”.
W czym rzecz? Jak już wcześniej zauważyłem, to że Korwin, czy może lepiej, jego ludzie, których stan umysłów przez te wszystkie lata blogowania, ja znam aż nazbyt dobrze, uznali, że ta cała gadka na temat świętego prawa własności, jest dobra dla tak zwanych „jeleni”, jak się jest natomiast ważnym działaczem wolnościowym, to nie ma co zawracać sobie głowy czymś tak trywialnym, jak tak zwana „własność intelektualna” i wpuścili Korwina na scenę przy dźwiękach „Wojen Gwiezdnych”, świadczy o tym, że to są zwyczajni idioci. No ale to akurat wiedzieliśmy już wcześniej, więc nie ma za bardzo o czym dyskutować. To co mnie jednak dziś zajmuje znacznie bardziej od Korwinowców i tego co teraz z nimi będzie, to postepowanie Onetu, a dokładnie rzecz biorąc jednego z jego dziennikarzy, tego mianowicie, który dowiedziawszy się, że Korwin najprawdopodobniej bezprawnie wykorzystał temat z jego ukochanych „Wojen Gwiezdnych” popędził z donosem do ZAiKS-u. I proszę zwrócić uwagę, on jest na tyle sliski, by nie krzyknąć, że co to ma być, że jakiś polityk używa do swoich niecnych gier kultową melodię z kultowego filmu. Nic podobnego. On pisze, że ponieważ usłyszał tę melodię, przyszła mu do głowy refleksja odnośnie tego, jak to politycy załatwiają sobie prawo puszczania podczas wyborczych konwencji znanych melodii, i jako dociekliwy dziennikarz sprawę sprawdził. W ZaiKS-ie.
Ja nie wiem, jak to jest być dziennikarzem, a tym bardziej nie mam pojęcia, jak to jest być fanem „Wojen Gwiezdnych”, natomiast wydaje mi się, że ja wiem bez sprawdzania, jak politycy załatwiają sobie prawo puszczania wybranych numerów podczas konwencji wyborczych. Piszą mianowicie maila do ZAiKS-u, pytają o cenę, płacą i mają. I to się wydaje proste i oczywiste. Z jednym wyjątkiem: jeśli potrzebujemy kogoś zakapować, sprawy się toczą zupełnie inaczej. I to jest dokładnie to, z czym mamy do czynienia tutaj. A zatem, kiedy ów onetowy pajac pisze, że „uznaliśmy mimo to, że warto sprawdzić w ZAiKS-ie, w jaki sposób partie polityczne uzyskują zgodę na wykorzystywanie cudzych kompozycji”, to on zasługuje na cos najgorszego. Raz, za to, że bez powodu, bez sensu i tak naprawdę bez żadnych korzyści dla siebie i swojej rodziny postanowił zostać kapusiem, a dwa, że najprawdopodobniej jest do tego stopnia fanem „Gwiezdnych Wojen”, że ten fakt mu najzwyczajniej odbiera rozum.
Ale jest coś jeszcze, co tu akurat stanowi kwestie absolutnie poboczną i tak naprawdę związana wyłącznie z moimi nic nie znaczącymi kompleksami. Otóż ja pamiętam, jak na jeszcze w latach 60-tych słuchało się muzyki z tak zwanych „pocztówek dźwiękowych” i na nich było wszystko: Rolling Stonesi, Beatlesi, The Kinks, Blood Sweat & Tears i wiele, wiele innych. Melodii z „Wojen Gwiezdnych” tam akurat nie było, bo był to czas, kiedy gówno nie było jeszcze w modzie. A już nie wspomnę o tym, że nie mieliśmy wówczas jeszcze dziesiątków telewizyjnych kanałów, z których jeśli jeden nadawał mecz piłkarski, to ten drugi mógł z tego meczu pokazać tylko zdjęcia. Dziś mamy tak, że, było nie było, powszechnie znany polityk postanawia podczas swojej kampanii wykorzystać fragment melodii, która jest na codzień dostępna w Internecie i każdy może sobie z nią robić, co mu się żywnie podoba, i w tym momencie okazuje się, że nie – nie wolno. Bo z jednej strony stoją jacyś kompletnie obłąkani owej melodii fani, a z drugiej prawo, równie obłąkane.
Oczywiście, dziś mamy sytuację taką, że Korwin będzie musiał zapłacić i pies z kulawą nogą go nie weźmie w obronę, bo dla jego zwolenników nie ma nic bardziej świętego niż święte prawo własności, a z kolei ci, którzy zdaja sobie sprawę, z czym i z kim mają do czynienia, odczuwać będą tylko okrutną satysfakcję.
A z boku pozostaną ci, co tak jak ów dziennikarz z Onetu, mają to wszystko głęboko w dupie, bo oni tak naprawdę lubią tylko „Gwiezdne Wojny” i system operacyjny „Linux”, a jeśli przy okazji trafi się okazja, by spłatać komuś jakiś figiel, to tym lepiej. I to jest dopiero wiadomość, która poraża. Właśnie ta.

A książki jak zawsze są do nabycia w księgarni na stronie www.coryllus.pl. Polecam szczerze.

6 komentarzy:

  1. Wszystko się zgadza, tylko kompletnie nie rozumiem po co te wszystkie złośliwostki nt. Gwiezdnych Wojen (które nota bene lubię, przynajmniej pierwsze 3 części, te stare właśnie), Linuxa (btw, program operacyjny brzmi kulawo, jak się nie jest ekspertem to lepiej nie wymyślać swoich określeń - zlituje się i podam: System Operacyjny). I bardzo proszę nie stawiać implikacji typu: lubię Gwiezdne Wojny i Linuxa to lubię Onet, bo jest to po prostu bzdura.

    OdpowiedzUsuń
  2. Święte prawo własności w koncepcji konserwatywno-liberalnej dotyczy tylko materii, własność "intelektualna" już święta nie jest i wg rzeczonego Korwina powinna obowiązywać 7 lat, z opcją wykupu do 11 lat.
    Warto takie rzeczy sprawdzać zanim się wyszydzi. O ile mi wiadomo Gwiezdne Wojny powstały nieco wcześniej niż 11 lat temu.
    Korwin oczywiście złamał obowiązujące prawo, ale wg Niego GŁUPIE prawo, więc może liczyć na obronę rzeszy zwolenników. Coś na zasadzie takiej jak inne zbożne cele, np. wykorzystywanie wszelkich kruczków do unikania podatków, rejestrowanie firm za granicą itp. Czyli wszelkie możliwości poszerzania wolności osobistej.
    Przy czym tu akurat głupio nie zadbał, żeby wszystko było choćby na granicy, ale jednak w ramach, a nie wbrew obowiązującemu prawu. Krzyżyka jednak na sprawie nie stawiajmy, prawnikiem nie jestem - może da się i ten przepis obejść legalnie.

    qkiz

    OdpowiedzUsuń
  3. @piter
    Chyba jest na odwrót. Nie wypada wymyślać swoich określeń, jeśli się jest ekspertem. Przecież to jest naturalne, że ktoś kto ekspertem nie jest, wymyśla swoje określenia.
    Swoją drogą, od jak dawna czyta Pan ten blog?

    OdpowiedzUsuń
  4. @Unknown
    Możliwe, ale przede wszystkim Korwin, o ile mi wiadomo, nie jest czołowym teoretykiem myśli konserwatywno-liberalnej, więc te 11 lat to on może sobie wsadzić w nos, a poza tym taki Koch na przykład twierdzi, że prawo, nawet złe, należy przestrzegać nezwarunkowo.

    OdpowiedzUsuń
  5. @toyah: osobiście bym wolał się najpierw zorientować co i jak, bo mogą powstać potworki typu "manipulator kulo-stoło-toczny" (podpowiadam, to "myszka komputerowa" :).

    Czytam od czasu do czasu od mniej więcej roku. Nie zawsze się zgadzam, ale na tyle często, aby jednak zaglądać. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. @piter
    A jak się miałem zorientować co i jak, skoro wydawało mi się, że Linux to program, a nie system? Gdybym sie nad tym zastanawiał, to bym się kogoś zapytał, a tak zrobiłem błąd. Zresztą wcale nie sądze, że porównywalny z tym "manipulatorem".

    OdpowiedzUsuń