niedziela, 28 września 2014

Czy prezydent Tusk załatwi nam pracę w Zurychu?

Wczorajsza notka, powiem zupełnie uczciwie, trochę wbrew moim oczekiwaniom, nie zrobiła na nas tu większego wrażenia. I nawet nie chodzi mi o to, że ktoś tam od razu postanowił mnie zarzucić linkami, które jak się domyślam, miały kwestionować moje troski, ani nawet o to, że jeden z komentatorów najwidoczniej w ogóle nie zrozumiał tekstu i postanowił mi opowiedzieć o jeszcze innych przypadkach naciągania opieki społecznej przez najróżniejsze „pasożyty” i „szarańczę”, ale o to, że w momencie gdy pojawiła się informacja, tak naprawdę wiadomość podaną przez mnie w porażający wręcz sposób rozstrzygająca, nastąpiła cisza, zupełnie jakby dopiero teraz to wszystko stało się naprawdę nieinteresujące. No i wtedy pomyślałem, ze napisze na ten temat notkę kolejną.
Gdyby ktoś wczorajszego tekstu nie czytał, a zaglądać mu się nie chciało, bardzo króciutko powiem, o co poszło. Oto, wedle informacji podanej przez portal tvn24, trzy lata temu do szwajcarskiej wioski o nazwie Hagenbuch przybyła z Erytrei dziewięcioosobowa rodzina wynędzniałych Afrykanów, w ramach pomocy socjalnej otrzymała darmowe mieszkanie, oraz 2 tys. euro miesięcznie na życie. Niestety, po pewnym czasie, kiedy się okazało, że oni w żaden sposób nie potrafią sobie radzić, owa pomoc zaczęła stopniowo rosnąć, by wreszcie osiągnąć poziom 50 tys. euro miesięcznie, co zagroziło całemu budżetowi gminy, który to budżet wynosi zaledwie 150 tys. euro. Ponieważ podana przez tvn24.pl wiadomość wydała mi się tak absurdalna, że wręcz nieprawdopodobna, uznałem ją za propagandowy wymysł jakichś liberałów z Nowego Światu i z odpowiednim komentarzem ją opisałem w swoim tekście.
I oto, dzięki pewnemu komentatorowi o wiele mówiącym nicku Albert Hohenzollern, który zechciał się zainteresować tematem tu na blogu, okazało się, że historia dziewięciorga Murzynów żyjących w szwajcarskiej wiosce Hagenbuch wcale nie jest wymyślona. Oni rzeczywiście zostali tam przywiezieni i rzeczywiście gmina na ich utrzymanie wydaje 50 tys. euro miesięcznie, co, jak wnikliwie bardzo zauważył w Salonie24 kolega Orjan, wielokrotnie przekracza sumę, jaką musiałaby ona wydatkować na opłacenie dla nich miejsca w miejscowym hotelu. Rzecz jednak w tym, że jak się okazuje, niemal natychmiast po ich przywiezieniu do Hagenbuch, za opiekę nad nimi zabrała się firma świadcząca usługi związane z dobroczynnością o nazwie Solid Help AG. Jak wyjaśnia jej szef, niejaki Christoph Bänziger, jest to organizacja niezwykle doświadczona, niosąca dobrą i skuteczną pomoc w sumie sześćdziesięciu podobnym rodzinom, i to co oni robią na rzecz tych biednych ludzi jest „warte każdego centa”. Pracownicy socjalni wynajmowani przez Solid Help AG „pomagają przez cały tydzień, sześć godzin dziennie, pomagają w zakupach, w gotowaniu, sprzątaniu, a czasami nawet zabierają dzieci do zoo”. A to, jak podkreśla Bänziger, „kosztuje”.
Rozmawiająca z nim dziennikarka pyta, czy nie można by było jednak pomaganie tym Czarnym zostawić gminie i jej mieszkańcom. I na to pada następująca odpowiedź: „Ależ my nie mamy nic przeciwko sąsiedzkiej pomocy, ale w tym wypadku dobre serce nie wystarczy. Tu trzeba profesjonalistów, ludzi, którzy będą w stanie wznieść się powyżej zwykłego wzruszenia. Nie można też tych ludzi zarzucać używanymi ciuchami. Uchodźcy mają prawo decydować o sobie”. No a poza tym, Solid Help AG wcale tak bardzo się do tej roboty nie pali. Oni wyłącznie realizują prawo kantonalne, które ich na ów odcinek skierowało. Są przepisy, są odpowiednie ustawy i procedury – Bänziger tu nie ma nic do gadania.
Artykuł, jaki przedstawia to ostateczne wyjaśnienie, kończy się czymś takim:
Kanton Zurich pozbawił społeczność Hagenbuch prawa do opieki nad rodziną. Mieszkańcy wioski mogą już tylko płacić. Zadawanie pytań we własnej obronie to tabu: prawo jest prawem”.
No i wydaje się, że my już teraz mamy wiedzę mniej więcej pełną. Tvn24.pl nic tu nie wymyślił, najwyżej nie wszystko nam powiedział. Tego między innymi, że tych Czarnych do Hagenbuch ściągnął wielki przemysł, który z pomagania im żyje, i to żyje bardzo dobrze. To firma Solid Help AG prawdopodobnie zorganizowała najpierw dla nich środki, a potem transport i wreszcie miejsce, gdzie oni mogliby zamieszkać, no i szafa gra!
Ktoś się zapyta, co nas to w ogóle obchodzi. Czy my nie mamy własnych zmartwień, by się zajmować jakimiś europejskimi ekscesami? W końcu z naszym Owsiakiem sobie jakoś radzimy, więc i poradzimy sobie z całą resztą. Otóż po pierwsze, ja wcale nie jestem pewien, czy akurat z Owsiakiem sobie radzimy. Owszem, dopóki władza nie opodatkuje każdego z nas jakąś tam sumą na WOŚP, żyć się da, jednak przede wszystkim wcale nie wiemy, co się dzieje tam, gdzie nasz wzrok nie sięga, a poza tym oni naprawdę są zdolni do niejednego. Poza tym, przypominam, że my jak najbardziej jesteśmy od kilku lat częścią tej Europy i nic nie wskazuje byśmy się mieli od niej oddalać, a wręcz odwrotnie, co chwila dochodzą do nas informacje o tym, że znów przysunęliśmy się o jeszcze jeden krok.
Ostatnio znów pojawiła się ta straszna informacja, że oni nam jednak chcą załatwić nam to euro, a ja już tylko się zastanawiam, czy razem z nim gdzieś tu w okolicy nie otworzą swojego przedstawicielstwa biznesmeni z Solid Help AG, bo jeśli tak, to wprawdzie część z nas znajdzie pracę jako pracownicy socjalni, natomiast cała reszta zostanie tą pomocą skutecznie objęta. I to całkiem możliwe, że razem z paroma rodzinami z Erytrei, dla których zabraknie miejsca w wiosce Hagenbuch.

Wszystkich tych, którzy lubią sobie poczytać coś naprawdę dobrego, zapraszam na stronę www.coryllus.pl, gdzie są do nabycia wszystkie moje książki. Zachęcam. No i oczywiscie, jak zawsze, proszę o wspieranie tego bloga. Broń Boże przez Solid Help AG.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz